Każdy pretekst jest dobry…

Każdy pretekst jest dobry…

Czternastu pracowników krakowskiego „Tesco” straciło pracę, bo szefowie zarzucili im niedozwoloną konsumpcję wypieków. Zwolnieni twierdzą, że są niewinni. Zapowiadają walkę w sądzie.

Zwolnienia nie poprzedziły żadne upomnienia ani nagany, informuje „Gazeta Wyborcza”. Przeciwnie, pracownicy i ich stoisko byli wcześniej nagradzani i doceniani. Twierdzą też, że niejednokrotnie zgłaszali kierownictwu, że klienci podjadają bułki w sklepie i nie płacą za nie.

Wszyscy pracownicy mieli podpisaną umowę na czas nieokreślony. Pracowali od co najmniej kilku lat w sklepowej piekarni. Żadne z nich nie zobaczyło zapisów taśm z kamery. Kiedy o to poprosiłem, kierownictwo odmówiło. I powiedzieli, że nagrania możemy zobaczyć wspólnie tylko w sądzie twierdzi jeden ze zwolnionych.

Zdaniem kierownictwa sklepu nie ma obowiązku pokazywania tych dowodów byłym pracownikom.

Podobny scenariusz spotkał pracowników gdyńskiego „Tesco”. Zamontowana w chłodni kamera wykryła, jak pracownicy podjadają parówkę, dwa plasterki kiełbasy, dwa pierogi z serem i sałatkę warzywną. Oni także zostali zwolnieni dyscyplinarnie na podstawie artykułu 52 Kodeksu pracy.

Niestety, przypadek grupy zwolnionych z Tesco pracowników nie jest odosobniony. Obecnie znaczna część pracodawców decyduje się na ten niezwykle drastyczny dla pracowników sposób zakończenia współpracy, często w sposób rażący naruszając przepisy prawa pracy. Pracodawcy liczą na to, że pracownicy nie będą odwoływać się do sądu twierdzi adwokat Marcin Banasik z Kancelarii Banasik i Wspólnicy Sp. k.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Dłuższa droga do Temidy

Dłuższa droga do Temidy

W kwietniu w 74 sądach rejonowych w całym kraju przestały funkcjonować wydziały pracy. Mieszkańcy wielu powiatów muszą obecnie pokonywać dziesiątki kilometrów, by załatwić sądowe sprawy.

Petenci z powiatu wadowickiego w sprawach pracowniczych muszą dojechać do Krakowa, zaś z olkuskiego i oświęcimskiego do Chrzanowa, informuje „Dziennik Polski”. Mieszkaniec okolic Oświęcimia nie załatwi też w swoim sądzie spraw gospodarczych, bo te rozpatruje już sąd w Krakowie.

W naszym sądzie od kilku lat jest mniej spraw pracowniczych. Miesięcznie wpływało ich około 20-30. Stąd znaleźliśmy się na liście sądów, w których zlikwidowano te wydziały. Uważam jednak, że przenoszenie spraw poza nasz powiat nie jest najlepszym rozwiązaniem. Były inne. Choćby pozostawienie spraw pracowniczych już nie wydziałowi, a jednemu sędziemu. A dziś jest tak, że mieszkańcy mają zamęt w głowie – mówi sędzia Urszula Piekara, prezes Sądu Rejonowego w Oświęcimiu.

Reforma sprawiła, że mieszkańcy mniejszych miejscowości muszą pokonywać dziesiątki kilometrów, aby dochodzić swych praw. Duże odległości spowodowały wzrost kosztów dojazdu ponoszonych przez pracowników, jak i ich reprezentantów, co w przypadku niskich zarobków ma kluczowe znaczenie – mówi „DP” poseł Marek Polak z Andrychowa.

Skierował w tej sprawie interpelację do ministra sprawiedliwości. W odpowiedzi podsekretarz stanu Grzegorz Wałejko napisał, że likwidację wydziałów pracy przeprowadzono w ramach „racjonalizacji struktury organizacyjnej sądownictwa powszechnego”.

Sędzia Waldemar Żurek z Krajowej Rady Sądownictwa zwraca uwagę, że sąd to nie firma, która ma przynosić zyski. – Obywatel ma mieć realny, a nie iluzoryczny dostęp do sądu. Po zmianach zdarzają się przypadki, że w sprawach gospodarczych obywatele muszą pokonywać nawet do 200 km w obie strony. Może się więc zdarzyć, że ze względu na odległość niektórzy zrezygnują z dochodzenia swoich praw – mówi. – Nieuniknione są więc pielgrzymki polityków i samorządowców do ministerstwa sprawiedliwości, którzy chcą przekonać resort o konieczności pozostawienia wydziałów sądowych na swoim terenie. Ci mocniejsi może coś wskórają – dodaje sędzia.

Ministerstwo planuje też likwidację sądów rodzinnych.

…i sprawiedliwość dla rodzin wielodzietnych

…i sprawiedliwość dla rodzin wielodzietnych

Trybunał Konstytucyjny sprawdzi, czy rodzic samotnie wychowujący więcej niż dwoje dzieci powinien otrzymywać wyższe świadczenie rodzinne z tego tytułu.

„Irena Lipowicz, Rzecznik Praw Obywatelskich, wystąpiła do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie zgodności z konstytucją zasad przyznawania dodatku do zasiłku rodzinnego z tytułu samotnego wychowywania dziecka”, informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Zdaniem rzecznik obecne przepisy naruszają zasady równości wobec prawa oraz szczególnej pomocy państwa dla rodzin wielodzietnych i niepełnych zawarte w art. 32 i 71 konstytucji. Ponieważ rodzic wychowujący zarówno dwoje dzieci, jak i troje i więcej otrzyma świadczenia w takiej samej wysokości. Będzie to 340 zł lub 500 zł, jeżeli dzieci są niepełnosprawne.

W praktyce oznacza to, że dodatek może być przyznany tylko dla dwojga dzieci. A przecież samotne wychowywanie trzeciego i następnego dziecka powoduje, że sytuacja materialna tych osób jest bez wątpienia trudniejsza.

Jak podkreśla RPO, takie rozwiązanie limituje pomoc państwa, nie wspierając finansowo w odpowiedni sposób rodzica w utrzymaniu każdego wychowywanego dziecka.

Spojrzeć rządowi na ręce

Spojrzeć rządowi na ręce

Błędne przepisy uniemożliwiają przynależność do związków zawodowych nawet kilku milionom Polaków – alarmuje “Solidarność”. Międzynarodowa Organizacja Pracy rozpatrzy skargę związku na rząd RP w sprawie ograniczania prawa do zrzeszania się. Skarga do MOP została przesłana pod koniec lipca.

Zdaniem „S” stosowane w Polsce prawo ogranicza możliwość zrzeszania się w związki zawodowe, ponieważ mogą z nich korzystać tylko wybrane kategorie osób, t.j. pracownicy, członkowie rolniczych spółdzielni, produkcyjnych, osoby wykonujące pracę na podstawie umowy agencyjnej, chałupnicy, emeryci, renciści, osoby bezrobotne, osoby skierowane do zakładów w celu odbycia służby zastępczej i funkcjonariusze. MOP zaleca, aby wszystkie osoby pracujące zawodowo bez jakiegokolwiek rozróżnienia miały prawo tworzyć i przystępować do organizacji związkowych. Nie można określać kryteriów korzystania z tego prawa, uzależniać go od istnienia stosunku pracy, który często nie istnieje, np. gdy dotyczy to pracowników rolnych, samozatrudnionych, czy wykonujących wolne zawody.

Problem w tym, że w polskim języku prawnym termin „pracownik” ma określoną w Kodeksie pracy, definicję. Mówi ona, że pracownikiem jest osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę. Definicja ta, jako definicja legalna o charakterze systemowym, znajduje zastosowanie do wszystkich norm indywidualnego i zbiorowego prawa pracy. Tym samym prawa do organizowania pozbawieni są pracownicy zatrudnieni na umowy zlecenia, umowy o dzieło czy samozatrudnieni. – Zakres podmiotowy prawa do zrzeszania się jest ograniczony tylko do niektórych kategorii osób wykonujących pracę zarobkową. Ten wybór ma charakter arbitralny i nie odzwierciedla rzeczywistej sytuacji na krajowym rynku pracy, gdzie osoby zatrudnione na podstawie umów prawa cywilnego oraz samozatrudnieni stanowią znaczny odsetek siły roboczej – mówi Ewa Podgórska-Rakiel, specjalista Zespołu Prawnego Komisji Krajowej NSZZ „S”.

Tymczasem objęcie prawem do zrzeszania się szerszej grupy osób byłoby nie tylko uzasadnione ze względu na konwencję MOP, ale także możliwe z perspektywy polskiego systemu prawnego. W tych przypadkach, gdzie ustawodawca uznał za konieczne odstąpienie od kodeksowej definicji pracownika i nadanie temu terminowi szerszego zakresu, uczynił to poprzez wprowadzenie odpowiedniej definicji w danym akcie prawnym np. w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych. – Nie ma przeszkód, aby katalog uprawnionych do tworzenia czy wstępowania do związków zawodowych mógłby zostać poszerzony lub mieć charakter otwarty – dodaje Podgórska-Rakiel.

Rozpatrywanie skargi przez Międzynarodową Organizację Pracy może potrwać kilka miesięcy, nawet rok. Jeśli MOP uzna ją za zasadną, wezwie polski rząd do zmiany przepisów. Zmiana będzie obligatoryjna, bo Polska jest członkiem Międzynarodowej Organizacji Pracy.

NSZZ „Solidarność” kilkakrotnie korzystał z prawa skargi do MOP. Tak było choćby w 1994 roku, kiedy związek oskarżał rząd polski o niezwrócenie majątku zagarniętego „Solidarności” w stanie wojennym i pozostawienie go w gestii OPZZ. Według związku fakt ten stanowił jawne naruszenie konwencji o wolności związkowej. Po rozpatrzeniu zażalenia przez Komitet, MOP uznała w 1995 r. skargę za uzasadnioną i napomniała rząd polski, aby ostatecznie i sprawiedliwie rozwiązał kwestię majątku, w której NSZZ „Solidarność” była stroną pokrzywdzoną.

___

Źródło tutaj.