To nie tak miało być

To nie tak miało być

Polacy godzą się na arogancję szefa, mobbing, dalekie dojazdy. Byle nie stracić pracy.

Z badań przeprowadzonych przez Mazowieckie Centrum Profilaktyki Uzależnień i Wydział Nauk Humanistycznych SGGW wynika, że wiele osób jest w stanie znosić rozmaite upokorzenia, by utrzymać pracę, informuje „Rzeczpospolita”.

Aż 46 proc. ankietowanych przyznaje, że często lub nawet bardzo często spotyka się ze złym traktowaniem i wulgarnymi odzywkami szefa. 41 proc. byłoby gotowych znosić takie sytuacje, byle tylko ich nie zwolniono. – W czasie rozmów przeprowadzanych na potrzeby badania często okazywało się, że strach przed utratą pracy powoduje, iż pracownicy nie reagują na łamanie zasad moralnych – mówi prof. Mariusz Jędrzejko z SGGW, który jest kierownikiem projektu. – Część kobiet zgadza się np. na molestowanie seksualne.

Profesor podkreśla, że zwłaszcza w niewielkich firmach handlowych, usługowych i budowlanych pracownicy są pod presją zasady szefa: „nie podoba się, to do widzenia, kolejka chętnych na twoje miejsce czeka”.

Przymykanie oka na złe traktowanie to nie jedyne wyrzeczenie, które gotowi są ponosić pracownicy. Ponad 40 proc. respondentów jest w stanie poświęcać prywatny czas na pracę, jeśli mają nadzieję, że to uchroni ich przed zwolnieniem.

Wielu ankietowanych godziłoby się także dojeżdżać do firmy nawet kilkadziesiąt kilometrów. Co trzeci badany poświęca codziennie na dojazd do pracy ponad dwie godziny, a co piąty ponad trzy. 62 proc. przyznało, że gdyby od tego zależało, czy utrzymają pracę, zgodziliby się jeździć jeszcze o 20 km dalej. Najbardziej skłonni do takich poświęceń są ludzie młodzi w wieku 20 – 29 lat (82 proc.).

W badaniu SGGW pytano  też pracowników o mobbing. Okazało się, że dostrzega go w swoich firmach 36 proc. osób. Najwięcej tego typu zachowań obserwowali pracownicy samorządowi (43 proc.) i pracujący w korporacjach (32 proc.).

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Mniej pracy

Mniej pracy

W pierwszym półroczu w urzędach pracy było tylko 403,5 tys. ofert zatrudnienia. To o 26 proc. mniej niż przed rokiem, wynika z danych resortu pracy.

Zdaniem „Dziennika Gazety Prawnej” tak małej liczby ofert zatrudnienia nie było od 2003 r.

W tym roku urzędy otrzymały tylko 3,2 mld zł na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, czyli o 54 proc. mniej niż przed rokiem. W związku z tym brakuje środków na tworzenie subsydiowanych miejsc pracy. Od stycznia do czerwca stworzono ich zaledwie 154,1 tys., podczas gdy przed rokiem 333,3 tys.

Do mniejszej liczny ofert przyczyniła się także zmiana prawa, według którego od początku roku pracodawca musi osobiście i na piśmie składać oferty zatrudnienia w urzędzie pracy. Wcześniej wystarczył e-mail lub telefon o chęci zatrudnienia bezrobotnego.

Słabnie także koniunktura gospodarcza. – Mamy znacznie mniej niż przed rokiem ofert z firm budowlanych i transportowych, a pojawienie się oferty z przemysłu jest wielkim wydarzeniem – mówi Małgorzata Izdebska, dyrektor PUP we Włocławku.

Jeśli utrzyma się taka tendencja, stopa bezrobocia może być znacznie większa niż 10,9 proc. przewidziane w założeniach ustawy budżetowej na ten rok.

Spółdzielcza sieć handlowa: popieramy!

Spółdzielcza sieć handlowa: popieramy!

Spółdzielnie Społem z Kielc i Hajnówki wraz z Partnerskim Serwisem Detalicznym otworzyły kolejne wzorcowe supermarkety pod szyldem Gama. To już trzeci i czwarty sklep nowej, ogólnopolskiej sieci, ale jeszcze w tym roku możemy się spodziewać nawet 20 kolejnych.

Spółdzielnie z grupy PSD chętnie przystępują do nowego projektu wspólnej sieci pod jednym logo. 30 lipca otworzyliśmy sklepy Gama – „Tradycyjnie dobry wybór” w Kielcach i Hajnówce. Obie Spółdzielnie wprowadzają sieć Gama na lokalne rynki. Realizację projektu rozpoczęliśmy w czerwcu w Zakopanem, do końca roku planujemy otworzyć jeszcze około 20 placówek nowej polskiej sieci sklepów spożywczych – mówi portalowi „Dla handlu” Małgorzata Więch, członek zarządu i dyrektor ds. rozwoju PSD.

Gama to nowa sieć tworzona na bazie sklepów Społem z całego kraju, współpracujących z Partnerskim Serwisem Detalicznym. Koncepcja utworzenia sieci pod wspólnym logo zrodziła się wśród Partnerów PSD równo rok temu. Od tamtej pory spółdzielcy razem z PSD pracowali nad nazwą, znakiem i hasłem handlowym, przygotowali także kompletny projekt sieci Gama – „Tradycyjnie dobry wybór”.

Poprzez sieć Gama spółdzielcy zrzeszeni w PSD chcą zaspokajać potrzeby dotychczasowych klientów sklepów spółdzielczych, a jednocześnie wyjść z ofertą atrakcyjną dla osób młodych, które ceniąc swój czas oczekują szerokiego wyboru oraz szybkiej, kompleksowej obsługi. Gama ma się kojarzyć z bogatym asortymentem produktów świeżych i regionalnych, wygodnym rozmieszczeniem towaru, ciekawymi promocjami, profesjonalną obsługą i dogodnymi godzinami otwarcia.

Żyje się lepiej. Dyrektorom

Żyje się lepiej. Dyrektorom

Szeregowi pracownicy mają daleko do zachodniego poziomu płac, który już osiągnęli polscy dyrektorzy.

Młodszy specjalista zarobi w Niemczech średnio cztery razy więcej niż w Polsce, a w Wielkiej Brytanii może liczyć na trzykrotność swej krajowej pensji, informuje „Rzeczpospolita”. Dla dyrektora wyjazd na Zachód byłby już dużo mniej opłacalny – wynika z danych firmy doradczej Hay Group, która porównała poziom wynagrodzeń na różnych stanowiskach w Polsce i na świecie. Najnowsze badanie  wynagrodzeń wykazało, że nie tylko członkowie zarządów, ale także dyrektorzy w większych polskich firmach bez kompleksów mogą porównywać swe pensje z kolegami z zachodnich spółek.

Ci z Niemiec zarabiają wprawdzie o ponad jedną piątą więcej od Polaków, ale w przypadku menedżerów z USA różnica maleje do jednej dziesiątej, przy Anglikach zaś do ledwie 6 proc. Przekłada się to na różnice w wynagrodzeniach kadry kierowniczej i specjalistów, które u nas należą do najwyższych w świecie; przeciętna pensja dyrektora jest 8,5 razy wyższa niż płaca młodszego specjalisty, pierwszego szczebla kariery w firmie.  Co prawda różnice w polskich płacach są teraz mniejsze niż w 2009 roku, gdy menedżer wyższego szczebla zarabiał 9,2 razy tyle co szeregowy pracownik, ale spadek jest niewielki.

Mirosława Kowalczuk, kierownik zespołu badań wynagrodzeń w Hay Group, wyjaśnia, że obecny, porównywalny z Zachodem poziom płac menedżerów ukształtował się jeszcze w czasach dynamicznego rozwoju gospodarki w latach 90., kiedy brakowało u nas doświadczonych kadr kierowniczych.

Wysoki poziom wyjściowy oraz kilkuletnia dobra koniunktura gospodarcza podbiły dyrektorskie płace. W tym samym czasie, z powodu wysokiego bezrobocia, rynek pracy na niższych stanowiskach był rynkiem pracodawców, co pozwalało utrzymywać wynagrodzenia pracowników biurowych i fizycznych na niskim poziomie.