Są tacy, którym jest lepiej

Są tacy, którym jest lepiej

Zarobki dyrektorów czołowych spółek giełdowych notowanych w Londynie wzrosły w ciągu ostatniego roku finansowego średnio o 49 proc.

Obecnie zarabiają średnio po prawie 2,7 mln funtów (3,1 mln euro) więcej, bo dostali premie od prezesów spółek tworzących wskaźnik FTSE 100, których apanaże wzrosły o 43 proc. wynika z raportu niezależnej firmy badawczej Income Data Service. Dyrektorzy skorzystali ze zwiększenia o 23 proc. do 906 044 funtów rocznych premii – wynika ze sprawozdań firm. Dane przytacza „Rzeczpospolita”.

W czasie, gdy pracownicy doświadczają redukcji realnych zarobków i grozi im utrata źródła utrzymania, spółkom z grona FTSE 100 trudno będzie bez dodatkowych wyjaśnień uzasadnić tak znaczące podwyżki przyznane swym dyrektorom – stwierdził autor opracowania Steve Tatton. Jak podkreślił, dysproporcja między kierownictwem a zwykłymi pracownikami nie wykazuje żadnych oznak zmniejszania się.

Raport o płacach dyrektorów IDS opublikowano w czasie, gdy niezależna Komisja ds. Wysokich Płac HPC prowadzi postępowanie wyjaśniające dotyczące tego zjawiska w Wielkiej Brytanii.

Przewodnicząca HPC Deborah Hargreaves skomentowała ustalenia raportu: – Moim zdaniem będzie bardzo trudno uzasadnić tego rodzaju podwyżki płac, kiedy obserwujemy spadek wartości tych firm, mniejsze zyski, firmy zwalniają pracowników, a średnie zarobki rosną o 1-2 proc., nie dotrzymując nawet tempa inflacji.

W gronie spółek FTSE 100 znajdują się m.in. największy bank w Europei HSBC, koncern naftowy BP, gigant farmaceutyczny GlaxoSmithKline, wydobywczy Rio Tinto, operator łączności Vodafone czy producent luksusowej odzieży i dodatków Burberry.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jak szpital w Knurowie prywatyzowano

Jak szpital w Knurowie prywatyzowano

Szpital w Knurowie jest jednym z przykładów na niezgodną z prawem prywatyzację tego rodzaju placówki.

Według orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach szpital w Knurowie został sprywatyzowany niezgodnie z prawem. Władze powiatu nie będą się od tego wyroku odwoływać, informuje „Gazeta Wyborcza”.

Według sądu przepisy nie dają podstaw do likwidacji publicznego zakładu opieki zdrowotnej. Ochrona zdrowia to zadanie samorządu, stąd nie może się on go wyrzec na rzecz prywatnej spółki.

Podobne wyroki zapadały wcześniej, m.in. w sprawie wydzierżawienia szpitali w Blachowni oraz w Pszczynie, w całej Polsce było ich już kilkanaście.

Na czele sprywatyzowanego szpitala stanął jego były dyrektor, Michał Ekkert, zdecydowany zwolennik prywatyzacji. Później sprawy potoczyły się szybko i zdecydowanie nie na korzyść szpitala. Jak pisze „GW”: „do spółki mieli wejść wszyscy chętni pracownicy, ale kiedy okazało się, że jedna akcja kosztuje aż 1000 zł, chętnych znacznie ubyło, bo pielęgniarek i innych pracowników średniego szczebla zwyczajnie nie było stać na zakup akcji. Pojedyncze osoby kupiły po jednym udziale. Wśród lekarzy chętnych za to nie brakowało. Niektórzy zainwestowali w szpital po 200 tys. zł”.

Dyrektor Ekkert zainwestował w rezonans magnetyczny, ale takich badań w niespełna 50-tysięcznym Knurowie robi się mało. Nieudana była także inwestycja w oddział chirurgii małoinwazyjnej. Najnowszy pomysł na zarobienie na szpitalu to stworzony kosztem 20 tys. zł oddział onkologii. Kłopot w tym, że 12 km od Knurowa działa Centrum Onkologii w Gliwicach.

Michał Ekkert nie odbiera telefonów od dziennikarzy. Pytanie, czy odbiera je od pacjentów. I ile kosztuje rozmowa. Ze swej strony musimy polecić ten wpis wszystkim zwolennikom prywatyzacji służby zdrowia. Szczególnie tym z Knurowa, o ile jeszcze jacyś się uchowali.

Skąd słabość polskiej lewicy?

Skąd słabość polskiej lewicy?

Polecamy na stronie „Nowych Peryferii” wypowiedź Bartłomieja Kozka w ankiecie na temat kondycji politycznej rodzimej lewicy.

Autor, członek redakcji Zarządu Krajowego Zielonych, publicysta magazynu „Zielone Wiadomości”, w tekście „Myślę, więc mnie nie ma”, stwierdza m.in.: „by w ogóle budować polityczną alternatywę, trzeba umieć przełożyć język wielkich idei na atrakcyjną narrację dotyczącą codziennego życia. W innych krajach, mniej dotkniętych neoliberalnym ukąszeniem, z nieprzerwanymi tradycjami ruchów postępowych, przestrzeń do artykulacji takich marzeń jest znacznie szersza. Nad Wisłą, gdzie – jak trafnie zauważył Adam Ostolski – nadal bardziej ceni się tanią pracę niż innowacyjne myślenie, tej przestrzeni jest znacznie mniej. Z tej perspektywy większym niż rzekoma nieprzystawalność kwestii kulturowych i społecznych, lansowana przez część środowisk lewicowych, jest po prostu brak umiejętności artykulacji własnych interesów i aspiracji przez szerokie rzesze polskiego społeczeństwa. Zabetonowana scena polityczna nie ułatwia przełamania tego marazmu. Oznacza to konieczność albo politycznych kompromisów, albo pogodzenia się z długim marszem i budową społecznej świadomości”.

To drugi głos w ankiecie „Nowych Peryferii”, w ramach której redaktorzy stwierdzają i pytają: „Sytuacja ekonomiczna zachodu jest zła, ale koniunktura dla pozytywnych zmian w polityce i społeczeństwie może okazać się zaskakująco dobra. Możliwe są dzisiaj sytuacje kilkanaście lat temu niewyobrażalne: Jeffrey Sachs wspierający ruch Occupy Wall Street, powstanie masowych, anonimowych ruchów na rzecz sprawiedliwości społecznej wolnego dostępu do informacji.

Czy takie ruchy mogą się stać współczesną platformą myśli lewicowej, czy są jedynie epifenomenem kryzysowej infrastruktury? Czy Gazeta Wyborcza jest bardziej lewicowa od Jarosława Kaczyńskiego? Czy zadeklarowany lewicowiec musi  w Polsce nieustannie rozważać jak pogodzić postulaty emancypacji obyczajowej ze sprawiedliwością społeczną?  Czy lewicowe credo Richarda Rorty’ego jest do zrealizowania w ironicznym liberalizmie, o którym pisze?”.

Cały artykuł można przeczytać tutaj.

American dream?

American dream?

Kongresowe Biuro Budżetowe (CBO) oszacowało, że realne dochody netto 1 proc. najzamożniejszych Amerykanów zwiększyły się w ciągu trzech dekad przed kryzysem niemal trzykrotnie, zdecydowanie bardziej, niż pozostałych 99 proc. społeczeństwa.

Średnie realne dochody po opodatkowaniu 1 proc. populacji o najwyższych dochodach zwiększyły się w latach 1979-2007 o 275 proc. – podaje wyniki obliczeń CBO „Rzeczpospolita”. Zarobki kolejnych 19 proc. najbogatszych Amerykanów wzrosły już „tylko” o 65 proc., podczas gdy 20 proc. najuboższych o 18 procent. W przypadku 60 proc. Amerykanów ze środka drabiny społecznej, wzrost dochodów sięgnął niespełna 40 proc.

Mocno zwiększyły się nierówności społeczne w USA. Przed nastaniem kryzysu finansowego w 2007 r., najzamożniejsza jedna piąta społeczeństwa zarabiała w ujęciu netto więcej, niż pozostali Amerykanie.

Daty graniczne badania wyznaczyły lata bezpośrednio poprzedzające głęboką recesję w USA.

___

Czytaj także tutaj, tutaj.