Dzieci są, opieki brak

Dzieci są, opieki brak

Polskie przedszkola są jedynie „przechowalniami” dzieci. W wielu placówkach maluchy przebywają w ciasnocie i nie mają żadnych zajęć dodatkowych. Takie wnioski płyną z kontroli przeprowadzonej przez kuratorów.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, wyniki kontroli kuratoriów w placówkach opiekujących się maluchami nie są optymistyczne. Przedszkola są przeładowane przedszkola i mają zbyt szczupłe środki. W efekcie coraz słabiej radzą sobie z realizacją podstawowej misji – wyrównywaniem szans edukacyjnych. Na przykład na Śląsku aż 98% przepytanych rodziców stwierdziło, że zajęcia rozwijające zdolności twórcze, np. plastyka czy muzyka, są w „ich” przedszkolach wyłącznie odpłatne.

– „Najczęściej brak tych zajęć to wynik braku pieniędzy w samorządowej kasie. Ta sytuacja się nie zmieni, dopóki ciężaru finansowania przedszkoli nie weźmie na siebie budżet państwa” – mówi gazecie Sławomir Kłosowski, były kurator i były wiceszef MEN. Według szacunków, kosztowałoby to od 2,5 do 6 mld zł. Na początku lat 90. obowiązek utrzymywania przedszkoli spadł na samorządy. W ślad za tym nie poszły jednak odpowiednie pieniądze. W efekcie wiele przedszkoli zostało zamkniętych lub zaprzestano w nich jakichkolwiek prac modernizacyjnych. Często są ciasne, ze starą infrastrukturą, niedostosowane technicznie do bardziej zaawansowanych zajęć itp.

– „Przedszkole to niezwykle ważny element w rozwoju społecznym i emocjonalnym dziecka. Uczy je działania, zabawy i współpracy w grupie, rozbudzając jego cechy socjalizacyjne, które będą mu potem niezbędne w szkole” – mówi gazecie Artur Kulig, psychoterapeuta i były dyrektor poradni psychologiczno-pedagogicznej w Gliwicach. Jeśli przedszkole nie jest w stanie zapewnić dziecku odpowiedniego rozwoju, powoduje to ograniczenie szans życiowych już na początku edukacji.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nauczyciele nie rujnują gmin

Nauczyciele nie rujnują gmin

Związek Nauczycielstwa Polskiego protestuje przeciwko zniesławianiu nauczycieli przez niektóre media sugerujące, że pensje nauczycieli są przyczyną złego stanu finansów samorządów.

ZNP stanowczo protestuje przeciwko zniesławianiu nauczycieli przez niektóre media sugerujące, że pensje nauczycieli są przyczyną złego stanu finansów samorządów („Nauczyciele rujnują budżety polskich gmin”, „Dziennik Polski” 12 grudnia 2011 r.). Związek sprzeciwia się przedstawianiu pracy nauczycieli wyłącznie w kategorii kosztów. Praca nauczycieli ma przecież ogromną wartość!

Absurdalne, zdaniem ZNP, są zarzuty dotyczące liczebności tej grupy zawodowej i wydatków związanych z obsadzeniem nauczycielskich stanowisk we wszystkich polskich szkołach. Trudno bowiem winić nauczycieli za to, że w Polsce kształci się blisko 5,5 miliona uczniów i uczennic.

Kiedy przez wiele lat nauczycielskie pensje przypomniały płacę minimalną, a nie wynagrodzenia najlepiej wykształconej i nieustannie podwyższającej swoje kwalifikacje grupy zawodowej, gazety nie rozpisywały się o trudnej sytuacji finansowej pedagogów. Dzisiaj, kiedy realizowana jest rządowa obietnica wzrostu płac nauczycieli, wszyscy mają im za złe kilkuprocentowe podwyżki i obwiniają nauczycieli za podstawowe prawo do godnej płacy za wykonywaną pracę.

To nie nauczyciele odpowiadają za deficyt budżetowy i dziurę w państwowej kasie, lecz politycy, którzy w ostatnich latach podjęli szereg fatalnych decyzji kosztujących budżet państwa dziesiątki miliardów złotych.

Sławomir Broniarz
Prezes ZNP

Ochrońmy dziedzictwo natury

Ochrońmy dziedzictwo natury

Fundacja PanParks postuluje wprowadzenie w życie koncepcji „Milion hektarów chronionych dzikich obszarów w Europie do 2015 r.”.

PanParks to europejska organizacja zajmująca się ochroną tzw.
dzikich obszarów (wilderness) i promocją turystyki ekologicznej, służącej poznawaniu dzikich obszarów. Przez „obszar dziki” rozumiany jest „duży obszar, nie przekształcony lub tylko nieznacznie przekształcony przez człowieka, zdominowany przez naturalne procesy, bez interwencji człowieka, bez trwałej infrastruktury i osadnictwa ludzkiego, który jest chroniony i zarządzany tak, by pozostał w stanie naturalnym i dawał możliwość doświadczenia duchowej wartości przyrody”. Organizacja chce, by w roku 2015 było w Europie milion hektarów takich terenów.

Celem projektu jest utworzenie sieci takich obszarów, których zarządzający deklarują współpracę w skutecznej ochronie „wilderness” i wysoką jakość tej ochrony. Ochrona „obszarów dzikich” ma oczywiście formę ochrony ścisłej (nieingerowania w przebieg naturalnych procesów przyrodniczych), nie wyklucza jednak udostępnienia obszaru do zwiedzania.

Fundacja PanParks dotychczas stworzyła sieć parków narodowych PanParks, przyznając im swoje certyfikaty – warunkiem było m.in. posiadanie przez park obszaru dzikiego i właściwe zarządzanie turystyką. Obecnie ta sieć ma być rozszerzona na „partnerów w dzikości” (wilderness partners) – obszary chronione, nie spełniające kryteriów certyfikatu PanParks, ale mające na swoim terenie duże obszary biernie chronione, i skutecznie nimi zarządzające.

Mniej biją po oczach

Mniej biją po oczach

W Krakowie wchodzi w życie uchwała o ładzie estetycznym na starówce. Nawet 80% szyldów i reklam musi ulec zmianie, aby lepiej wtopić się w otoczenie i zabytkową zabudowę.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, właśnie wchodzi w życie przyjęta ponad rok temu uchwała krakowskiej Rady Miasta o wprowadzeniu Parku Kulturowego w obrębie Plant. – „Przepisy chronią to, co najcenniejsze: Stare Miasto, wpisane na listę dziedzictwa UNESCO” – mówi Filip Szatanik z Wydziału Informacji, Promocji i Turystyki Krakowa. Nowe przepisy mają wprowadzić ład wizualny – znikną krzykliwe reklamy, które dotychczas zasłaniały lub przyćmiewały detale zabytkowej architektury i skutkowały „pstrokacizną” w przestrzeni Starego Miasta. Nie będzie można również rozstawiać reklam na chodnikach, wywieszać wielkich bannerów itp. Na wprowadzenie takich zakazów pozwala ustawa o ochronie zabytków.

Właściciele i zarządcy nieruchomości w tej części miasta mają pół roku, by wprowadzić wymagane zmiany. Będą je oceniać urzędnicy, w tym przedstawiciele konserwatora zabytków. Według szacunków, nawet ok. 80 proc. szyldów w ścisłym centrum musi ulec zmianie. – „Koniec z agresywnymi, świecącymi reklamami. A wielkie afisze na rusztowaniach na czas remontu elewacji będą wisieć nie dłużej niż rok. Dotąd miasto mogło dbać tylko o własne nieruchomości. Obowiązywało zarządzenie prezydenta, ale w przypadku prywatnych budynków byliśmy często bezsilni. Walka administracyjna i sądowa o usunięcie reklam trwała nawet sześć lat” – mówi gazecie Jacek Stokłosa, główny plastyk miejski.

Podobne rozwiązanie wprowadził już m.in. Jarosław na Podkarpaciu. Park kulturowy powstał tam przed dwoma laty i ma za zadanie chronić ład estetyczny na Starym Mieście i wokół zabytkowego zespołu klasztornego. Urzędnicy z tego miasta twierdzą, że łatwiej im teraz pozbyć się niechcianych reklam. Na Kraków zwrócone są oczy włodarzy innych dużych miast. – „Kibicujemy Krakowowi. Jeśli im się uda, chętnie skorzystamy z tych doświadczeń” – mówi Paweł Czuma, rzecznik wrocławskiego Urzędu Miasta. Prace w podobnym kierunku rozpoczęto też w Poznaniu.