Ciężko być uczciwym

Ciężko być uczciwym

Fundacja Batorego alarmuje, że prawo nie chroni osób, które ujawniły nieprawidłowości w swoich firmach – pisze „Rzeczpospolita”.

Osoby, które działając w dobrej wierze ujawniają istotne z punktu widzenia interesu społecznego patologie w swoim miejscu pracy lub środowisku, w krajach anglojęzycznych nazywa się whistleblowers (dosł. „dmuchający w gwizdek”), co na polski próbuje się przełożyć jako „sygnaliści”. Są oni często szykanowani za swoją obywatelską postawę. – Nasze badania pokazały, że ochrona prawna sygnalistów jest w Polsce szczątkowa – mówi Anna Wojciechowska-Nowak, koordynator Projektu Pomocy Prawnej Programu przeciw Korupcji Fundacji Batorego.

Dziennik podaje przykłady górnika, który stracił pracę gdy zdobył dowody na łamanie przepisów bezpieczeństwa w kopalni Wujek-Śląsk, chorążego z 56. Pułku Śmigłowców Bojowych, któremu m.in. odebrano dodatki do pensji gdy ujawnił, że dochodziło tam do dużych nieprawidłowości w szkoleniach, a także zwolnionego pracownika Centrum Zarządzania Kryzysowego w Wałbrzychu, który wcześniej upublicznił nagranie rozmowy kompromitującej ówczesnego senatora PO Romana Ludwiczuka. O wprowadzenie przepisów, które chroniłyby takie osoby, w 2009 r. apelował śp. Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich. Chciał, by z inicjatywą ustawodawczą wystąpił resort pracy, jednak ten uznał, że wystarczą istniejące przepisy antydyskryminacyjne i zakazujące stosowania mobbingu.

Fundacja Batorego sprawdziła, jak stosowanie prawa wygląda w praktyce, przeprowadzając badanie w wydziałach pracy w 29 sądach, w tym w Sądzie Najwyższym. Wynika z nich, że pracownicy poddani działaniom odwetowym rzadko walczą o swoje prawa przed wymiarem sprawiedliwości, prawdopodobnie ze strachu, zwłaszcza przed zwolnieniem. Zdaniem sędziów istniejące przepisy mogą znaleźć zastosowanie w określonych przypadkach (np. jeśli szykanowany pracownik dozna rozstroju zdrowia, może wnosić o zadośćuczynienie z tytułu mobbingu), jednak brakuje ochrony o charakterze prewencyjnym.

Raport stanowi dowód, że ujawnianie nieprawidłowości jest w obecnej sytuacji prawnej nieopłacalne. Nawet jeśli sygnalista udowodni, że zwolniono go, bo zdemaskował patologię, może liczyć na odszkodowanie maksymalnie w wysokości… trzech pensji. Co więcej, najczęściej podawana przyczyna wypowiedzenia umowy, likwidacja stanowiska pracy, bywa bardzo trudna do podważenia, gdyż według orzecznictwa Sądu Najwyższego pracodawca ma autonomię w kwestii organizacji firmy. – Wolność gospodarcza bierze górę nad interesem publicznym, w imieniu którego występuje sygnalista – komentuje Wojciechowska-Nowak.

W USA czy Wielkiej Brytanii prawo jest bardziej przychylne sygnalistom. Pracodawca musi tam udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że szykany wobec pracownika były podjęte z przyczyn innych niż fakt ujawnienia przez niego nieprawidłowości. Według danych amerykańskiej organizacji Government Accountability Project przeniesienie ciężaru dowodu na pracodawcę spowodowało wzrost odsetka spraw wygranych przez pracowników z 1-5 proc. do 25-33 proc. – pisze dziennik. W Polsce to pracownik musi przed sądem udowodnić, że np. był mobbowany, a jeśli został zwolniony, gdyż rzekomo „rozpowszechniał nieprawdziwe informacje na temat stosunków panujących w zakładzie pracy” – musi wykazać prawdziwość swoich zarzutów.

Więcej na powyższy temat można się dowiedzieć z wspomnianego opracowania („Ochrona prawna sygnalistów w doświadczeniu sędziów sądów pracy. Raport z badań”), dostępnego tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Z oddali lepiej widać

Z oddali lepiej widać

Jedna z głównych gazet na Wyspach pisze, że Polacy zapomnieli o solidarności społecznej.

Na łamach „Guardiana” ukazał się tekst Polly Toynbee, która przybliża brytyjskim czytelnikom obecną sytuację w kraju, w którym wcale nie tak dawno wybuchła wielomilionowa, pokojowa rewolucja społeczna. Solidarność nie jest najbardziej charakterystyczną cechą polskiego społeczeństwa. Poziom biedy wśród dzieci jest tu wyższy niż w USA i dwukrotnie wyższy niż w Wielkiej Brytanii; różnice w średniej długości życia pomiędzy najbogatszymi i najbiedniejszymi dzielnicami Warszawy sięgają 15 proc. […] Opieka społeczna działa nie najlepiej, co sprawia, że stale rosnąca populacja osób starszych może w pewnym momencie być rzucona na pastwę losu. Niewiele tu zostało z ducha solidarności społecznej – pisze publicystka.

Cały tekst przeczytać można tutaj.

Bezprawie na tony

Bezprawie na tony

Jak dowiadujemy się z „Rzeczpospolitej”, pracodawcy i ich służby masowo łamią przepisy określające tryb postępowania po wypadku przy pracy

W ub. roku Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała dokumentację powypadkową w 2415 zakładach. Raport instytucji wskazuje, że procedury są powszechnie nieprzestrzegane. Inspektorzy skierowali łącznie 1638 wystąpień zawierających ponad 5 tys. wniosków dotyczących stwierdzonych nieprawidłowości i nałożyli mandaty na osoby odpowiedzialne za stan bhp na sumę 80 tys. zł.

Te wyniki nie najlepiej świadczą o służbach bhp. Przypuszczam, że przyczynami są ich małe doświadczenie i wiedza. Teraz łatwo zdobyć uprawnienia, co nie zawsze idzie w parze z kompetencjami. Świeży pracownicy służb bhp nie doszkalają się, nie należą do stowarzyszeń, nie mają kogo się poradzić, skonsultować pewnych rzeczy i w efekcie wyniki kontroli inspekcji pracy są właśnie takie – mówi Andrzej Nowak, wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników Służb BHP.

Jego zdaniem problemem może być też możliwość zlecania zadań z zakresu bhp specjalistom zewnętrznym, którzy obsługują nieraz kilkadziesiąt firm, co sprawia, że rzetelne wypełnienie wszystkich obowiązków określonych przez przepisy jest dla nich niemożliwie. Takie osoby po wypadku podejmują jedynie działania niezbędne do wypłaty świadczeń i wyjaśnienia okoliczności, tymczasem  np. obowiązki związane z prewencją są pomijane albo odkładane na później.

Inspektorzy potwierdzają, że nieprawidłowości wynikają przede wszystkim z braku wiedzy – pracodawców, pracowników, służb bezpieczeństwa pracy oraz innych członków zespołów powypadkowych. – Od dłuższego czasu zauważamy niedostatki szkolenia w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy członków załogi, kadry kierowniczej, pracodawców. Problem ten zgłaszaliśmy Radzie Ochrony Pracy, podnosiliśmy go również w Komisji Trójstronnej, niemniej jednak nie znalazła akceptacji myśl, by wprowadzić jakieś formy certyfikatu dla firm szkolących pracowników, jak też pewne formy kontroli przebiegu procesu szkolenia bhp – mówi Marian Liwo, zastępca głównego inspektora pracy.

Liwo dodaje, że istnieje również potrzeba zmian w przepisach, np. nowelizacji rozporządzenia ministra pracy w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy poprzez wprowadzenie obowiązku dokonywania ponownej oceny ryzyka zawodowego na stanowisku, na którym nastąpił wypadek.

_____

W „Nowym Obywatelu” nr 3/2011 będzie można przeczytać oryginalne teksty na temat ochrony pracowników, w tym bezpieczeństwa pracy.

Sąd Najwyższy sprzyja pracownikom kultury

Sąd Najwyższy sprzyja pracownikom kultury

Z radością witamy opinię Sądu Najwyższego – mówi Jerzy Garus, zastępca przewodniczącego Sekretariatu Kultury NSZZ „Solidarność”. – Mam nadzieję, że sporny zapis zostanie wykreślony z projektu ustawy.

Dziś Sejmowa Podkomisja Kultury i Środków Przekazu po raz kolejny zajmie się projektem ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Zmiany dotyczą nowych zasad zatrudniania pracowników artystycznych – według nowych zapisów mieliby oni być zatrudniani na czas nieokreślony nie wcześniej niż po przepracowaniu 15 sezonów artystycznych. Krajowa Sekcja Pracowników Instytucji Artystycznych NSZZ „Solidarność” zgłosiła zastrzeżenia i postuluje, aby umowy o pracę na czas określony z pracownikami artystycznymi były zawierane na okres od jednego do dwóch sezonów artystycznych. Biuro Studiów i Analiz Sądu Najwyższego również negatywnie oceniło zmiany projektowane w ustawie.

Opinia SN jest dla nas bardzo korzystna, zgodna z przedstawianymi przez Sekretariat Kultury zastrzeżeniami – mówi Anna Reda, ekspert NSZZ „Solidarność”. – Czekamy, czy komisja kultury uwzględni opinię i jakie decyzje zostaną podjęte w sprawie ustawy.

Niepokój związku budzi jednak brak dyskusji na temat losu samorządowych instytucji kultury, które po upływie roku od wejścia w życie ustawy nie będą w stanie się utrzymać. Samorządy nie udźwigną kosztów ich utrzymania. Związkowcy postulują, żeby te instytucje były współfinansowane przez resort kultury. W innym wypadku ustawa doprowadzi m.in. do degradacji ważnych instytucji kulturalnych, takich jak Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Gdańsku, Kielcach czy Łańcucie.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”. Tytuł pochodzi od „Nowego Obywatela”.