Minister Jacek Pavulon

Minister Jacek Pavulon

Brakuje pieniędzy na opłacenie najuboższym ogrzewania i leków. To efekt decyzji ministra finansów, Jacka Rostowskiego, który nagle zmniejszył subwencję na ten cel.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, w wielu miejscowościach w całym kraju dramatycznie wygląda sytuacja osób najuboższych. Ośrodki pomocy społecznej, które dotychczas wspierały ich niewielkimi zasiłkami lub pomocą rzeczową, musiały znacznie ograniczyć lub wręcz wstrzymać takie działania. To skutek decyzji ministra finansów Jacka Rostowskiego, który w połowie roku niespodziewanie, bez zapowiedzi, zmniejszył subwencję na zasiłki stałe do 80%. Resort tłumaczył to zapisami ustawowymi, które pozwalają z budżetu państwa finansować właśnie taką część świadczeń – resztę muszą dołożyć samorządy lokalne. Tyle że ta nowa interpretacja przepisów – dotychczas stosowano inną – została oznajmiona nagle, w czerwcu, gdy roczny budżet samorządów był od dawna zaplanowany.

Zasiłki tego rodzaju otrzymują osoby niezdolne do pracy. Ich dochód nie może przekraczać 351 zł na osobę w rodzinie albo 477 zł w przypadku osoby samotnej. Od ośrodków pomocy społecznej mogą dostać od 30 do 444 zł miesięcznie. Pobiera je 184 tys. osób w całej Polsce.

Niektóre samorządy dołożyły do zasiłków środki z rezerw budżetowych. Danuta Bojarska, dyrektorka MOPS w Stargardzie Szczecińskim, mówi gazecie: „Już w październiku musieliśmy opóźnić wypłaty, bo nie dostaliśmy pieniędzy na czas. Pomógł prezydent miasta. Inaczej 500 osób zostałoby bez zasiłków. Tak mają chociaż na jedzenie, bo przecież zasiłki są niskie. Nie wystarczą nawet na minimum egzystencji”.

Nie wszędzie jest jednak tak „dobrze”. Zbigniew Pawłowski, dyrektor MOPS w Elblągu, informuje: „Na wypłatę zasiłków zabrakło nam 95 tys. zł, ale z gminy nie dostaliśmy ani złotówki. Nie mieli skąd wziąć pieniędzy, bo o obcięciu dotacji dowiedzieliśmy się w połowie roku”. Skutek? Zmniejszenie zasiłków celowych z zawrotnej kwoty 200 zł do 80 zł… Marzena Blachowska z Ośrodka w Lipnie, wyjaśnia: „Brakuje pieniędzy na węgiel i na leki ratujące życie. Zamiast 200 zł dawaliśmy po 100 zł, teraz może chociaż po dwa worki węgla dostaną”.

Co na to Ministerstwo Finansów? – „Dotacja w przyszłym roku wyniesie do 100 proc., a nie jak rok temu do 80 proc.” – mówi Małgorzata Brzoza, rzecznik ministerstwa. Jak słusznie zauważa jednak „Gazeta Wyborcza”, znana przecież z braku poparcia dla „socjalu”, zwrot „do 100 procent” wcale przecież nie oznacza „100 procent” – równie dobrze może to być w roku przyszłym lub w latach kolejnych np. właśnie 80%.

Ministrowi Rostowskiemu być może wkrótce przyjdzie do głowy jakiś nowy pomysł na „oszczędności”. Może zakup pavulonu i rozesłanie go do ośrodków pomocy społecznej zamiast mizernych środków na zasiłki? Skutek będzie podobny, a wśród elektoratu Platformy Obywatelskiej niewielu przecież jest świadczeniobiorców „rozdętego socjalu” w wysokości 80 PLN.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zacisnąć pasa, ale bogatym

Zacisnąć pasa, ale bogatym

Kraje powinny rozważyć podniesienie podatków dla najzamożniejszych, by zredukować rosnące nierówności pomiędzy bogatymi i biednymi w krajach OECD – takie jest najnowsze stanowisko organizacji.

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju poinformowała, że według prowadzonych przez nią badań trendów długoterminowych w nierównościach dochodów, różnica pomiędzy bogatymi i biednymi osiągnęła najwyższy poziom od 30 lat – informuje agencja Reutera. Przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi pogłębiła się nawet w krajach zazwyczaj uznawanych za wysoce egalitarne, takich jak Niemcy, Dania i Szwecja, podała OECD. Największe nierówności występują w Meksyku i Chile.

Udział bogatych w torcie dochodów wzrósł w całej OECD w ciągu trzech dekad od 1980 do 2010 roku, choć najbardziej w USA, które wyprzedzają Australię, Kanadę, Wielką Brytanię i Irlandię. W przypadku Stanów Zjednoczonych OECD ustaliła, że zarobki jednego procenta najlepiej zarabiających wzrosły ponad dwukrotnie, z 8% łącznie w 1979 r. do 17% w 2007. Jednocześnie udział najgorzej zarabiających spadł z siedmiu do pięciu procent.

– „Bez spójnej strategii wzrostu, obejmującej całość społeczeństwa, nierówności będą prawdopodobnie dalej rosły. Wysokie i rosnące nierówności nie są nieuniknione” – napisał w komunikacie Sekretarz Generalny OECD, Angel Gurria. Ponieważ udział najlepiej zarabiających w całości dochodów wzrósł w ostatnich dekadach, OECD uważa, że rządy powinny zwiększyć ich obciążenia podatkowe.

Kupuj odpowiedzialnie zabawki!

Kupuj odpowiedzialnie zabawki!

Drogi Święty Mikołaju – kupuj odpowiedzialnie zabawki! Świętując razem z dziećmi, nie zapominajmy, że pod kolorowymi opakowaniami kryje się rzeczywistość chińskich fabryk.

Około 80 proc. zabawek na świecie produkowanych jest w Chinach, głównie na południowym wybrzeżu tego kraju w prowincji Guangdong, w mieście Shenzen. Przemysł zabawkarski jest zdominowany przez kilka wielkich korporacji, wśród których znajdują się Mattel, Hasbro i Disney. Większość popularnych zabawek produkowana jest na zlecenie lub na licencji tych firm. Ich wielkie nakłady na reklamę sprawiają, że wśród dzieci najpopularniejsze są zabawki produkowane masowo – wytworzone z tworzyw sztucznych, szkodliwych dla środowiska i powstające w chińskich fabrykach, w warunkach łamania praw człowieka.

Kolejne raporty niezależnych organizacji wskazują, że w zdecydowanej większości fabryk zabawek prawa pracownicze są łamane. Chińskie prawo pracy, które określa płacę minimalną oraz 40 godzinny tydzień pracy, jest nagminnie łamane. Do powszechnych nadużyć należą: zmuszanie pracowników do pracy w nadgodzinach (nawet 16 godzin dziennie, 6 lub 7 dni w tygodniu), niskie płace, brak umów o pracę, niebezpieczne warunki pracy, zatrudnianie nieletnich na tych samych warunkach co dorosłych. Warto przypomnieć, że niezależne związki zawodowe w Chińskiej Republice Ludowej są nielegalne.

Zabawki i gry, które dzieci 6 grudnia czy na Gwiazdkę tradycyjnie dostaną od św. Mikołaja, zostały najprawdopodobniej wyprodukowane w Chinach. Nie zapominajmy, że pod kolorowymi opakowaniami i dźwięcznymi melodyjkami kryje się rzeczywistość chińskich fabryk: praca dzieci, nagminne łamanie praw pracowniczych i poważne zanieczyszczenie środowiska. Warto o tym pamiętać, wybierając upominki dla naszych dzieci.

NSZZ „Solidarność” oraz Polska Zielona Sieć, która koordynuje tegoroczną akcję „Drogi Święty Mikołaju – kupuj odpowiedzialnie zabawki!” – organizują w Sali BHP Stoczni Gdańskiej spotkanie i konferencję prasową poświęcone produkcji zabawek w Chinach. Wezmą w nich udział:

– Yang Yu – pracownica i migrantka z północy Chin, która pracowała w wielu fabrykach zabawek i sprzętów elektronicznych w Shenzen w południowych Chinach. Wielokrotnie zmieniała pracodawców w nadziei na poprawę warunków pracy, lecz gdy sytuacja wszędzie okazała się równie zła, zdecydowała się mówić o problemach pracowników chińskich fabryk jako świadek,

– Debby Chan – działaczka na rzecz obrony praw człowieka z organizacji Students and Scholars Against Corporate Misbehaviour (SACOM) z Hongkongu, która zajmuje się badaniem warunków pracy w fabrykach w południowych Chinach, m.in. wywiadami wśród pracownic fabryk oraz wśród osób poszkodowanych w wyniku pracy.

Projekt prowadzony od 2009 r. przez Polską Zieloną Sieć jest częścią europejskiej kampanii „Stop Toying Around”, wspólnego przedsięwzięcia organizacji pozarządowych z Austrii, Czech, Francji, Polski i Rumunii. Kampania ma zwiększyć świadomość konsumentów na temat łamania praw człowieka przy produkcji zabawek oraz doprowadzić do dialogu z producentami w zabawek w celu poprawy istniejącej sytuacji.

Więcej informacji o kampanii na stronie www.ekonsument.pl/zabawki
_____________________
Informacja prasowa Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”

Jak spaprać reformę?

Jak spaprać reformę?

Związek Nauczycielstwa Polskiego krytycznie ocenia sposób wdrożenia reformy obniżenia obowiązku wieku szkolnego z 7. do 6. roku życia oraz działania podejmowane w tym zakresie przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

W ocenie ZNP, ta kluczowa i niezwykle ważna dla wyrównywania szans edukacyjnych i jakości kształcenia reforma została źle wprowadzona. Ministerstwo edukacji miało trzy lata okresu przejściowego na monitorowanie stanu przygotowania szkół i wyposażenia klas, wspieranie samorządów, prowadzenie kampanii informacyjnej wśród rodziców. Niestety, tych działań zabrakło, albo były one niewystarczające. Mówią o tym statystyki, według których we wrześniu br. naukę w klasach pierwszych szkół podstawowych rozpoczęło jedynie około 20% wszystkich dzieci sześcioletnich. Rodzice tak wprowadzanej reformie nie zaufali.

Dzisiaj ministerstwo edukacji proponuje korektę reformy, ale opóźnienie o dwa lata wprowadzenia obowiązku szkolnego dla wszystkich dzieci sześcioletnich, nie tylko nie rozwiązuje już istniejących problemów, ale je nasila. W 2014 r. w I klasach spotkają się bowiem dzieci z wyżu demograficznego urodzone w 2008 r. (414 tysięcy maluchów) oraz te urodzone w 2007 r., które nie rozpoczęły edukacji szkolnej w wieku 6 lat.
Takie rozwiązanie może nawet sparaliżować pracę szkół podstawowych. Istnieje obawa, że cywilizacyjna zmiana, jaką miało być wcześniejsze objęcie dzieci zorganizowaną edukacją, zapewnienie im warunków do szybszego rozwoju i wyrównywania szans edukacyjnych, negatywnie wpłynie na jakość wczesnej edukacji.

Do tej pory w publicznej debacie podnoszona była kwestia braku odpowiedniego dostosowania wielu szkół podstawowych i zaniechań samorządów w tym zakresie. Natomiast dzisiaj podkreśla się, że korekta reformy spowoduje dodatkowe kłopoty organizacyjne i finansowe w gminach, które w 2014 r. będą borykać się z dwoma licznymi rocznikami pierwszoklasistów. Ten bałagan powoduje wzrastanie nieufności rodziców do ładu organizacyjnego w oświacie i systemu edukacji.

Dlatego ZNP negatywnie ocenia propozycję MEN dotyczącą wydłużenia do 2014 roku terminu wprowadzenia obowiązku nauki dla sześciolatków oraz wszystkie zaniechania po stronie resortu, które doprowadziły do tej sytuacji.
_______________________
Przedruk za http://www.znp.edu.pl/ – tytuł pochodzi od redakcji „Nowego Obywatela”.