Zamiast realnej pomocy, więcej biurokracji

Zamiast realnej pomocy, więcej biurokracji

Z czterech do ośmiu zwiększyła się liczba stron w niebieskiej karcie, dokumencie, który rozpoczyna procedurę udzielania pomocy ofierze przemocy w rodzinie.

Nowe przepisy zakładają stosowanie czterech formularzy, informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Będą one wypełniane na kolejnych etapach przewidzianej w rozporządzeniu procedury.

Eksperci zwracają uwagę, że przygotowane przez rząd przepisy, rozbudowujące dotychczasową procedurę, będą znacznie zwiększały biurokratyczne obowiązki zespołu interdyscyplinarnego.

Do tej pory niebieską kartę stosowali tylko policjant i pracownik socjalny, a jej druk liczył cztery strony. Nowa procedura, która została powiązana z działaniem zespołu interdyscyplinarnego, przewiduje wypełnianie aż ośmiu stron formularza A – stwierdza Renata Durda, kierownik Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia.

Ponadto, wątpliwości budzi zbyt krótki termin na przekazanie przez przewodniczącego formularza A pozostałym członkom zespołu (ma on na to zaledwie trzy dni). W tak krótkim czasie bardzo trudno będzie zwołać posiedzenie zespołu. Przewodniczący będzie musiał wykonać kopie formularza i przekazać je członkom. A takie działanie może nie gwarantować odpowiedniej ochrony danych osobowych ofiar przemocy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Karygodny stan schronisk dla zwierząt

Karygodny stan schronisk dla zwierząt

Ponad połowa schronisk jest przepełniona, a program przeciwdziałania bezdomności zwierząt realizuje tylko co trzecia polska gmina.

NIK raportuje po swojej kontroli, że pieniądze podatników przeznaczone na ten cel pozostają w dużej mierze poza kontrolą, informuje „Portal Samorządowy”. Liczba zgonów zwierząt umieszczonych w schroniskach (także w wyniku eutanazji) jest wysoka. Umiera w nich 25 proc. psów i 30 proc. kotów.

Samorządy ograniczają działania do minimum: opłacają wyłapywanie bezpańskich zwierząt oraz ich pobyt w schronisku. W ten sposób usuwają jedynie skutek, a nie przyczynę problemu. Darmowe sterylizacje, znakowanie, tworzenie elektronicznych rejestrów oraz zwalnianie z opłat adopcyjnych przynoszą pozytywne skutki wszędzie tam, gdzie są prowadzone. Dzięki nim zwiększa się liczba zarówno adopcji, jak i przypadków zwracania zagubionych zwierząt właścicielom.

Gminy płacą, np. za wyłapywanie bezdomnych zwierząt ale jedna trzecia z nich nie wymaga żadnych zezwoleń od prowadzących taką działalność. NIK ostrzega, że może to prowadzić do sytuacji, w której potrzebującymi pomocy zwierzętami zajmować się będą osoby nieprzygotowane lub nastawione przede wszystkim na zysk.

Gminy redukują do minimum obowiązki nadzorcze wobec prowadzących schroniska. W placówkach prywatnych, do których trafiają z gminy publiczne pieniądze, nadzór praktycznie nie istnieje. Urzędnicy nie wiedzą gdzie, w jakich warunkach i czy w ogóle dane zwierzę przebywa jeszcze w schronisku. Jeśli dochodzi już do kontroli, to są one pobieżne i nie wyjaśniają tak podstawowych spraw, jak wysoka śmiertelność czy nadmierne zagęszczenie zwierząt.

Największe zastrzeżenia kontrolerów NIK wobec schronisk dotyczą stanu sanitarnego i zagęszczenia zwierząt na małej przestrzeni. W ponad połowie skontrolowanych schronisk liczba zwierząt przekraczała liczbę przygotowanych miejsc – zdarzało się, że nawet o 50 procent. Problemem jest również brak zadaszonych boksów oraz izolatek.

NIK zwraca uwagę, że w ostatnim czasie coraz popularniejsze stają się miejsca nazywane przytuliskami lub hotelami dla zwierząt. Niestety, prawo nie formułuje wobec nich żadnych wymagać. Schroniska podlegają m.in. nadzorowi weterynaryjnemu i muszą spełniać określone normy. W przypadku przytulisk i hoteli nie ma ani konkretnych przepisów, ani nadzoru. Placówki tego rodzaju nie muszą prowadzić ewidencji, przestrzegać procedur ani zapewniać opieki weterynaryjnej. Mogą za to – za publiczne pieniądze – przynosić właścicielom wymierny zysk.

Za mało policjantów

Za mało policjantów

Nieobsadzonych etatów w policji jest blisko 7 tys., a doświadczeni policjanci masowo składają raporty o przejście na emeryturę.

Ale już w listopadzie i grudniu przyjmiemy ponad 3 tys. osób – twierdzi w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” rzecznik prasowy komendanta głównego policji, Mariusz Sokołowski.

Nowych funkcjonariuszy czeka najpierw półroczne szkolenie, po którym dopiero wyjdą na ulice. Zgodnie z nowymi rozwiązaniami trafią na trzy miesiące do oddziałów prewencji miast, w których odbędą się mecze mistrzostw Europy.

Program szkolenia podstawowego został bardzo ograniczony, to stwarza niebezpieczeństwo zarówno dla policjantów, jak i kibiców – ostrzega ekspert od spraw bezpieczeństwa i policyjnego wyszkolenia dr Stanisław Bukowski.

Dzięki wakatom policja ma pieniądze, którymi może zapłacić np. rachunki za prąd czy usługi telekomunikacyjne. Nie jest wykluczone, że instytucja ta nie otrzyma gwarantowanych ustawą budżetową środków z Ministerstwa Finansów. W takim przypadku może powtórzyć się sytuacja z 2009 r., gdy policja wpadła w znaczne długi i spłacała je, zabierając pieniądze z premii dla policjantów, co zakończyło się doniesieniem do prokuratury na komendanta głównego i jego zastępcę.

Problem jest tym większy, że doświadczeni policjanci masowo składają raporty o przejście na emeryturę. Prawdopodobnie do końca roku zostanie pobity rekord odejść (czyli ponad 6,5 tys.), który padł w czasach rządów PiS. Wtedy z policji odchodzili funkcjonariusze z przeszłością w SB, ZOMO lub po prostu niechciani przez szefów MSWiA.

Naczelnicy i kierownicy odchodzą, ponieważ ich koledzy, którzy odeszli np. 3 lata temu, mają już większe emerytury niż oni pensje. My nie mamy podwyżek, emeryci owszem – tłumaczy „DGP” szef jednego z dużych garnizonów.

Dwunastu przyjaznych pracodawców

Dwunastu przyjaznych pracodawców

W czwartej edycji akcji „Pracodawcy Przyjaźni Pracownikom” nagrodzono między innymi producenta silników samochodowych, niepubliczny zakład opieki zdrowotnej oraz ogród zoologiczny. Do konkursu mogły być zgłoszone firmy, których codzienne praktyki zbieżne są z wartościami propagowanymi przez NSZZ „Solidarność”.

Wśród kryteriów branych pod uwagę było m.in. preferowanie stałego zatrudnienia i przestrzeganie bezpieczeństwa i standardów pracy. Ważne było też, by pracownicy mieli nieskrępowaną możliwość tworzenia w zakładzie związków zawodowych.

Patronat nad konkursem objął Bronisław Komorowski. Podczas dzisiejszej uroczystości w Belwederze prezydent podkreślił znaczenie poszukiwania porozumienia pracodawców i pracowników. – Zgoda nie musi oznaczać uległości. Zgoda to szukanie porozumienie i współdziałania oraz dostrzegania tego, że warto budować szczególne relacje pomiędzy pracodawcami i pracownikami – mówił Bronisław Komorowski. – To nie znaczy, że ktoś musi kapitulować i rezygnować z konfrontowania z własnymi poglądami potrzebami poglądów i potrzeb innych. Tak jest zbudowana demokracja.

Prezydent w swym wystąpieniu doceniał zaangażowanie „Solidarności” w promowanie dobrych relacji w stosunkach pracy. – To potwierdzenie ważnego dla mnie oczekiwania, że związki zawodowe, w tym NSZZ „Solidarność”, idą w kierunku poszukiwania właśnie takiej formy aktywności, gdzie nie ma żadnej formy kapitulacji czy rezygnacji z ostrych form protestu, jeśli jest taka potrzeba. Ale jestem przekonany, że za tym stoi ważne konstatacja, że tak na końcu liczy się to, czy potrafimy w odpowiednim miejscu, czasie i w odpowiedni sposób znaleźć minimum wspólnego punku widzenia i wspólnoty dążenia.

NSZZ „Solidarność” od swojego powstania nigdy nie był nastawiony w sposób roszczeniowy – podkreślił podczas uroczystości przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „S” Piotr Duda. – Zawsze staraliśmy się współpracować, być partnerem dla pracodawców. Partnerstwo w zakładzie pracy przełoży się na pewno na lepsze wyniki i atmosferę w zakładzie pracy.

Piotr Duda zaznaczył, że wręczona nagroda jest jedyną przyznawaną pracodawcom przez pracowników. – Nie ma takiej drugiej nagrody. Jest mnóstwo nagród, które sobie pracodawcy nawzajem wręczają. Ale to nie to samo – podkreślił szef „Solidarności”.

Źródło informacji tutaj.