Szpicel atomowy

Szpicel atomowy

Francuski koncern EDF zapłaci w sumie 2 miliony euro za szpiegowanie i kradzież dokumentów z organizacji Greenpeace – zadecydował sąd.

Jak informuje portal wnp.pl, koncern energetyczny EDF – Electricité de France został skazany za szpiegowanie organizacji Greenpeace oraz wykradanie jej dokumentów.W 2006 r. EDF wynajęła hackera, który śledził działalność Greenpeace-Francja, aby poznać plany związane z prowadzoną przez ekologów kampanią przeciwko budowie nowych elektrowni atomowych. Z komputera dyrektora Greenpeace-Francja wykradziono wówczas ponad 1400 dokumentów.

Obecnie ponad trzy czwarte energii elektrycznej we Francji pochodzi z elektrowni atomowych. Greenpeace powołuje się na badanie opinii publicznej we Francji, które pokazało, że 60% Francuzów chce stopniowego wycofania się z energetyki nuklearnej.

Wyrokiem sądu koncern został ukarana grzywną w wysokości 1,5 mln euro, a dodatkowo musi zapłacić 500 tys. euro odszkodowania na rzecz Greenpeace. – „ Grzywna, jaka została zasądzona EDF oraz zadośćuczynienie na rzecz Greenpeace, to wyraźny sygnał dla lobby atomowego, że nie znajduje się ono ponad prawem. Przemysł atomowy odchodzi do lamusa i dlatego podejmuje tak desperackie działania jak szpiegowanie i wykradanie dokumentów organizacjom ekologicznym. Cieszymy się że sprawiedliwości stało się zadość i jednocześnie zapewniamy że nasza kampania na rzecz wycofania się z energetyki jądrowej będzie kontynuowana” – powiedział portalowi Maciej Muskat, lider Greenpeace-Polska.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Okraska o „liście przebojów” lewicy

Okraska o „liście przebojów” lewicy

W najnowszym numerze pisma „Pressje” ukazał się artykuł redaktora naczelnego „Nowego Obywatela” o ideowych tradycjach polskiej lewicy.

Na zaproszenie redakcji kwartalnika „Pressje” Remigiusz Okraska przygotował do numeru XXV, poświęconego w znacznej mierze lewicy, przegląd najważniejszych jego zdaniem tekstów w dziejach polskiej myśli lewicowej. Prezentacja ukazuje ideowy wymiar polskiej lewicy i jej oryginalność, przypominając, że mieliśmy kiedyś lewicę nie będącą zamordystycznym komunizmem, bezideowym postkomunizmem czy „kawiorowym” karierowiczostwem.

Numer „Pressji” z tym tekstem ukazał się niedawno – polecamy jego lekturę, bo zawiera wiele ciekawych materiałów. Natomiast tekst Remigiusza Okraski pt. „Tradycje polskiej lewicy (Przewodnik ideowy)” można już teraz przeczytać w całości na portalu Lewicowo.pl pod tym adresem.

Zapraszamy do lektury!

Jest praca – powinny też być prawa

Jest praca – powinny też być prawa

„Solidarność” i Forum Związków Zawodowych domagają się  umożliwienia pracownikom zatrudnionym na umowach „śmieciowych” wstępowania do związków zawodowych.

Jak informuje dziennik „Rzeczpospolita”, NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych domagają się takiej zmiany regulacji prawnych, która umożliwi akces do związków zawodowych osobom zatrudnionym na umowach-zleceniach i umowach o dzieło. „Solidarność” skierowała do Międzynarodowej Organizacji Pracy wniosek o zbadanie, czy polskie przepisy nie dyskryminują części pracowników. – „Z naszych analiz wynika, że przepisy międzynarodowe dają pracownikom zatrudnionym na tzw. umowach śmieciowych większe prawa niż polskie” – mówi gazecie ekspert „Solidarności”, Marcin Zieleniecki. MOP zaleca, aby wszystkie osoby pracujące miały prawo tworzyć i przystępować do organizacji związkowych, a Polska jest członkiem tej organizacji.

Obecnie art. 2 ustawy o związkach zawodowych gwarantuje prawo tworzenia związków i wstępowania do nich tylko pracownikom etatowym niezależnie od rodzaju umowy oraz osobom wykonującym pracę na podstawie umowy agencyjnej, jeśli nie są pracodawcami, a także chałupnikom. Pracownicy cywilnoprawni nie mają formalnej możliwości przystąpienia do związku lub założenia nowego. Oznacza to, że pozbawieni są oni wielu narzędzi poprawy swojej doli – zbiorowego negocjowania warunków zatrudnienia, wysokości płac czy zasad zwolnień z pracy itd. Dotyczy to obecnie już niemal 800 tys. osób, czyli 5% ogółu zatrudnionych.

Z kolei Forum Związków Zawodowych, nie czekając na odpowiedź MOP, skierowało do Komisji Trójstronnej postulat zmian w ustawie o związkach zawodowych. Pracownicy na umowach cywilnoprawnych mogliby tworzyć związki zawodowe albo wstępować do tych, które już działają w firmach zatrudniających ich. – „Mamy do czynienia z rosnącą tendencją do zatrudniania dużych grup pracowników na umowy cywilnoprawne. Osoby takie powinny mieć więc swoją reprezentację” – mówi szef FZZ, Tadeusz Chałka.

Wedle „Rzeczpospolitej”, brak sprzeciwu wobec postulatu związków deklaruje minister pracy, Jolanta Fedak. Według niej ustawa o związkach zawodowych powstawała, gdy nie było problemu osób zatrudnionych na umowach śmieciowych. Co ciekawe, sprzeciwu nie wyraża także jedna z organizacji z drugiej strony barykady, Pracodawcy RP. – „Prawo koalicji związkowej mogłoby być przyznane świadczącym pracę na podstawie umów cywilnoprawnych, a nawet samozatrudnionym. Trzeba je jednak ograniczyć do osób, które są podległe względem zatrudniającego organizacyjnie i finansowo” – powiedziała gazecie Monika Gładoch, ekspert Pracodawców RP. Zwyczajowo przeciwko jest natomiast Business Centre Club.

Porażka liberałów

Porażka liberałów

Mieszkańcy stanu Ohio znaczną większością odrzucili w referendum republikańską ustawę wymierzoną w związki zawodowe i pracowników sektora publicznego.

We wtorek w amerykańskim stanie Ohio odbyło się referendum w sprawie ustawy stanowej, uchwalonej przed kilkoma miesiącami z inicjatywy republikańskiego gubernatora, Johna Kasicha. Ustawa w znaczący sposób ograniczała prawa pracowników sektora publicznego, m.in. prawo do strajków oraz negocjowania i zawierania zbiorowych układów ws. warunków pracy. Akt prawny przyjęty w stanie Ohio wzorowany był na nieco wcześniejszej ustawie ze stanu Wisconsin. W tym ostatnim stanie republikańskie władze nie poszły jednak tak daleko, bo podtrzymały dotychczasowe zasady pracy dla niektórych grup zawodowych, jak strażacy czy policjanci, ograniczając prawa „tylko” innych pracowników sektora publicznego – w sumie 300 tysięcy osób. Oczywiście w obu stanach wprowadzenie nowych ustaw motywowano „koniecznością oszczędności”.

Ustawy stanowe z Wisconsin i Ohio były przyczyną znacznego oporu społecznego i masowych protestów. W pierwszym ze stanów protesty trwały przez kilka tygodni, brały w nich udział dziesiątki tysięcy osób, a kontrowersyjna decyzja władz była nawet podważana przez sąd. Po przegraniu tamtej batalii, pracownicy, związkowcy i mieszkańcy stanu Ohio postanowili sięgnąć po broń w postaci referendum. W trakcie ogólnokrajowych referendów stanowych poddano w tym stanie pod głosowanie wspomnianą ustawę. 8 listopada wyborcy zadecydowali znaczną większością (62 do 38%), że prawo wymierzone w pracowników i związki zawodowe powinno zostać odrzucone.