Praca? Nie dla młodych

Praca? Nie dla młodych

Firmy nie chcą zatrudniać młodych ludzi, twierdząc, że brakuje im doświadczenia. W sytuacji wciąż wysokiego bezrobocia wolą 30 – 40-latków, których nie muszą przyuczać do zawodu.

To m.in. dlatego stopa bezrobocia wśród młodzieży do 25. roku przekracza 25 proc, informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Jest ona dwukrotnie wyższa niż dla pozostałych osób. W razie kłopotów na rynku pracy to młodzi w pierwszej kolejności są zwalniani – firmy oszczędzają wtedy kluczowych, zwykle starszych, pracowników.

Nic nie zapowiada, że sytuacja w najbliższym czasie się poprawi, bo prognozowany w tym roku 4-proc. wzrost PKB nie będzie generował nowych miejsc pracy. W przyszłym roku wzrost ma być jeszcze niższy.

W tym roku pracodawcy nie chcą przyjmować potencjalnych, młodych pracowników na bezpłatne staże, bo rząd o połowę zmniejszył środki na aktywizację zawodową: zamiast 7 mld zł jest na to tylko 3,3 mld zł.

Profesor Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych wskazuje, że absolwenci pracujący na czarno najczęściej znajdują zatrudnienie w handlu, gastronomii, rzemiośle albo przy pracach sezonowych. W najgorszej sytuacji są absolwenci wydziałów humanistycznych oraz liceów ogólnokształcących, którzy dalej się nie kształcą: aż 70 proc. z nich ma obniżone poczucie własnej wartości, a 50 proc. nie widzi możliwości zrobienia kariery w Polsce.

*

Jak podaje „DGP”: „Z danych Eurostatu wynika, że stopa bezrobocia wśród ludzi do 25. roku życia w UE wynosi 20,3 proc., a w strefie euro 19,6 proc. Najtrudniejsza sytuacja jest w Hiszpanii, gdzie pracy nie może znaleźć aż 44 proc. młodych. Sytuację nie do pozazdroszczenia mają także Słowacy, Litwini i Irlandczycy, gdzie bezrobocie wśród młodych wynosi odpowiednio 35, 34 i 31 proc. Praktycznie we wszystkich krajach UE bezrobocie wśród młodych jest znacznie wyższe niż w pozostałych grupach wiekowych. Przykładowo w Szwecji wynosi ono ponad 20 proc., podczas gdy bezrobocie ogólne to 7,4 proc. We Włoszech stopa bezrobocia młodych jest aż 3,5 razy wyższa od ogólnej i wynosi 28,5 proc. Na tym tle korzystnie wypadają Niemcy – 7,9 proc. bezrobotnych wśród młodych i 6 proc. ogółem”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wracać? Nie ma po co

Wracać? Nie ma po co

Ponad milion Polaków, którzy wyjechali po 2004 roku, nie wróci już do kraju. Wielu z nich nawet w kryzysie świetnie radzi sobie za granicą. Nie widzą też w Polsce zmian, które miałyby ich przyciągać z powrotem do kraju.

Kryzys na Zachodzie nie spowodował masowych powrotów. Z danych GUS wynika, że wróciło 340 tys. osób. – Efektem kryzysu jest wzrost niepewności. Pojawia się wtedy tendencja, aby zostać dłużej tam, gdzie się jest – ocenia dr Paweł Kaczmarczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami. Co więcej, rodacy nie wracali do Polski. – Przenosili się do Norwegii, Szwecji czy Holandii. Krajów atrakcyjnych pod względem płac czy szerokiego dostępu do świadczeń – wskazuje prof. Tomasz Panek z SGH.

Powrotom nie sprzyja też to, że ponad 47 proc. emigracji to głównie ludzie młodzi, w wieku 20-34 lat. Zakładają rodziny i rodzą dzieci. A za granicą łatwiej o pomoc w ich wychowaniu. – Jest bardzo duży rozdźwięk, nie mówiąc o płacach, między Polską i Zachodem pod względem ułatwień w opiece nad dziećmi, pomocy państwa, ułatwień w życiu codziennym i funkcjonowaniu administracji – podkreśla prof. Panek. O planach związanych z trwałym osiedlaniem się za granicą świadczą także inwestycje Polaków. Coraz więcej z nich kupuje tam nieruchomości.

Jak widać, stara, „socjalistyczna” Europa Zachodnia, gdzie młode rodziny mogą liczyć na efektywną pomoc ze strony instytucji państwa jest bardziej przyjaznym miejscem do życia dla Polaków-emigrantów, niż szermująca hasłami o „wartościach”, a w praktyce niewydolna i obojętna wobec przyszłości swoich obywateli, zapatrzona ślepo w praktyczny neoliberalizm Polska.

Przybywa bezrobotnych 50+

Przybywa bezrobotnych 50+

Osobom po pięćdziesiątce jest znacznie trudniej znaleźć pracę niż młodym – stwierdza prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego

Prof. Kryńska w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówi: – Pracodawcy uciekają od zatrudniania takich bezrobotnych. Wolą przyuczyć do zawodu ludzi młodych. Obawiają się przyzwyczajeń zawodowych ludzi po pięćdziesiątce, nie nastawia ich przychylnie ustawowa ochrona przedemerytalna, czyli niemożność zwolnienia pracownika w wieku przedemerytalnym. Bezrobocie wśród 50+ staje się coraz bardziej palącym problemem. Jej zdaniem specjalny rządowy program „Solidarność Pokoleń 50+” tkwi w letargu.

Sytuacja bezrobotnych 50+ jest o wiele trudniejsza niż młodych, bo co piąty nie może znaleźć pracy dłużej niż dwa lata. Kolejnych 20 proc. jest w rejestrach ponad rok. Dla porównania – tylko niespełna 4 proc. młodzieży nie może znaleźć pracy przez dwa lata.

Zwolnienie z pracy powyżej pięćdziesiątki oznacza często koniec kariery zawodowej. Nie dotyczy to tylko osób z wyjątkowymi i wysokimi kwalifikacjami – tłumaczy Konrad Turek, socjolog z UJ.

W Polsce dominuje „kosztowe” postrzeganie starszych pracowników jako droższych, mniej elastycznych, mniej wydajnych oraz słabiej przygotowanych do pracy, między innymi z nowymi technologiami.

Z raportu „Bilans kapitału ludzkiego”, jaki PARP opublikowała w maju, wynika, że ponadroczne bezrobocie dotyka połowy bezrobotnych kobiet 50+ oraz 40 proc. mężczyzn.

Zdaniem Jerzego Bartnickiego, dyrektora powiatowego urzędu pracy w Kwidzynie (woj. pomorskie), szczególnie małym firmom,  zatrudniającym kilka czy kilkanaście osób, łatwiej jest zarządzać osobami młodszymi niż od siebie starszymi. Często ludzie po pięćdziesiątce, którzy tracą pracę, są zrezygnowani. Dodatkowo zatrudnienie za minimalne wynagrodzenie, a takich ofert jest najwięcej, jest dla nich trudne do przyjęcia. – Poruszają się więc gdzieś na obrzeżach szarej sfery – tłumaczy dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy.

A jednak zamordowana

A jednak zamordowana

Od kilku dni wyjaśnieniem zagadki śmierci Jolanty Brzeskiej zajmują się funkcjonariusze wydziału do walki z terrorem kryminalnym i i zabójstw Komendy Stołecznej Policji. To zespół zajmujący się ściganiem sprawców najpoważniejszych zbrodni.

Możemy z dużą pewnością założyć, że to nie było samobójstwo. Problem w tym, że nie za bardzo możemy udowodnić, że doszło do zabójstwa – mówi „Gazecie Wyborczej” jeden z pracujących przy sprawie policjantów.

Jak dotąd do sprawy niczego nie wniosły przesłuchania świadków i analiza postępowań sądowych, w których Jolanta Brzeska była stroną. Nie pomogła analiza zapisu miejskiego monitoringu, która miała służyć ustaleniu, w jaki sposób zmarła dojechała ze swojego mieszkania na Sielcach do Lasu Kabackiego.

– Policjanci z Komendy Stołecznej mają większe możliwości, by wyjaśnić tę sprawę niż ich koledzy z komendy rejonowej – wyjaśnia prok. Paweł Wierzchołowski, szef mokotowskiej prokuratury.

Decyzja o powierzeniu śledztwa wyspecjalizowanej sekcji zabójstw to wyraźny sygnał, że śledczy uznają za coraz mniej prawdopodobne, że Jolanta Brzeska sama odebrała sobie życie. – Nie mamy dowodów, które by potwierdzały wersję o samobójstwie – przyznaje prok. Wierzchołowski.

1 marca br. spacerowicz znalazł na obrzeżach Lasu Kabackiego spalone zwłoki. Płomienie sprawiły, że ciało nie nadawało się do identyfikacji. Przy kobiecie znaleziono jedynie klucze, zegarek i charakterystyczne oprawki okularów. Stuprocentową pewność, że to 64-letnia Jolanta Brzeska, śledczy uzyskali dopiero w połowie kwietnia, po wynikach badań DNA.

Jolanta Brzeska była aktywną działaczką ruchu lokatorskiego stającego w obronie mieszkańców reprywatyzowanych kamienic. Sama była zadłużona u nowego właściciela na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

___

Czytaj także naszą rozmowę z Andrzejem Smosarskim, poświęconą tragicznie zmarłej Jolancie Brzeskiej.