Dobra rzecz czy dobry PR?

Dobra rzecz czy dobry PR?

Prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski postanowił zlikwidować Wydział Kultury i Współpracy z Zagranicą, zaś prawa decyzyjne w sferze kultury miejskiej oddać Obywatelskiej Radzie Kultury.

– „Biuro Kultury Bydgoskiej zajmie się zadaniami kulturalnymi, które realizuje miasto” – informuje rzecznik prasowy prezydenta Piotr Kurek. I dodaje: – Istotną nowością w stosunku do wcześniej działającego Wydziału Kultury i Współpracy z Zagranicą jest zapis dotyczący współpracy BKB z Obywatelską Radą ds. Kultury na rzecz realizacji postanowień Bydgoskiego Paktu dla Kultury”.

Prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski tak rekomenduje zmiany: „To krok w stronę większej współpracy ze stroną społeczną – sygnatariuszami Paktu dla Kultury. Chcemy większego otwarcia z naszej strony, ale także skupienia procesów decyzyjnych w jednym biurze. Praca urzędników odpowiedzialnych za kulturę, współpraca w ramach paktu, samo funkcjonowanie jednostek kultury – te czynniki decydują o ofercie kulturalnej miasta. Każdy głos się liczy. Dlatego w miejskim serwisie internetowym znajdzie się miejsce, w którym publikować będziemy opinie i stanowiska osób i instytucji, twórców i konsumentów – wszystkich, którym kultura leży na sercu”.

Przed kilkoma dniami miało też miejsce ciekawe wydarzenie. Odbyła się prezentacja projektu nowego regulaminu przyznawania dotacji miejskich dla organizacji pozarządowych działających w sferze kultury. Projekt przygotowali członkowie Obywatelskiej Rady Kultury we współpracy z urzędnikami UM w Bydgoszczy. To pierwszy taki przypadek w Polsce.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Demokracja przeciwko lokalnym kacykom

Demokracja przeciwko lokalnym kacykom

Sopocka Inicjatywa Rozwojowa krytycznie oceniła prezydencki projekt ustawy o samorządzie lokalnym i zaapelowała do Bronisława Komorowskiego o zorganizowanie rzetelnej dyskusji dotyczącej demokracji na szczeblu lokalnym.

Sopocka Inicjatywa Rozwojowa, propagująca realny wpływ mieszkańców na decyzje władz miasta, m.in. na rozdysponowanie budżetu lokalnego wedle woli obywateli, wystosowała do prezydenta RP list z krytyczną oceną projektu ustawy dotyczącej samorządu lokalnego. Oto cały dokument:

Szanowny Panie Prezydencie,

Z życzliwością przyjęliśmy Pana pierwszą inicjatywę ustawodawczą, której głównym celem miało być wzmocnienie udziału mieszkańców w samorządzie. Zgadzamy się, że do budowania społeczeństwa obywatelskiego przydatny będzie impuls na poziomie ustawy i w zakresie tworzenia mechanizmów dla demokracji partycypacyjnej może Pan liczyć na nasze wsparcie. Nasz całkowity sprzeciw budzi jednak to, że ustawa, której założeniem miało być zapewnienie mieszkańcom możliwości wpływania na decyzje dotyczące ich miejscowości, jest de facto ustawą o wzmocnieniu kompetencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a zaproponowane mieszkańcom narzędzia są mało praktyczne [1].

Zgodnie z zaproponowanymi w ustawie zapisami, prezydent miasta (wójt lub burmistrz) będzie mógł pełnić jednocześnie funkcję senatora i będzie mu wówczas przysługiwał immunitet [2]. Prezydent miasta miałby być już nie tylko organem wykonawczym, który wprowadza w życie decyzje rady miasta, lecz również organem zarządzającym [3]. Oznacza to w praktyce, że od tej pory wiele decyzji mógłby podejmować jednoosobowo, bez zgody lub nawet konsultacji z radą miasta, której rola miałaby zostać ograniczona [4]. Ponadto, prezydent miasta miałby nie być już zagrożony tym, że gdy rada miasta nie udzieli mu absolutorium w sprawie wykonania budżetu, to automatycznie zostanie przeprowadzone referendum w sprawie odwołania go ze stanowiska [5].

Co więcej, gdyby mieszkańcy chcieli sami odwołać prezydenta miasta w referendum, to do tego, by wynik referendum mógł zostać uznany za ważny, wymagane miałoby być, aby wzięło w nim udział nie mniej osób, niż wzięło udział w wyborach, zamiast nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborze, jak ma to miejsce obecnie (dotyczy to również odwoływania rady miasta) [6]. Może to w praktyce oznaczać, że prezydent miasta stałby się nieodwoływalny, bo osiągnięcie w referendum lokalnym tak samo wysokiej frekwencji, jak w wyborach, może być niemożliwe.

Cóż więc z tego, że prezydent miasta będzie wybierany w demokratycznych wyborach, skoro ma zostać ograniczona nad nim społeczna kontrola? Demokracja nie polega na jednowładztwie prezydentów miast, lecz na tym, że decyzje w sprawach dotyczących wspólnoty samorządowej podejmują mieszkańcy, w sposób bezpośredni lub poprzez swoich przedstawicieli. Dla jej usprawnienia istotne będzie więc zarówno usprawnienie sposobu przeprowadzania referendum lokalnego i zapisanie na poziomie ustawy możliwości wprowadzania budżetu partycypacyjnego, dzięki czemu mieszkańcy będą mieli wpływ na wydatki z budżetu miasta, jak również wzmocnienie pozycji rady gminy, która jest organem kolegialnym, a nie jednoosobowym.

Proponujemy zatem, aby różne propozycje na usprawnienie funkcjonowania demokracji lokalnej zostały przedstawione panelowi obywatelskiemu, którego rolą będzie zaopiniowanie, które z nich są korzystne z perspektywy obywateli. Panel taki mogłaby stanowić grupa ok. 150 losowo wybranych osób z całego kraju (z uwzględnieniem struktury demograficznej), której przedstawione zostałyby różne modele funkcjonowania organów gminy. Byłby to pierwszy panel obywatelski w Polsce i wydaje się nam, że w przypadku ustawy, której celem jest wzmocnienie udziału mieszkańców w samorządzie, dobrym pomysłem będzie wysłuchanie opinii osób, dla których jest ona przygotowywana.

Przypisy:

(1) Przykładem jest tu obywatelska inicjatywa uchwałodawcza, w ramach której liczba podpisów, które mieszkańcy będą musieli zebrać do wniesienia projektu uchwały, ma wynosić 15% uprawnionych do głosowania, nie mniej jednak niż 600 osób (art. 19 ust. 2 ustawy o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach samorządu terytorialnego, o współdziałaniu gmin, powiatów i województw oraz o zmianie niektórych ustaw – wersja z października – do pobrania tutaj). Tymczasem w wielu miastach w Polsce, gdzie obecnie funkcjonuje inicjatywa uchwałodawcza mieszkańców, liczba wymaganych podpisów jest niższa: Tomaszów Mazowiecki – 50, Toruń – 150, Sopot – 200, Słupsk – 400. Ponadto, podpisy 15% uprawnionych do głosowania, co zostało zaproponowane jako próg „domyślny”, to więcej niż jest wymagane do ogłoszenia referendum lokalnego.

(2) W art. 69 prezydenckiego projektu zostało zaproponowane (w ust. 17) wprowadzenie zmiany w art. 27 ustawy o samorządzie gminnym, która miałaby polegać na tym, że funkcji wójta oraz jego zastępcy nie można łączyć z mandatem posła, zamiast z mandatem posła i senatora, jak obecnie (pkt. 4 tejże ustawy).

(3) W art. 69 prezydenckiego projektu ustawy proponuje się w ust. 20, aby art. 30 ust. 1 ustawy o samorządzie gminnym otrzymał brzmienie: „Wójt wykonuje zadania należące do samorządu gminy, nie zastrzeżone na rzecz rady gminy”, a w ust. 16 tego samego artykułu w projekcie prezydenta, aby art. 26 ust. 1 ustawy o samorządzie gminnym brzmiał: „Wójt jest organem wykonawczym i zarządzającym gminy”.

(4) W art. 69 prezydenckiego projektu ustawy proponuje się m.in. uchylenie ust. 1 w art. 18 ustawy o samorządzie gminnym, który obecnie brzmi: „Do właściwości rady gminy należą wszystkie sprawy pozostające w zakresie działania gminy, o ile ustawy nie stanowią inaczej” (ust. 9).

(5) W art. 69 ust. 19 prezydenckiego projektu ustawy zostało zaproponowane skreślenie art. 28 a z ustawy o samorządzie gminnym, zgodnie z którym: „Uchwała rady gminy w sprawie nieudzielenia wójtowi absolutorium, podjęta po upływie 9 miesięcy od dnia wyboru wójta i nie później niż na 9 miesięcy przed zakończeniem kadencji, jest równoznaczna z podjęciem inicjatywy przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania wójta”. Zgodnie z propozycją z ust. 9, rada gminy ma jedynie rozpatrywać sprawozdania z jego działalności oraz podejmować uchwały w sprawie skwitowania z wykonywania zadań (zmiana w art. 18 ust. 2 pkt. 2 ustawy o samorządzie gminnym). Nie zostało jednak podane, jakie mają być konsekwencje tego, że rada gminy nie udzieli wójtowi skwitowania.

(6) W art. 87 ust. 6 prezydenckiego projektu ustawy zostało zaproponowane, aby art. 55 ust. 2 ustawy o referendum lokalnym otrzymał brzmienie: „Referendum w sprawie odwołania organu jednostki samorządu terytorialnego pochodzącego z wyborów bezpośrednich jest ważne w przypadku, gdy wzięło w nim udział nie mniej osób, niż wzięło udział w wyborach tego organu”.

Mali chcą więcej

Mali chcą więcej

Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich apeluje do dyrektora handlowego Jeronimo Martins Dystrybucja, aby w sieci sklepów „Biedronka” sprzedawano produkty lokalnych spółdzielni mleczarskich.

W informacji Portalu Spożywczego czytamy, iż KZSM stwierdza w piśmie do Jeronimo Martins, że do tej centrali zrzeszającej spółdzielnie mleczarskie z całego kraju, napływają sygnały o trudnościach związanych z umieszczeniem ich wyrobów w sieci Biedronka. Problem ten dotyczy głównie mniejszych miejscowości, gdzie sklepy te są jednym z głównych dystrybutorów żywności.

Waldemar Broś, prezes KZSM, zwraca uwagę, że zarówno spółdzielnie mleczarskie, jak i Związek czują się zaniepokojone niesprawiedliwym ich zdaniem stosunkiem Biedronki do ich produktów. „Pragnę zaznaczyć, iż spółdzielnie te produkują wyroby najwyższej jakości, spełniając kryteria i standardy obowiązujące w Unii Europejskiej. Ponadto nie bez znaczenia jest fakt, iż spółdzielnie tworzą miejsca pracy i wywierają pozytywny spływ na lokalną społeczność” – pisze Waldemar Broś.

Prezes KZSM zaprasza również Alicję Kopańską, dyrektor handlową Jeronimo Martins Dystrybucja na spotkanie z prezesami spółdzielni mleczarskich. Jak podkreśla, spotkanie to może odbyć się w dogodnym dla dyrektor Kopańskiej terminie w siedzibie Związku Spółdzielni Mleczarskich.

Całe pismo można przeczytać tutaj. KZMS zrzesza obecnie 100 spółdzielni mleczarskich z całego kraju – ich pełną listę można znaleźć tutaj.

„Organika” truje łodzian

„Organika” truje łodzian

Mieszkańcy łódzkiego osiedla Kurak, szczególnie wchodzącego w jego skład osiedla 1 Maja, od lat walczą z uciążliwym wpływem Zakładów Chemicznych Organika.

Przedsiębiorstwo mieszczące się przy ul. Ciasnej 21A od lat jest przedmiotem kontrowersji. W 2006 r. ze względu na nagminne łamanie prawa w zakresie zanieczyszczania środowiska przez zakład Schaumaplast-Organika oraz na skutek licznych skarg mieszkańców, interweniował Prezydent Miasta Łodzi. Podjęto decyzję o zakazaniu uciążliwej działalności i przeprowadzeniu zakładu na ul. Dąbrowskiego w Łodzi. Prezes zakładu przyjął nowe tereny pod działalność, ale… z siedziby przy ul. Ciasnej nie zrezygnował.
Już w 2007 r. te same zakłady chemiczne, tym razem pod szyldem „ORGANIKA” S. A., mieszczące się przy Ciasnej 21A, otrzymały pozwolenie zintegrowane nr PZ/82, wydane przez Wojewodę Łódzkiego, a dotyczące prowadzenia instalacji do wytwarzania przy zastosowaniu procesów chemicznych podstawowych produktów lub półproduktów chemii organicznej.

Wojewódzki Łódzki Inspektor Ochrony Środowiska, który powinien stać na straży bezpieczeństwa środowiskowego, nie zareagował, pomimo że zakład nie miał zezwoleń od Prezydenta Miasta Łodzi i Marszałka Województwa Łódzkiego. Mało tego, urzędy te w ogóle nie miały do października 2011 r. żadnych informacji o wznowieniu produkcji przez „Organikę”. Tymczasem zakład działał pełną parą bez pozwoleń, np. na odprowadzanie ścieków do kanalizacji miejskiej. Przez 5 lat nikt, w tym Zakład Wodociągów i Kanalizacji, nie zorientował się, że w Organice na ul. Ciasnej odbywa się produkcja i są spuszczane chemikalia. Pozwolenie takie po kilku skargach mieszkańców z sierpnia i września 2011 r. do Prezydenta i kilku innych urzędów wydano naprędce 26.10.2011 r. W związku z tym, że przez 5 lat „Organika” działała bez pozwolenia i umowy, miasto jako udziałowiec ZWiK poniosło znaczne straty.

Czy od 2007 r. były przeprowadzane kontrole ścieków w „Organice”? Czy przez 5 lat nikt nie zorientował się, że w „Organice” przy ul. Ciasnej odbywa się produkcja i nielegalnie są spuszczane chemikalia? Czy nałożono kary na „Organikę” za spuszczanie ścieków bez pozwolenia od 2007 r.? Czy nałożono kary za ponadnormatywny zrzut chemikaliów do kanalizacji? Na czyj koszt przeprowadzana jest utylizacja/oczyszczanie ścieków zrzucanych dotychczas przez „Organikę”?
Niepokojące w tej całej sprawie jest również to, że organy mające legitymację do nadzoru i kontroli zakładu „Organika” (WIOŚ, Sanepid i inne) podlegają Wojewodzie, Jolancie Chełmińskiej, którą z prezesem „Organiki”, Sylwestrem Szymalakiem, łączy członkostwo w zarządzie Klubu 500, zrzeszającego przedsiębiorców.

W konsekwencji za niemym przyzwoleniem urzędników Zakłady Chemiczne „Organika” emitują do powietrza atmosferycznego gigantyczne ilości substancji chemicznych z instalacji technologicznych.

Co kluczowe w tym aspekcie, eksperci i programy ochrony środowiska dla Łodzi zalecają lokalizować zakłady przemysłowe z dala od osiedli mieszkaniowych, wykonywać na etapie przedprojektowym symulacje akustyczne, stosować rozwiązania techniczne i organizacyjne w celu ograniczania negatywnego oddziaływania na środowisko. Działalność „Organiki” jest całkowitym tego zaprzeczeniem.

Jak donosi nasza informatorka, Danuta Kaleta, na porządku dziennym mieszkańców osiedla 1 Maja jest fetor chemikaliów i siarkowodoru ulatniającego się ze studzienek kanalizacyjnych, ponieważ „Organika” odprowadza ścieki przemysłowe wprost do kanalizacji. Smród chemikaliów obecny jest w powietrzu, przenika także do wnętrz okolicznych domów, ponieważ wydobywa się również z wylotów kanalizacji w mieszkaniach. Trudno zrozumieć, jak to możliwe, że zezwolono na wprowadzanie chemikaliów do atmosfery zakładowi, który znajduje się w odległości kilkunastu metrów od najbliższego przedszkola, gimnazjum, szkoły średniej oraz zabudowań mieszkalnych. Stężenie szkodliwych substancji chemicznych w powietrzu jest tak duże, iż – jak relacjonuje pani Kaleta – nie sposób otworzyć okna, wyjść na spacer do pobliskiego parku czy po prostu przejść ulicą. Wokół zakładu usychają drzewa.

Substancje chemiczne emitowane przez zakład do powietrza nie tylko powodują nieznośny smród, ale przede wszystkim zagrażają zdrowiu mieszkańców. 15.11.2011 zlokalizowano na terenie budynku ZSP nr 2 przy ul. Astronautów 19 ostry, drażniący zapach, wydzielający się z kanalizacji usytuowanej w pomieszczeniach bloku wychowania fizycznego. Wezwano straż pożarną i Zakład Wodociągów i Kanalizacji. Funkcjonariusze straży pożarnej stwierdzili, że nie było bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia uczniów, a przyczyną zdarzenia była awaria kolektora zrzutowego w Zakładach Chemicznych „Organika”. Jednak odór siarkowodoru był na tyle silnie drażniący drogi oddechowe, że dyrektorka szkoły, Anna Drobik, musiała wyłączyć pomieszczenie z użytkowania. Analizy laboratoryjne pobranych ścieków, dokonane przez ZWiK, wykazały przekroczenie odczynu i wielokrotnie przekraczające najwyższe dopuszczalne stężenie ChZT (Chemiczne Zapotrzebowanie Tlenu, stosowane jako miara zanieczyszczeń w wodzie i ściekach). Po interwencjach 15 i 16 listopada 2011 r. podobne sytuacje powtórzyły się jeszcze 26 listopada i 20 grudnia 2011 r. Piotr Koprowski z rady osiedla poinformował nas, że 20.12.2011 miała nawet miejsce ewakuacja szkoły na ul. Astronautów z powodu fetoru chemikaliów z Organiki. Pani Anna Drobik jest pełna obaw o zapewnienie bezpiecznych warunków nauki i pracy na terenie placówki. Ciągłe przebywanie w otoczeniu o zwiększonym stężeniu niebezpiecznych substancji chemicznych stanowi duże zagrożenie dla zdrowia i życia uczniów i pracowników. Drażniący zapach odnotowano również w pobliskim przedszkolu nr 106 przy ul. Astronautów 17 (15.11.2011 oraz 20.12.2011).

Dodatkowym problemem jest hałas przemysłowy, emitowany zarówno przez urządzenia wykorzystywane w procesach technologicznych, jak i przez transport wytworzonych towarów czy surowców do produkcji. Pod oknami mieszkańców jeżdżą TIR-y, wózki widłowe, pociągi z cysternami. Gazowa wytwornica pary oprócz bardzo uciążliwego hałasu powoduje dudnienie/wibracje odczuwalne w domach. W odległości 20 metrów od budynków mieszkalnych uruchamiana jest także tzw. podczyszczalnia ścieków, emitująca hałas i smród (działająca – jak zapewnia pani Kaleta – zarówno w dzień jak i w godzinach nocnych). Problem w tym, że wiele z uchybień „Organiki” jest bardzo trudnych do udowodnienia. O kontroli hałasu przemysłowego przez WIOŚ „Organika”, zgodnie z wymogami prawnymi, została powiadomiona z 7-dniowym wyprzedzeniem. Jak się nietrudno domyślić, w dniu kontroli zakład nie działał…

Według ekspertów „Programu ochrony środowiska dla miasta Łodzi na lata 2011-2014 z perspektywą na lata 2015-2018” (dostępy na stronie internetowej Urzędu Miasta Łodzi) Zakłady Chemiczne „Organika” stanowią olbrzymie zagrożenie dla życia i zdrowia 2500 mieszkańców okolic „Organiki”. Z raportu zawartego w Programie wynika także, iż zakład nie posiada pozwolenia na wprowadzanie gazów i pyłów do powietrza, chociaż produkcja trwa od wielu lat bez przerwy (np. przetwarza glikol, kwas siarkowy; produkuje styropian itp.).

Okoliczni mieszkańcy są bezsilni w nierównej walce z chemicznym potentatem. Liczne pisma wysyłane przez Danutę Kaletę w imieniu mieszkańców osiedla 1 Maja, jak również przez Annę Drobik, dyrektor ZSP nr 2 oraz Joannę Matczak, dyrektor Przedszkola Miejskiego nr 106, do rozmaitych urzędów spotykają się z opieszałością lub wręcz ignorancją urzędników. Wobec „Organiki” nie są wysuwane żadne konsekwencje. Dlatego każdy, kto może pomóc w nagłośnieniu sprawy (lub w jakikolwiek inny sposób), jest proszony o kontakt z p. Danutą Kaletą (tel.: 604 381 657, kurak3@vp.pl).