Bez dialogu, bez pracy?

Bez dialogu, bez pracy?

Szefowie ArcelorMittal Poland nie pojawili się na posiedzeniu Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego. Mieli tam wyjaśnić, czy planują zwolnienia pracowników w hutnictwie.

WKDS został zwołany dlatego, że z hut i zakładów ArcelorMittal Poland zaczęły napływać sygnały dotyczące planowanych zwolnień. Władze spółki podjęły decyzję o wyłączeniu jednego z trzech tzw. wielkich pieców w oddziale AMP w Dąbrowie Górniczej. Pojawiły się też informacje, że szefowie koncernu zamierzają do końca 2012 r. zwolnić 3 tys. pracowników w całym AMP, czyli 15% załogi. Wcześniejsze plany mówiły o tym, że ta redukcja zatrudnienia będzie następować w dłuższym okresie, do końca 2015 r.

Na wniosek Dominika Kolorza, szefa Śląsko-Dąbrowskiej „Solidarności”, posiedzenie Komisji zostało przerwane. – „Nie można prowadzić dialogu bez obecności drugiej strony. W tej sytuacji zachowanie władz koncernu, polegające na unikaniu dialogu ze stroną społeczną i rządową, uważam za żenujące. Mam nadzieję, że szefowie AMP przemyślą sprawę i w najbliższym czasie spotkamy się, aby w ramach WKDS omówić sytuację w spółce. Być może z punktu widzenia władz koncernu zwolnienia pracowników,  przesuwanie ich do firm zewnętrznych, postoje zakładu to tylko kwestia liczb, słupków i wyników finansowych, ale z naszego punktu widzenia to ogromny problem społeczny” – mówił Dominik Kolorz.

Postępowanie władz koncernu ostro skrytykował też Jerzy Goiński, przewodniczący Solidarności w AMP: „To jest po prostu skandal. Z jednej strony władze spółki wydają komunikaty, że to, co zakładowe organizacje związkowe mówią o sytuacji w hucie i o zwolnieniach, to spekulacje, z drugiej kompletnie ignorują okazję, aby na forum Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego zaprzeczyć tym, jak to określają, spekulacjom.  Widocznie nasze obawy mają pokrycie w faktach”.
_____________________
Na podstawie http://solidarnosckatowice.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Okraska o „liście przebojów” lewicy

Okraska o „liście przebojów” lewicy

W najnowszym numerze pisma „Pressje” ukazał się artykuł redaktora naczelnego „Nowego Obywatela” o ideowych tradycjach polskiej lewicy.

Na zaproszenie redakcji kwartalnika „Pressje” Remigiusz Okraska przygotował do numeru XXV, poświęconego w znacznej mierze lewicy, przegląd najważniejszych jego zdaniem tekstów w dziejach polskiej myśli lewicowej. Prezentacja ukazuje ideowy wymiar polskiej lewicy i jej oryginalność, przypominając, że mieliśmy kiedyś lewicę nie będącą zamordystycznym komunizmem, bezideowym postkomunizmem czy „kawiorowym” karierowiczostwem.

Numer „Pressji” z tym tekstem ukazał się niedawno – polecamy jego lekturę, bo zawiera wiele ciekawych materiałów. Natomiast tekst Remigiusza Okraski pt. „Tradycje polskiej lewicy (Przewodnik ideowy)” można już teraz przeczytać w całości na portalu Lewicowo.pl pod tym adresem.

Zapraszamy do lektury!

Jest praca – powinny też być prawa

Jest praca – powinny też być prawa

„Solidarność” i Forum Związków Zawodowych domagają się  umożliwienia pracownikom zatrudnionym na umowach „śmieciowych” wstępowania do związków zawodowych.

Jak informuje dziennik „Rzeczpospolita”, NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych domagają się takiej zmiany regulacji prawnych, która umożliwi akces do związków zawodowych osobom zatrudnionym na umowach-zleceniach i umowach o dzieło. „Solidarność” skierowała do Międzynarodowej Organizacji Pracy wniosek o zbadanie, czy polskie przepisy nie dyskryminują części pracowników. – „Z naszych analiz wynika, że przepisy międzynarodowe dają pracownikom zatrudnionym na tzw. umowach śmieciowych większe prawa niż polskie” – mówi gazecie ekspert „Solidarności”, Marcin Zieleniecki. MOP zaleca, aby wszystkie osoby pracujące miały prawo tworzyć i przystępować do organizacji związkowych, a Polska jest członkiem tej organizacji.

Obecnie art. 2 ustawy o związkach zawodowych gwarantuje prawo tworzenia związków i wstępowania do nich tylko pracownikom etatowym niezależnie od rodzaju umowy oraz osobom wykonującym pracę na podstawie umowy agencyjnej, jeśli nie są pracodawcami, a także chałupnikom. Pracownicy cywilnoprawni nie mają formalnej możliwości przystąpienia do związku lub założenia nowego. Oznacza to, że pozbawieni są oni wielu narzędzi poprawy swojej doli – zbiorowego negocjowania warunków zatrudnienia, wysokości płac czy zasad zwolnień z pracy itd. Dotyczy to obecnie już niemal 800 tys. osób, czyli 5% ogółu zatrudnionych.

Z kolei Forum Związków Zawodowych, nie czekając na odpowiedź MOP, skierowało do Komisji Trójstronnej postulat zmian w ustawie o związkach zawodowych. Pracownicy na umowach cywilnoprawnych mogliby tworzyć związki zawodowe albo wstępować do tych, które już działają w firmach zatrudniających ich. – „Mamy do czynienia z rosnącą tendencją do zatrudniania dużych grup pracowników na umowy cywilnoprawne. Osoby takie powinny mieć więc swoją reprezentację” – mówi szef FZZ, Tadeusz Chałka.

Wedle „Rzeczpospolitej”, brak sprzeciwu wobec postulatu związków deklaruje minister pracy, Jolanta Fedak. Według niej ustawa o związkach zawodowych powstawała, gdy nie było problemu osób zatrudnionych na umowach śmieciowych. Co ciekawe, sprzeciwu nie wyraża także jedna z organizacji z drugiej strony barykady, Pracodawcy RP. – „Prawo koalicji związkowej mogłoby być przyznane świadczącym pracę na podstawie umów cywilnoprawnych, a nawet samozatrudnionym. Trzeba je jednak ograniczyć do osób, które są podległe względem zatrudniającego organizacyjnie i finansowo” – powiedziała gazecie Monika Gładoch, ekspert Pracodawców RP. Zwyczajowo przeciwko jest natomiast Business Centre Club.

Porażka liberałów

Porażka liberałów

Mieszkańcy stanu Ohio znaczną większością odrzucili w referendum republikańską ustawę wymierzoną w związki zawodowe i pracowników sektora publicznego.

We wtorek w amerykańskim stanie Ohio odbyło się referendum w sprawie ustawy stanowej, uchwalonej przed kilkoma miesiącami z inicjatywy republikańskiego gubernatora, Johna Kasicha. Ustawa w znaczący sposób ograniczała prawa pracowników sektora publicznego, m.in. prawo do strajków oraz negocjowania i zawierania zbiorowych układów ws. warunków pracy. Akt prawny przyjęty w stanie Ohio wzorowany był na nieco wcześniejszej ustawie ze stanu Wisconsin. W tym ostatnim stanie republikańskie władze nie poszły jednak tak daleko, bo podtrzymały dotychczasowe zasady pracy dla niektórych grup zawodowych, jak strażacy czy policjanci, ograniczając prawa „tylko” innych pracowników sektora publicznego – w sumie 300 tysięcy osób. Oczywiście w obu stanach wprowadzenie nowych ustaw motywowano „koniecznością oszczędności”.

Ustawy stanowe z Wisconsin i Ohio były przyczyną znacznego oporu społecznego i masowych protestów. W pierwszym ze stanów protesty trwały przez kilka tygodni, brały w nich udział dziesiątki tysięcy osób, a kontrowersyjna decyzja władz była nawet podważana przez sąd. Po przegraniu tamtej batalii, pracownicy, związkowcy i mieszkańcy stanu Ohio postanowili sięgnąć po broń w postaci referendum. W trakcie ogólnokrajowych referendów stanowych poddano w tym stanie pod głosowanie wspomnianą ustawę. 8 listopada wyborcy zadecydowali znaczną większością (62 do 38%), że prawo wymierzone w pracowników i związki zawodowe powinno zostać odrzucone.