To ma sens

To ma sens

Starania o utworzenie specjalnego funduszu na rzecz zabytków ery industrialnej rozpoczął 1,5 roku temu Ruch Autonomii Śląska, który od jesieni ubiegłego roku współrządzi województwem śląskim. Działacze Ruchu zebrali dotąd kilka tysięcy podpisów pod petycją w tej sprawie.

W kwietniu specjalną rezolucję w sprawie Funduszu przyjął Sejmik Województwa Śląskiego, informuje „Portal  Samorządowy”. Radni zaapelowali do ministra kultury i dziedzictwa narodowego o niezwłoczne podjęcie starań w celu powołania Funduszu. Podobną rezolucję przyjęła katowicka Rada Miasta.

Wedgług katowickich radnych ani województwo, ani miasto nie są w stanie udźwignąć ciężaru związanego z ochroną i rewaloryzacją wielu cennych zabytków poprzemysłowych o znaczeniu ponadlokalnym, wymagających znaczących nakładów.

Śląscy samorządowcy uważają, że fundusz powinien być finansowany z budżetu centralnego. Argumentują, że w ostatnich latach całkowitemu zniszczeniu lub częściowej dewastacji uległ szereg materialnych świadectw czasu świetności wielkiego przemysłu – wśród nich bezcenne dzieła architektury i elementy parku maszynowego.

Inicjatorzy powołania funduszu uważają, że niewielkie budżety samorządów utrudniają lokalnym władzom skuteczne działanie na rzecz ochrony tej części kulturowego dziedzictwa. W tej sytuacji szczególna odpowiedzialność spoczywa na władzach centralnych, których zaniedbania przyczyniły się do dewastacji licznych obiektów industrialnych.

Powołanie Funduszu Ochrony Zabytków Przemysłowych nie byłoby precedensem. Od 1985 r. działa Narodowy Fundusz Rewaloryzacji Zabytków Krakowa, który mógłby być wzorem dla śląskiej inicjatywy.

Resort kultury dotychczas nie skomentował tej inicjatywy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jest raport GUS o ubóstwie

Jest raport GUS o ubóstwie

Od lat nie zmienia się społeczna mapa zagrożenia ubóstwem w Polsce. Czynnikiem decydującym o sytuacji materialnej jednostki i jej rodziny, jest miejsce zajmowane na rynku pracy. Ubóstwem zagrożone są przede wszystkim osoby i rodziny osób bezrobotnych.

W 2010 roku w gospodarstwach domowych posiadających w swoim składzie co najmniej 1 osobę bezrobotną poniżej ustawowej granicy ubóstwa żyło ok. 16% osób, natomiast w gospodarstwach bez osób bezrobotnych – ok. 5%. Stopa ubóstwa skrajnego wynosiła odpowiednio – ok.14% i ok. 4%.

Zasięg ubóstwa jest wyraźnie zróżnicowany w zależności od grupy społecznoekonomicznej, a więc w zależności od przeważającego źródła utrzymania. W najtrudniejszej sytuacji były rodziny utrzymujące się głównie ze świadczeń społecznych innych niż emerytury i renty (stopa ubóstwa ustawowego – 36%, skrajnego – 30%).

Bardziej niż przeciętnie narażeni na ubóstwo są członkowie gospodarstw, których podstawę utrzymania stanowiły renty (ok. 10% osób – zarówno w sferze ubóstwa ustawowego, jak i skrajnego) oraz gospodarstwa rolników (ok. 12% osób poniżej tzw. ustawowej granicy ubóstwa i ok. 9% osób żyjących poniżej minimum egzystencji).

Pauperyzacji sprzyja również wykonywanie niskopłatnej pracy. Dotyczy to przede wszystkim osób o niskim poziomie wykształcenia, które pracują na stanowiskach robotniczych.

W rodzinach, których główny strumień dochodów pochodził z pracy najemnej na stanowisku robotniczym, stopa ubóstwa ustawowego wyniosła ok. 11% (wobec ok. 1,5% wśród gospodarstw utrzymujących się głównie z pracy najemnej na stanowiskach nierobotniczych), natomiast stopa ubóstwa skrajnego kształtowała się na poziomie ok. 8% (wobec ok. 1% wśród gospodarstw utrzymujących się głównie z pracy najemnej na stanowiskach nierobotniczych).

Niskie wykształcenie stało się trwałym korelatem ubóstwa, niezależnie od tego, jaką miarą biedy się posłużymy. Wyższe wykształcenie głowy gospodarstwa domowego praktycznie eliminuje gospodarstwo domowe z populacji skrajnie ubogich (ok. 0,5% osób) oraz ze sfery ubóstwa ustawowego (ok. 1% ubogich); natomiast wśród gospodarstw domowych, w których głowa gospodarstwa ukończyła co najwyżej szkołę gimnazjalną stopa ubóstwa ustawowego wynosiła ok. 17%, a stopa ubóstwa skrajnego – ok. 15%; w przypadku, gdy głowa gospodarstwa domowego posiadała wykształcenie zasadnicze zawodowe, wartości tych wskaźników wyniosły odpowiednio: 10% i ok. 7,5%.

W Polsce zagrożenie ubóstwem dzieci i młodzieży jest znacznie silniejsze niż dorosłych. W 2010 r. ok. 12% dzieci do lat 18 wchodziło w skład gospodarstw, w których poziom wydatków był niższy od ustawowej granicy ubóstwa. W gospodarstwach, których wydatki były niższe od minimum egzystencji żyło natomiast ponad 8% osób poniżej 18 roku życia. W konsekwencji w 2010 r. dzieci i młodzież do lat 18 stanowiły ok. 1/3 populacji zagrożonej skrajnym ubóstwem.

Grupę najbardziej zagrożoną ubóstwem stanowią rodziny wielodzietne. Już przy liczbie dzieci większej od 2 odsetek ubogich, niezależnie od przyjętego progu ubóstwa, przekracza przeciętną. Wśród małżeństw z co najmniej czworgiem dzieci na utrzymaniu – ok. 34% osób żyło w 2010 r. w sferze ubóstwa ustawowego i ok. 24% w sferze ubóstwa skrajnego.

Osoby z rodzin niepełnych były we względnie lepszej sytuacji niż osoby z rodzin wielodzietnych. Wskaźnik zagrożenia ubóstwem ustawowym dla rodzin niepełnych wynosił ok. 10,5%, a wskaźnik zagrożenia ubóstwem skrajnym – ok. 8%.

Do czynników zwiększających zagrożenie ubóstwem należy zaliczyć również obecność w rodzinie osób niepełnosprawnych. W najtrudniejszej sytuacji znajdują się rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi oraz te, w których głową gospodarstwa jest osoba niepełnosprawna. Wśród gospodarstw domowych, których głową jest osoba niepełnosprawna stopa ubóstwa ustawowego wynosiła w 2010 r. nieco ponad 9%, a stopa ubóstwa skrajnego nieco poniżej 9%; natomiast wśród gospodarstw domowych, w których znajdowało się przynajmniej jedno dziecko do lat 16 posiadające orzeczenie o niepełnosprawności wskaźniki te wyniosły odpowiednio – ok. 16% i ok. 12%.

Z całym raportem GUS możecie zapoznać się tutaj.

Korupcja w hipermarketach

Korupcja w hipermarketach

Z toczącego się śledztwa wiadomo, że pracownicy różnych sieci handlowych brali łapówki w zamian za „wpuszczenie” na sklepowe półki rozmaitych firm. Najczęściej chodziło o producentów napojów i alkoholi. W grę mogą wchodzić też producenci artykułów spożywczych i tytoniu.

Z ustaleń „Głosu Wielkopolskiego” wynika, że organy ścigania interesują się kilkoma hipermarketami mającymi sklepy w różnych miejscach naszego kraju. Oprócz Kauflandu chodzi m.in. o Makro czy Carrefour. Ta ostatnia sieć potwierdziła, że otrzymała już pytania od policji i właśnie je analizuje.

Choć nikt nie chce tego przyznać oficjalnie, dawanie pod stołem gotówki jest powszechne.

Kiedy chcemy wejść do jakiejś sieci, zdarza się, że musimy odczekać w kolejce, bo np. kończy się naszej konkurencji kontrakt na półkę – powiedział „GW” jeden z menadżerów dużego koncernu sprzedającego swoje produkty m.in. w sieciach handlowych. – Jesteśmy przygotowani na to, że będziemy musieli zapłacić za możliwość dostania miejsca po nich. Pieniądze dostaje osoba odpowiedzialna za kontrakty z dostawcami. Bywa też tak, że w trakcie naszych „negocjacji” konkurencja nas przebija i musimy wyłożyć więcej – dodaje menadżer.

Podpisanie umowy z kupcem nie oznacza końca płacenia pod stołem.

Jeśli chcemy, aby nasz towar był ułożony na półkach według firmowych standardów, musimy opłacić menadżera zmiany, bo tylko jego ludzie mogą to zrobić – mówi.

Istnieje także praktyka opłacania osób dokonujących zamówień. – Każdej firmie zależy na tym, aby sklepy miały jak najwięcej jej towaru w magazynie – tłumaczy, chcący zachować anonimowość kierownik regionalny firmy produkującej tytoń.

Kierownik przyznaje jednak, że niektóre sieci, świadome procederu, zabezpieczają się przed nim i poszczególne sklepy mogą zamówić tylko tyle towaru, na ile pozwoli im program wyliczający zapotrzebowanie na podstawie sprzedaży.

Kolej jest potrzebna

Kolej jest potrzebna

Potrzebujemy większego zrozumienia dla naszych spraw i problemów. Jeżeli infrastruktura kolejowa przez 20 lat ulegała degradacji, to tego stanu nie da się odwrócić w ciągu 2-3 lat. Potrzebne są pieniądze, czas i potencjał wykonawczy – mówił Zbigniew Szafrański, prezes PKP PLK, podczas wtorkowej konferencji podsumowującej cykl jego spotkań z władzami lokalnymi w każdym z województw, informuje „Portal Samorządowy”.

Chcieliśmy uświadomić możliwie szerokim kręgom odbiorców to, że infrastruktura kolejowa jest tak samo publiczna jak drogi. Wszyscy chcą, żeby pociągi były szybkie, czyste i punktualne, jednak to kosztuje. W sumie eksploatujemy 19,3 tys. km linii kolejowych. Linie, które wykonują podstawową część pracy eksploatacyjnej, liczą 11 tys. km. Pozostaje około 8 tys. km, których przyszłość zależy od regionów – wyjaśnia Szafrański.

Jego zdaniem władze samorządowe muszą występować o środki na modernizację i rewitalizację istniejących połączeń kolejowych w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych, zarówno w tej jak i przyszłej perspektywie na lata 2014-2020.

Nie tylko władze województwa, ale burmistrzowie i prezydenci miast położonych przy liniach kolejowych lub w ich okolicach są zainteresowani stanem infrastruktury kolejowej, czyli kolej jest potrzebna. Szukajmy więc środków na rewitalizację linii i przywracajmy ruch kolejowy wszędzie tam, gdzie jest to gospodarczo uzasadnione – apeluje Szafrański.

Efektem cyklu spotkań będzie lista linii kolejowych, które zdaniem PKP PLK kwalifikują się do rewitalizacji. Otrzymają ją marszałkowie województw. Spółka pracuje również nad stworzeniem listy inwestycji do dofinansowania w ramach kolejnych edycji Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko oraz środków krajowych.

Spotkania pokazały, jak bardzo ważne dla społeczności lokalnych są linie kolejowe. Społeczeństwo mówi, że potrzebuje kolei. To nasza praca na zewnątrz nad zmianą nastawienia do kolei, a w szczególności do infrastruktury kolejowej – podsumował Zbigniew Szafrański.