Doktryna niemieckiego cudu gospodarczego

nr 2/2011 |

Idee ordoliberalizmu nie są u nas zbyt znane i doceniane, choć powstały za zachodnią granicą. Tym bardziej trudno mówić, aby wskazania i osiągnięcia ordoliberałów znajdowały odzwierciedlenie w polskich rozwiązaniach społeczno-gospodarczych.

Z radością należy więc przywitać każdą publikację, która te zagadnienia porusza, a zwłaszcza taką, która usiłuje przybliżyć je szerszemu gronu czytelników. Tak też czynimy z książką Tymoteusza Juszczaka „Ordoliberalizm. Historia niemieckiego cudu gospodarczego”, dając jej swoisty kredyt zaufania ze względu na tematykę.

Ordoliberalizm to nurt społeczno-ekonomiczny, który wykształcił się w latach 30. i 40. w Niemczech. Jego początki sięgają roku 1932, gdy Walter Eucken, Franz Böhm i Hans Grossman-Dörth założyli ośrodek naukowo-badawczy, znany pod nazwą szkoły fryburskiej. Środowisko to swoje zapatrywania na sferę społeczno-gospodarczą wyrażało na łamach rocznika „ORDO” oraz w serii wydawniczej „Ordnung der Wirtschaft”. W sytuacji ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego oraz skrajnej etatyzacji wszystkich sfer życia po przejęciu władzy przez nazistów, ordoliberałowie zaczęli poszukiwać przyczyn tych zjawisk oraz możliwości ich przezwyciężenia.

Doszli do wniosku, iż liberalizm w jego XIX-wiecznym wydaniu nie sprawdził się, a idea laissez faire, laissez passer zawiera w sobie elementy autodestrukcyjne. Wolna gospodarka, oparta na ideach liberalnych, miała zostać zniszczona w wyniku koncentracji władzy politycznej i gospodarczej, za sprawą zastąpienia współzawodnictwa wielu podmiotów przez konkurencję niewielu. Efektem był wielki kryzys gospodarczy, proletaryzacja i pauperyzacja mas, centralizm, zniszczenie rodziny, umasowienie społeczeństwa.

Literatura na ten temat jest w języku polskim ciągle dość uboga. Jednak nie tak skąpa, jak sugeruje autor, gdy wskazuje, iż mamy jedynie dwie całościowe publikacje, mianowicie Ryszarda Skarzyńskiego „Państwo i społeczna gospodarka rynkowa. Główne idee polityczne ordoliberalizmu” oraz Tomasza G. Pszczółkowskiego „Ordoliberalizm. Społeczno-polityczna i gospodarcza doktryna neoliberalizmu w RFN”. Juszczak nie zauważa całego szeregu prac i artykułów w większym lub mniejszym stopniu poruszających problem, o którym mowa. W bibliografii wymienia jeszcze prace Edyty Dworak „Społeczna gospodarka rynkowa w RFN”, Tadeusza Kaczmarka i Piotra Pysza – „Ludwig Erhard i społeczna gospodarka rynkowa” i Urszuli Zagóry-Jonszty „Ordoliberalizm a społeczna gospodarka rynkowa Niemiec. Możliwości jej realizacji w Polsce”. Jednak są one w różnym stopniu przezeń wykorzystane, a w dodatku nie wiedzieć czemu nie zostały zaliczone do omawiających problem w miarę całościowo. Dziwić może też brak książki i artykułów Joanny Czech-Rogosz oraz Piotra Pysza czy licznych artykułów Martina Dahla, Danuty Drabińskiej, Edyty Grabskiej, Jerzego Koperka, Tomasza Przybycińskiego, które ujrzały światło dzienne na łamach pism „Optimum”, „Kwartalnik Historii Polskiej Myśli Ekonomicznej”, „Społeczeństwo i Kościół”, „Annales. Etyka w Życiu Gospodarczym”. Oczywiście lista ta nie jest pełna, chciałem jedynie wskazać, iż autor pomija nowszą literaturę w języku polskim.

Książka Juszczaka składa się ze Wstępu, trzech rozdziałów oraz Zakończenia, a ponadto z Przedmowy prof. Jacka Bartyzela. W rozdziale pierwszym autor przedstawia genezę ordoliberalizmu, konstatując nie bez słuszności, iż jego zrozumienie nie jest możliwe bez zarysowania historii i specyfiki niemieckiego liberalizmu. Juszczak pisze: Ordoliberalizm ze swoim szczególnym naciskiem na silne państwo jako instrument wprowadzający liberalną politykę gospodarczą jest wyraźnie pod wpływem nurtu konserwatywno-liberalnego. Elementy silnej władzy i silnego państwa znajdują odzwierciedlenie w niemieckiej tradycji narodowego liberalizmu […]. Następnie przedstawione zostały sylwetki biograficzne najbardziej wpływowych przedstawicieli ordoliberalizmu: Wilhelma Röpkego, Alexandra Rüstowa, Waltera Euckena, Franza Böhma, Alfreda Müllera-Armacka i Ludwiga Erharda.

Autor poddaje analizie problem, czy zasadne jest używanie pojęcia neoliberalizm pod adresem ordoliberalizmu, a z taką praktyka mamy wciąż do czynienia. Niestety Juszczak nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, w przeciwieństwie do prof. Bartyzela, który w Przedmowie określa takie praktyki jako kardynalny błąd poznawczy i interpretacyjny.

Juszczak z jednej strony wskazuje na konserwatywne podłoże ordoliberalizmu, krytykę podstawowych liberalnych wartości i sposobu ich interpretacji. Z drugiej stwierdza, że przedstawiciele tego środowiska chcieli odnowić i wzmocnić liberalizm poprzez jego krytykę lub że nie dokonali reinterpretacji kluczowej dla liberalizmu kategorii wolności. Zdając sobie sprawę, iż środowisko ordoliberałów było niejednorodne w zapatrywaniach na te kwestie, uważam, że należałoby jednak poczynić jakieś konkluzje, których autor chyba się boi. Tym bardziej, że w akapicie otwierającym kolejny rozdział cytuje Röpkego, który w pracy „Kryzys społeczny czasów obecnych” pisał, iż: Chodzi tu więc o program, który prowadzi walkę na dwóch frontach: z jednej strony przeciwko kolektywizmowi, z drugiej zaś przeciw liberalizmowi, potrzebującemu gruntownej rewizji.

Można odnieść wrażenie, że autor uwypukla antykolektywistyczne ostrze ordoliberalizmu, zaś mniejszą uwagę poświęca antyleseferystycznemu (które nie jest przecież równoważne z antywolnościowym). W ten sposób czytelnik, który dotychczas nic o ordoliberalizmie nie wiedział, może mieć trudności z uchwyceniem tego, co dla niego specyficzne, oryginalne, fundamentalne. Krytyka kolektywizmu, acz niezwykle ciekawa, nie stanowi o wyjątkowości ordoliberalizmu.

Rozdział drugi poświęcono ordoliberalnej diagnozie kryzysowego stanu ówczesnej Europy. Kompetentnie przedstawione zostały poglądy na temat trawiącej ją duchowej choroby oraz będących jej następstwem zwyrodnień społeczno-politycznych i gospodarczych. Relatywizm, nihilizm, sekularyzacja – to wedle ordoliberałów zło, które dotyka świat Zachodu. We wspomnianym rozdziale omówiono krytykę gospodarki leseferystycznej oraz kolektywistycznej, centralnie sterowanej. Ordoliberałowie w zasadzie odrzucali obydwa te modele. Jak słusznie pisze w Przedmowie prof. Jacek Bartyzel, ordoliberalizm nie jest liberalizmem w sensie filozoficznym, religijnym, politycznym czy moralno-obyczajowym.

Ordoliberałowie co prawda akceptowali podstawowe kategorie liberalizmu gospodarczego, jak konkurencja czy wolność gospodarcza, ale były one przez nich reinterpretowane. Nie ma mowy o absolutyzowaniu któregoś z tych czynników – np. uznano, że konkurencja musi mieć wyraźnie zakreślone granice. Wilhelm Röpke stwierdzał nawet, iż nie jest ona układem stosunków zupełnie bezpiecznym pod względem moralno-socjologicznym, stąd trzeba ją dozorować, aby nie zatruła ciała społecznego. Dlatego pewne sfery muszą pozostać wolne od konkurencji: sfera wspólnoty, drobnych codziennych stosunków, państwa itp. Podobnie granice wolności miały być ściśle określone prawem, w przeciwnym razie efektem będą kolejne kryzysy, monopole i oligopole, korzystające z niczym nieograniczonej swobody, a następnie niczym wirusy chorobotwórcze niszczące rynek i konkurencję.

Centralne planowanie i nadmierny interwencjonizm również nie cieszyły się sympatią ordoliberałów. Uważali oni zresztą, że ich powstanie to w dużej mierze skutek rozkładu leseferyzmu, słabości liberalizmu XIX-wiecznego. Stojąc na gruncie zasady pomocniczości, protestowali przeciw przesadnemu zwiększaniu kompetencji państwa, pochłanianiu przez nie mniejszych wspólnot i ich zadań. Można powiedzieć, iż chcąc silnego państwa, wcale nie kładli głównego nacisku na nie, lecz na społeczeństwo. Ich ideałem nie jest „państwo dobrobytu”, ale raczej „społeczeństwo dobrobytu”.

Niektóre stwierdzenia autora wymagają pewnych doprecyzowań czy szerszych wyjaśnień. Czytamy np.: Ordoliberałowie obwiniali interwencjonizm państwowy, czyli „drogę pośrednią”, za kryzys gospodarki wolnorynkowej. Wszystko w porządku, tylko jacy ordoliberałowie, jakie interwencje – skądinąd przecież wiemy, że byli oni zwolennikami pewnego rodzaju interwencji; co z ich konstatacjami, iż to nieograniczona konkurencja niejako zniszczyła samą siebie? Pamiętamy przecież, że Eucken w „Podstawach polityki gospodarczej” pisał, że: Wolny, naturalny ustrój […] nie powstaje po prostu w ten sposób, że polityka gospodarcza pozostawia jego ukształtowanie się biegowi wypadków, ale tylko wtedy, gdy ona o ten ustrój zabiega. Autor podsumowuje ten rozdział równie kontrowersyjnym zdaniem, pisząc, iż ordoliberałowie przeciwstawiali się słabemu państwu. Według nich takimi państwami były niektóre demokracje i państwa kolektywistyczne. Największym zagrożeniem dla nich były dwa totalitaryzmy (które panowały za ich życia), a mianowicie nazizm i komunizm, i głownie przeciw nim skierowana była ich krytyka. W innych zaś miejscach czytamy o ich krytycznym podejściu wobec wszechwładzy państwa. Owszem, autor wcześniej wyjaśnia, dlaczego wedle ordoliberałów państwo totalne jest słabe, jednak mamy tutaj do pewnego stopnia do czynienia z semantycznym chaosem, dezorientującym czytelnika. Lepsze byłoby chyba konsekwentne stosowanie nomenklatury Röpkego, który dzielił państwa na „zdrowe” i „chore”.

W ostatnim rozdziale Juszczak przedstawia konkretne propozycje ordoliberałów odnośnie do ustroju społecznego, politycznego i gospodarczego. Zastanawia się też nad relacjami pomiędzy modelem teoretycznym (ordoliberalizm) a praktyczną próbą jego realizacji (społeczna gospodarka rynkowa). Autor sprawnie prezentuje ordoliberalny program w tych kwestiach. Wyłania się z niego dobry obraz tego, co stanowi jądro i specyfikę ordoliberalizmu jako projektu broniącego wolnej konkurencji, swobody działania gospodarczego, odrzucającego jednak absolutyzację sfery gospodarczej, postulującego patrzenie na nią jako ściśle powiązaną z innymi dziedzinami życia. Czyli programu wolnościowego, ale – jak ujmował to chociażby Böhm – antykapitalistycznego, który nie przyjmuje koncepcji „niewidzialnej ręki rynku”, obwiniając ją o niszczenie wolnej konkurencji poprzez tworzenie monopoli, a zatem dopuszczającego na pewnych warunkach i w niektórych dziedzinach ingerencję państwa w sprawy gospodarcze.

Ordoliberałowie krytykowali prymitywny ekonomizm, będąc dalekimi od oceniania wszystkiego przez pryzmat gospodarki i produktywności. Wedle nich, system gospodarczy miał stanowić jedynie środek do realizacji celów ogólnospołecznych. Jak pisał jeden z przedstawicieli tego środowiska, Alexander Rüstow, ważniejsze od ekonomii są rodzina, gmina, państwo itp. Gospodarka nie może być w związku z tym traktowana jako cel sam w sobie.

Pewien niedosyt pozostawia ostatnia część tego rozdziału. Autor nie pokusił się niestety o próbę rozstrzygnięcia, ile ordoliberalizmu jest w społecznej gospodarce rynkowej. Zagadnienie to ciągle stanowi przedmiot różnorakich kontrowersji. Spór to jednak poniekąd jałowy, ponieważ sami twórcy „niemieckiego cudu gospodarczego” uważali się za ordoliberałów, byli z tym środowiskiem związani już przed wojną. Społeczną gospodarkę rynkową wdrażał w Niemczech Ludwig Erhard od końca lat 40. do roku 1966, kiedy to w nowo powstałym koalicyjnym rządzie SPD i CDU ministrem gospodarki został zafascynowany keynesizmem Karl Schiller.

Dwadzieścia lat pracy Erharda, co podkreśla niemiecki badacz Horst-Friedrich Wünsche, to wzrost gospodarczy, jakiego nigdy wcześniej ani później w tym kraju nie notowano, wysoki stopień stabilności cen, stan pełnego zatrudnienia oraz istotne zwiększenie dochodów obywateli. Mimo iż Niemcy otrzymały w ramach Planu Marshalla prawie trzykrotnie mniej pieniędzy niż Wielka Brytania, to już w 1958 r. udało im się ją prześcignąć, jeżeli chodzi o wartość produkcji przemysłowej, a wkrótce także pod względem PKB, którego tempo wzrostu utrzymywało się w latach 50. na poziomie 8%. Równocześnie w dekadzie 1950-1960 płace realne wzrosły o 75%, a okresowo mieliśmy do czynienia z tendencją spadkową cen.

Mimo wspomnianych i innych mankamentów (np. niestaranna redakcja językowa tekstu), polecam książkę Tymoteusza Juszczaka wszystkim, którzy są zainteresowani taką problematyką. Stanowi ona dobrą pozycję popularyzatorską i może ciekawie wprowadzać w zagadnienia ordoliberalizmu i społecznej gospodarki rynkowej. Warto takie pozycje propagować choćby z tego względu, iż nie ma ich wiele na naszym rynku, a większość prac odnoszących się do takich zagadnień to dzieła napisane hermetycznym, naukowym żargonem, który odstręcza większość osób od lektury. Na tym tle książka Juszczaka bez wątpienia pozytywnie się wyróżnia. Nie jest to z pewnością praca stricte naukowa, ale właśnie kompendium popularyzatorskie.

dr hab. Rafał Łętocha

Tymoteusz Juszczak, Ordoliberalizm. Historia niemieckiego cudu gospodarczego, Wydawnictwo PROHIBITA, Warszawa 2010.

Książkę można nabyć wysyłkowo u wydawcy: Wydawnictwo PROHIBITA, ul. Mickiewicza 16/12A, 01-517 Warszawa, tel. /22/ 4243736, e-mail: wydawnictwo@prohibita.pl, księgarnia internetowa na stronie www.prohibita.pl.

Rafał Łętocha

(ur. 1973) – politolog i religioznawca. Doktor habilitowany nauk humanistycznych, zastępca Dyrektora w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor w Instytucie Politologii Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Oświęcimiu. Autor książek „Katolicyzm a idea narodowa. Miejsce religii w myśli obozu narodowego lat okupacji” (Lublin 2002), „Oportet vos nasci denuo. Myśl społeczno-polityczna Jerzego Brauna” (Kraków 2006) i „O dobro wspólne. Szkice z katolicyzmu społecznego” (2010). Publikował m.in. we „Frondzie”, „Glaukopisie”, „Nomosie”, „Nowej Myśli Polskiej”, „Państwie i Społeczeństwie”, „Pro Fide Rege et Lege”, „Studiach Judaica”, „Templum Novum”. Od urodzenia mieszka w Myślenicach i bardzo jest z tego zadowolony. Stały współpracownik „Obywatela”.

Jedna odpowiedź na „Doktryna niemieckiego cudu gospodarczego

  1. No i gdzie mój wpis o Krzysztofie Dzierżawskim z CAS (orędowniku ordoliberalizmu)? Zakłamani cenzorzy z klapkami na oczach. Zobaczyli frazę CAS w tekście i już jak pieski Pawłowa cenzurują. Jesteście tyle samo warci, co rządowa „neoliberalna” hołota, którą tak zaciekle krytykujecie za ten „straszny” liberalizm. Z osobistego doświadczenia – propisowscy solidaryści w mojej rodzinie skaczą sobie do gardeł, bredząc coś o neoliberałach, atomizacji i egoizmie, podczas gdy sami w praktyce nie są w stanie dogadać się i współpracować na poziomie najmniejszej komórki społecznej, jaką jest rodzina. To jak tacy ludzie chcą wdrażać solidaryzm na skalę całego społeczeństwa? Żałosne. Ile już założyliście spółdzielni? Ile oddolnych inicjatyw – małych zakładów przemysłowych, szkół, wyspecjalizowanych jednostek badawczych zrealizowaliście kolektywnie?

    PS.
    Czy wiecie, że ten ordoliberalizm był wychwalany przez Miltona Friedmana? Nie możecie tego wiedzieć, bo jesteście zamknięci w swoim świecie. I kto tu jest sekciarzem? Czy wiecie, że Friedman krytykował ekonomię kliniczną Sachsa? itd. Nie chodzi o to, że chcę być jego adwokatem i traktuję go jak bóstwo. Chodzi tylko o rozsądek. Tak samo drażnią mnie fanatycy wolnego rynku (w odróżnieniu od świadomych zwolenników).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>