Lekarze ostrzegają!

Lekarze ostrzegają!

Wciąż brakuje rozwiązań prawnych egzekwujących czystość mikrobiologiczną w lekarskich gabinetach zabiegowych.

Szpitale wprowadziły zespoły epidemiologiczne do sprawowania wewnętrznej kontroli i regulacji wynikających z ustaw prawnych, których działanie nie jest w pełni satysfakcjonujące. Natomiast małe gabinety, zwłaszcza stomatologiczne, ginekologiczne, dermatologiczne czy kosmetologiczne nie mają odpowiednich zasobów personalnych, dlatego nie tworzą nowych procedur i nie nadzorują zasad bezpieczeństwa epidemiologicznego często zagrażając pacjentowi.

Z wielu badań wynika, że aż 80% lekarzy stomatologów nie sterylizuje końcówek obrotowych i instrumentów, które miały kontakt z krwią. Do tego brak jest przepisów dotyczących przygotowania personelu do przeprowadzania sterylizacji instrumentów medycznych. W chwili obecnej w większości gabinetów zadanie to powierza się osobom zupełnie przypadkowym, często bez jakichkolwiek szkół medycznych.

Kolejnym problemem jest to, że wielu lekarzy nadal pracuje w pojedynkę co uniemożliwia aseptyczne przeprowadzenie leczenia w przypadku naruszenia ciągłości tkanek (np. nie ma kto pomóc w użyciu instrumentarium, więc lekarz sam otwiera je, używa i zdejmuje w czasie i po zabiegu własnymi rękoma ryzykując rozniesienie zakażeń).

Przeprowadzony przez lekarzy ze stowarzyszenia „Czyste Leczenie” eksperyment w sposób szczególny zwraca uwagę na zaniedbania w gabinetach. Ręce zabiegowca, pokryte zostały barwnikiem, który w realnej sytuacji może być zainfekowaną śliną pacjenta. Lekarz przenosi  go na różne przedmioty mające kontakt z następnymi pacjentami.

Efekty widać na filmie:
http://www.youtube.com/watch?v=3cp9FA9yYsU
(prosimy o obejrzenie całego materiału i nie zniechęcanie się pierwszymi kilkudziesięcioma sekundami).

O tych zagrożeniach informowaliśmy zarówno Ministerstwo Zdrowia jak i Inspektora Sanitarnego. Niestety fałszywe dane napływające z powiatowych Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych, które sprawują kontrolę nad gabinetami  przedstawiają  nieprawdziwą sytuację. Kontrole są nierzetelne, sporadyczne, niemerytoryczne, a zgodnie z ustawą, placówki kontrolowane muszą być powiadomione pisemnie o terminie kontroli na miesiąc wcześniej. Ten czas  pozwala  na zatuszowanie codziennych nawyków i odpowiednie przygotowanie się do kontroli.

Stowarzyszenie „Czyste Leczenie” przygotowało procedury, których wymaganie w znacznej mierze ograniczy możliwość przeniesienia zakażeń w gabinetach lekarskich.

Współpracujemy  z wieloma specjalistami w dziedzinie zakażeń szpitalnych jak również ze stowarzyszeniami. Jednym z nich jest Stowarzyszenie Chorych Na HCV Prometeusze, które rzetelnie informuje o zagrożeniach tą chorobą.  Niestety, mimo tego, społeczna świadomość zagrożeń jest nadal znikoma.

I tak materiał przygotowany przez Wiadomości TVP rok temu na temat HCV po śmierci znanego aktora Macieja Kozłowskiego do tej pory obejrzało w sieci zaledwie 200 osób. Sytuacja zaniedbań w higienie tak długo nie zmieni się, dopóki  obywatele nie zaczną wymagać odpowiedniej jakości usług – tym bardziej, że za większość z nich płacą bezpośrednio bądź składkami na NFZ.

Kolejna sprawa związana z epidemiologią: wszyscy wiemy jakim zagrożeniem jest HIV i jakim zagrożeniem jest brak wiedzy nosiciela o tym ze jest zakażony. Zdumiewa zaniechanie prowadzenia badań przesiewowych w kierunku nosicielstwa, przy przyjmowaniu do szpitala, do pracy czy przy prowadzeniu rutynowych badań kontrolnych. Takie badania prowadzi się w kierunku HCV, HBS, gdy znacznym zagrożeniem był syfilis, prowadzono badania odczynu WR. Przy obecnej skali zagrożenia najwyższy czas wprowadzić badania w kierunku HIV.

dr n. med. Marcin Wrzuś-Wieliński
Prezes Europejskiego Stowarzyszenia Czyste Leczenie
http://www.czysteleczenie.pl
marcin.wrzus@wp.pl
Tel. kom.: 601-221-006

dr Adam Sandauer
honorowy przewodniczący
Stowarzyszenia Primum Non Nocere
http://www.sppnn.org.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Przeciw Monsanto

Przeciw Monsanto

Ponad 270 000 farmerów ekologicznych i członków organizacji ekologicznych złożyło pozew grupowy przeciwko koncernowi Monsanto.

Rolnicy walczą o prawo do zachowania części światowych dostaw żywności organicznej, chroniąc się równocześnie przed zarzutami kradzieży genetycznie modyfikowanych nasion.

Pozew został złożony w sądzie federalnym na Manhattanie i reprezentuje szerokie grono rolników ekologicznych i małych gospodarstw, których uprawy ucierpiały w wyniku działań giganta. Po uwolnieniu do środowiska genetycznie zmodyfikowanych nasion mogą one zanieczyścić organiczne nasiona podobnych upraw. Właśnie te zanieczyszczenia, zawinione przez koncern, stały się powodem oskarżeń wobec rolników ekologicznych. Monsanto oskarża ich o… nielegalne stosowanie modyfikowanych nasion i patentów koncernu.

_______

Zachęcamy do kupna wydanej przez nas książki, światowego bestselleru, „Świat według Monsanto”, autorstwa Marie-Monique Robin.

Licząca kilkaset stron książka bezwzględnie obnaża strategię koncernu, który dla zwiększenia zysków zmierza „po trupach do celu”, stosuje lobbing, fałszuje wyniki badań naukowych. „Nie możemy stracić ani dolara” – te słowa zawarte w poufnej publikacji firmy są najlepszą recenzją dla faktograficznej pracy napisanej przez francuską autorkę.

Wolny rynek czy solidaryzm?

Wolny rynek czy solidaryzm?

W tekście opublikowanym na łamach „Naszego Dziennika” jego autor stwierdza:

„Państwo (…) w imię solidaryzmu społecznego przyjmuje takie rozwiązania, które pozwalają słabszym zachować zarówno godność, jak i egzystencję. Zresztą, jaka w tym zakresie jest alternatywa?

Na pewno nie jest nią służba zdrowia oparta tylko na mechanizmach rynkowych. Taki model nie funkcjonuje nigdzie na świecie. Przecież mówimy o tej dziedzinie życia społecznego, gdzie nie możemy zdać się tylko na rynek. Bo co się stanie, gdy spółka prowadząca działalność leczniczą zbankrutuje? Co wtedy zrobią pacjenci korzystający z jej usług? Ci, których na to stać, będą szukali pomocy gdzie indziej. Ale co z tymi chorymi, których na to nie będzie stać?”.

Całość można przeczytać tutaj.

Represjonowanie związkowców to fakt

Represjonowanie związkowców to fakt

Mam nadzieję, że wchodząca w życie zmiana art. 50 § 5 kodeksu pracy pozwalająca zwolnionym związkowcom, którzy byli zatrudnieni na czas określony,  ubiegać się o przywrócenie do pracy wzmocni związki w sektorze prywatnym – mówi „Rzeczpospolitej” Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Jak dodaje, obecnie ok. 30 proc. ludzi nie ma stałych umów o pracę. To zjawisko szczególnie silne w prywatnych firmach.

Obawy wiceprzewodniczącego OPZZ potwierdza raport przygotowany przez Międzynarodową Konfederację Związków Zawodowych. Dotyczy on przestrzegania praw związkowych na świecie. Jego polską część przygotował NSZZ „Solidarność”.

Raport pokazuje, że nasilają się działania represyjne  wobec członków związków zawodowych. Stosunkowo nowe zjawisko w Polsce to dyskredytowanie liderów w oczach załogi. Zdarza się też  inwigilacja działaczy. Najbardziej radykalną formą represji jest zwalnianie z pracy działaczy pod ochroną.

Takie sprawy trafiają do sądów, jednakże postępowanie trwa od kilku miesięcy do nawet kilku lat. W tym czasie pracownik może pozostawać bez środków do życia. Na takie sytuacje związki zawodowe mają przygotowany system wsparcia. Nie są to jednak środki nieograniczone.

Zdarza się, że pracodawcy w zamian za wycofanie pozwu o przywrócenie do pracy oferują wysokie odszkodowania – mówi Joanna Szymonek z Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

Czasami upór sprawia, że działacze wracają do firmy, chociaż zabiera to od kilku do kilkunastu miesięcy. Dla pracodawcy to wystarczający okres, by przeprowadzić „strategiczne działania”. Związkowiec jest niewygodny, bo patrzy mu na ręce i w podejrzanej sytuacji może zareagować.

Ostatnio w Lubelskiem była seria zwolnień liderów w PKS po to, by dokonać zmian w firmie – mówi Sławomir Wręga, wiceprzewodniczący Forum Związków Zawodowych.

Utrudnianie działalności związkowej jest karalne. Nikt jednak z tego sobie nic nie robi, bo prawdopodobieństwo, że ktoś zostanie ukarany, jest niewielkie.