Po kieszeni kogo trzeba

Po kieszeni kogo trzeba

Związek Zawodowy Dyżurnych Ruchu PKP wystąpił do wszystkich spółek Grupy PKP, w których zatrudnieni są jego członkowie o zaprzestanie odprowadzania składek na rzecz Związku Pracodawców Kolejowych.

To skutek wypowiedzenia przez ZPK Ponadzakładowego Układu Zbiorowego Pracy – informuje „Rynek Kolejowy”.

„Po wydarzeniach z dnia 15 czerwca br., kiedy Zarząd Związku Pracodawców Kolejowych wypowiedział Ponadzakładowy Układ Zbiorowy Pracy, w momencie, gdy widać było wyraźne zbliżenie stanowisk obu stron, należy zadać pytanie po co nam ZPK?” – piszą przedstawiciele ZZDR PKP.

ZZDR PKP pyta pracowników spółek Grupy PKP, czy mają świadomość, że są zrzeszeni w organizacji, która działa w imieniu pracodawcy, ale nie zawsze na jego rzecz i najczęściej wbrew interesom członków za których odprowadzana jest składka.

„Często poruszanym w ostatnim czasie tematem w mediach jest koszt utrzymania przez pracodawców związków zawodowych. Spójrzmy więc jak wygląda to w przypadku Związku Pracodawców Kolejowych pracodawcy zrzeszeni w tej organizacji odprowadzają składkę w wysokości 2 zł. za każdego zatrudnionego u siebie pracownika, co tylko w przypadku Spółki PKP PLK S.A. daje kwotę prawie miliona złotych rocznie” – informuje komunikat ZZDR PKP.

W liście ZZDR PKP do Zbigniewa Szafrańskiego, prezesa PKP Polskich Linii Kolejowych w sprawie zaprzestania odprowadzania składki członkowskiej do Związku Pracodawców Kolejowych czytamy m.in.: „Uważamy, że dalsze wspieranie finansowe ZPK, poprzez opłacanie składki członkowskiej za około 40 tysięcy pracowników Naszej spółki jest bezcelowe, gdyż organizacja ta wspiera wyłącznie interes wybranych jej członków, to jest przewoźników„.

Z treścią całego listu można zapoznać się tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Międzynarodowa solidarność

Międzynarodowa solidarność

Przedstawiciele włoskiego związku zawodowego metalowców FIOM w Bitron zadeklarowali wsparcie dla polskich koleżanek i kolegów z „Solidarności” ze spółki Bitron Poland w Sosnowcu.

Bitron produkuje podzespoły dla przemysłu motoryzacyjnego i sprzętu AGD. Większość zatrudnionych w sosnowieckim zakładzie to kobiety.

Od początku maja w sosnowieckim Bitronie trwa spór zbiorowy. Zakładowa „Solidarność” domaga się gwarancji zatrudnienia dla pracowników posiadających umowy na czas określony – informuje strona „Solidarność Katowice”.

W skierowanym do nas piśmie oprócz deklaracji poparcia ze strony FIOM znalazła się też zapowiedź wspólnych działań na rzecz zmniejszania różnic pomiędzy zarobkami i warunkami pracy zatrudnionych w Bitronie we Włoszech i w Polsce. Jednym z pierwszych kroków, jakie zamierzamy podjąć, jest utworzenie Europejskiej Rady Zakładowej Bitronu. Dzięki temu będziemy mogli skuteczniej reprezentować interesy pracowników zakładów firmy w całej UE – mówi Izabela Będkowska, przewodnicząca „Solidarności” w Bitron Poland w Sosnowcu.

Warunki pracy i płacy pracowników Bitronu w Polsce są nieporównywalnie gorsze niż pracowników tej samej firmy we Włoszech czy Hiszpanii. Rozumiemy, że Polska jest uboższym krajem. Ale to nie oznacza, że można u nas wprowadzać standardy rodem z krajów Trzeciego Świata. Pewne zróżnicowanie w wysokości płac jest zrozumiałe, ale nie może być tak, że w Polsce zagraniczny pracodawca lekceważy elementarne europejskie zasady dialogu społecznego i elementarne zasady stosunku pracodawca-pracownik – podkreśla Będkowska.

W przeprowadzonym 18 maja referendum 96 proc. pracowników sosnowieckiej firmy Bitron opowiedziało się za strajkiem w obronie miejsc pracy.

SlotArt 2011 – (foto)relacja

SlotArt 2011 – (foto)relacja

Dzisiaj ostatni dzień festiwalu SlotArt w Lubiążu. Ostatnia szansa na dyskusje, wymianę doświadczeń, kontaktów, spotkanie ludzi, którzy przyjechali tutaj dzielić się swoją pasją.

Sympatyków „Nowego Obywatela” zapraszamy o godzinie 20:30 do Cafe Gafa, gdzie o szansach i mieliznach ekonomii społecznej będzie mówił Szymon Surmacz, a Krzysiek Walczak z łódzkiej Kooperatywy Spożywczej podzieli się swoimi doświadczeniami młodego spółdzielcy. Według naszej SlotArtowej delegacji, festiwal jest doskonałym miejscem do siania fermentu ideowego i zachęcania młodzieży do samodzielności i samorządności oraz myślenia w kategoriach ekonomicznych i kooperatywnych zarazem.

Wczoraj w Cafe Pralnia odbyła się bardzo ciekawa dyskusja, dotycząca w dużej mierze samodzielności i niezależności finansowej organizacji pozarządowych. Panelistami byli Allan Bussard, kanadyjski przedsiębiorca i filantrop  mieszkający w Bratysławie,
Bartek Pilitowski z fundacji Court Watch oraz Kuba Wygnański z warszawskiej Stoczni.

Niezwykle miłą niespodzianką dla siedzącej na widowni załogi „Nowego Obywatela” był fakt, że Bartek rozpoczął wystąpienie od pokazania publiczności Obywatela nr 50, wskazując na tekst Joanny Szalachy i Tomka Jarmużka „Państwo podziemne – reaktywacja” jako jedną najbardziej inspirujących lektur w ostatnim czasie. Przypomnijmy, że teza prezentowana przez autorów głosiła, iż poza blaskiem reflektorów i okiem telewizyjnych kamer, tworzy się w Polsce obywatelskie państwo podziemne. Społeczeństwo widząc, że państwo nie jest w stanie podołać swoim zadaniom, zaczyna traktować władzę centralną jak okupanta i przechodzi do samoorganizacji, stawiając na odzyskanie wpływu i suwerenności na poziomie lokalnym i regionalnym.

Bartek Pilitowski jako współtwórca organizacji strażniczej (Court
Watch monitoruje i opiniuje pracę sądów) uzasadnia celowość istnienia organizacji pozarządowych m.in. koniecznością monitorowania poczynań władzy. Władza kieruje się swoją racjonalnością, która nie zawsze jest zgodna z dobrem całego społeczeństwa. Największy sukces osiągają społeczeństwa tam, gdzie istnieje równowaga i współpraca między administracją państwa, biznesem i głosem obywatelskim, wyrażanym spontanicznie i samorządnie.

Kuba Wygnański jako osoba zawodowo analizująca problemy i procesy zachodzące w „trzecim sektorze” uważa, że formuła trochę sztucznie stworzonego „trzeciego sektora” już się wyczerpała. Na początku lat 90. obawiano się używać zwrotu „organizacja społeczna”, ponieważ to sformułowanie jednoznacznie kojarzyło się z PRL-owską przeszłością. Nadszedł czas na zreformowanie nie tylko samego pojęcia „społeczeństwa obywatelskiego”, ale też wskaźników jego rozwoju. Organizacje muszą wychodzić „z sektora” grantów i stawać się faktycznym wyrazicielem głosu społeczeństwa.

Aktualnie z jednej strony mamy niewiele znaczący „plankton” kilkudziesięciu tysięcy stowarzyszeń i fundacji, a z drugiej finansowane z państwowych i unijnych grantów molochy, które coraz bardziej upodobniają się do państwowych agend, zatrudniających kolejnych urzędników. To swoisty proces „izomorfizacji”, który powoduje, że organizacje zamiast być „głosem ludu” stają się częścią aparatu administracyjnego. Ponuro zabrzmiało retoryczne pytanie jak będzie wyglądać „trzeci sektor” „after EFS”, czyli gdy skończą się unijne dotacje.

Inny proces „izomorfizacji” wyniknął z wypowiedzi Allana Bussarda, który z jednej strony zachęca organizacje społeczne do profesjonalizacji i współpracy z sektorem biznesowym, ale przestrzega przez zbytnim upodobnieniem się do logiki „for profit”. Jednym z kluczowych wyzwań, jakie stoi przed NGO, jest zdaniem Allana rola „proroka”. To organizacje ekologiczne czy zajmujące się kwestią ubóstwa pierwsze obserwują negatywne efekty wdrażania doktryn polityczno-społecznych. Ich głos jest lekceważony, mimo że dość szybko okazuje się, że ich analiza najważniejszych problemów trapiących ludzkość jest z reguły słuszna.

Allan wskazywał też na pierwsze jaskółki zmian w logice wielkich korporacji i stopniowy rozwój i wpływ organizacji określanych jako „social oriented enterprises”. Pouczającą anegdotą była przytoczona historia firmy Marx and Spencer, która chciała wprowadzić do swej strategii nakaz zakupu bawełny pochodzącej wyłącznie z upraw organicznych i fair trade. Udziałowcy firmy nie zgodzili się na takie posunięcie, obawiając się o zmniejszenie dywidendy. Korporacja wprowadziła produkcję z bawełny organic dopiero po otrzymaniu milionowej dotacji z fundacji non-profit, promującej takie rozwiązania.

Jest to absurdalne odwrócenie dotychczasowej logiki filantropii, w której to biznes wspierał organizacje non profit, ale pokazuje też znaczenie organizacji społecznych jako animatora przemian nawet
największych organizmów gospodarczych na świecie.

Kuba Wygnański mówiąc o roli wolontariatu i pozyskiwaniu niezależnych źródeł finansowania wskazał na SlotArt jako dobry przykład umiejętnego łączenia tych działań. Na „normalnym” festiwalu, za plecami panelistów wisiałyby reklamy i logotypy sponsorów. Byłaby to cena za pójście prostacką drogą „pozyskiwania środków” i zakupu usług „na rynku”.

Stowarzyszenie SLOT, opierając się w dużej mierze na pracy wolontariuszy, wybrało drogę trudniejszą, jednak dzięki temu tworzy wyjątkową przestrzeń, w której goszczą wyłącznie organizacje i przedsiębiorcy „social oriented”. W każdej kafejce można napić się kawy fairtrade, na stoiskach zakupić pamiątki „handmade”, praktycznie każdy metr klasztornej przestrzeni okupowany jest przez ludzi, którzy malują, rzeźbią, dyskutują, tańczą, słuchają wykładów, uczą się nowych rzeczy.

Mamy nadzieję że na przyszłorocznym, dwudziestym już festiwalu czytelnicy i sympatycy „Nowego Obywatela” odliczą się w znacznie większym składzie. Zapraszamy.

Szymon Surmacz

___

Szymon Surmacz jest prezesem Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom”, redaktorem „Nowego Obywatela”, szefem kooperatywa.org.

Nasi na SlotArt

Nasi na SlotArt

Od czwartku rano delegacja „Nowego Obywatela” uczestniczy w festiwalu SlotArt odbywającym się w opuszczonych budynkach klasztoru cystersów w Lubiążu koło Wrocławia.

Do soboty w sektorze dla organizacji pozarządowych będziecie mogli otrzymać archiwalne numery „Nowego Obywatela”, kupić wydawane przez nas książki i zapoznać z innymi działaniami Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom”, wydawcy NO.

SlotArt to miejsce kipiące energią młodych ludzi, którzy oprócz dobrej zabawy przy muzyce grającej z dziesięciu scen i kafejek przyjechali tu by uczestniczyć w warsztatach, dyskusjach, pokazach filmów, zajęciach ruchowych i artystycznych. Od rana do późnych godzin popołudniowych puste korytarze klasztoru gromadzą młodzież, która wykorzystuje wakacje do rozwijania swoich umiejętności, pozyskiwania nowej wiedzy i dzielenia się nią z innymi uczestnikami festiwalu.

Wszystkich zmęczonych „tradycyjną” atmosferą hałaśliwych masowych imprez letnich zapraszamy do odwiedzenia tego wyjątkowego miejsca.

W piątek i w sobotę zespół Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom”, będzie prowadził prelekcje dotyczące kooperatyzmu i gospodarki społecznej. Nasza delegacja uzbrojona jest również w pakiet wywrotowych filmów, które będą pokazywane w kafejkach festiwalowych i wyświetlane są na naszym stoisku w pasażu dla organizacji pozarządowych.

Jest to nasz trzeci wyjazd na SlotArt i szczególnie cieszy fakt, że jeszcze zanim dojechaliśmy do Lubiąża dopytywali o nas festiwalowicze uczestniczący w naszych prelekcjach w zeszłych latach. „Nowy Obywatel” ma na Slocie coraz lepszą markę ;-)

Szymon Surmacz

___

Szymon Surmacz jest prezesem Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom”, redaktorem „Nowego Obywatela”, szefem kooperatywa.org.