Opieszałość sądów działa na szkodę pracowników

Opieszałość sądów działa na szkodę pracowników

Długie terminy w sądach pracy sprawiają, że nie funkcjonuje w praktyce korzystny dla zatrudnionych przepis dający możliwość pracowania do zakończenia procesu.

Chodzi o art. 4772 § 2 kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którym, uznając wypowiedzenie umowy o pracę za bezskuteczne, sąd na wniosek zainteresowanego może nałożyć na firmę obowiązek dalszego zatrudniania go do czasu prawomocnego rozpoznania sprawy, informuje „Rzeczpospolita”.

Jednak aby pracownik mógł skorzystać z tego uprawnienia, sąd pierwszej instancji musiałby wydać wyrok jeszcze w okresie wypowiedzenia, którego najdłuższy wymiar wynosi trzy miesiące. Tymczasem z danych resortu sprawiedliwości wynika, że przeciętny czas postępowania w sądach pracy wynosi 4,6 miesiąca.

W doktrynie prawnej istnieje spór dotyczący możliwości stosowania tego przepisu także w sprawach, w których wyrok pierwszej instancji zapadł po zakończeniu okresu wypowiedzenia. Sąd Najwyższy w jednym z uzasadnień dopuścił możliwość nakazania firmie dalszego zatrudniania pracownika do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia w sprawie o przywrócenie do pracy.

Związkowcy chcą zmiany tego przepisu, tak aby sądy stosowały go tylko wyjątkowo. – Przepis ten powinien być ograniczony do pracowników objętych szczególną ochroną przed zwolnieniem. Oczywiście sąd pierwszej instancji mógłby zobowiązać firmę do zatrudniania danej osoby do czasu prawomocnego wyroku niezależnie od tego, ile minęło od wręczenia zakwestionowanego wypowiedzenia – ocenia Marcin Zieleniecki, ekspert NSZZ „Solidarność”.

W innych krajach UE, np. we Włoszech czy W. Brytanii, są przepisy pozwalające sędziemu na nakazanie dalszego zatrudniania do końca procesu.

Taka sytuacja może mieć wpływ na postawę pracodawcy. Będzie on np. zainteresowany szybszym zakończeniem sporu, nie będzie przeciągał czy sabotował postępowania.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

„Solidarność” przeciw umowom śmieciowym

„Solidarność” przeciw umowom śmieciowym

Chcemy pomóc młodym ludziom, jeśli chodzi o umowy śmieciowe. „Solidarność” wkrótce rozpoczyna wielką kampanię społeczną na ten temat – poinformował dziś Piotr Duda podczas konferencji prasowej w Gdańsku.

W Polsce tylko NSZZ „Solidarność” potrafi zmobilizować i wyprowadzić na ulice kilkadziesiąt tysięcy ludzi i zrobić taką manifestację, jak odbyła się 30 czerwca w Warszawie – powiedział szef związku, nawiązując do niedawnego „marszu oburzonych” w Warszawie. Uczestniczyło w nim zaledwie kilkaset osób. – Młodzi ludzie wyszli na ulicę, mają swoje problemy. Zapraszaliśmy ich do udziału w demonstracji 30 czerwca, może niektórzy się pojawili. Chcemy im pomóc, dlatego wkrótce rozpoczniemy kampanię społeczną poświęconą umową śmieciowym – zapowiedział przewodniczący „Solidarności”

W ramach kampanii podjęta będzie współpraca z organizacjami pozarządowymi i redakcjami prasowymi. Powołana zostanie „Koalicja na rzecz przyjaznego zatrudnienia”, do której zapraszane będą znane osoby ze świata mediów, sportu i polityki. Powstanie specjalna strona www – interaktywna mapa umów śmieciowych. Związek przygotuje opracowanie naukowe badające to zjawisko. Zorganizowane zostaną konferencje naukowe poświęcone „przyjaznemu” zatrudnieniu.

Dzisiejsze spotkanie z dziennikarzami zorganizowano z okazji pierwszej rocznicy objęcia kierownictwa związku przez Piotra Dudę. – Starałem się pamiętać o historii związku, ale też realizować współczesne wyzwania. Na ile to możliwe starałem się, żeby związek był partnerem dla partii politycznych, ale byśmy nie wchodzili zbyt głęboko w obszary polityki. Nie zawsze to się udaje, bo np. w przypadku projektu ustawy o podniesieniu płacy minimalnej trzeba było rozmawiać z politykami, zmuszać ich do działania. Na Wiejskiej toczą się ważne dla pracowników sprawy i trzeba na nie reagować – stwierdził Duda.

Przewodniczący za sukces uznał rosnące zaufanie społeczne do NSZZ „Solidarność”. Według wrześniowych badań CBOS zaufanie do związku deklarowało 35 proc. (w lipcu 2010 – 24 proc.). – Co ważniejsze, w przedziale wiekowym 18-24 lat poparło nas aż 49 proc. a w 25-34 lat – proc. Musimy dalej ciężko pracować, żeby przekonać resztę – zadeklarował szef „Solidarności”.

Oprócz kampanii w sprawie umów śmieciowych, priorytetem w najbliższych miesiącach dla „Solidarności” będzie ochrona miejsc pracy. – Życie jest tak szybkie, codziennie przynosi tyle problemów, choćby to co dzieje się w Hucie Katowice, gdzie wygaszany jest wielki piec i gdzie kilka tysięcy ludzi może stracić pracę. (…) Będę apelował i uczulał członków związku. Sam jako przewodniczący związku stanę w końcu pod murem niemożności. Chciałbym żeby ludzie pracy w Polsce wreszcie to tego dojrzeli. W pewnym momencie trzeba wspólnie zademonstrować i wyjść na ulice – podkreślił Duda.

Jak dodał, w dalszym ciągu będzie się starał trzymać związek „z daleka od polityki”. – Żebyśmy nie byli wykorzystywani przez polityków dla ich celów . Chcę, żeby to NSZZ „Solidarność” wykorzystywał polityków dla celów związkowych czyli pracowniczych. Chcę być dla polityków partnerem – powiedział szef związku.

Zalewa nam mózgi ukryta reklama

Zalewa nam mózgi ukryta reklama

W tym roku rynek tzw. product placement w filmach, sieci, telewizji będzie w Polsce wart najwięcej w Europie. Za dwa lata możemy trafić na piąte miejsce na świecie. Wartość ukrytej reklamy sięgnie 70 mln dolarów.

Nowelizacja ustawy medialnej, opracowanej pod kątem tzw. dyrektywy audiowizualnej, wprowadza zmiany, które dopuszczają product placement. Z dniem wejścia jej w życie możliwe będzie odpłatne pokazywanie w materiałach telewizyjnych i radiowych markowych produktów. To całkowicie zmieni potencjał tych działań na polskim rynku, informuje „Rzeczpospolita”.

To wynika z tego, że w Polsce po implementowaniu dyrektywy dopuszczalne jest dużo więcej działań niż np. w Anglii czy Francji, gdzie lokalny ustawodawca wprowadził ograniczenia np. w reklamowaniu napojów gazowanych w związku z działaniami przeciwdziałającymi otyłości – mówi „Rz” Robert Niczewski, współautor właśnie opublikowanej książki „Product placement jako skuteczne narzędzie komunikacji marketingowej”, w której zamieszczono wyniki najnowszych badań.

Zajmująca się badaniami wydatków na tzw. lokowanie produktów międzynarodowa firma PQ media przewiduje, że Polska odpowiada dziś za ok. 60 proc. europejskiego rynku product placement.

Brytyjska firma Madigan Cluff prognozuje, że w 2015 roku cały nasz rynek product placement będzie wart już ok. 85 mln euro. W tym samym czasie rynek francuski dobije do 72 mln euro, brytyjski: 45 mln euro, a niemiecki: 49 mln euro.

Według Roberta Niczewskiego i Jakuba Potrzebowskiego, autorów wzmiankowanej książki, rynek wymusza wzrost zainteresowania reklamodawców strategią product placement. Wynika to z faktu, że tradycyjne bloki reklamowe są przepełnione, zaś wiarygodność spotów reklamowych jest z roku na rok coraz mniejsza.

Drobne cwaniaczki

Drobne cwaniaczki

Krajowa Izba Gospodarcza wyszła naprzeciw oczekiwaniom rodzimych biznesmenów, pragnących uciec z podatkami za granicę.

Jak informuje tygodnik „Przegląd”, KIG we współpracy z ambasadą Cypru, Cypryjską Izbą Handlowo-Przemysłową oraz Polsko-Cypryjskim Stowarzyszeniem Biznesu zorganizowała spotkanie dla przedsiębiorców, na którym zaprezentowano możliwości inwestycyjne Cypru, w tym również jego ofertę podatkową dla polskich firm.

Konferencja „Cypr – profesjonalne, międzynarodowe centrum biznesu. Biznes na Cyprze i możliwości w regionie” służyła temu, by przedstawiciele prywatnych cypryjskich firm mogli wyjaśnić polskim kolegom, w jaki sposób omijać tutejszego fiskusa i odprowadzać podatki w ich kraju. Oferowali przy tym pomoc w załatwianiu wszelkich formalności i prowadzenie spraw księgowych na miejscu.

Dotąd z oferty podatkowej Cypru korzystały przede wszystkim duże polskie firmy. Październikowe spotkanie skierowane było do znacznie szerszego kręgu odbiorców, także do małych i średnich przedsiębiorstw.

Przegląd stwierdza: „Dziwi fakt, że tego rodzaju konferencja ma charakter oficjalny, a patronat nad nią objęły ambasada Cypru w Polsce oraz Krajowa Izba Gospodarcza”.

Nas to bynajmniej nie dziwi, przecież nie od dziś wiadomo, że państwo polskie należy sprywatyzować i jak najszybciej spieniężyć. Triumfy liberalnej ideologii, ekonomiczna krótkowzroczność, chciwość drobnych cwaniaczków nadają ton nad Wisłą. A Krajową Izbę Gospodarczą czas przemianować na filię, czy ściślej mówiąc agenturę licznych na świecie rajów podatkowych. By odpowiednie dać rzeczy słowo.