Protest owocowo-warzywny

Protest owocowo-warzywny

W piątek w całym kraju włoski związek rolników indywidualnych na placach w miastach i na plażach w kurortach rozdawał tony warzyw i owoców. Tak rolnicy protestowali przeciw niskim cenom skupu i ogromnym marżom w handlu.

–  Sytuacja jest tak poważna, że rolnicy wolą za darmo rozdać swe produkty niż sprzedać je za kilka centów – w ten sposób związek Coldiretti uzasadnił ogólnokrajową akcję protestacyjną, którą szeroko nagłośniły włoskie media.

Hodowcy muszą sprzedać 10 kilogramów arbuzów, by móc kupić filiżankę kawy w barze. To rezultat spadku cen na wsi, który doprowadził do kryzysu liczne gospodarstwa rolne przy jednoczesnym braku korzyści dla konsumentów, bo owoce są im sprzedawane z marżą wynoszącą ponad 500 procent –  poinformowali włoscy rolnicy.

W Rzymie rolnicy zaprosili mieszkańców na jeden z placów w centrum, gdzie od rana rozdawali 100 kwintali pomidorów, papryki, bakłażanów, arbuzów i melonów.

Podobne akcje protestacyjne odbyły się w całych Włoszech, między innymi na plażach półwyspu Gargano w Apulii i na Wybrzeżu Amalfitańskim. Z kolei na plaży w Margherita di Savoia koło Foggii turyści zostali obdarowani setkami kilogramów brzoskwiń.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Brawo, obywatele!

Brawo, obywatele!

Obywatelski projekt ustawy blokującej sprzedaż Lotosu i zebrane pod nim 150 tys. podpisów złożono w czwartek w gabinecie marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny.

Szef Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Polski Lotos Krzysztof Steckiewicz powiedział, że Lotos to „kura znosząca złote jajka” i może być najnowocześniejszą rafinerią na świecie. Zwrócił uwagę, że spółka została dofinansowana 6 mld zł.

Sprzeciw wobec sprzedaży Lotosu wynika m.in. z doświadczeń związanych z likwidacją polskich stoczni, w które – zgodnie z obietnicami ministra skarbu Aleksandra Grada – miał zainwestować inwestor z Kataru.

Marszałek Sejmu skieruje projekt ustawy do pierwszego czytania jeszcze w tej kadencji Sejmu.

Komitetowi wsparcia udzieliło Prawo i Sprawiedliwość.

Polska dwóch prędkości

Polska dwóch prędkości

Mieszkańcy ośmiu województw mają zarobki niższe niż średnia krajowa. Te dysproporcje szybko rosną.

Relacja zarobków w poszczególnych województwach do średniej krajowej pogorszyła się również w województwach: opolskim, zachodniopomorskim, podlaskim, podkarpackim, kujawsko-pomorskim, wielkopolskim i lubuskim, informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Z wyjątkiem Wielkopolski nie jest to przypadkowe – uważa prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jego zdaniem płace w tych regionach są znacznie niższe, ponieważ są to najsłabsze, najmniej rozwinięte rolnicze regiony Polski.

Prof. Mieczysław Kabaj jest przekonany, że o poziomie wynagrodzeń przesądza sytuacja na lokalnych rynkach pracy. – Tam, gdzie bezrobocie jest wysokie, przedsiębiorcy nie kwapią się do podnoszenia płac – podkreśla Kabaj. Potwierdzają to dane GUS. Na przykład przy stopie bezrobocia w skali kraju wynoszącej w czerwcu 11,8 proc. w woj. kujawsko-pomorskim wyniosła ona 15,8 proc., w podkarpackim – 15 proc., a w świętokrzyskim – 14,2 proc. Ale to nie wszystkie przyczyny dużego zróżnicowania płac.

W małych i średnich firmach dość często płaci się pracownikom pod stołem, aby zmniejszyć koszty i nie płacić podatków. To niekorzystnie wpływa na oficjalny poziom płac w regionie. Są one także niskie, gdyż ich wysokość bywa przypadkowa, a zupełnie nie wynika z kompetencji pracownika.

Eksperci zwracają uwagę, że w sytuacji gdy w wielu regionach mało jest dużych przedsiębiorstw, to nie ma tam również silnych związków zawodowych. A kto w Polsce ma silne związki, ten ma wyższe pensje.

Różnice w poziomie wynagrodzeń między regionami będą się utrzymywać także w przyszłości. Stopniowe zacieranie dysproporcji będzie zależało od poprawy sytuacji na rynku pracy, poziomu rozwoju gospodarczego województw i m.in. rozwoju infrastruktury.

Zbrojeniówka ostrzega…

Zbrojeniówka ostrzega…

W poniedziałek 8 sierpnia rozpocznie się dziesięciodniowe pogotowie strajkowe w zakładach przemysłu zbrojeniowego.

Związkowcy obawiają się wchodzącej w życie w sierpniu dyrektywy unijnej, która umożliwi zagranicznym koncernom uczestnictwo w przetargach na dostawy dla polskiej armii. Kraje Europy Zachodniej zastosowały rozwiązania prawne, które chronią ich przemysł zbrojeniowy. Związkowcy chcą, by polski rząd też podjął takie działania osłonowe.

20 lipca w Skarżysku-Kamiennej (Świętokrzyskie) Sekcja Krajowa Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność” i Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Elektromaszynowego powołały wspólny komitet protestacyjny.

Pogotowie strajkowe, polegające na oflagowaniu zakładów i prowadzeniu akcji informacyjnej wśród pracowników i w mediach na temat protestu, potrwa do 18 sierpnia.

Do akcji przystąpią m. in. Zakłady Metalowe „Mesko” w Skarżysku-Kamiennej, Fabryka Broni „Łucznik” w Radomiu, Huta Stalowa Wola, Zakłady Mechaniczne „Bumar-Łabędy” w Gliwicach.

Związkowcy domagają się m.in. zamówień wieloletnich, środków na badania i rozwój, promocji na rynkach zagranicznych oraz środków na restrukturyzację zatrudnienia. Chcą wstrzymania realizacji programu konsolidacji polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Zgodnie z rządowym programem 11 wojskowych przedsiębiorstw remontowo-produkcyjnych zostanie włączonych do grupy Bumar w tym roku, m.in. Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich, gdzie produkuje się transportery Rosomak oraz Wojskowe Zakłady Uzbrojenia w Grudziądzu. Pracownicy zakładów sprzeciwiają się konsolidacji z Bumarem.