Odpieprzcie się od Wajraka

·

Odpieprzcie się od Wajraka

·

Tak, bronię dziennikarza „Gazety Wyborczej”. I wcale się tego nie wstydzę.

Są takie chwile, kiedy trzeba zrobić coś, o czym człowiek wie, iż choćby nie wiem jak się starał i tłumaczył, to i tak nie wybroni się przed opiniami, że się sprzedał, że zdradził, że stracił twarz i co tam jeszcze. Ale ja zawsze uważałem, iż można wejść w sojusz choćby z diabłem, jeśli diabeł służy dobrej sprawie. Z takim właśnie przekonaniem staję po stronie dziennikarza „Gazety Wyborczej” – i samej tejże gazety – mianowicie Adama Wajraka.

Miesięcznik „Press” w swym bieżącym numerze opisał „aferę”, która polega na tym, że Ministerstwo Środowiska zapłaciło wydawcy „Gazety”, spółce Agora, 61 tys. złotych, za dwa teksty promujące walory przyrodnicze Puszczy Białowieskiej i konieczność jej ochrony, ciepło wypowiadające się też o ówczesnym szefie resortu środowiska, prof. Macieju Nowickim.

Tekst w branżowym periodyku wywołał głosy potępienia – przykład znajdziecie tutaj. Co tak bardzo oburzyło? Ano to, że owe teksty ukazały się bez adnotacji, iż stanowią tzw. artykuły sponsorowane, co zwyczajowo się zaznacza w tego rodzaju publikacjach. Wydawcy „Wyborczej” tłumaczą, że zaszło nieporozumienie, a do samej sytuacji doszło dlatego, iż jakiś pracownik przekroczył swoje uprawnienia. Deklarują też, że zwrócą pieniądze. Sam Wajrak mówi, co jest w całej sprawie kluczowe, iż „Moje wynagrodzenie było wielokrotnie mniejsze, to była zwykła wierszówka”. Tłumaczy też, że w obu tekstach nie zawarł niczego, z czym nie zgadzałby się osobiście – choć sponsor artykułów miał prawo wglądu w ich treść przed drukiem – co jednak nie przekonuje tzw. opinii publicznej, czego przykład mamy choćby tu (do potępień Wajraka włączył się w komentarzach, pod pseudonimem, także jeden ze współpracowników „Obywatela”…). Cała sprawa, przy okazji, posłużyła do kolejnego ataku na ochronę przyrody – wiadomo, „zieloni” to sprzedajne cwaniaki, a tajemnicze lobby płaci im za blokowanie rozwoju Polski, który to rozwój według pyskatych przygłupów polega na wylewaniu asfaltu i betonu gdzie się da, szczególnie w miejscach cennych przyrodniczo i malowniczych.

Nie powiem, że podoba mi się prezentowanie artykułów opłaconych „z zewnątrz” bez adnotacji „artykuł sponsorowany”. Nie powiem również, że podoba mi się takowy „sponsoring” jakichkolwiek treści w mediach. Nie podoba. Ale dziwię się, że takie oburzenie branżowych cnotek wywołała akurat ta sprawa. To doprawdy ciekawe, że dziennikarzy „Press” nie oburzają inne, bliźniacze fakty. Nie oburza ich na przykład to, że w mediach jako niezależni eksperci i „znawcy tematu” brylują notorycznie faceci z Centrum im. Adama Smitha, czyli neoliberalni doktrynerzy na usługach wielkiego biznesu. To ciekawe, że „Press” nie zainteresował się tym, czemu w mediach publicznych i prywatnych dziesięć razy częściej można natrafić na „ekspertów” z CAS niż na ekonomistów o poglądach prospołecznych. To ciekawe, że „Press” nie zainteresował się, kto owo CAS sponsoruje – myślę, że dziennikarskie śledztwo pokazałoby bardzo interesujące zależności między interesami sponsorów owych „ekspertów” a stronniczymi wywodami, które prezentują oni na wizji, fonii i na papierze. Na Zachodzie dziennikarze tamtejszych „Pressów” są nieco bardziej pracowici i dzięki temu wiemy, że neoliberalna propaganda różnych „ekspertów”, „fachowców” i „komentatorów”, oczywiście zawsze „niezależnych”, jest zazwyczaj sponsorowana przez wielki kapitał.

Można też zapytać, dlaczego o potrzebie budowy autostrad – za miliardy złotych z publicznej kasy – przekonują nas często tzw. dziennikarze motoryzacyjni, czyli osoby siedzące na różne sposoby w kieszeni koncernów samochodowych i paliwowych. Ale „Press” jakoś nie wpadł na to, żeby zestawić ogromną ilość propagandy proautostradowej i mizerną ilość materiałów o zaletach – społecznych i ekologicznych, ale także ekonomicznych – transportu kolejowego z kwotami, jakie na public relations wydają, dajmy na to, General Motors i Shell z jednej strony oraz Polskie Koleje Państwowe i PESA S.A. (to taki polski producent pociągów i tramwajów, moi drodzy). Albo weźmy inny przykład – ciekawe, dlaczego dziennikarzy nie interesuje to, że w mediach czołowym komentatorem w sprawie żywności modyfikowanej genetycznie jest prof. Tomasz Twardowski, prezentowany zazwyczaj jako naukowiec z Polskiej Akademii Nauk. Naukowiec Twardowski jak lew broni GMO – zapewne tylko przypadkiem jest on też prezesem Polskiej Federacji Biotechnologii, głównej polskiej organizacji lobbującej na rzecz interesów wielkich koncernów biotechnologicznych. Olaboga, Wajrak „sprzedał się” za 60 tysięcy – ciekaw jestem, czy ta kwota stanowi 1, czy może 3% rocznych budżetów wspomnianych „niezależnych” instytucji, reprezentowanych w mediach przez „niezależnych” ekspertów.

Ale wróćmy do sedna sprawy. Adam Wajrak nie jest z „mojej bajki”. Nie tylko dlatego, że „Gazetę Wyborczą” uważam za medium i środowisko z wielu względów szkodliwe, współodpowiadające za patologiczny kształt polskiego życia politycznego, debaty publicznej, ładu medialnego itd. Również dlatego, że sam Wajrak nie zawsze w relacjonowaniu tematów ekologicznych zachowywał się fair. Tak było w przypadku głośnego konfliktu w sprawie budowy autostrady przez park krajobrazowy i rezerwat przyrody na Górze św. Anny. Tak było również, gdy swoimi publikacjami usiłował swego czasu stworzyć wrażenie, że niemal cały polski ruch ekologiczny popiera Unię Wolności. Są więc pewne rachunki krzywd. Jeśli jednak mam wybierać między „demaskatorami” z „Pressu” i antyekologicznymi maniakami z blogów internetowych, a Wajrakiem, to staję po stronie dziennikarza „Wyborczej”.

Powód jest prosty. Niezależnie od tego, jak naprawdę wyglądały relacje finansowe między Ministerstwem Środowiska a Agora S.A., kto zawinił, kto co przeoczył, kto się skusił na łatwe pieniądze itd., pewne jest jedno. To mianowicie, że Adam Wajrak mówi prawdę, gdy twierdzi, iż w jego artykułach stanowiących przedmiot wspomnianych kontrowersji, nie ma ani słowa, pod którym osobiście by się nie podpisał. Można nie lubić „Gazety”, można się nie zgadzać z Wajrakiem w tym lub owym, ale nie ma w Polsce w dużych mediach innego dziennikarza, który poświęciłby ochronie przyrody tak wiele tak odważnych tekstów, i nie ma innej dużej gazety, która by tyle właśnie takich tekstów wydrukowała.

Wajrak – choć wiele osób kojarzy go głównie ze sprawą obrony Doliny Ropsudy (którą to sprawę antyekologiczni prawicowi paranoicy uważają za zamach na Polskę, na PiS i na prawicowość – tak jakby ów PiS nie forsował nad Rospudą rozwiązania przygotowanego uprzednio przez swoich rzekomych wrogów z SLD) – pisze na takie tematy od wielu lat. Pisze o nich w podobnym duchu niezależnie od tego, kto akurat jest u władzy. Pamiętam jego rzetelne i odważne teksty o ochronie polskiej przyrody i z połowy lat 90. (koalicja SLD – PSL), i z czasów rządów AWS (koszmarnych pod względem niszczenia przyrody) od 1997 do 2001 roku, i z wtedy, gdy resort środowiska ponownie obsadzały SLD i PSL (również wysyp antyekologicznych działań resortu), i gdy w czasach braci Kaczyńskich na stanowisko ministra trafił Jan Szyszko. Pamiętam też dobrze, że Wajrak ochronie Puszczy Białowieskiej – najcenniejszego polskiego skarbu przyrodniczego, unikatowego w skali całej Europy, lecz wciąż niszczonego przez matołków z samorządu lokalnego i pazernych leśników – poświęcił ogromną ilość tekstów, publikowanych od połowy lat 90., zanim jakiekolwiek ministerstwo zdecydowało się Agorze zapłacić za cokolwiek.

Gdy przed kilkoma laty miałem przyjemność należeć do grona liderów najbardziej bojowej polskiej organizacji broniącej przyrody, Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, to właśnie Wajrak był jedynym dziennikarzem ogólnopolskich mediów, który nie obawiał się opisywać „przekrętów”, jakie kosztem cennych miejsc przyrodniczych robili ówcześni decydenci resortu środowiska i podobnych instytucji (a było to, drodzy prawicowcy, podczas rządów „postkomuny”). Nie zawsze pisał tak, jak byśmy chcieli – czasem późno, czasem prezentując tylko część haniebnych faktów – ale był, powtarzam, jedynym polskim dziennikarzem głównego nurtu, który w ogóle się takimi kwestiami zainteresował. A zainteresowanie kilkoma z nich wymagało odwagi cywilnej – znacznie większej niż anonimowe pyskowanie na blogach o czyjejś „sprzedajności”, zresztą zazwyczaj w wykonaniu autorów, których nikt nie chciałby kupić.

To, że Wajrak napisał przy okazji prezentacji walorów Puszczy Białowieskiej i potrzeby jej ochrony swoistą „laurkę” dla ministra Macieja Nowickiego, jest oczywiście dwuznaczne – zwłaszcza dla laików – w kontekście kwoty przekazanej przez resort wydawcy „Gazety”. Ale nie ma potrzeby wątpić, że Wajrak napisałby to samo niezależnie od umowy finansowej. Maciej Nowicki nie był idealny, jednak był naprawdę dobrym ministrem środowiska. Piszę to z pewnym zakłopotaniem, bowiem był owym ministrem w rządzie PO, partii uznawanej przeze mnie za najbardziej szkodliwe ze wszystkich obecnych znaczących ugrupowań. Co więcej, był od wielu lat pierwszym szefem resortu, który zajmował się nie tylko bieżącym „zarządzaniem” ochroną środowiska w Polsce, ale chciał również ocalić cenne obszary, mimo iż wkraczał w ten sposób na śliski, kontrowersyjny, ryzykowny grunt. Nowicki ocalił Dolinę Rospudy, ale przede wszystkim podjął drażliwy temat Puszczy Białowieskiej, w odniesieniu do której zarówno krótko trzymał leśników, przyzwyczajonych do jej niszczenia, jak i podjął realne działania, aby włączyć kolejne puszczańskie tereny do Białowieskiego Parku Narodowego, gdyż tylko to może zapewnić im faktyczną ochronę. To nie Wajrak „na zamówienie” chwalił Nowickiego – chwaliła go znakomita większość organizacji ekologicznych, a sam Wajrak miałby mnóstwo powodów do takich pochwał, w świetle swoich nieraz deklarowanych poglądów, niezależnie od przelewów na konto Agory czy swoje.

Można negatywnie oceniać relacje finansowe Ministerstwa Środowiska z wydawcą „Gazety Wyborczej”. Nie należy jednak bezmyślnie atakować Adama Wajraka – jednego z niewielu polskich dziennikarzy, który wielokrotnie odważnie stawał w obronie przyrody. Każdy, komu leży na sercu dobro polskiego dziedzictwa przyrodniczego, powinien odciąć się od tej nagonki.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie