Wracać? Nie ma po co

Wracać? Nie ma po co

Ponad milion Polaków, którzy wyjechali po 2004 roku, nie wróci już do kraju. Wielu z nich nawet w kryzysie świetnie radzi sobie za granicą. Nie widzą też w Polsce zmian, które miałyby ich przyciągać z powrotem do kraju.

Kryzys na Zachodzie nie spowodował masowych powrotów. Z danych GUS wynika, że wróciło 340 tys. osób. – Efektem kryzysu jest wzrost niepewności. Pojawia się wtedy tendencja, aby zostać dłużej tam, gdzie się jest – ocenia dr Paweł Kaczmarczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami. Co więcej, rodacy nie wracali do Polski. – Przenosili się do Norwegii, Szwecji czy Holandii. Krajów atrakcyjnych pod względem płac czy szerokiego dostępu do świadczeń – wskazuje prof. Tomasz Panek z SGH.

Powrotom nie sprzyja też to, że ponad 47 proc. emigracji to głównie ludzie młodzi, w wieku 20-34 lat. Zakładają rodziny i rodzą dzieci. A za granicą łatwiej o pomoc w ich wychowaniu. – Jest bardzo duży rozdźwięk, nie mówiąc o płacach, między Polską i Zachodem pod względem ułatwień w opiece nad dziećmi, pomocy państwa, ułatwień w życiu codziennym i funkcjonowaniu administracji – podkreśla prof. Panek. O planach związanych z trwałym osiedlaniem się za granicą świadczą także inwestycje Polaków. Coraz więcej z nich kupuje tam nieruchomości.

Jak widać, stara, „socjalistyczna” Europa Zachodnia, gdzie młode rodziny mogą liczyć na efektywną pomoc ze strony instytucji państwa jest bardziej przyjaznym miejscem do życia dla Polaków-emigrantów, niż szermująca hasłami o „wartościach”, a w praktyce niewydolna i obojętna wobec przyszłości swoich obywateli, zapatrzona ślepo w praktyczny neoliberalizm Polska.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Komu niestraszny kryzys?

Komu niestraszny kryzys?

Sektor spółdzielczy w Wielkiej Brytanii radzi sobie w czasach kryzysu dużo lepiej niż reszta gospodarki. Istotnie zwiększa się też liczba członków spółdzielni. Co piąty mieszkaniec Zjednoczonego Królestwa jest obecnie członkiem jakiejś kooperatywy.

Według badań przeprowadzonych przez sieć Co-operatives UK, od kryzysu w 2008 roku, sektor spółdzielczy zanotował wzrost przychodów o 21%. W zeszłym roku wartość wszystkich spółdzielni w Wielkiej Brytanii wzrosła o 4,4% i osiągnęła 33 miliardy funtów.

W zeszłym roku najszybciej rozwijały się rolnicza spółdzielnia North Country Primestock, zajmująca się wdrażaniem systemów energii odnawialnej firma Dulas oraz Edinburgh Bicycle Co-op, sprzedająca rowery i części rowerowe.

Raport pokazuje również dynamiczny wzrost liczby członków spółdzielni, która wzrosła od 2008 roku aż o 18%. Obecnie na Wyspach jest 12,8 milionów spółdzielców.

Spółdzielcze zasady – wspólna własność i demokratyczna kontrola okazują się silnym orężem wobec ekonomicznych perturbacji.

Oprócz przychodów i liczby spółdzielców, w Wielkiej Brytanii wzrasta również liczba samych spółdzielni. W roku 2008 było ich 4820 a w 2010 już 5450. I wciąż istnieją perspektywy dla dalszego, równie dynamicznego rozwoju kooperatyw w Wielkiej Brytanii.

W trosce o naszą zbrojeniówkę

W trosce o naszą zbrojeniówkę

Wspólny komitet protestacyjny powołały Sekcja Krajowa Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność” i Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Elektromaszynowego.

W przyszłym tygodniu opracujemy harmonogram ewentualnej akcji protestacyjnej, ale liczymy na rozmowy z rządem mówi Stanisław Głowacki, przewodniczący NSZZ „S” w przemyśle zbrojeniowym.

Związkowcy są niezadowoleni z braku realizacji Programu Konsolidacji i Wspierania Rozwoju Polskiego Potencjału Obronnego. Przyjęty w 2007 r. program, spowodował likwidację niektórych zakładów produkcyjnych i utratę zatrudnienia przez około 5 tys. pracowników. Niestety tylko założenia związane z restruktyzacją przemysłu zbrojeniowego zostały zrealizowane. – Program zawiera również zobowiązania rządu do podejmowania działań, które mają chronić i rozwijać polski przemysł zbrojeniowy, np. promocję na rynkach zagranicznych, wieloletnie zamówienia czy środki na prace badawczo-rozwojowe. Niestety realizacji tych punktów programu nie możemy się doczekać dodaje Głowacki.

Dodatkowo sytuację przemysłu zbrojeniowego może pogorszyć wchodząca w życie w sierpniu unijna dyrektywa, która umożliwi zagranicznym koncernom uczestnictwo w przetargach na dostawy dla polskiej armii.

Źródło tutaj.

Ciszej nad tą nędzą

Ciszej nad tą nędzą

GUS w maju, najpóźniej w czerwcu powinien opublikować raport, ile osób w Polsce żyje w ubóstwie. Mamy już koniec lipca, a raportu nie ma.

„Dziennik Gazeta Prawna” i dziennik.pl dociekają, co się stało, że razem z opublikowaną 25 maja tego roku tzw. informacją sygnalną „Sytuacja gospodarstw domowych w 2010 r. w świetle wyników badań budżetów gospodarstw domowych” nie pojawiła się informacja o tym, ile osób żyje w Polsce poniżej minimum egzystencji i ustawowej granicy ubóstwa.

Od 2003 roku informacje podawane były w maju. Wyjątkiem był ubiegły rok, kiedy dane opublikowano 15 czerwca.

GUS wyjaśnia, że jest zajęty spisem powszechnym. Jednak prof. Stanisława Golinowska, ekspert zajmujący się badaniem biedy stwierdza: – GUS może wyciągnąć te dane ze standardowej publikacji.

Artur Satora, rzecznik GUS, nie jest w stanie podać precyzyjnej daty udostępnienia informacji: – Notatka w sprawie zagrożenia ubóstwem będzie opublikowana najprawdopodobniej w lipcu. Jednak to tylko orientacyjna data.

W Polsce, zgodnie z ostatnimi danymi GUS za 2009 rok, poniżej granicy ubóstwa skrajnego, tj. poziomu, który nie pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, żyło 5,7 proc. osób. Wskaźnik ten wzrósł wtedy, choć zaledwie o 0,1 pkt proc., po raz pierwszy od 2005 roku – od tamtej pory malał z bardzo wysokiego poziomu 13 proc. Czy w 2010 roku znów pójdzie on w górę?

Zdaniem prof. Golinowskiej rosnące ceny nośników energii i żywności mogą rzeczywiście wpłynąć na wzrost liczby osób żyjących w skrajnej nędzy.