W obronie mrówek

·

W obronie mrówek

·

Pamięci Izabeli Jarugi-Nowackiej

Z pozoru może się wydawać, że w dniach żałoby nie warto rozmawiać o konkretnych ustawach czy ich projektach. Jednak nieraz ich treść i losy wiele mówią o wybranych życiorysach (a przynajmniej ich politycznym aspekcie), postawach konkretnych ludzi. Gdy te osoby odchodzą, ustawy stanowią żywą – bo przekładającą się na życie innych – pamiątkę po nich. Tak jest w przypadku ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i osoby Izabeli Jarugi-Nowackiej.

To między innymi dzięki jej determinacji w 2005 r. powstały pierwsze uregulowania w tym zakresie, wprowadzające wiele ważnych zapisów chroniących najsłabszych i włączające w system prawny przekonanie, że przemoc w rodzinie nie jest czymś prywatnym, co można chować w zaciszu domu, lecz kwestią społeczno-polityczną, na którą jako wspólnota nie możemy być obojętni. Uruchomiło to także debatę– niestety, przez długi czas i tak zbyt cichą jak na wagę problemu – w ramach której wyłoniły się propozycje kolejnych ulepszeń. Je również Jaruga-Nowacka popierała, nie zadowalając się częściowym sukcesem sprzed pięciu lat, tylko przyjmując prawdziwie lewicową postawę, że system społeczny wymaga ciągłego naprawiania i nie ma takiego status quo, z którym moglibyśmy się w pełni pogodzić.

Zajmowanie się problemem przemocy w rodzinie było praktycznym wyrazem politycznego credo Pani Poseł, że polityka lewicowa musi stawać w obronie „mrówek”, najsłabszych. Miała na myśli obronę zarówno słabszych ekonomicznie (o co zabiegała jako działaczka Unii Pracy, niekiedy skutecznie), jak i grup wymagających wsparcia z innych powodów (np. dyskryminowane kobiety czy ofiary przemocy, w tym rodzinnej). Oczywiście i wcześniej ruchy socjalistyczny i socjaldemokratyczny były przychylne zarówno kwestii kobiet, jak i prawom dziecka – poglądy socjalisty Korczaka tego dowodem – niemniej sprawy te znajdowały się przez długi czas poza głównym nurtem lewicowych dążeń. Także dziś nie zawsze pamięta się o wielości wymiarów, w których jednostki czy grupy są narażone na krzywdę.

Troska o wszystkich pokrzywdzonych była wyróżniającym rysem politycznej postawy p. Jarugi-Nowackiej. Nieraz bowiem mamy do czynienia z ludźmi, którzy zachowując wierność tradycyjnym postulatom socjalnym bagatelizują problemy, które ujrzały światło dzienne w ostatnich kilku dekadach i które nie wiążą się bezpośrednio ze sferą produkcji. Albo odwrotnie, i to chyba nawet częstsze – z takimi, którzy zachłystując się hasłami emancypacji obyczajowej, mniej lub bardziej świadomie zapominają o wykluczeniu ekonomicznym i społecznym. Izabela Jaruga-Nowacka nie popadła w żadną z tych pułapek.

Jednocześnie nie popadła też w przesadny, a więc nieskuteczny radykalizm. Pamiętam jej udział w jednym z programów telewizyjnych parę miesięcy temu, który poświęcony był sprawie krzyży w szkołach, która to kwestia podniesiona została przez uczniów pewnego ogólniaka. Posłanka zgodnie ze swoimi przekonaniami poparła uczniów i była gotowa ich bronić, ale jednocześnie stanowczo odcięła się publicznie od konfrontacyjnego języka swej sejmowej koleżanki, twierdzącej, że krzyże powinny z hukiem zniknąć z sejmowych i szkolnych ścian, gdyż wprowadzono je tam po cichu i bezprawnie. Pani Jaruga zamiast ideologicznej wojny zaproponowała debatę światopoglądową. Sama nieraz brała udział w tego rodzaju debatach i mimo zawsze emocjonalnego tonu i niekiedy ostrej krytyki strony przeciwnej, zawsze widać było, że walczy o sprawę, a nie z nienawiści czy dla pustego sporu. Jednak chyba bardziej niż w ideowych debatach jej postawa wyrażała się, trzymając się przyjętej metaforyki, w „mrówczej pracy” w poselskich komisjach, w pracach nad projektami legislacyjnymi, które potem miały się przekuć na coś względnie trwałego, w zapisy prawne.

Obecnie nie wiemy jeszcze, czy i w jakim ostatecznym kształcie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zostanie uchwalona. Niezależnie od tego, jak odnosimy się do ducha tego projektu oraz jego konkretnych zapisów, z szacunku dla zmarłej inicjatorki, jak i z uwagi na dobro społeczeństwa i jego bezbronnych członków, debatujmy o tym dużo, rozważnie i merytorycznie.

Rafał Bakalarczyk

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie