Postępowe dogmaty

·

Postępowe dogmaty

·

Po wyroku Trybunału w Strasburgu wojujący ateiści będą zdejmować i rozwalać krzyże, katolicy bronić. Doskonałe zajęcie na czas kryzysu. Normalizacja też mi się ostatnio źle kojarzy. Normalizacja w Iraku i Afganistanie nastąpi wówczas, gdy mieszkańcy przestaną uważać współpracę z władzą za kolaborację. Kiedy w PRL sytuacja się znormalizowała, na uroczystościach ubecy i akowcy zasiadali ramię w ramię za stołem prezydialnym. Wszyscy byli bohaterami, członkami ZBOWiD-u. Dlatego z reguły nie uczestniczę w kombatanckich zjazdach z okazji sierpniowych, teraz grudniowych rocznic. Do żadnego ZBOWiD-u się nie zapiszę.

Tolerancja, normalizacja, komputeryzacja, informatyzacja, elektryfikacja, industrializacja… niepotrzebne skreślić. W epoce postindustrialnej przemysł jest niepotrzebny, prawie go nie ma, przynajmniej w Polsce. Ale ja w to nie wierzę, gdzieś musi być, bo półki w sklepach uginają się od towaru, a nawet musi być go więcej, ponieważ opanował rolnictwo. Przemysłu nie widać, bo nie pracują w nim ludzie, lecz maszyny; automaty i roboty. Z globalnej statystyki wynika, że nadzorowane są przez Azjatów, głównie Chińczyków. Biali ludzie utrzymują się z handlu i wzajemnych usług. Roboty nie potrzebują ani fryzjera, ani sklepu, ani biura podróży, a Chińczycy daleko. Teoretycznie nie widać tu źródeł finansowania, ale praktycznie rozwiązano to w ten sposób, że pieniądz robi pieniądz. Można też nieźle żyć ze świadczenia usług finansowych. I tak to się kręci, chociaż coraz wolniej, bo marketing i reklamy nie są skuteczne, gdy klienci tracą pracę i pieniądze.

Elektryfikacja to już komunistyczny relikt. Rozwój technologii bezprzewodowej pozwala nawet w Afryce założyć konto w banku. Proszę zajrzeć na s. 388 książki Grzegorza Kołodki „Wędrujący świat”. Tak pokonuje się bariery rozwoju. Ale jak „bezprzewodowe” pieniądze zmaterializować w gotówkę albo towar bez dróg i kolei? Może zrzutami z samolotu? Przypomniał mi się kawał. Prelegent obiecuje: „Po pierwszej pięciolatce każdy będzie miał rower, potem motocykl, samochód, samolot, odrzutowiec”. Pada pytanie: „A po co odrzutowiec?”. Prelegent nie wie, ale ktoś z sali spieszy z pomocą: Wot durak! Dowiesz się, że we Władywostoku cukier dają i jeszcze po ostatnie kilo zdążysz”.

Kiedy w Polsce marzeniem inżyniera było fajne liczydełko Packarda, już zza oceanu dotarło ostrzeżenie. „Przed skomputeryzowaniem trzeba zaprowadzić idealny porządek. W przeciwnym razie komputer przyspieszy krążenie bałaganu”. W Polsce nikt w to nie wierzy do dzisiaj, chociaż komputeryzacja systemu ubezpieczeń pogrążyła ZUS w chaosie na kilka lat. Komputer to niezwykle sprawne i użyteczne narzędzie, ale tylko narzędzie. Wiara, że komputer, Internet, globalna sieć rozwiążą wszystkie problemy współczesnego świata, należy do najważniejszych postępowych dogmatów.

Internet pozwala szybko komunikować się i dotrzeć do różnych źródeł informacji, łamie cenzurę i autocenzurę głównych mediów. Szybciej i sprawniej pełni rolę wydawnictw bezdebitowych i Radia Wolna Europa. Jednak łatwość przesłania komunikatu spowodowała, że zanikają inne sposoby kontaktowania się – przez telefon, pocztą papierową, kolportażem ulicznym, na bezpośrednich spotkaniach towarzyskich i publicznych. Ważne informacje, nieprawomyślne idee nie wydostają się poza sieć, chyba że podchwyci je prasa lub telewizja. Większość internautów odwiedza tylko swoje ulubione strony i słynne surfowanie dla zapoznania się z różnymi poglądami można między bajki włożyć. Internet otworzył nieznane dotychczas możliwości. Uczeń nie musi już pisać wypracowania, nawet nie musi go czytać. Poskleja różne, mniej więcej pasujące do tematu kawałki, a nauczyciel nie może protestować. Uczeń się napracował, ściągnął z Internetu to, co mu było potrzebne, a zatem jest dobrze przygotowany do życia i pracy zawodowej, chociaż nie rozumie nawet znaczenia słów ze „swojej” pracy.

G. Kołodko pokłada w Internecie wielkie nadzieje. „Globalna sieć – niekontrolowana przez rządy, partie i kapitał – wymuszać będzie na skalę planetarną reakcje polityki i biznesu na podobieństwo ubiegłowiecznych reakcji w skali narodowej na nacisk zrewoltowanych mas”. Wydaje się to możliwe, ponieważ w wirtualnym świecie nie czuje się ograniczeń. Można mieć bez liku przyjaciół i wrogów, można wysłać komunikat w stylu „a ja to wszystko pier…” – po którym człowiek czuje się lepiej, hodować zwierzątko, pozabijać staruszków, zdobyć sławę, władzę, nawet pieniądze. Niektórzy już przenieśli się do wirtualnych państw. Można pozabijać prezesów korporacji, ale jest to teoretyczna możliwość, ponieważ przy pierwszych oznakach zagrożenia instytucjonalni hackerzy wywołają w sieci chaos i awarie. Dezintegracja, podstawowa technika służb specjalnych, w sieci jest dziecinnie łatwa.

Gdyby wirtualna rewolucja się udała, to przeniesienie jej do świata rzeczywistego nie jest łatwe. Żeby wybić choć jedną szybę w banku, trzeba oderwać się od Internetu, wyjść na ulicę, a tam żadnych informacji (maszerować z netbookiem niewygodnie) i niebezpiecznie, pełno obcych ludzi. Swoich trudno rozpoznać, ściągnąć ich się nie da, ponieważ po naszych e-mailach policja aresztuje ich zanim wyjdą z domu.

Cenzura polityczna już ostrzy zęby na Internet. Internauci protestują i mogą liczyć na społeczne poparcie. Ale rewolucji cenzura Internetu nie wywoła. Cud może się zdarzyć tylko w realu. Czesi liczą, że rewolucję spowoduje brak piwa. Rewolucja bolszewicka zaczęła się na Potiomkinie, ponieważ w mięsie były robaki. Ale marynarze mieli do dyspozycji pancernik, a internauta może jedynie rzucić myszą bezprzewodową.

Globalna sieć zastąpi „nacisk zrewoltowanych mas”, jak przewiduje Kołodko. Natomiast wątpię, czy „wymuszać będzie na skalę planetarną reakcje polityki i biznesu”.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie