Komunikacja bez barier – także w sądach

Komunikacja bez barier – także w sądach

W opinii do założeń ustawy o języku migowym i innych środkach wspierania komunikowania się, przedstawiciele „Solidarności” zauważają, że wśród proponowanych regulacji brakuje wsparcia osób niesłyszących podczas postępowania sądowego. Tymczasem celem ustawy jest ułatwienie funkcjonowania osób niepełnosprawnych w społeczeństwie szczególnie w kontaktach z instytucjami publicznymi, a do takich należy zaliczyć również sądy.

W polskim prawie brakuje regulacji zobowiązującej sąd do ustanowienia tłumacza języka migowego dla stron z niepełnosprawnością narządu słuchu, aby poza jej własnym przesłuchaniem rozumiała, co się dzieje podczas rozprawy – czytamy w opinii wydanej przez prezydium Komisji Krajowej.

Ustawa o języku migowym i innych środkach wspierania komunikowania się miałaby wejść w życie w 2012 r. Projektowana regulacja ma umożliwić osobom niesłyszącym pokonanie barier w komunikowaniu się w instytucjach publicznych poprzez m.in. stworzenie prawa do skorzystania z pomocy tłumacza bądź pracownika posługującego się jednym z systemów komunikowania się osób niesłyszących, swobodny dostęp do nauki wybranej przez siebie metody komunikowania się. Prawo do nauki języka migowego lub innej metody komunikowania się przez osoby niesłyszące przysługiwać ma również rodzinom.

Osoby niepełnosprawne z powodu choroby narządu słuchu stanowią w Polsce 8,3 proc. wszystkich niepełnosprawnych.
_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Obywatelskie wideo

Obywatelskie wideo

20 listopada 2010 r., w ramach Festiwalu Mediów „Człowiek w Zagrożeniu”, po raz pierwszy przyznaliśmy „Oko Obywatela” dla filmu o szczególnych wartościach obywatelskich. Nagroda trafiła do Miłosza Horodyskiego za film „Dla dobra służby”. Dokument opowiada o Krzysztofie Durku – założycielu wolnych związków zawodowych w Milicji Obywatelskiej na początku lat 80. Horodyski jest również autorem filmu „Hutnik – historia pisana powielaczem”, za który otrzymał medal 25-lecia „Solidarności”.

„Dla dobra służby” obejrzeć można tutaj.

Z kolei na „filmowej stronie” naszego czasopisma obejrzeć można m.in. reportaż Piotra Zarębskiego pt. „Ludzie Juranda”, stworzony według pomysłu i przy udziale redakcji „Obywatela”. Film opowiada o turystycznej miejscowości Spychowo, której mieszkańcy postanowili aktywnie zadbać o lokalny rozwój i bezpieczeństwo. Założyli stowarzyszenie, którego sztandarowym dokonaniem jest stworzenie obywatelskich, społecznych patroli, które znacznie zwiększyły bezpieczeństwo w okolicy (historię tę obszernie opisaliśmy tutaj).

„Ludzi Juranda” obejrzeć można pod tym adresem.

Człowiek, który się prawu nie kłania

Człowiek, który się prawu nie kłania

Główna kalenica okazała się być o 4,5 m wyższa, niż zakładał projekt. Wysokość budynku wzrosła tym samym do 42 metrów. Okazało się, że budynek „rósł” nie tylko w górę, ale i w dół, „od spodu” dodano bowiem dwie kondygnacje. Inwestor odkopał skarpę i zamienił podziemne pomieszczenia gospodarcze na kilkadziesiąt pokojów. Wybudował też podziemny garaż na… 600 samochodów.

Wojciech Kapałczyński, szef jeleniogórskiej delegatury dolnośląskigo konserwatora zabytków twierdzi, iż obiekt jest niezgodny z projektem, planem zagospodarowania oraz że narusza on tzw. linię widokową wpisanego w całości do rejestru zabytków Karpacza. Wtóruje mu Sławomir Lange,  prezes Stowarzyszenia Ochrony Krajobrazu i Architektury Sudeckiej, które jako pierwsze złożyło do inspektoratu budowlanego skargę na samowolę Gołębiewskiego. Według pozwolenia na budowę z 2007 r. hotel miał mieć: 630 (a nie 880) pokojów, pięć (a nie 18) apartamentów, 100 (a nie 116) tys. mkw. powierzchni, 7 (a nie 9) kondygnacji, 28 (a nie 42) metry wysokości i dach z łupków (a nie z blachy i dachówki).

Gołębiewskiego bronią włodarze Karpacza. Samorządowcy pod koniec 2009 r. przychylili się do wniosku inwestora, by dostosować plan do budowli. W innym wypadku trzeba by rozebrać dwa piętra, przełożyć ogromne połacie dachu i zasypać dolne kondygnacje. Pod koniec lipca burmistrz odwołał się do ministra kultury, by ten rozsądził, czy osie widokowe zostały naruszone. Tylko on może uchylić postanowienie konserwatora zabytków. Ale minister zwleka z decyzją. Jeżeli nie zrobi tego w ciągu roku, częściowe pozwolenie na użytkowanie wygaśnie, a nowego inwestor nie dostanie.

Gołębiewski odgraża się, że rozbierze to piętro, zostawi na kilka miesięcy bałagan, a potem dobuduje je na nowo. W Wiśle formalne otwarcie obiektu biznesmena do 2005 r. blokował nadzór budowlany i wojewoda śląski. Mimo to hotel funkcjonował, a ostatecznie Gołębiewski zapłacił 180 tys. zł kary. Z kolei w Białymstoku, mimo sądowego nakazu rozbiórki piętra hotelu z salami konferencyjnymi, istnieje ono do dziś. Rozbiórkę wstrzymywali kolejni wojewodowie, uznając, że obiekt spełnia ważną funkcję społeczną, ponieważ zatrudnia bardzo dużo personelu.

Rachunek ekonomiczny to jednak nie wszystko. To tak, jakby wybudować Biedronkę na Starym Rynku w Krakowie – skomentował sprawę jeden z czytelników „Rzeczpospolitej”.

Rząd oszczędza na bezrobotnych

Rząd oszczędza na bezrobotnych

Dyrektorzy urzędów pracy bezradnie rozkładają ręce i winą za brak pieniędzy obarczają Ministerstwo Finansów, które odbierając placówkom pośrednictwa pracy fundusze, próbuje nieudolnie reperować budżet państwa.

Ogólnopolski konwent dyrektorów powiatowych urzędów pracy przeprowadził ankietę, z której wynika, że na cięciach najbardziej ucierpią bezrobotni w województwach podkarpackim i wielkopolskim. Jednak nie tylko oni będą poszkodowani. Zdaniem dyrektorów, na proponowanych przez rząd oszczędnościach ucierpią też, korzystający z programów stażowych, przedsiębiorcy i administracja publiczna. W zeszłym roku na staże do firm i urzędów trafiło ponad 250 tys. osób. W tym – będzie ich aż pięć razy mniej.