Wielkość i małość „Solidarności”

nr 4/2011 |

Ta książka jest ankietą, przeprowadzoną z członkami Solidarności na temat przyczyn, które umożliwiły powstanie ruchu społecznego o takim znaczeniu, nieporównywalnego z tym, co wydarzyło się w roku 1956 – pisał w 1989 r. Alain Touraine we wstępie do pierwszego polskiego wydania książki „Solidarność. Analiza ruchu społecznego 1980-1981”. Jej współautorami są Jan Strzelecki, François Dubet i Michel Wieviorka. Kolejnego wydania doczekaliśmy się po ponad 20 latach, w zupełnie innych realiach.

Słowo „ankieta” może być mylące. Francuski socjolog proponuje bowiem jedną z najgłębszych analiz pierwszej „Solidarności” i swoistej „epoki” tego ruchu, krótkiej, lecz jakże brzemiennej wydarzeniami i konsekwencjami. We wprowadzeniu autor stawia następujące kwestie: Trzeba starać się wyjaśnić, dlaczego i w jaki sposób trzy porządki działania, związkowy, demokratyczny oraz narodowy, splatają się w Solidarności, czyniąc z niej to, co można nazwać totalnym ruchem społecznym, dążącym do przekształcenia wszystkich dziedzin życia społecznego. Druga, związana z nią, brzmi: czy Solidarność jest ruchem – zbiorowym zrywem […] czy też jest narzędziem rekonstrukcji całego społeczeństwa, jego instytucji, a nawet tych sił ekonomicznych i społecznych, które byłyby zdolne wejść z nim w konflikt? Trzecia wreszcie ukazuje, że „system” w zetknięciu z „Solidarnością” ukazuje swą inercję i słabość, przy równoczesnej agresywnej, konfliktogennej naturze.

Co istotne, książka Touraine powstała na kanwie badań socjologicznych działaczy szczebla zakładowego w ramach sześciu grup badawczych. Wszędzie wśród nich problemy dotyczące wolności politycznych, niepodległości, kierowania gospodarką czy sprawiedliwości społecznej były równie nieustanne obecne jak na obradach Komisji Krajowej Solidarności. Francuski badacz pokazuje w ten sposób, jak bardzo samorządne i oddolne były „solidarnościowe relacje społeczne” w latach 1980-81. Ruch wyrażał idee, wybory, zbiorową wolę.

Tu pojawia się kwestia ważna również obecnie. Książka godzi w dość silny w Polsce kompleks antyinteligencki. Pokazuje, że pierwsza „Solidarność”, jakkolwiek by nie oceniać dziś dawnych działaczy KOR, roli ekspertów czy zdrady etosu, która się dokonała później, miała silne, intelektualne zaplecze. Była swoistym sojuszem „ludzi pracy” z naukowcami, humanistami, intelektualistami i inteligencją techniczną. Równocześnie widać przez jej pryzmat, że inteligencki, w dużej mierze lewicowy etos był w czasach PRL silnie zakorzeniony w myśleniu i działaniu sporej części elit, że właściwie dopiero realia III RP przyniosły jego erozję. W tym sensie książka może stanowić znów punkt wyjścia do dyskusji nad zaprzepaszczonym dorobkiem i potencjałem intelektualnym ruchu. Bo to właśnie idee, obok masowości i konkretnych działań, stanowią ważną część dziedzictwa „Solidarności”.

Trzy pierwsze grupy badawcze powstały wiosną 1981 r. w Gdańsku, Katowicach, Warszawie, pozostałe jesienią w Szczecinie, Łodzi, Wrocławiu. Badania nie mogły pominąć dwu wielkich portów bałtyckich ani obu części Śląska, stanowiących najważniejsze ośrodki przemysłowe Polski. Łódź, jako stolica przemysłu tekstylnego i miejsce marszu głodowego w lecie 1981 r., interesowała nas ze względu na opinie licznie tu zatrudnionych kobiet. Warszawa narzucała się zarówno dlatego, że jednym z ośrodków, w których narodził się ruch, był zakład Ursus, jak i z uwagi na to, że region Mazowsze sam sytuował się na czele najbardziej radykalnego skrzydła Solidarności. W skład poszczególnych grup, obok autora publikacji, weszli m.in. Grażyna Gęsicka, Włodzimierz Pańków (dziś członek Rady Honorowej „Nowego Obywatela”), Ireneusz Krzemiński, Jan Strzelecki, Anna Kruczkowska, Paweł Kuczyński.

Pierwsza część książki, zatytułowana „Ruch”, opowiada historię oporu przeciw władzy komunistycznej w Europie Środkowej, podejmuje zagadnienie relacji między klasą społeczną, narodem a demokracją i opowiada historię „samoograniczania” się tego ruchu. Druga, „Uwolnienie społeczeństwa”, dotyczy ewolucji „Solidarności”, autoanalizy działalności związkowej w Gdańsku, na Śląsku i w Warszawie. Część trzecia, „W stronę zerwania”, omawia m.in. problem władzy związkowej (pięciu przywódców: Zbigniew Bujak, Andrzej Gwiazda, Marian Jurczyk, Jan Rulewski, Lech Wałęsa), kwestie radykalizmu i kompromisu w ruchu na przykładzie ośrodków w Łodzi, Wrocławiu, Szczecinie, a także zagadnienia solidarnościowego oporu (m.in. ruch demokratyczny czy walka rewolucyjna?).

Warto przytoczyć, by zrozumieć lepiej ducha tamtego czasu, komu m.in. szczególnie dziękowali autorzy książki: Uczestniczący w tych badaniach członkowie Solidarności, robotnicy, pracownicy umysłowi, technicy i inżynierowie, są bardziej ich autorami niż obiektami. […] My, którzy z nimi pracowaliśmy, możemy im dziś powiedzieć, że są chlubą robotniczego świata, godnymi synami swej Ojczyzny i że reprezentują jedną z najszczytniejszych postaci demokracji. […] Ich przykład pozostanie natchnieniem dla wszystkich, którzy pragną, aby – jak powiedział jeden z robotników Ursusa – ludzie przestali być bierną masą, stając się podmiotem własnej historii.

Sama metoda „interwencji socjologicznej”, w której badacz staje się mediatorem między członkami ruchu społecznego, miała na celu skłonić działaczy Solidarności do refleksji nad ich działalnością, proponując im pewne hipotezy, którymi mogli się posługiwać, sprawdzając, czy odpowiadają one ich własnym analizom sytuacji. Zdaniem Touraine, dystans pomiędzy świadomością uczestników ruchu a proponowanymi przez socjologów analizami okazał się niewielki. Toteż – pisze francuski badacz – nasze badania nigdy nie były bliższe swego praktycznego celu: temu, aby prezentując działających, wspierać ich działalność i co za tym idzie – szanse demokracji.

Jednym z polskich marzeń w czasach PRL – zwraca uwagę Touraine – było wyrwać się z obowiązujących konwencji, z pozorów i absurdów, wrócić do rzeczywistości, używać słów, które mają sens, powrócić do nauczania prawdziwej historii narodu, racjonalnie zarządzać przedsiębiorstwami. […] W sierpniu 1980 roku próżnia społeczna nagle wypełnia się treścią i Polska staje się sobą.

Jakkolwiek patetycznie muszą brzmieć te słowa, mają one nader praktyczny wymiar. Touraine pokazuje m.in. klasowy i ekonomiczny charakter działań związkowych: słowo »wyzysk« pojawia się często w rozmowach z robotnikami na Śląsku. Analiza materiału tamtejszych dwóch „grup badawczych” pokazała, że górnicy mają świadomość walki o prawa pracownicze, zajmuje ich obrona robotników przed arbitralnością, niekompetencją i korupcją ich zwierzchników. Równocześnie, co dzisiaj jest często negowane albo przemilczane jako cecha pierwszej „Solidarności”, ruch robotniczy umie uznawać wspólnotę interesów i stawiać ją wyżej niż partykularne sprawy poszczególnych zakładów pracy. Widzieliśmy, jak w Gdańsku w sierpniu 1980 roku stoczniowcy wyrzekli się znacznych korzyści materialnych, gdy pracownicy innych zakładów […] poprosili ich o wsparcie swoich roszczeń.

Obok klasowej istnieje jednak w ruchu „Solidarności” silna dominanta narodowa, połączona z pierwiastkiem religijnym, katolickim. Z jednej strony Kościół stanowi element tożsamości narodowej, z drugiej strony badacze zwracają uwagę, że bardzo wyraźnie manifestuje się wola utrzymania niezależności związku od Kościoła oraz niechęć do jego bezpośredniej ingerencji w sprawy polityczne.

Inny istotny element tego ruchu to „tęsknota za demokracją”, która tak silnie ujawniła się w samej „Solidarności”. Ma ona fundament etyczny: argumentacja ludzi z Solidarności nigdy nie jest czysto polityczna. […]Jest to argumentacja moralna, przeciwstawiająca uczciwość korupcji, jawnośćzwiązkowych obrad sekretnym decyzjom partii, szczerość działaczy krętactwu biurokratów z aparatu. Nawet jeśli weźmiemy poprawkę na uogólniony charakter takich stwierdzeń, trzeba pamiętać, że wynikały one z badań socjologicznych, prezentowały pewien „solidarnościowy paradygmat”.

Ostatecznie, ruch społeczny i program uwolnienia społeczeństwa wzajemnie się uzupełniają, stanowiąc równocześnie dwa różne aspekty działania Solidarności. Z jednej strony pojawiają się nastroje populizmu, tyleż nacjonalistycznego, co robotniczego (byłaby to zatem w pewnych warunkach zrozumiała, ale destruktywna postawa), z drugiej, co do swej istoty, „Solidarność” jest afirmacją wspólnoty społecznej i narodowej […], wolą stworzenia ma nowo warunków dla demokracji w życiu gospodarczym, w polityce i kulturze.

Złożona tożsamość i wieloaspektowość „Solidarności” ukazana w rzeczowej analizie socjologicznej, broni przed uproszczonym, sentymentalnym czy „mitycznym” obrazem ruchu. Stanowi też argument w dyskusji z takim obrazem związku, który chciałby w nim widzieć wyidealizowany byt, albo – przeciwnie – ośmiesza pierwszą „Solidarność” jako do cna skłóconą u zarania. Książka ukazuje, jak wielki wysiłek włożyli ludzie pierwszej „Solidarności” w stworzenie tak złożonej, heterogenicznej strukturalnie i ideowo organizacji, powstałej w skrajnie trudnych warunkach.

Za najistotniejszą część swej pracy uznaje Touraine rozdział „Działacze analizują swoje działania”: prowadzone w zespołach dyskusje są częścią wielkiej debaty, dzięki której Solidarność stara się dojść do rozwiązania trudnego problemu: jak – rozszerzając swoje działanie – nie utracić jedności, nie zostać rozerwaną pomiędzy konkurujące ze sobą cele? Z dzisiejszej perspektywy zapis dyskusji w gronie poszczególnych zespołów może sprawiać wrażenie banalnego, naiwnego. Wtedy jednak, przeżywany z całą siłą, z przyszłością jako ogromną niewiadomą, powodował wielkie napięcia, budził zarówno nadzieje, jak i poczucie zwątpienia. Odpowiedzialność za ruch i podjętą sprawę oraz cała gama czynników generujących kształt otaczającej rzeczywistości, opisana w suchym, analitycznym języku socjologicznego sprawozdania, może tracić swoją wagę. Ale to tylko pozór. Fascynująca w tej części książki jest perspektywa odmienności poszczególnych zespołów przy zrozumieniu, że współtworzą oni ten sam ruch i się z nim utożsamiają.

Zespół gdański ma silne poczucie utożsamienia z pierwotnym obrazem ruchu, […] której symbolem były Porozumienia Gdańskie. Dyskusje prowadzone w trakcie badań ukazują, że aspiracje [zespołu gdańskiego] nie zatrzymują się na etapie uzyskania wolności związkowych. Ambicje są większe, lecz istniejące poczucie różnorodnych ograniczeń oraz kryzys wewnętrzny powodują, że działacze nie mają pewności, czy celem ich jest aktywność typowo związkowa, czy polityczna. Kurs na aktywność polityczną jako sedno działalności neguje istotową, ponad-polityczną naturę ruchu.

Inaczej przedstawia się sytuacja na Śląsku. Tamtejsi górnicy nie mieli takiego poczucia jedności działania związkowego z problemami demokracji, jakie istniało w Gdańsku czy w takich zakładach jak Ursus. Mają przede wszystkim świadomość, że są wyzyskiwani przez swoich zarządców uzależnionych od zagranicy. […] Koncepcja ruchu mającego zarówno wyodrębniony, jak i ogólny cel, będącego jednocześnie ruchem robotniczym i ruchem uwolnienia całego życia społeczeństwa, znajduje zrozumienie i swój wyraz w zespole katowickim. Jednak już pierwsze dyskusje […] dowodzą, że jego członkowie wysuwają na pierwszy plan z jednej strony dążenia narodowe, a z drugiej – walkę z wyzyskiem robotników. Natomiast problematyka demokratyzacji stanowi jak gdyby etap pośredni.

Zespół śląski ma silne poczucie robotniczej tożsamości (robotnicy są bogactwem Polski; bogactwo to jest marnowane przez obecne zarządzanie, przez zły stan maszyn, przez absurdalny system planowania) i wagi zagadnień gospodarczych. Silne są tu napięcia między „radykalnym nacjonalizmem” a pojednawczością, między politycznym i związkowym buntem a świadomością ograniczeń narzuconych przez sytuację. Ostatecznie, u kresu interwencji socjologicznej, śląscy robotnicy trwają niezmiennie w zasadniczym sprzeciwie wobec władzy. Pragną zreorganizować gospodarkę, poczynając od przedsiębiorstwa, ale nie wierzą, aby można było osiągnąć to w drodze negocjacji z partią. Nie chcą działań stricte politycznych, ani przemocy, jednak są dalecy od strategii opozycyjnych intelektualistów, którzy starają się łączyć śmiałość z ostrożnością.

Jeszcze inaczej przedstawia się specyfika grupy warszawskiej: zespół nie ma za sobą tego doświadczenia historycznego, jakim był dla Gdańska sierpniowy strajk z 1980 roku, nie ma też takiej jak w Katowicach świadomości wspólnoty, łączącej pracowników produkujących główne bogactwo kraju. Grupa ze stolicy uznaje, że „Solidarność” jest syntezą celów społecznych, politycznych i narodowych, jednak skupia się przede wszystkim na następującym zagadnieniu: w jaki sposób ten ruch społeczny może zrekonstruować życie społeczne, stworzyć swobodnie działające instytucje, zwłaszcza w życiu gospodarczym, oraz jakie są szanse na przezwyciężenie wrogości partii?

To dość istotna cecha grupy warszawskiej: zespół nie pozostaje obojętny na oferty porozumienia czy sojuszu pochodzące od liberałów partyjnych, takich jak na przykład Stefan Bratkowski, tym bardziej, że równocześnie wydają się wzrastać wpływy Solidarności wewnątrz partii. Ponadto, w Warszawie miejsce zagadnień związkowych, robotniczych zajmuje problematyka samorządowa: przyszłość Solidarności zależy od tego – w opinii zespołu ze stolicy – czy uda się znaleźć nową syntezę wiążącą obronę interesów robotników z reformą instytucji gospodarczych. Ostatecznie narasta poczucie nacisku geopolitycznego i realiów gospodarczych.Zdaniem Touraine, sytuacja grupy warszawskiej najlepiej oddaje metamorfozę całego ruchu: latem 1981 r. określają ją w coraz mniejszej mierze żywione nadzieje i wyznawane wartości, staje się coraz bardziej siłą oporu wobec gróźb i prowokacji.

Trzecia część książki obejmuje m.in. opis i analizę I Zjazdu „Solidarności” we wrześniu 1981 r. Według autora, związkowy wymiar ruchu rzadko dochodzi do głosu na Zjeździe. Solidarność objawia się tu przede wszystkim jako ruch dążący do uwolnienia społeczeństwa,ale w tle narasta już ostry spór, jak go określa Touraine, między nacjonalistami a demokratami. W dzisiejszych realiach ten sposób różnicowania odsyła do wielu znanych i zgranych, mainstreamowych klisz, służących dyskredytacji osób i środowisk „źle widzianych” przez opiniotwórcze salony i budzi pewną rezerwę wobec nomenklatury autora świetnej przecież książki.

Francuski socjolog przedstawia czytelnikowi także sylwetki liderów ruchu – Zbigniewa Bujaka, Andrzeja Gwiazdy, Mariana Jurczyka, Jana Rulewskiego i Lecha Wałęsy. Ciekawy, zwłaszcza z perspektywy czasu, jest portret Gwiazdy: należy do tych, którzy od dawna przygotowywali i obmyślali przyszłe metody działania, odegrał też ważną rolę w momencie, gdy trzeba było organizować strajk i wypracować strategię negocjacji z rządem. […]Uosabia ścisłe powiązanie w ruchu nurtu robotniczego z nurtem demokratycznym.[…] Nie wierzy w działania zmierzające do przejęcia władzy w państwie, opowiada się po stronie tych, którzy nie mając zupełnie zaufania do partii są przeciwni wszelkim ustępstwom. W jego przekonaniu prowadzą one do konfrontacji. Trzeba dążyć do kompromisu ambitnego, odpowiadającego aspiracjom społeczeństwa. […] W miarę jak wzrasta wewnętrzne napięcie między populizmem a dążeniami demokratycznymi, Andrzej Gwiazda waha się między pragnieniem kompromisu a przekonaniem, że władza czyni wszystko, aby ten kompromis uniemożliwić. To tłumaczy małą liczbę głosów uzyskanych przez niego [9% – przyp. K.W.], mimo sympatii tych, których irytuje autokratyzm Wałęsy, a zwłaszcza tych, którzy widzą w Gwieździe szczerego demokratę, stojącego znacznie bliżej KOR-u niż „prawdziwych Polaków”.

Wnioski z badania wśród zespołów łódzkiego, szczecińskiego i wrocławskiego zawiera rozdział „Radykalizm i duch kompromisu”. Stanowią one zapis dualizmu między świadomością robotniczą jako żądaniem słusznych praw dla robotników a populistyczną obroną słabych przed silnymi, świadomością narodową jako afirmacją tożsamości kulturowej a agresywnym nacjonalizmem, wolą demokratyczną jako obroną wszelkich wolności a wezwaniem skierowanym do ludu, do mas czy do na pół wojskowej dyscypliny w imię ocalenia zagrożonego narodu.

Jak przedstawia się sytuacja w Łodzi? Kryzys gospodarczy skłania robotników do manifestacji ulicznych. […] Działalność związku przeradza się w wyczerpującą działaczy akcję pomocy socjalnej. Wskutek m.in. kryzysu następuje stała dezorganizacja produkcji, a „Solidarność” przestaje być związkiem zawodowym, staje się „ciałem mistycznym narodu”: po raz pierwszy w naszych działaniach działacze od razu odwołują się do patriotyzmu. Na płaszczyźnie politycznej dominuje zagubienie: pytanie o postawę władzy i jej skłonność do rzeczywistego kompromisu, nie brutalnej konfrontacji, budzi postawy przeróżne, od gotowości zajęcia się gospodarczymi problemami kraju i uczestnictwa w tworzeniu demokracji politycznej, do radykalnego niezadowolenia, ale bez uciekania się do przemocy.

We Wrocławiu zespół badawczy zostaje określony przez terminy „nacjonalizm i robotniczy solidaryzm”: Świadomość narodowa bierze górę nad świadomością robotniczą i pozostawia jedynie drugorzędne miejsce dążeniom do demokratyzacji. W Szczecinie silnie zaakcentowany jest robotniczy wymiar ruchu. Wchodzący w skład zespołu robotnicy są ściśle związani z tradycją walki przeciwko partii, uważanej za przeciwnika klasy robotniczej i demokracji. Duch sierpnia i postulaty Porozumienia Szczecińskiego nadal tkwią głęboko w ich świadomości. Ci związkowcy są zdecydowanie przeciwni działaniom czysto defensywnym i nie mają zrozumienia dla radykalizmu wyrażającego się w marszach głodowych. Pojawia się jednak pytanie o kierunek, w jakim zmierzać ma „Solidarność”: w stronę ruchu społecznego (najbliższe „typowym związkowcom”) czy demokratyzacji politycznej, a może podjąć wezwanie w duchu narodowym oparte na odczuciu wspólnotowym. Ostatecznie jednak członków grupy ogarnia poczucie obezwładnienia, narastająca świadomość, że nie panują nad wypadkami, lecz dają się unosić ich biegowi. […] Odrzucają strategię przemocy i wojny, ale równocześnie […]przywołują pamięć tych, którzy w Powstaniu Warszawskim podjęli walkę w imię tradycji robotniczej, w imię niepodległości narodu i w imię demokratycznych swobód.

Dla laika i osoby oglądającej pierwszą „Solidarność” ze znacznej już perspektywy, najcenniejsze w książce Touraine wydają się fragmenty pokazujące złożoność ówczesnej sytuacji, przedstawionej bez martyrologicznych upiększeń. W historii opowiedzianej na kartach recenzowanej książki, ukryte jest też smutne ziarno. Widzimy zalążki upadku „Solidarności”, wewnętrzne sprzeczności, które okazały się nieprzekraczalne w nowych okolicznościach ustrojowych i ekonomicznych. Książka Touraine nie pozostawia złudzeń: „Solidarność” okazała się zbyt krucha w swej złożoności, by nie ulec strukturalnemu i ideowemu rozbiciu czy rozproszeniu. To nie tylko czynniki zewnętrzne, w rodzaju stanu wojennego czy działań esbecji, przyniosły kres pierwszej „Solidarności”. Mówiąc w pewnym uproszczeniu: Gwiazdowie, Walentynowicz, Michnik, Kuroń, Wałęsa byli nie tyle podmiotami, co uosobieniem strukturalnych i ideowych prądów w obrębie samego ruchu, byli zarazem autorami, ale i „statystami” na scenie wielorakich uwarunkowań i ograniczeń „Solidarności”. Zagadnienie „Solidarności”, opisane socjologicznie, to nie tylko kwestia „chcę” czy „nie chcę”, wyborów jednostkowych i nastawienia poszczególnych członków, nawet prominentnych. Losy „Solidarności” to opowieść o wzajemnych zależnościach między jednostką a historią czy prawidłami życia społecznego.

Wiele z tych badań, rozmów, sytuacji, musiało być dla ich uczestników bardzo trudne. Wszak widzimy „Solidarność” w jej wielkości i w jej małości. A jednak – całościowo – otrzymujemy pracę pełną empatii, szacunku i podziwu dla ludzi pierwszej „Solidarności”. Ich niedoskonałość, problemy i trudności są niczym wobec wysiłku, jaki ośmielili się podjąć.

Alain Touraine, Solidarność. Analiza ruchu społecznego 1980-1981, Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk 2010, przełożył Andrzej Krasiński.

Książkę można nabyć w sprzedaży wysyłkowej u wydawcy: Europejskie Centrum Solidarności, ul. Doki 1, 80-958 Gdańsk, tel. 58 767 79 71, e-mail: ecs@ecs.gda.pl, www.ecs.gda.pl

Krzysztof Wołodźko

(ur. 1977) – zastępca redaktora naczelnego „Nowego Obywatela”, dziennikarz i publicysta, członek krakowskiej Spółdzielni „Ogniwo”, ekspert Narodowego Centrum Kultury w Zespole ds. Polityki Lokalnej, felietonista „Gazety Polskiej Codziennie”, felietonista radiowy Polskiego Radia 24. Pisze lub pisał m.in. do „Znaku”, „Ha!artu”, „Frondy Lux”, portalu internetowego TV Republika, „W Sieci”, „Nowej Konfederacji”, „Rzeczpospolitej”, „Pressji”, „Kontaktu”.

Autorką fotografii Krzysztofa jest Katarzyna Derda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>