Dbajmy o siebie, czyli patriotyzm konsumencki (i więcej) (część II)

nr 4/2011 |

Zaprezentowana w poprzednim numerze część I analizy zjawiska patriotyzmu konsumenckiego (PK) stawiała następującą diagnozę:

  1. Dotychczasowe kampanie promujące patriotyzm konsumencki w Polsce nie posiadają zakładanej przez ich twórców mocy mobilizacyjnej. Wielu konsumentów nie zna bowiem nadal kraju pochodzenia nabywanych produktów czy kraju pochodzenia marki.
  2. Kampanie te, bazując na bardzo wąskim wachlarzu emocji, nie dały żadnych narzędzi konsumentom i w małym stopniu podejmowały działania na rzecz wytworzenia automatyzmu kupowania krajowych produktów/marek.
  3. Wśród polskich konsumentów dość powszechnie występuje mylenie marki i produktu, co w połączeniu z brakiem wyraźnej informacji o kraju pochodzenia towarów oraz sprzedażą marek firmom zagranicznym utrudnia świadomy wybór.
  4. Duża grupa konsumentów deklaruje jednak gotowość do świadomej konsumpcji, zwłaszcza w przypadku ujawnienia nieetycznych działań producentów określonych dóbr (wielu konsumentów chce kierować się swoistą moralnością podczas zakupów).

Co w takiej sytuacji można zrobić lepiej, bardziej efektywnie? Jak powinniśmy działać? Jeśli przyjmujemy założenie o potrzebie tworzenia skutecznego ruchu PK oraz o sensowności budowania potrzeby świadomej konsumpcji w tym zakresie, to musimy uruchomić działanie, które stworzy masę krytyczną, wywołującą modyfikację postaw większej grupy konsumentów. Działanie to na pewno powinno zapełni

lukę wiedzy o kraju pochodzenia produktów, da

szerszy wachlarz mobilizujących emocji oraz pozwolić na wytworzenie skutecznych automatyzmów u konsumentów i przedsiębiorców.

Mobilizujące emocje – przyczepny egoizm

Tradycyjnie pojmowana ekonomia w swoich miarach i opisach procesów ekonomicznych oraz decyzji handlowych pomija wiele czynników, które uchodzą za zbyt subiektywne i nieistotne. Nie byłoby w tym nic dziwnego (każda dyscyplina akcentuje to, co uniwersalne, pomijając cechy incydentalne), gdyby nie to, że procesy ekonomiczne nie dzieją się w próżni.

Zachodzą one w specyficznych skupiskach jednostek ludzkich, które łączy wprawdzie wspólna natura, ale dzieli wiele cech kulturowych, społecznych, światopoglądowych, geograficznych, religijnych itd. Skoro te czynniki mają wpływ na życie wszystkich grup społecznych, to dlaczego nie miałyby mieć wpływu na decyzje handlowe/gospodarcze jednostek? Czemu jednostki miałyby nagle wyzbywać się swojego „społecznego oprogramowania”, gdy idą do sklepu lub zakładają firmę?

Jednym z czynników akceptowanych przez ekonomistów a skłaniających ich do minimalizowania „społecznego oprogramowania”, jest egoizm. To właśnie on ma nas popychać do maksymalizacji przyjemności i minimalizacji przykrości. To skierowanie wektora działań na nas samych jest głównym motorem procesu szacowania kosztów i zysków. Jest bowiem czymś jasnym, że każdy podmiot w gospodarce próbuje zminimalizować koszty oraz zmaksymalizować zyski.

Niestety, bardzo często owe koszty – za zgodą twórców i wykonawców prawa – są przerzucane na podmioty zewnętrzne, nie będące beneficjentami transakcji (vide koszty społeczne i przyrodnicze). Często również zysk jest rozumiany bardzo wąsko, np. wówczas, gdy państwo sprzedaje firmę, aby uzyskać szybki wpływ do budżetu. Chociaż doraźnie i w kalkulacji lokalnej decyduje tu zysk bezpośredni, to jednak pośrednim zyskiem, który został utracony, są nie tylko podatki i wzrost potencjału kapitału miejscowego, czyli dochody państwa, ale również korzyści społeczne, związane z zatrudnieniem oraz kooperacją firm miejscowych. Osobną kwestią jest oczywiście kwestia utraty kontroli w sferach tak newralgicznych, jak energia, przemysł zbrojeniowy, media czy ochrona zdrowia lub edukacja.

Wydaje się więc, że chociaż egoizm ekonomiczny jest ideę „przyczepną”, czyli naturalną, łatwo akceptowalną, to w rachunku ekonomicznym oraz teorii ekonomicznej należy brać pod uwagę coś więcej niż tylko indywidualny egoizm. A jeśli nawet tylko jego, to nie wyłącznie w kontekście potrzeb naturalnych, lecz w szerszym, biorącym pod uwagę potrzeby społeczne, kulturowe, religijne i inne.

Od wieków ludzie dyskutują, ile w nas egoizmu, a ile altruizmu. „Altruiści” twierdzą, że często działamy dla innych bez korzyści dla nas samych, a nawet ze stratą. „Egoiści” z kolei mówią, iż działamy dla własnej przyjemności, pomagając innym. Spór ten zapewne jest nierozstrzygalny. Na pewno jednak, oceniając nasze decyzje nawet z perspektywy egoistycznej, musimy brać pod uwagę coś więcej niż wąskie ego. W najgorszym razie kierujemy się egoizmem rozszerzonym na innych ludzi, na czas i przestrzeń, a jednostki, które tak nie czynią, popadają w poważne problemy prawne i społeczne.

Ma to również swoją ekonomiczną manifestację. Przykładowo, dobry (zwykły!) rodzic woli kupić całej rodzinie po lodzie (z hurtowym rabatem) po dwa złote za sztukę, niż samemu i po kryjomu zjeść jednego loda w cenie detalicznej 3 PLN. Podejmując taką decyzję wiele – wąsko sprawę rozumiejąc – traci, bowiem zamiast wydać trzy złote, wydaje wielokrotność dwóch, a zatem przynajmniej cztery. Jego zysk ma jednak inny charakter, trudny do zmierzenia w kategoriach czysto ekonomicznych, a jednak oczywisty dla każdego, kto nie jest dewiantem lub nie kieruje się jeszcze innymi, szczególnymi czynnikami.

Ten przykładowy rodzic wie, że warto kierować się rozszerzonym egoizmem. Owa wiedza jest mu na szczęście jeszcze dana. Ilu z nas wie jednak, jak kierować się szerszym egoizmem, który uwzględnia nasz interes nie zawsze teraz, ale na pewno tu?

Mobilizujące emocje

Salus Reipublicae Suprema Lex, czyli dobro Rzeczy Wspólnej najwyższym prawem – tak mawiali nasi przodkowie, zarówno ci z I, jak i z II Rzeczypospolitej. Rzymska maksyma podkreślała republikańskie, wspólnotowe korzenie i myśl przewodnią, które towarzyszyły ich twórcom. Chociaż różnym środowiskom pojęcie patriotyzmu wydaje się kontrowersyjne, to niewielu odrzuci piękne przesłanie tego stwierdzenia.

Mimo iż jest to inny temat – choć komplementarny wobec tego, o czym piszemy – warto wspomnieć, że niemal zawsze, a w porównaniu z innymi państwami niezwykle często, polska kultura, państwowość i polityka miały inkluzywny charakter. Oznacza to, że Polakiem, czyli współwłaścicielem Rzeczy Wspólnej, był każdy, kto nim chciał być, czyli ten, kto swój los i powodzenie łączył z Rzeczpospolitą i jej interesem. Zresztą powodzeniu i wielkości Rzeczypospolitych przysłużyło się niezliczenie wielu, którzy nie mieli polskich korzeni, ale politycznie służyli jej i przez to faktycznie byli Polakami, polonizując się z własnej woli i wnosząc wkład w bogactwo naszej kultury oraz przejmując część odpowiedzialności za wspólnotę i państwo. Dopiero niedawno Polska stała się krajem etnicznie homogenicznym oraz ograbionym terytorialnie, kulturowo i osobowo wskutek działań – mówiąc eufemistycznie – niezbyt przyjaznych sąsiadów. Z tej tradycji troski o Rzeczpospolitą można bez problemu wywieść jej współczesne ekonomiczne składowe.

Patriotyzm można rozumieć jednak różnie, można go też negować. Nie można jednak negować tego, że w interesie każdego z nas jest zamożność naszego państwa i zamożność naszych sąsiadów, rodaków, godność ich życia oraz materialne bezpieczeństwo. Jasne, że pieniądze to nie wszystko, ale deficyt pieniędzy w skali państwa to rozwój patologii, nędza powszechna, która ucieleśnia się w braku pieniędzy na emerytury, ochronę zdrowia, przyrody, edukację i kulturę, modernizację infrastruktury. Zatem Rzecz Wspólna to sprawa każdego z nas. Możemy mieć wpływ nie tylko na rządy i władze lokalne – mamy go również na generowanie zysków, które płyną do kasy państwa, samorządu i do współobywateli. Wpływ ten jest domeną działań, które nazywamy patriotyzmem konsumenckim.

Wspominaliśmy o tradycji inkluzywności jako takim aspekcie patriotyzmu, który dopuszcza każdego do udziału w dbałości o dobro wspólne. Inaczej rzecz biorąc, jest to podejście, które namawia do kooperacji oraz tworzenia synergii poprzez wymianę dóbr, współpracę i przepływ informacji, właśnie dla dobra wspólnego. Tę stronę ekonomicznej troski o państwo i społeczeństwo oraz sprzężenie jej z ekonomicznym interesem własnych przedsięwzięć nazywamy patriotyzmem gospodarczym.

Oba te aspekty nazywamy z kolei patriotyzmem ekonomicznym.Uważamy, że w obecnej globalnej grze o pieniądze i władzę, w której słabsze państwa próbuje się sprowadzić do poziomu neokolonii, patriotyzm ekonomiczny jest poglądem, który każda rozsądna siła polityczna – czy to prawicowa, czy lewicowa – powinna popierać. Ponieważ jednak to ludzie kształtują rynek, więc do kalkulacji koszty/zyski musimy dodać kolejną zmienną: czy wspólnie nam się to opłaca.

Wiedza: patriotyzm konsumencki

Kto nie wie, ten błądzi. Kto wie, ma szansę wybierać. Wierząc, że nawet jeśli człowiek nie jest z natury dobry, to przynajmniej ma potencjał dobra, pozostaje nam jedynie dawać mu wiedzę oraz impuls do korzystania z niej, aby czynił dobro. Patriotyzm konsumencki powinien być kształtowany poprzez wysyłanie stałych sygnałów, pokazujących sprzężenie pomiędzy dokonywanymi wyborami konsumenta i zaspakajaniem jego potrzeb a ich wpływem na jego środowisko społeczno-państwowe, na warunki życia jego samego, rodziny, sąsiadów itp. Sygnały te powinny być nadawane systematycznie, spójnie oraz szeroką falą.

Patriotyzm konsumencki jest motywowany przekonaniem, że w przypadku, gdy towar i usługa są w podobnej cenie, to bardziej opłaca się kupić je od firmy związanej z naszym środowiskiem, gdyż w ten sposób zyskujemy pośrednio. W przypadku zakupów samorządowych czy państwowych towar lub usługa droższa, chociaż pochodząca od lokalnej firmy, może się okazać bardziej korzystna niż zakup od międzynarodowej korporacji, która traktuje Polskę tylko jak kolejny rynek zbytu. Zarówno bowiem w naszym prywatnym interesie, jak i w interesie państwa (czyli teoretycznie interesie całego narodu, a więc całego zbioru interesów prywatnych) jest to, abyśmy mieli własne firmy. One bowiem płacą tutaj podatki, są odpowiedzialne za własne działania, zatrudniają obywateli naszego państwa, kooperują z innymi polskimi firmami, sponsorują pozaekonomiczne inicjatywy w Polsce, a wreszcie nie wstydzą się kraju swego pochodzenia.

Te wszystkie czynniki razem wzięte budują ekonomiczną podmiotowość kraju. Dzięki tysiącom małych decyzji konsumentów powstaje znacząca siła. Dzięki niej wzrosną i przywiążą się do naszego rynku firmy, które pracują dla nas wszystkich. Dzięki wsparciu konsumentów, firmy zmuszone będą również do czystej i społecznie uczciwej działalności, gdyż to się im opłaci, jeśli ruch konsumencki będzie dostatecznie silny.

W projekcie patriotyzmu konsumenckiego potrzebni są tzw. maweni, czyli – jak opisał to M. Gladwell – osoby gromadzące wiedzę konsumencką i z chęcią dzielące się nią z innymi. Maweni to dzisiaj ludzie gromadzący się wokół serwisów internetowych, jak zakupy grupowe, portale porównujące ceny towarów lub dające możliwość dyskutowania o jakości usług w poszczególnych branżach. Maweni mogą skutecznie rozpowszechnić dany trend. Projekt powinien więc wyszukiwać mawenów w różnych środowiskach i utwierdzać ich w atrakcyjności kupowania produktów „stąd”.

Zadaniem koordynatorów ruchu patriotyzmu konsumenckiego jest rzetelne informowanie konsumentów, tworzenie zobiektywizowanych skal pomiaru pozytywnego wpływu firm na polską gospodarkę oraz znakowanie usług i produktów uczciwymi znakami informacyjnymi. Takimi znakami, których wartość nie sprowadza się jedynie do dziesięciu tysięcy złotych, które należy zapłacić, aby je mieć. Być może nawet znaki te nie powinny nieść ze sobą przekazu elitarności (jak dotychczasowe „Teraz Polska”), lecz być sygnałem trwałej, potwierdzonej obecności danej firmy w krajowej gospodarce oraz polskim budżecie.

Współpraca: patriotyzm gospodarczy

Siła własnej ekonomii to nie tylko siła przywiązania konsumentów do marek/firm oraz przywiązania firm do swojego kraju i jego obywateli-konsumentów. W naszym interesie jest również powszechna kooperacja firm, które popieramy konsumenckimi wyborami. To ona buduje gospodarczą niezależność i samowystarczalność.

Dlatego o ile po stronie konsumentów leży patriotyzm wyborów, o tyle po stronie firm leży patriotyzm współpracy. Dla nas wszystkich lepiej jest bowiem budować zaufanie pomiędzy podmiotami, które jako konsumenci wspieramy, gdyż wywołuje to efekt synergii. Dzięki niemu mniejsze podmioty mogą podjąć się większych działań, co z kolei powinno spotkać się z pozytywnymi reakcjami świadomego rynku. Im bowiem większy przepływ towarów i usług pomiędzy polskimi firmami, tym większa korzyść dla społeczeństwa.

Konieczne jest zatem poszukiwanie nie tylko kupujących mawenów i przekonywanie ich do idei PK, ale także poszukiwanie producentów posiadających cechy „sprzedawców”. Czyli ludzi skłonnych modyfikować swoje działania pod wpływem pomysłu, idei i przekuwanie ich w działania. Projekt PK powinien koncentrować się na usieciowieniu małych i średnich firm, oczywiście nie porzucając współpracy z „lokomotywami” biznesu, dużymi firmami z rodzimym kapitałem. Projekt musi tworzyć masę krytyczną poprzez ilość firm/producentów działających na małą skalę, ale przyjmujących wizję współpracy pomiędzy podmiotami kierującymi się patriotyzmem gospodarczym.

Patriotyzm gospodarczy to także współpraca i „wciąganie” w naszą wymianę podmiotów i osób związanych z Polską, ale pozostających na trwałe poza krajem. To poprzez te środowiska, które sympatyzują ze starą ojczyzną, możemy przestać być postrzegani jako kraj wyłącznie eksportowych pielęgniarek i hydraulików – z całym szacunkiem dla przedstawicieli tych zawodów – a stać się importerem towarów wyprodukowanych przez nas i sprzedawanych pod naszą banderą w krajach, gdzie znajduje się polska diaspora lub w państwach, w których po zmianach granic zostali potomkowie rodaków.

Nie bez znaczenia w kształtowaniu patriotyzmu gospodarczego jest także tworzenie przejrzystego lobby polskiego interesu, gotowego i posiadającego wystarczające środki, aby negocjować z rządem i parlamentem dobre warunki brzegowe dla propaństwowego biznesu. To dzięki takim zabiegom będziemy mogli wymagać od każdej władzy, aby reprezentowała przede wszystkim nas, a nie szemrane interesy lobbystów i ich fasadowe organizacje, które rzekomo w „imieniu społeczeństwa i polskiego biznesu” patrzą, z czego by tu jeszcze „ukręcić lody” do wywiezienia za granicę.

Zadaniem koordynatorów patriotyzmu gospodarczego powinno być usieciowienie firm propaństwowych (a więc nie unikających płacenia podatków, uczciwie rozliczających koszty zatrudnienia pracowników, nie działających na szkodę lokalnego środowiska biznesowego), tworzenie forów przepływu informacji o zasobach i potrzebach oraz budowanie zaufania – czynnika w kapitalizmie bezcennego, a wielokrotnie niszczonego przez ostatnich 70 lat.

Konieczność – w stronę pozytywnych automatyzów

Działania, które tu opisujemy, nie są fantazją. W wielu krajach, które są podmiotowe i osiągają sukcesy gospodarcze (nawet jeśli nie chcą lub nie potrafią przekuć ich w sukces społeczny) mają one miejsce. Podobno japońska kadra zarządzająca podtoruńskiej strefy ekonomicznej w Łysomicach, gdzie siedziby mają m.in. firmy Sharp i Orion, w początkach obecności w Polsce kupowała w Toruniu japońskie samochody – Hondy i Toyoty. Jeśli to prawda, to tysiące kilometrów od domu zadziałał u tych osób automatyzm wybierania „swoich” produktów. Oczywiście mieli to szczęście, że ich produkt ma dobrą renomę, jest sprawdzony itd. Ale nie zmienia to faktu, że nie kupili renomowanych samochodów z Niemiec czy Francji. Nie skorzystali z okazji wyrwania się z kraju, aby poszaleć po europejskich drogach Mercedesem lub Renaultem. Automatyzm ten musi być jednak efektem wieloletnich działań państwa, firm i innych instytucji społecznych.

To skumulowane, systematyczne działania wspierające ideę PK również są powodem tego, że rządy takich państw jak Japonia stają murem za swoimi przedsiębiorcami, co skutkuje bogactwem w budżetach i społecznym dobrobytem. To wreszcie poprzez promowanie współpracy i zaufania łatwo jest takim państwom strzec własnych rynków, a jednocześnie zalewać rynki słabszych państw swoją nadprodukcją.

Patriotyzm ekonomiczny nie jest fanaberią, lecz sprawdzoną strategią narodowej współpracy i solidarności. Jest także koniecznością, jeśli mamy przestać się zadłużać i liczyć na cud gospodarczy. Samodzielność i niezależność zdobywa się własną pracą. Owoce tej pracy skonsumujemy my sami, gdy pracą organiczną zorganizujemy struktury patriotyzmu ekonomicznego. Do tego potrzebny jest ruch apolityczny, społeczny, którego siła kiedyś zmusi także polityków wszystkich opcji, żeby zaczęli pracować dla nas, dla społeczeństwa.

Pewien nasz rozmówca powiedział, że zanim powstała japońska korporacja Honda, gdzieś kiedyś jakiś pan Honda musiał mieć mały warsztat, w którym kuł np. podkowy. Naszym marzeniem jest, aby i warsztat pana Kowalskiego urósł kiedyś do pozycji, która pozwoli mu z dumą otworzyć filię w Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie będzie ona stanowiła okręt flagowy polskiej gospodarki, manifestując kraj pochodzenia.

Propozycja

Niniejszym artykułem chcemy zainicjować dyskusję nad tworzeniem ruchu patriotyzmu ekonomicznego, czyli postawy spajającej patriotyzm indywidualnych konsumentów oraz podmiotów gospodarczych. Przedstawiliśmy jego ogólne ramy, większość szczegółów wymaga społecznych konsultacji. Nic bowiem nie może powstawać na siłę, zwłaszcza gdy ma realizować potrzeby społeczne, a taką misję powinna przecież nieść zarysowana inicjatywa. Zachęcamy więc do refleksji m.in. nad takimi problemami, jak:

  • Idea patriotyzmu konsumenckiego: odpowiedzialność konsumentów, rola mawenów w promowaniu PK; PK jako zdrowy egoizm
  • Słabości dotychczasowych kampanii wspierających polskie produkty – skuteczne/nieskuteczne hasła, formy działania itp.
  • Idea patriotyzmu gospodarczego – współpraca krajowych firm, usieciowienie małych i średnich przedsiębiorstw, atrakcyjność patriotyzmu gospodarczego dla firm

Osoby zainteresowane dyskusją, wymianą poglądów lub pomysłów zapraszamy na stronę www.patriotyzmekonomiczny.pl.

dr Joanna Szalacha, dr Tomasz Jarmużek

Joanna Szalacha

(ur. 1979) – socjolog, absolwentka stosunków międzynarodowych, adiunkt w Wyższej Szkole Bankowej w Toruniu, badacz w zespole prof. Andrzeja Zybertowicza. Autorka tekstów analizujących zakulisowe i podmiotowe wymiary globalizacji, m.in. rozprawy doktorskiej „Podmiotowe aspekty globalizacji. Poza-państwowi aktorzy i globalna władza strukturalna”. Stały współpracownik „Nowego Obywatela”.

Tomasz Jarmużek

(ur. 1974) – doktor filozofii. Czyta „Obywatela” od pierwszego numeru, bez pominięcia nawet jednego wydania. Ma konto w SKOK-u od 10 lat. Od dawna popiera idee ochrony dzikiej przyrody, nie łapie się jednak na tanie sztuczki „gabinetowych postępowców” z mainstreamu, którzy żyją ze szkodzenia interesom społecznym. Z wiekiem stał się bardziej konserwatywny, ale bez przesady. Tradycja, historia i wspólnota to dla niego więcej niż sentyment.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>