Strajk na kolei

Strajk na kolei

Dziś stanęły na dwie godziny pociągi Przewozów Regionalnych. Związkowcy i przedstawiciele władz spółki nie doszli w poniedziałek do porozumienia.

Strajk ostrzegawczy odbył się między godz. 7.00 a 9.00 rano, polegał na zatrzymaniu pociągów Przewozów Regionalnych – informuje TVN. Pociągi nie były zatrzymywane w polu, a na stacjach węzłowych, gdzie miały się odbywać akcje protestacyjne.

Kolejarze z Przewozów Regionalnych chcą m.in. podwyżek płac o 280 zł na osobę. – Zasadnicza część pensji maszynisty wynosi średnio od 1,4 tys. zł do 1,6 tys. zł i od czterech lat pozostają na niezmienionym poziomie – mówi Sławomir Centkowski ze Związku Zawodowego Maszynistów. Związkowcy wymagają także od właścicieli spółki, marszałków województw, poważnego zaangażowania w jej rozwój.

Zdaniem prezes spółki Małgorzata Kuczewska-Łaska, przewoźnika nie stać na spełnienie tych żądań. – Możemy zaproponować podwyżkę rzędu 130 zł, ale dopiero od początku października – twierdzi. Na takie podwyżki spółka musiałaby do końca roku przeznaczyć ok. 11 mln zł, a i bez tego szacuje się, że zamknie rok 30 mln zł straty.

Obecne zadłużenie Przewozów Regionalnych sięga ok. 500-550 mln zł. Znaczną jego część (ok. 400 mln zł) stanowią długi wobec zarządzającej infrastrukturą kolejową spółki PKP Polskie Linie Kolejowe.

Przewozy Regionalne są największym pasażerskim przewoźnikiem kolejowym w Polsce. Dziennie uruchamiają ponad 2,5 tys. pociągów, przede wszystkim na trasach lokalnych i regionalnych. Spółka należy do samorządów 16 województw i zatrudnia ok. 13,5 tys. pracowników. W wyniku restrukturyzacji, od grudnia 2008 roku zatrudnienie spadło o ok. 3 tys. osób.

Według danych Urzędu Transportu Kolejowego w pierwszym kwartale 2011 roku spółka miała ponad 43-proc. udział w polskim rynku pod względem liczby przewiezionych pasażerów. Od stycznia do maja z usług przewoźnika skorzystało 47,5 mln pasażerów.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

I gdzie ten „straszny socjalizm”?

I gdzie ten „straszny socjalizm”?

Polskiemu pracownikowi zostaje w kieszeni 74 proc. pensji, wynika z raportu PricewaterhouseCoopers. Średnia europejska to 70 proc.

Jak donosi dziennik „Gazeta Prawna” autorzy raportu porównywali dochody netto (obliczone jako procent pensji brutto) wyliczone na podstawie średnich płac w poszczególnych krajach. Założono, że pracownicy nie uzyskują innych dochodów oprócz dochodów z tytułu zatrudnienia i oprócz ulg prorodzinnych nie uwzględniono ulg podatkowych. Na użytek badania zastosowane zostały stawki podatku i ubezpieczeń społecznych obowiązujące w 2010 r.

Według wyliczeń ekspertów PwC średnie wynagrodzenie netto mieszkańców krajów Unii Europejskiej, Norwegii, Islandii i Szwajcarii wyniosło w 2010 r. ok. 70 proc. pensji brutto. Przeciętne obciążenia z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych stanowiły ok. 20 proc. wynagrodzenia brutto, a z tytułu ubezpieczeń społecznych ok. 10 proc.

Obciążenia podatkowe w UE to niecała jedna trzecia wynagrodzenia brutto, a w porównaniu z 2009 r. w ubiegłym roku nie zwiększyły się one znacznie. „Kraje, które mogą pochwalić się średnim netto na poziomie wyższym niż 70 proc. to Estonia, Słowacja, Republika Czeska, Cypr, Bułgaria, Malta, Litwa, Portugalia, Hiszpania, Łotwa, Polska, Luksemburg i Rumunia” – napisano w raporcie.

„Średnie netto uzyskiwane w tych krajach to ok. 77 proc. wynagrodzenia brutto (…), podczas gdy średnie netto uzyskiwane w krajach z progresywną skalą podatkową wynosi ok. 67 proc.” – czytamy w opracowaniu.

Autorzy raportu ustalili, że dzięki prorodzinnym ulgom podatkowym, takim jak np. ulga na dzieci, wspólne rozliczenie roczne itp., zmniejszają się obciążenia podatkowe, czyli wynagrodzenie netto jest większe.  Przy porównaniu wynagrodzenia netto podatnika o średnich zarobkach i podatnika uzyskującego pięciokrotność średniej krajowej okazuje się, że w miarę wzrostu wynagrodzenia zmniejsza się procent dochodu netto.

Warszawskie „oszczędności”

Warszawskie „oszczędności”

W Warszawie oszczędzać muszą przede wszystkim jej mieszkańcy, podwyżek nie brakuje. Miasto sprzedaje za to (taniej) Stołeczne Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej.

„SPEC zarządza największym systemem ciepłowniczym w Unii Europejskiej” – pisze w „Naszym Dzienniku” Jakub M. Opara. Jak zaznacza: „to jeden z największych dostawców ciepła na świecie. Szczyci się świetnymi wynikami finansowymi: w 2009 r. blisko 1,3 mld zł przychodów netto, zysk netto na poziomie 36 mln zł, roczne wydatki na inwestycje – od 140 do 150 mln złotych. Sprzedawanie kury znoszącej złote jajka teoretycznie powinno być wbrew biznesowemu abecadłu i logice, niestety, ratusz już podjął decyzję, umieszczając w planie budżetu dochody z prywatyzacji na poziomie 750 mln złotych. Jest to o tyle dziwne, że wstępna analiza wartości przedsiębiorstwa oscylowała w granicach 1,5 mld złotych. Jedyną nadzieją na powstrzymanie tej sprzedaży pozostaje wniosek warszawskiego PiS o przeprowadzenie referendum wśród mieszkańców Warszawy, w którym mogliby wypowiedzieć się w kwestii, która ich bezpośrednio dotyczy”.

Od siebie dodamy, że neoliberalna logika nie od dziś uczy robienia „oszczędności” (via prywatyzacja) tam, gdzie mądrze gospodarująca władza mogłaby zdobywać środki przeznaczane „dla dobra wspólnego”. Ale tych zawsze lepiej poszukać w kieszeni obywateli, zwłaszcza gorzej sytuowanych.

Szczegóły akcji przeciw prywatyzacji Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej – na jej stronie. Do końca zbierania podpisów przeciw prywatyzacji SPEC pozostały niecałe dwa dni.

System zawodzi

System zawodzi

Samorządową pomoc dla lokalnych rynków pracy można  nazwać „pułapką systemową” – uważa Jacek Męcina, specjalista rynku pracy, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

Jak twierdzi: – Mamy powiatowe urzędy pracy i analizujemy rynki pracy z perspektywy powiatu, a te jednostki samorządowe mają znacznie mniej możliwości pozyskiwania inwestorów niż władze regionalne czy gminne. Ich wpływ na możliwość poprawy sytuacji na rynku pracy jest dość ograniczony w porównaniu z innymi szczeblami samorządowymi.

Pod koniec maja – informuje „Rzeczpospolita” – stopa bezrobocia w żadnym województwie nie przekroczyła 20 proc., jednak w 11 regionach jest ponad 80 powiatów, gdzie bez pracy (oficjalnie, w rejestrach urzędów pracy) jest przynajmniej co piąty dorosły mieszkaniec. Ale są też takie, gdzie jest to ponad 30 proc. Są to z reguły powiaty ze sobą graniczące, tak że tworzą „wyspy” wysokiego bezrobocia, a utrzymuje się ono od lat.

Powiaty przygraniczne stają się powoli terenami peryferyjnymi. Już nie tylko Polski, ale też Unii Europejskiej – zauważa Jacek Protas, marszałek województwa warmińsko-mazurskiego. Zdaniem marszałka władze samorządowe mogą łagodzić skutki bezrobocia, ale nie są kreatorami  aktywnej polityki, ta należy do gmin. Tereny przygraniczne potrzebują wsparcia władzy centralnej. Mazurskie władze regionalne  starają się o wprowadzenie małego ruchu przygranicznego, tak by Warmia i Mazury stały się terenami turystycznymi także dla Rosjan.

Część władz samorządowych uznaje, że najskuteczniejszą formą wspierania rozwoju lokalnych rynków pracy jest tworzenie specjalnych stref ekonomicznych.

Maciej Bukowski, szef Instytutu Badań  Strukturalnych, zwraca uwagę, że władze powiatowe czasem zbyt dużą wagę przywiązują do efektów statystycznych i bieżącego zmniejszenia stopy bezrobocia niż do rozwiązywania problemów na rynku pracy.

Zdaniem Bogdana Pochodaja, wicestarosty powiatu braniewskiego (ponad 30-proc. bezrobocie) trudno prowadzić skuteczną politykę na rynku pracy, gdy o 70 proc. zostały zmniejszone kwoty, jakimi dysponują powiatowe urzędy pracy na aktywną pomoc.

Brak jest także często spójności pomiędzy programami wsparcia rynku pracy na różnych szczeblach władzy samorządowej i rządowej.