Wykopmy śmieci z rynku

Wykopmy śmieci z rynku

Od 1 września na Węgrzech obowiązuje tzw. podatek chipsowy od żywności i napojów o wysokiej zawartości cukru, soli, węglowodanów oraz kofeiny. Łódzki magistrat również wypowiada wojnę niezdrowym przekąskom w szkołach. Najwyższy czas na zmianę nawyków żywieniowych – apelują specjaliści i przyklaskują legislacyjnym rozwiązaniom.

Krzysztof Piątkowski, wiceprezydent Łodzi odpowiedzialny za edukację, już dwa lata temu napisał projekt uchwały, która miała ograniczyć w szkołach dostęp uczniów do „niezdrowych słodyczy, barwionych napojów gazowanych oraz przekąsek ziemniaczanych jak chipsy„. Podparł się opinią prof. Marka Naruszewicza z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Niestety, został oskarżony o zamach na swobodę gospodarczą i uchwała przepadła. Wtedy Piątkowski był radnym PiS, dziś jest wiceprezydentem firmującym rządy PO, dlatego swoje szanse w starciu z chipsami ocenia lepiej.

Reperkusjami gospodarczymi wprowadzenia podatku w wysokości 5 forintów od litra słodzonego napoju, 250 forintów od litra napoju energetyzującego i 100-200 forintów od kilograma herbatników i ciast, straszą również węgierscy eksperci. Według czwartkowego wydania dziennika gospodarczego „Vilaggazdasad” niemiecki właściciel zakładów Chio-chips może wycofać się z decyzji budowy na Węgrzech swojej nowej fabryki produkującej popcorn i przekąski. Gazeta pisze, że podobnie może postąpić producent napojów energetyzujących Hell.

Nowy podatek nie dotyczy wielu tradycyjnych produktów węgierskich takich jak salami, kiełbaski, kiszka, czy słonina, w których zawartość chemicznych środków konserwujących czy aromatyzujących jest dużo niższa niż w „syntetycznych przekąskach”, serwowanych na każdym kroku.

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Chrześcijańscy ekolodzy przeciwko GMO

Chrześcijańscy ekolodzy przeciwko GMO

Trwa walka o kształt polskiego rolnictwa. Jako chrześcijańscy ekolodzy chcemy w debacie nt. GMO zaprezentować swoje stanowisko.

Organizmy zmodyfikowane genetycznie wydają się być wielkim, niekontrolowanym i kosztownym eksperymentem dążącym do opanowania światowej produkcji żywności i podporządkowania rolników swoim komercyjnym celom. Już znane negatywne skutki sprawiają, iż GMO jawi się jako jeden z największych problemów etycznych w historii nauki.

Co my jako chrześcijanie możemy wnieść do tej trudnej debaty o wprowadzaniu żywności zmodyfikowanej genetycznie?
Myślę, że przede wszystkim możemy wprowadzić tu naszą troskę o ochronę życia – zarówno ludzkiego, jak i życia całego stworzenia. Troska o naturalny świat darowany nam przez Bożą Miłość wydaje się jednym z ważniejszych naszych zadań.

Najgłębszą i najpoważniejszą implikacją moralną kwestii ekologicznej jest brak szacunku dla życia, który charakteryzuje wiele zachowań sprzecznych z zasadami ochrony środowiska – przed laty przestrzegał Jan Paweł II (zob. Orędzie z 1.01.1990 nr 11).

Gdy myślimy o Bożym stworzeniu i ochronie życia zawsze na pierwszym miejscu stawiamy troskę o człowieka, o jego godność i prawa. W tym wypadku są zagrożone prawa zarówno rolników i ogrodników, jak i konsumentów. Zagrożone jest też poczucie odpowiedzialności za owoce pracy na roli.

Człowiek dzisiejszy zdaje się być stale zagrożony przez to, co jest jego własnym wytworem… Coraz bardziej bytuje w lęku… Nie dostrzega innych znaczeń swego naturalnego środowiska, jak tylko te, które służą celom doraźnego użycia i zużycia. (RH 15)

Zatem zaangażowanie w ochronę przyrody przed manipulacjami genetycznymi jest dziś troską o nasze dobro wspólne, o zrównoważony rozwój całej społeczności ludzkiej, również tej ubogiej żyjącej z owoców ziemi, której już dziś nie stać na konkurowanie z wielkim agrobiznesem.
A gdzie jeszcze postulat nowej solidarności, tak często przypominany przez bł. Jana Pawła II, solidarności, która powinna obejmować zarówno relacje wewnątrz społeczności ludzkiej,
troskę o przyszłe pokolenia, jak i stosunek do przyrody i środowiska naturalnego.

Jest więc wiele treści, które powinny być wzięte również w polskiej debacie na temat otwarcia się na GMO w rolnictwie. Nasuwa się tu szereg pytań. Oto niektóre z nich:
Czy można traktować życie w kategoriach ludzkiego wynalazku?
Czy Bóg stwórca bioróżnorodności chce świata monokulturowego, ściśle kontrolowanego przez człowieka?
Żywe istoty stworzone przez Boga, powstałe w czasie milionów lat ewolucji pod miłującym okiem Boga Stwórcy i Pana Świata są dziś zamieniane w materiał dowolnie traktowany w laboratoriach globalnych firm. Czy można się zgodzić na to, aby technologia (i to technologia kontrolowana przez nielicznych potentatów) zastąpiła naturalny cykl życia?
W jaki sposób owe technologie hodowli zwierząt czy uprawy roślin mogą istnieć obok żywej przyrody? Czy nie jest tak, że trwale naruszają one naturalne zależności między organizmami, ów niezwykle delikatny system życia, że następuje nieodwracalne biologiczne skażenie życia?
Obserwując choćby konsekwencje tzw. Terminator Technology, gdzie nasiona roślin zawierają zmodyfikowany gen uniemożliwiający ich kiełkowanie (oczywiście po to, aby je kupować od producenta). Zatem w przypadku krzyżówek z innymi uprawami i przekazania im swoich genów kończy się ich życie. Czyż nie można tu mówić wprost o zamachu na życie na Ziemi?
Skąd bierze się postawa traktująca istoty żywe jako automaty, którymi można dowolnie manipulować, a ich geny jako oprogramowanie którym można się bawić bez konsekwencji?
Czy ta prymitywna forma XVII-wiecznego kartezjanizmu może konkurować poznawczo z rozległym spectrum nauk współczesnych odkrywających przed nami wielkie bogactwo i zróżnicowanie żywego świata?

Dlaczego zatem próbuje się sprowadzić fenomen życia jedynie do wyników ilościowych? Dlaczego akcent kładzie się na technologię i prawa patentowe, pomijając tradycje rolnicze, lokalną kulturę upraw, współpracę między gospodarzami i ignorując ich odpowiedzialność i miłość do Ziemi? Czy tworząc rolnictwo bez rolnika nie skazujemy milionów mieszkańców wsi na nędzę i wykluczenie społeczne?
Wreszcie – czy nie odbywa się na nas, ludziach gigantyczny eksperyment, testujący naszą odporność na żywność zmodyfikowaną genetyczne?
Gdzie znaleźć niezależny, obiektywny naukowy sąd, jeśli zdecydowana większość kompetentnych naukowców pracuje wprost dla przemysłu, a wiele instytutów naukowych jest sponsorowanych przez producentów GMO?…

Trzeba też naszej modlitwy. Prosimy Pana Stworzenia przez wstawiennictwo Królowej Świata o błogosławieństwo w działaniach chroniących tradycyjne uprawy przed działaniami międzynarodowych korporacji. Jesteśmy bowiem nieufni wobec postawy lekceważącej Boże prawa i naturalne cykle przyrody, a zmieniającej rolnictwo w technologię nastawianą wyłącznie na szybki zysk.
Modlimy się też o mądrość dla podejmujących ważne decyzje parlamentarzystów, senatorów i wszystkich naszych polityków, o odpowiedzialność dla rolników i ogrodników oraz o solidarność dla nas wszystkich.

Z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy czytają te słowa i wspierają nasze działania!
dr Stanisław Jaromi OFMConv.
przewodniczący Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu

Przedruk za: http://www.refa.franciszkanie.pl/index.php?function=show_all&no=292

Matka ojcu nierówna

Matka ojcu nierówna

Te pracownice, które zostały niedawno mamami, i te, które urodzą wkrótce, będą mogły skorzystać z dłuższego urlopu macierzyńskiego dzięki temu, że zwiększy się długość dodatkowego urlopu macierzyńskiego. Urlop dodatkowy w 2012 roku wyniesie bowiem od 4 do 6 tygodni.

Wymiar urlopu macierzyńskiego podstawowego będzie w roku 2012 taki sam jak w roku 2011 i wynosić będzie od 20 do 37 tygodni. Z kolei fakultatywna część urlopu macierzyńskiego, czyli urlop dodatkowy wyniesie 4 lub 6 tygodni. Podsumowując, pracownica może więc liczyć na urlop macierzyński od 24 do maksymalnie 43 tygodni.

Wymiar urlopu jest większy dla mam, które urodziły więcej niż jedno dziecko w trakcie jednego porodu – zgodnie z zasadą, że im większa liczba dzieci urodzonych w czasie jednego porodu, tym wyższy wymiar urlopu macierzyńskiego.

Od 1 stycznia 2012 r. dłuższy urlop będzie przysługiwał także ojcu wychowującemu dziecko. Urlop ojcowski w 2012 r. wynosił będzie 2 tygodnie – jest to jednocześnie maksymalny wymiar tego urlopu i nie będzie on już wydłużany w kolejnych latach.

Warto wiedzieć, że pracownicy, których dzieci urodziły się jeszcze w roku 2011, mogą z urlopu ojcowskiego skorzystać w 2012 r. – ojcowie w takim przypadku muszą zadbać o to, aby urlop ojcowski wykorzystać jeszcze przed dniem, w którym dziecko skończy 12. miesiąc życia – wówczas pracownik będzie mógł skorzystać z dłuższego urlopu ojcowskiego.

 

Gospodarka cienia

Gospodarka cienia

Z danych na temat rynku pracy w 2009 roku, opublikowanych przez GUS wynika, że co dwudziesty pracownik pracuje w szarej strefie. Dla połowy z nich jest to jedyna forma zarobkowania.

Badanie dotyczy pierwszych dziewięciu miesięcy roku, kiedy mieliśmy do czynienia z wyraźnym schłodzeniem gospodarki. GUS podał, że nielegalnie pracowało niespełna 5 proc. ogółu pracujących (ponad 785 tys. osób). Była to znacząca poprawa w porównaniu do 2004 roku. Wówczas nielegalnie pracowało ponad 1,3 mln ludzi i stanowiło to 9,6 proc. wszystkich pracujących.

Analitycy GUS zwracają jednak uwagę, że nie wszyscy pracujący w szarej strefie się do tego przyznają, jak również mają tendencję do zaniżania swoich zarobków. Dodatkowo ich zdaniem gorsza kondycja gospodarki spowodowała redukcję zatrudnienia w „szarej strefie”. Najprawdopodobniej przedsiębiorcy w pierwszej kolejności rezygnowali z pracy nieformalnej, a osoby prywatne – z różnych prac ze względu na trudniejszą i niepewną  sytuację finansową swoich rodzin.

Z danych GUS, jakie urząd opublikował na początku sierpnia wynika, że udział szarej strefy w całej gospodarce dwa lata temu był wyższy niż w 2008 roku. Takie informacje GUS przedstawił w publikacji „Rachunki Narodowe według sektorów i podsektorów instytucjonalnych 2006 – 2009”.

Z analizy wynika, że po kilku latach powolnego zmniejszania się udziału gospodarki nielegalnej w PKB w 2009 roku wartość szarej strefy znowu wzrosła. W 2008 roku jej udział w tworzeniu PKB wynosił 11,8 proc., a w 2009 r. było to już 13,1 proc. Jej wartość wyniosła więc dwa lata temu ponad 170 mld zł.

Polska zajmuje 52. miejsce w rankingu Banku Światowego, który bada gospodarkę cienia. Z danych obejmujących wcześniejsze lata wynika, iż mamy ponad 28 proc. udział szarej strefy w PKB.

Gdyby dane GUS z 2009 roku przeliczyć na obecną wartość PKB, to szara strefa w Polsce wyniosłaby ok. 185 mld zł, a według metodologii banku Światowego – ok. 395 mld zł.

Gdy GUS pytał o profesje i zajęcia wykonywane „na czarno”, to najczęściej respondenci mówili o remontach i naprawach budowlano-instalacyjnych, opiece nad dzieckiem lub starszą osobą, handlu oraz pracach domowych (np. sprzątaniu). Dość często wymieniane były również korepetycje, prace ogrodniczo-rolne oraz usługi krawieckie.

Gdy zaś zapytano o to, jakie prace wykonywali pracownicy nielegalnie, to najczęściej były to „prace ogrodniczo-rolne”. Wykonywała je niemal co piąta osoba pracująca „na czarno” (19,4 proc.). Ponad 17 proc. przyznało się do prowadzenia remontów i napraw  budowlano-instalacyjnych, za które pobierało nieopodatkowane pieniądze, a ponad 12 proc – do usług sąsiedzkich.

Dla 436 tys. nielegalnych pracowników, czyli dla ponad 55,5 proc pracujących „na czarno”, było to główne zajęcie. W 2004 r. zarówno poziom tej kategorii, jak i odsetek, był wyższy i wyniósł 829 tys. osób, czyli 62,9 proc. Co trzecia osoba pracująca nielegalnie miała skończone 45 lat. Ze względu na charakter pracy większość z nich miała wykształcenie zasadnicze zawodowe. Ale ponad 100 tys. to osoby z wyższym wykształceniem.

Przeciętny dochód miesięczny z pracy nierejestrowanej wyniósł 779 zł i był wyższy dla mężczyzn – 892 zł niż kobiet – 559 zł (minimalna płaca netto w 2009 roku wynosiła ok. 954 zł).

Najwyższe dochody otrzymywali ludzie młodzi 25-34 lat – 906 zł, najniższe starsi, ponad 60-letni – 359 zł.

Dla ponad 62 proc. osób, dla których praca na czarno to jedyne zajęcie, dochody z niej stanowiły więcej niż trzy czwarte środków, jakimi dysponowali. Dla tych, dla których było to zajęcie dodatkowe i doraźne, dochody stanowiły kilkanaście czy kilka procent.

Źródło: rp.pl