„Święta” własność prywatna kontra dobro wspólne

„Święta” własność prywatna kontra dobro wspólne

Mazurski Park Krajobrazowy poniósł porażkę w starciu z inwestorem chcącym postawić dom jednorodzinny nad jeziorem Bełdany. Tymczasem bezprawne zagradzanie dostępu do brzegów jezior przez właścicieli prywatnych posesji jest coraz powszechniejsze.

Inwestor zabiega o wydanie warunków zabudowy bez oceny oddziaływania na obszary Natury 2000. Mazurski Park Krajobrazowy domaga się jej przeprowadzenia, gdyż nawet jeden dom jednorodzinny otwiera drogę do zabudowy całej tzw. małej polany o pow. 4 ha, którą dotychczas tworzyły niezabudowane łąki, informuje „Rzeczpospolita”.

Nie jest to pojedyncza sprawa. Jeszcze trochę, a Mazury przestaną być cudem natury. Zabudowa wdziera się coraz głębiej w lasy i coraz bliżej brzegów jezior. Naciski są tak silne, że parkowi zaczyna brakować pieniędzy na opłaty sądowe. Będziemy jednak walczyć do końca – zapowiada Alicja Kruszelnicka, główny specjalista w Mazurskim Parku Krajobrazowym.

Ludwik O., który obok innych osób chce budować dom jednorodzinny nad Bełdanami, działania parku uważa za szykanę, która prowadzi do kolejnych procesów sądowych.

Tymczasem, coraz częstsze jest bezprawne zagradzanie dostępu do brzegów jezior przez właścicieli prywatnych posesji. Zdarza się, że zajmują oni również atrakcyjne grunty Skarbu Państwa, które przylegają do akwenu. Choć powiększanie tym sposobem posiadłości i wydzielanie prywatnych plaż narusza prawa obywateli, pozostaje bezkarne – głównie z powodu słabości i opieszałości urzędników.

Aby zagwarantować swobodny dostęp do zbiorników wodnych, prawo zabrania grodzenia plaż i brzegów – wszelkie ogrodzenia muszą kończyć się 1,5 m od wody. Jednak jedynymi urzędami, które mogą kontrolować przestrzeganie swobodnego dostępu do wód publicznych, są krajowe i regionalne zarządy gospodarki wodnej. NIK negatywnie ocenia ich pracę: urzędnicy nie pilnują przestrzegania zakazu grodzenia, nie reagują na przypadki bezprawnego wykorzystywania gruntów Skarbu Państwa i lekceważą skargi obywateli (przykładowo RZGW w Warszawie na 17 skarg jedną rozpatrzył w terminie, a czterech w ogóle).

Kontrolerzy NIK sprawdzili odcinki linii brzegowych 18 jezior i stwierdzili 125 przypadków bezprawnego zagrodzenia dostępu do wody (m.in. na jeziorach: Wulpińskim, Luterskim, Niegocin i Śniardwy). Plaże bądź nabrzeża poprzecinane są przez siatki, płoty i murki, a fragmenty ogrodzeń prywatnych posiadłości wydzielają prywatne plaże i pomosty, które uniemożliwiają przejście wzdłuż brzegu jeziora, lub utrudniają dojście do kąpieliska. Narusza to prawo obywateli do swobodnego dostępu do wód publicznych.

Równie powszechne jest zjawisko zajmowania przylegających do jezior gruntów Skarbu Państwa przez właścicieli sąsiadujących nieruchomości. Linia brzegowa wszystkich 18 jezior objętych oględzinami przebiegała inaczej, niż zaznaczono na mapach zarządów. Z powodu wieloletnich zaniedbań urzędnicy nawet nie wiedzieli o istnieniu atrakcyjnych działek. Na niekontrolowanym obszarze, który według planów był jeziorem, powstawały prywatne domy letniskowe, parkingi, hangary na łodzie i pomosty. W rezultacie z 85 tys. m2 – formalnie zapisanych jako wody – nielegalnie zabudowano ponad 60 tys. m2.

W ciągu czterech lat (od 2007 r.) na największym polskim pojezierzu zarządy gospodarki wodnej przeprowadziły tylko 10 kontroli sprawdzających swobodę dostępu do jezior (z czego tylko cztery planowe). Każda z tych kontroli ujawniła naruszenie prawa: w dziewięciu przypadkach dotyczyło to uniemożliwienia przejścia wzdłuż brzegu. NIK ma jednak zastrzeżenia do jakości przeprowadzonych postępowań: niemal wszystkie były nieskuteczne, a urzędnicy, pomimo wykrycia nieprawidłowości, nie kierowali zawiadomień do odpowiednich organów.

Izba wezwała do natychmiastowego usunięcia nieprawidłowości. W efekcie kontroli NIK skierowała również osiem zawiadomień do prokuratury i siedem do policji.

Źródło informacji: „Rzeczpospolita”, http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-dostepie-do-jezior.html

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

To jest skandal

To jest skandal

W tym roku o jedną trzecią zmniejszono w Małopolsce nakłady na walkę z bezrobociem. W przyszłym roku nie należy spodziewać się poprawy.

„Sejmik Województwa Małopolskiego wyraża głębokie zaniepokojenie przewidywanym w 2012 r. zmniejszeniem poziomu środków Funduszu Pracy na realizację w Małopolsce działań wspierających powrót osób bezrobotnych na rynek pracy, a także na zapewnienie odpowiedniego poziomu ich obsługi przez powiatowe urzędy pracy” – tak zaczyna się projekt rezolucji, którą w piątek ma przyjąć małopolski sejmik, donosi „Dziennik Polski”. Radni zaapelują do władz centralnych o zwiększenie w przyszłym roku nakładów na walkę z bezrobociem.

W tym roku Małopolska otrzymała o 66 proc. niższą niż w 2010 r. pulę z Funduszu Pracy. Projekt przyszłorocznego budżetu państwa przewiduje utrzymanie niższego poziomu także w 2012 r.

Na powiatach taka sytuacja wymusza ograniczenia w finansowania etatów w urzędach pracy, bo rok po zmniejszeniu nakładów na aktywne formy walki z bezrobociem przyjdzie także zmniejszenie puli na wynagrodzenia i składki ubezpieczenia społecznego pracowników powiatowych urzędów pracy. W przyszłym roku na etaty i składki będzie też o 66 proc. mniej pieniędzy niż do tej pory.

Robin Hood w Warszawie

Robin Hood w Warszawie

Zapraszamy na pikietę w ramach Robin Hood Global March pod Ministerstwo Finansów w Warszawie.

W związku z przewidywaną w najbliższą sobotę międzynarodową akcją Robin Hood Global March, zainicjowaną przez działającą na rzecz wprowadzenia podatku od transakcji finansowych organizację RobinHoodTax oraz Adbusters (współorganizatorów Occupy Wall Street), 29 października o godz. 12.00 pod Ministerstwem Finansów w Warszawie, przy ul. Świętokrzyskiej 12 rozpocznie się pikieta, która będzie częścią wspomnianej akcji.

„Podatek Robin Hooda” (będący kolejnym przywołaniem propozycji noblisty Jamesa Tobina) miałby wynieść zaledwie 0,05%, od transakcji finansowych – tj. obrotu papierami wartościowymi i walutami. Przyniósłby on ogromne wpływy do budżetów państw, obciążając jedynie spekulacyjne, krótkoterminowe transakcje – kluczowy element „kasynowego kapitalizmu”, proceder równie zyskowny co szkodliwy dla
stabilności gospodarek. Inaczej mówiąc – podatek Robin Hooda to jedno z najlepszych narzędzi dostępnych w walce z kryzysem finansowym.

W obliczu coraz gorszej sytuacji tak europejskiej, jak i globalnej gospodarki, coraz więcej czołowych polityków – do niedawna głęboko niechętnych takiej idei – skłonnych jest poprzeć wprowadzenie podatku od transakcji finansowych. Temat jest poruszany na europejskich szczytach i ma być omawiany na spotkaniu G20 w listopadzie. Dlatego właśnie teraz szczególnie ważna jest presja społeczna wywierana na polityków w tej sprawie, a 29 października to dzień światowej mobilizacji na rzecz podatku od spekulacyjnych transakcji kapitałowych.

Polska wciąż nie poparła tego rozwiązania – czas to
zmienić!

Więcej informacji tutaj.

Opieszałość sądów działa na szkodę pracowników

Opieszałość sądów działa na szkodę pracowników

Długie terminy w sądach pracy sprawiają, że nie funkcjonuje w praktyce korzystny dla zatrudnionych przepis dający możliwość pracowania do zakończenia procesu.

Chodzi o art. 4772 § 2 kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którym, uznając wypowiedzenie umowy o pracę za bezskuteczne, sąd na wniosek zainteresowanego może nałożyć na firmę obowiązek dalszego zatrudniania go do czasu prawomocnego rozpoznania sprawy, informuje „Rzeczpospolita”.

Jednak aby pracownik mógł skorzystać z tego uprawnienia, sąd pierwszej instancji musiałby wydać wyrok jeszcze w okresie wypowiedzenia, którego najdłuższy wymiar wynosi trzy miesiące. Tymczasem z danych resortu sprawiedliwości wynika, że przeciętny czas postępowania w sądach pracy wynosi 4,6 miesiąca.

W doktrynie prawnej istnieje spór dotyczący możliwości stosowania tego przepisu także w sprawach, w których wyrok pierwszej instancji zapadł po zakończeniu okresu wypowiedzenia. Sąd Najwyższy w jednym z uzasadnień dopuścił możliwość nakazania firmie dalszego zatrudniania pracownika do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia w sprawie o przywrócenie do pracy.

Związkowcy chcą zmiany tego przepisu, tak aby sądy stosowały go tylko wyjątkowo. – Przepis ten powinien być ograniczony do pracowników objętych szczególną ochroną przed zwolnieniem. Oczywiście sąd pierwszej instancji mógłby zobowiązać firmę do zatrudniania danej osoby do czasu prawomocnego wyroku niezależnie od tego, ile minęło od wręczenia zakwestionowanego wypowiedzenia – ocenia Marcin Zieleniecki, ekspert NSZZ „Solidarność”.

W innych krajach UE, np. we Włoszech czy W. Brytanii, są przepisy pozwalające sędziemu na nakazanie dalszego zatrudniania do końca procesu.

Taka sytuacja może mieć wpływ na postawę pracodawcy. Będzie on np. zainteresowany szybszym zakończeniem sporu, nie będzie przeciągał czy sabotował postępowania.