Nonsens czas kończyć

Nonsens czas kończyć

Kończy się obowiązywanie „pakietu antykryzysowego”, który zawieszał obowiązywanie jednego z kluczowych zapisów Kodeksu pracy – że trzecia z kolei umowa o pracę na czas określony oznacza zawarcie umowy na czas nieokreślony.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, kończy się obowiązywanie „pakietu antykryzysowego”, wprowadzonego od 1 stycznia 2010 r. Pakiet zawieszał stosowanie  art. 25(1) Kodeksu pracy, mówiącego, że trzecia umowa z kolei umowa o pracę z tą samą osobą w danej firmie jest równoznaczna z zawarciem umowy na czas nieokreślony. Taki zapis Kodeksu uniemożliwiał zatrudnianie bez końca na umowie na czas określony, więc lepiej chronił interesy pracowników. Przestał obowiązywać w dniu 1 stycznia 2010 r. na mocy tymczasowych przepisów, mających pomóc pracodawcom walczyć ze skutkami kryzysu gospodarczego.

„Gazeta” przypomina, że w czasie owej 24-miesięcznej przerwy w funkcjonowaniu przepisu przedsiębiorca mógł zawierać dowolną ilość umów na czas określony pod rząd, jeśli tylko czas trwania tej umowy nie przekroczył owych 24 miesięcy. Po 1 stycznia 2012 r. każda umowa będzie zawierana już zgodnie z art. 25(1) Kodeksu pracy i liczona jako pierwsza na czas określony. Umowy zawarte wcześniej, lecz których rozwiązanie przypadnie już w 2012 roku, będą traktowane jako pierwsza dopuszczalna umowa na czas określony, nawet gdy termin ich zakończenia przypadnie w dniu 1 stycznia 2012.

Swoją drogą, Polska jest jedynym krajem, gdzie zdarzają się cuda. Wedle rządu udało się uniknąć kryzysu gospodarczego i zostać „zieloną wyspą”, a zarazem ten sam rząd pozwolił pracodawcom traktować pracowników gorzej ze względu na ponoć nieistniejący kryzys.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wszystko jest, tylko forsy brak

Wszystko jest, tylko forsy brak

Samorządowcy zrzeszeni w Związku Powiatów Polskich zapowiadają „czarną procesję”, bo rząd przyznał im za mało pieniędzy na realizację wymogów ustawy o rodzinie i pieczy zastępczej.

„Rzeczpospolita” i Portal Samorządowy informują, że na 17 listopada zaplanowane jest spotkanie samorządów z przedstawicielami rządu. Marek Wójcik, dyrektor biura Związku Powiatów Polskich, zapowiada, że w przypadku fiaska rozmów reprezentanci samorządów zorganizują „czarną procesję”. Władze lokalne twierdzą, iż rząd nie zagwarantował odpowiednich środków na pokrycie kosztów wynikających z obowiązków związanych z wdrażaniem od nowego roku ustawy o rodzinie i pieczy zastępczej. Rząd chce przekazać na ten cel dotacje w wysokości około 45 mln zł. Tymczasem według szacunków samorządów nowe zadania będą kosztować około 800 mln zł, z czego same powiaty miałyby wyłożyć 450-500 milionów.

Nowa ustawa bazuje na dobrych intencjach, m.in. wprowadza wysokie standardy opieki nad dziećmi w rodzinach adopcyjnych i w ośrodkach opiekuńczo-wychowawczych, przewiduje znaczne wsparcie instytucjonalne i doradcze dla takich rodzin, wyznacza niewielkie limity grup, jakie mogą mieć w swej pieczy opiekunowie i wychowawcy. Niestety, w ślad za rozwiązaniami i wymogami formalnymi nie idą zdaniem władz samorządowych dotacje budżetowe, które pozwoliłyby na opłacenie kosztów choć istotnej części takich rozwiązań, nie mówiąc o ich całości.

Konwent Starostów Województwa Małopolskiego zwraca też uwagę rządowi na kontrowersyjne zapisy ustawy. Na przykład wprowadza ona uregulowanie, wedle którego koordynator rodzinnej pieczy zastępczej obejmuje opieką nie więcej niż 15 rodzin zastępczych, natomiast asystent rodziny pracujący z rodziną przeżywającą trudności w wypełnianiu funkcji opiekuńczo-wychowawczych obejmuje swoją pracą nie więcej niż 20 rodzin. Według Konwentu przyjęcie takiego rozwiązania sugeruje, iż rodzina zastępcza jest rodziną kryzysową.

Konwent w swym stanowisku zauważa także, iż „równie ważnym niedopatrzeniem ustawodawcy jest zignorowanie zasady konstytucyjnej, zgodnie z którą decentralizacja władzy publicznej, rozbudowa samorządności społecznej, wzmacnianie autonomii samorządów, przekazywanie im kompetencji, których nie powinny wykonywać ogniwa administracji rządowej, wszystkie te procesy mają rację bytu i szansę powodzenia tylko wówczas, gdy działaniom tym towarzyszy tworzenie jednostkom samorządu terytorialnego możliwości uzyskiwania odpowiednich środków finansowych na realizację zadań. Tego rodzaju działania muszą przyjmować bądź to formę dotacji z budżetu państwa, bądź też wymagają określenia dochodów własnych”.

W przypadku braku porozumienia z rządem, przedstawiciele władz lokalnych zapowiadają protesty i demonstracje.

„Małe”, „tradycyjne”, „regionalne” – i chamskie

„Małe”, „tradycyjne”, „regionalne” – i chamskie

Browar Łomża zwolnił 16 kobiet, które pracowały w zakładzie kilkadziesiąt lat. Na ich miejsce przyjęto młodych mężczyzn. Zwolnione zapowiadają walkę w sądzie pracy.

W łomżyńskim browarze nowy właściciel firmy zwalnia z pracy kilkanaście kobiet, które przepracowały w zakładzie dwadzieścia, trzydzieści, a czasami nawet więcej lat. Pierwsze kobiety w tym tygodniu otrzymały wypowiedzenia, wkrótce otrzymają je pozostałe – podała TVP Białystok. 16 kobiet, które tracą pracę, zapowiada skierowanie sprawy do sądu, już pomaga im w tym radca prawny. Twierdzą, że doszło do dyskryminacji ze względu na płeć.

Sprawa trwa od końca sierpnia. Wówczas to 16 pracownic o długim  stażu zatrudnienia, pracujące jako „aparatowy Działu Rozlewu Piwa”, otrzymały do podpisania propozycję zmiany stanowiska na „pracownik pomocniczy”. Podpisały, bo mówiono, że „jak nie podpiszemy, to będziemy zwolnione” – tak relacjonują to lokalnej prasie. Od tamtej pory pracowały w magazynie, przepakowując piwo z plastikowych kontenerów do kartonów, po kilka ton dziennie. 13 października Ryszard Czopik, prezes spółki Łomża Browary Regionalne, poinformował związki zawodowe, że kobiety zostaną zwolnione.

O problemie zrobiło się głośno w mieście – rzecz dotyczy osób o niskich zarobkach, z długim stażem pracy, nierzadko o trudnej sytuacji rodzinnej. W próbę ratowania etatów kobiet zaangażował się nawet prezydent miasta Mieczysław Czerniawski oraz zakładowe i regionalne struktury „Solidarności” i OPZZ. Oburzenie budziło nie tylko pozbawienie kobiet pracy, lecz także to, że w tym samym czasie zatrudniano młodych mężczyzn, aby wykonywali podobną pracę. Niestety niewiele to pomogło – jedyne co miał do zaoferowania prezes spółki, to „możliwości złagodzenia skutków zwolnień” w postaci… 2200 zł „dodatkowej wypłaty”. Niektórym ze zwolnionych brakuje roku lub półtora do nabycia uprawnień do świadczeń przedemerytalnych.

Pijmy Łomżę? Po co pić czyjś pot i łzy, skoro można pić piwo – oczywiście innego producenta?

Przeciwnicy GMO żądają zmian

Przeciwnicy GMO żądają zmian

Koalicja „Polska wolna od GMO” wystosowała list otwarty do najwyższych władz. Domaga się w nim uwzględnienia głosu reprezentantów społeczeństwa w pracach nad ustawą o nasiennictwie oraz zatrzymania ekspansji w Polsce organizmów modyfikowanych genetycznie.

W liście skierowanym m.in. do Prezydenta i Premiera RP czytamy: „[…] W piśmie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi […] dotyczącym konsultacji nad projektem Ustawy o nasiennictwie nie uwzględniono organizacji społecznych, zawodowych, rolniczych, ekologicznych i pszczelarskich, a także rolniczych szkół wyższych i instytutów naukowo-badawczych. […] Koalicja »POLSKA WOLNA OD GMO« domaga się w imieniu społeczeństwa polskiego przeprowadzenia pełnych, uczciwych, demokratycznych i jawnych konsultacji społecznych dotyczących nowego projektu Ustawy o nasiennictwie, a także przeprowadzenia wysłuchania publicznego w tej sprawie zgodnie z Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 7 lutego 2006 r. w sprawie wysłuchania publicznego dotyczącego projektów rozporządzeń”.

Cały list można przeczytać pod tym adresem. Natomiast tutaj znajduje się bardzo ważne stanowisko organizacji pozarządowych w sprawie niepokojących zmian w planowanej ustawie o nasiennictwie, mogących otworzyć furtkę dla wprowadzenia na polskie pola i stoły masowych ilości organizmów modyfikowanych genetycznie. Warto propagować tę informację wśród swoich znajomych, a jeśli są wśród nich przedstawiciele organizacji społecznych, zachęcać ich do sygnowania drugiego z dokumentów.