„Nie” dla luk prawnych w sprawie GMO

„Nie” dla luk prawnych w sprawie GMO

Koalicja „POLSKA WOLNA OD GMO” negatywnie opiniuje prezydencki projekt ustawy o nasiennictwie. Uważa ona, że proponowane zapisy nie zabezpieczają polskich upraw i przyrody przed inwazją organizmów modyfikowanych genetycznie.

Oto fragmenty stanowiska Koalicji:

W związku z przedłożeniem przez Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej projektu ustawy o nasiennictwie, Koalicja „POLSKA WOLNA OD GMO” oświadcza, że inicjatywa ta sprowadza się jedynie do przywrócenia stanu prawnego istniejącego przed zawetowaną przez Prezydenta w 2011 roku próbą rządowej nowelizacji tej ustawy, polegającej m.in. na usunięciu zapisów o zakazie obrotu i wpisywania do rejestru odmian roślin GMO.

Ustawa w wersji przedłożonej przez Prezydenta RP przywraca przepisy o zakazie wpisu do rejestru i wprowadzania do obrotu nasion odmian roślin GMO na terytorium RP, jednak brak niezbędnych zmian definicji „obrotu” umożliwia omijanie tego zakazu i sprowadzanie nasion roślin GMO na tzw. własny użytek przez plantatorów transgenicznej kukurydzy MON810 powiązanych z koncernami biotechnologicznymi.

W tej sytuacji prezydencki projekt, jest obciążony istotną wadą, która wbrew intencji Autora uniemożliwi egzekwowanie zakazu upraw roślin GMO na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej…

Społeczeństwo polskie jest systematycznie dezinformowane przez naukowców obciążonych istotnym konfliktem interesu, a powiązanych z obcymi koncernami biotechnologicznymi, którzy opierając swoje tezy o rzekomym bezpieczeństwie roślin GMO na paranaukowym stwierdzeniu, że „przecież nic się jeszcze nie stało” usiłują ex cathedra autoryzować stosowanie roślin GMO w polskim rolnictwie…

Z uwagi na specyfikę polskiego systemu ochrony zasobów rolnych uregulowanie zakazów upraw roślin GMO na poziomie ustawy o nasiennictwie wydaje się być niezbędne…

Dlatego Koalicja „POLSKA WOLNA OD GMO” apeluje do Pana Prezydenta o uzupełnienie tekstu proponowanej ustawy o przepisy zakazujące sprowadzania nasion roślin GMO na tzw. własny użytek…

Wpada też wspomnieć, że obecny projekt prezydencki powstał bez żadnych konsultacji ze środowiskami przeciwników GMO.  Dodatkowo pragniemy podkreślić, że niepokoją nas utrzymane w obecnym projekcie zapisy dotyczące ograniczenia dostępu do nasion regionalnych i tak np. dla rzepaku limit ten wynosi 0,3%… oraz rezygnacja z opinii Komisji do spraw rejestracji odmian na rzecz jednoosobowej decyzji Dyrektora Centralnego Ośrodka Badania Odmian Roślin Uprawnych.

Utrzymanie puli genowej (resztek) polskich odmian roślin uprawnych i zabezpieczenie dostępu do rodzinnego materiału siewnego leży bowiem w strategicznym interesie narodowym, ze względu na konieczność zapewnienia suwerenności żywieniowej Polski.

Całe stanowisko można przeczytać tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Razem przeciwko likwidacji szkół – za nowoczesną i egalitarną edukacją

Razem przeciwko likwidacji szkół – za nowoczesną i egalitarną edukacją

Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie stanowczo sprzeciwia się bezprawnej i nieuzasadnionej dobrem uczniów likwidacji kilkuset placówek oświatowych na terenie całego kraju i popiera związane z tym protesty lokalnych społeczności.

Nie zgadzamy się na zrównywanie z ziemią polskiego systemu oświaty. Uważamy, iż dostęp do dobra wspólnego, jakim jest edukacja publiczna, nie może być ograniczany. Likwidacja kolejnych szkół tylko pogłębia występujące pomiędzy placówkami różnice edukacyjne. Szkoła nie może reprodukować nierówności społecznych. Przeciwko likwidacji szkół przemawiają względy społeczne, ekonomiczne i prawne.

EKONOMIA – KRÓTKOWZROCZNE OSZCZĘDNOŚCI

Oszczędności wynikające z likwidacji szkół są pozorne. Wydatki na edukację nie są wydatkami konsumpcyjnymi, tylko inwestycyjnymi. Koszty społeczne „oszczędzania” na edukacji są ogromne – zwłaszcza w dobie społeczeństwa informacyjnego.

Państwem, które zdało sobie z tego sprawę jest Finlandia. Finowie uznali, że nie stać ich na marnowanie potencjału intelektualnego i energii swoich obywateli. Dlatego w Finlandii edukacja – od przedszkola po uniwersytet – jest całkowicie bezpłatna. Ponadto do 16 roku życia każdy uczeń ma prawo do bezpłatnych podręczników, przyborów szkolnych, transportu do szkoły i jednego gorącego posiłku dziennie. Podczas gdy w Polsce likwiduje się szkoły, terytorium Finlandii jest pokryte rozwiniętą siecią uczelni wyższych, które znajdują się nawet w niewielkich miejscowościach. Fińscy uczniowie w międzynarodowych testach osiągają jedne z najwyższych wyników, nierówności społeczne są niewielkie, a fińska gospodarka należy do jednej z najbardziej innowacyjnych na świecie.

Niestety u nas tak intensywnie promowany rozwój „społeczeństwa opartego na wiedzy” przybiera karykaturalną formę. Zwrot ten staje się pustym sloganem służącym do naliczania wysokich opłat za studia i przewartościowaniu funkcji edukacji coraz bardziej sprowadzanej do roli towaru. W Polsce młodzi ludzie po studiach są zmuszeni podejmować niskopłatną i nieodpowiadającą ich kwalifikacjom pracę.

Likwidacja szkół wiąże się również z kosztami, jakie niesie ze sobą zmniejszenie zagęszczenia sieci szkolnej i w konsekwencji wzrost liczby dzieci uczących się z dala od domu. Wzrosną zarówno indywidualne, jak i publiczne bezpośrednie koszty dojazdów. Jeżeli nie ma możliwości zapewnienia miejsca w bliżej usytuowanej szkole, gmina ma obowiązek zapewnienia bezpłatnego transportu uczniom klas I – IV szkoły podstawowej, gdy uczą się powyżej 3 km i uczniom klas V i VI oraz gimnazjum, jeśli uczą się powyżej 4 km od miejsca zamieszkania. Jeżeli gminy nie wywiążą się z tego obowiązku, wydatki zostaną przerzucone na rodziców, co dla uboższych rodzin będzie trudne do udźwignięcia. Władze samorządowe likwidujące szkoły powinny również liczyć się ze wzrostem wydatków publicznych na wypłaty dodatków do zasiłków rodzinnych. Zgodnie z ustawą o świadczeniach rodzinnych (Dz.U. Nr 228, poz. 2255, z późn. zm.) otrzymującej zasiłek rodzinie posyłającej dziecko do szkoły ponadgimnazjalnej poza miejscem zamieszkania przysługuje dodatek w wysokości 90 zł na dziecko, gdy mieszka w internacie lub 50 złotych, gdy dojeżdża. Uprawnienie to dotyczy uczniów szkół ponadgimnazjalnych i artystycznych, a w przypadku orzeczenia o niepełnosprawności także uczniów szkół podstawowych i gimnazjum. Owe dodatkowe koszty mogą więc uderzyć głównie w małe miejscowości, gdyż tam likwidacja szkoły danego typu często wiąże się z koniecznością zapisania dziecka do szkoły w innej gminie. Dodatek ten wprawdzie przysługuje tylko dzieciom żyjącym w rodzinach ubogich (poniżej 504 zł na osobę w rodzinie lub 583 zł, gdy w rodzinie wychowuje się dziecko niepełnosprawne), jednak duże nasilenie ubóstwa, zwłaszcza na obszarach wiejskich, sprawia, że dla władz publicznych może to stanowić niemały wydatek.

Ponadto trzeba zaznaczyć, że mechanizm przyznawania subwencji oświatowej został źle skonstruowany – obecnie zbyt luźno wiąże środki pochodzące z budżetu z rzeczywistym zapotrzebowaniem i wykorzystaniem ich przez gminy. Zmianie powinna ulec zarówno wielkość subwencji, jak i zasady jej naliczania dla poszczególnych samorządów, w zależności od wielkości szkół, które prowadzą. W ostatnich latach rząd podjął słuszną decyzję o podwyżkach dla nauczycieli, jednak za swoją decyzję nie wziął żadnej odpowiedzialności. Zwiększenie wynagrodzeń powinno pójść w parze z proporcjonalnym zwiększeniem budżetowego wsparcia dla samorządów.

Przypominamy jednocześnie niezrealizowaną obietnicę premiera Donalda Tuska, zgodnie z którą edukacja przedszkolna powinna być również objęta częściową subwencją. Dzisiaj jej utrzymanie spoczywa na barkach samorządów i rodziców. Częściowe przejęcie przez państwo odpowiedzialności za jej finansowanie pozostawi w rękach władz lokalnych więcej środków, które będą mogły być spożytkowane m.in. na utrzymanie zagrożonych likwidacją szkół.

Ze względu na doniosłą dla rozwoju społecznego rolę edukacji, jej finansowanie powinno zostać ujęte ustawowo na procentowym względem PKB poziomie, poniżej którego wydatki na oświatę i szkolnictwo wyższe nie mogą spaść. Skoro w ustawie o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2001-2006 (Dz.U. Nr 76 poz. 804, z późn. zm.) można było taki parytet wydatków zapisać, to można to także zrobić na odpowiednio wyższym poziomie w przypadku ustawy o systemie oświaty (Dz.U. Nr 256 poz. 2572, z późn. zm.) i Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. Nr 164, poz. 1365, z późn. zm.). To kwestia priorytetów inwestycyjnych i prorozwojowych, którymi powinny kierować się nowoczesne społeczeństwa.

SPOŁECZEŃSTWO – EDUKACJA TO DOBRO WSPÓLNE

Likwidacja szkół uzasadniana jest malejącą liczbą uczniów. Nie od dziś jednak wiadomo, że w kolejnych latach nadejdzie wyż demograficzny i powtórzy się kazus przedszkoli, które najpierw były zamykane, a później okazało się, że brakuje miejsc dla dzieci. We Wrocławiu miasto już teraz ma problem z dziesięcioma przepełnionymi szkołami, a za dwa lata do pierwszych klas pójdą jednocześnie dzieci z dwóch wyżowych roczników – sześciolatki i siedmiolatki urodzone odpowiednio w 2008 i 2007 roku. Argumentacja władz jest niezasadna również z tego względu, iż nie ma niczego złego w mniej licznych klasach. Od wielu lat mówiło się o ich przepełnieniu i zbyt dużym dystansie dzielącym ucznia od nauczyciela. Obecna sytuacja daje niepowtarzalną szansę na zmniejszenie tego dystansu. W mniejszych klasach nauczyciel może poświęcić więcej czasu na indywidualną pracę z uczniem i ma zdecydowanie większe możliwości zauważenia dziecka mającego problemy z nauką lub w kontaktach z rówieśnikami. Nauka jest wtedy bardziej efektywna i lepiej dostosowana do potrzeb uczniów.

Szkoła jest nie tylko miejscem nauczania. Jest również sercem lokalnej społeczności. To tu powstają silne więzi społeczne między uczniami, nauczycielami i rodzicami. W mniejszych miejscowościach – gdzie oprócz szkoły nie ma zbyt wielu instytucji – biblioteka i świetlica oraz szkolne inicjatywy artystyczne, kulturalne i sportowe są motorem napędzającym rozwój gminy. Likwidacja kilkuset szkół zerwie gęstą sieć wytworzonych do tej pory więzi, zmniejszając poczucie bezpieczeństwa uczniów, rodziców i nauczycieli.

Jednocześnie możliwość nawiązywania więzi wokół nowych, oddalonych od miejsca zamieszkania szkół będzie mocno ograniczona. Młodzież będzie mieć zdecydowanie mniej czasu na naukę i odpoczynek oraz rozwój pozaszkolny. Dojazd – tam gdzie będzie realizowany prywatnie – zabierze czas rodzicom, którzy i tak są już zapracowani. W sytuacji kiedy szkoła znajduje się daleko od środowiska życia dziecka, znacznie trudniej jest wciągnąć rodziców do współpracy wychowawczej, a także rozpoznać pozaszkolne uwarunkowania rozwoju dziecka szkolnym pedagogom. W przypadku dzieci z problemami może to znacznie utrudniać wsparcie ich i ich rodzin. Dojazdy wiążą się również z ryzykiem dla dzieci (zwłaszcza tych mniejszych), których rodzice nie zawsze będą mogli zawieźć do szkoły osobiście. Niestety władze samorządowe i państwowe zdają się całkowicie ignorować te problemy.

PRAWO – NIE MOŻNA OSZCZĘDZAĆ NA EDUKACJI

Przede wszystkim jednak szukanie oszczędności w edukacji publicznej poprzez likwidację szkół jest niezgodne z prawem. Zakładanie i prowadzenie szkół należy do zadań własnych gmin i zgodnie z orzecznictwem sądów administracyjnych argumenty natury ekonomicznej nie mogą być główną przesłanką zamiaru likwidacji szkół (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 3 kwietnia 2006 r., I Sa/Wa 1450/05). Potwierdza to również treść Konwencji o prawach dziecka, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych dnia 20 listopada 1989 r. (Dz.U. Nr 120 poz. 526 z późn. zm.). W szczególności zaś art. 3, który zobowiązuje państwa – sygnatariuszy konwencji do tego, aby we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, podejmowanych przez publiczne lub prywatne instytucje opieki społecznej, sądy, władze administracyjne lub ciała ustawodawcze, sprawą nadrzędną było najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka. Także art. 6, który stanowi, iż Państwa – Strony zapewnią, w możliwie maksymalnym zakresie, warunki życia i rozwoju dziecka. Bez wątpienia polityka edukacyjna rządu (a właściwie jej brak) i działania lokalnych władz, zmierzające do likwidacji szkół naruszają postanowienia Konwencji.

Ponadto Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził w wyroku z dnia z 16 maja 2006 roku (I SA/Wa 1818/05), iż istotne znaczenie przy podejmowaniu zamiaru likwidacji szkoły ma stanowisko rodziców uczniów. Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym (Dz.U. Nr 142 poz. 1591, z późn. zm.) mieszkańcy gminy tworzą wspólnotę samorządową. Również treść art. 16 ust. 1 Konstytucji definiuje gminę jako ogół (wspólnotę) jej mieszkańców, dlatego też samodzielności gminy jako takiej nie można utożsamiać wyłącznie z samodzielnością jej organów (czyli władz samorządowych). Organy gminy, podejmując działania zmierzające do reorganizacji placówek oświatowych są zobowiązane uwzględnić stanowisko społeczności lokalnej, w tym protesty przeciwko likwidacji szkoły (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 3 kwietnia 2006 r., I Sa/Wa 1450/05). Gmina to zatem nie tylko aparat urzędniczy, ale – przede wszystkim – mieszkańcy. I to oni powinni mieć decydujący głos w sprawach takich jak likwidacja szkoły.

W sytuacji powszechnego sprzeciwu lokalnych społeczności kwestie związane z likwidacją szkół powinny być poprzedzone procedurą referendum lokalnego określonego w treści ustawy z dnia 15 września 2000 r. (Dz.U. Nr 88, poz. 985 z późn. zm.), aby skutecznie umożliwić wspólnocie mieszkańców wyrażenie swojego stanowiska w tej sprawie.

Każdego dnia media informują nas o kolejnych protestach przeciwko likwidacji szkół podstawowych, gimnazjów, szkół zawodowych i średnich, jednak w większości wypadków, władze lokalne lekceważą głos mieszkańców – do wyborów przecież jeszcze sporo czasu…

POROZUMIENIE OŚWIATOWE

Sprawa likwidacji szkół na dobre zaistniała w debacie publicznej po wspaniałym akcie odwagi uczniów bytomskiego „Elektronika”, którzy zorganizowali strajk okupacyjny w obronie swojej placówki. Akcja spotkała się z ogromnym poparciem społecznym. W sytuacji powszechnej niezgody na działania zmierzające do likwidacji szkół uważamy, że konieczne jest zbudowanie ogólnopolskiego porozumienia oświatowego i stworzenie wspólnego ruchu sprzeciwu wobec polityki władz państwowych i lokalnych w zakresie edukacji publicznej. Może to zapoczątkować coś, czego w dwudziestokilkuletniej historii III RP jeszcze nie widzieliśmy. Razem możemy wymóc na rządzących przeprowadzenie koniecznych reform – zakładających m.in. zwiększenie nakładów na edukację. Razem możemy zablokować szkodliwe i antyspołeczne pomysły uderzające w tych, którzy kryzysu gospodarczego z pewnością nie wywołali.

Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie

Polacy i gęsi

Polacy i gęsi

Ruszyła akcja odnowy przyzagrodowego chowu gęsi dla rolników z woj. kujawsko-pomorskiego. Gospodarze mogą kupić pisklęta, założyć hodowlę i liczyć na pomoc w sprzedaży gęsi jesienią 2012 roku.

Tradycja, zdrowie, ekologia! – w sumie same korzyści. Województwo kujawsko-pomorskie, dzięki obecności Instytutu Zootechniki w Kołudzie Wielkiej, jest szczególnym miejscem dla odnowy przyzagrodowej hodowli gęsi. Aby uzyskać produkty z gęsi o wysokiej jakości, trzeba wziąć pod uwagę dobór odpowiednich piskląt, zapewnienie dobrych warunków ich rozwoju oraz kontrolę weterynaryjną gęsich tuszek. W tym regionie jest to ułatwione, dzięki temu, że funkcjonuje na jego obszarze właśnie ten specjalistyczny ośrodek.

Szansą na zwiększenie powodzenia projektu wśród gospodarzy jest również fakt, że popyt na gęsinę i produkty z gęsi wzrasta, szczególnie wśród konsumentów z miasta. Dodatkową korzyścią może być także uzyskanie puchu i pierza gęsiego, postrzeganego jako materiału najwyższej jakości. Wielu pośredników już się przekonało, że gęsim puchem z Polski, charakteryzującym się wysoką sprężystością, są zainteresowane na przykład japońskie firmy produkujące kurtki czy pościele.

Do chowu gęsi zachęcani są szczególnie rolnicy prowadzący gospodarstwa ekologiczne. Gęsi jako najmniej udomowione ptaki gospodarskie, doskonale bytują w naturalnym środowisku. Wytwarzane w takie sposób produkty odznaczają się wysoką jakością. Mięso gęsie to produkt delikatesowy, smakowity, a przede wszystkim zaliczany do bezpiecznej żywności. Bogactwo możliwości przerobu mięsa gęsiego w gastronomii jest niemałe – od tłuszczu półgęsiego do półgęsek. Gęsina jest źródłem pełnowartościowego białka i witaminy z grupy B. Doskonale nadaje się do przygotowania dań duszonych, pieczonych czy smażonych.

Hodowla gęsi w Polsce oraz spożywanie gęsiny w polskiej kuchni jest tradycją od kilku stuleci. Polska jest największym producentem gęsi w Europie, ale niemal cała produkcja jest wysyłana za granicę. W kraju pozostaje niewielki jej procent. Pomimo wieloletnich doświadczeń, Polacy w pewnym momencie odeszli od spożywania mięsa gęsiego na skale taką, jak dawniej. Nad zmianą kulinarnych gustów Polaków od dłuższego czasu pracuje województwo kujawsko-pomorskie dzięki akcji „Gęsina na Świętego Marcina”. Teraz zarząd województwa wychodzi także naprzeciw rolnikom. W ramach akcji mogą liczyć na wsparcie przy założeniu hodowli gęsi oraz ich sprzedaży. Rynek zbytu stoi więc otworem. I nie ma na co czekać! Cykl hodowli gęsi trwa od wiosny do jesieni. Szczegółowe informacje można uzyskać w Departamencie Rolnictwa Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego w Toruniu.

_________________________
Przedruk za Pierwszym Portalem Rolnym. Tytuł pochodzi od redakcji „Nowego Obywatela”.

Pracownice żłobków nie odpuszczają!

Pracownice żłobków nie odpuszczają!

Pracownice poznańskich żłobków od wielu miesięcy domagają się wzrostu płac. Ich zasadnicze wynagrodzenie jest obecnie niższe, niż obowiązująca w Polsce płaca minimalna. Tymczasem władze miasta twierdzą, że w latach 2012-2013 podwyżek dla tej grupy nie będzie.

Poznańscy włodarze w negocjacjach z pracownicami wykazali się daleko posuniętą ignorancją dla ich postulatów. Mimo że opiekunki od kilku miesięcy uczestniczą w posiedzeniach Komisji Zdrowia i Polityki Społecznej, a w swej sprawie wystosowały nawet list do prezydenta Ryszarda Grobelnego, wiceprezydent miasta Jerzy Stępień uznał, że ani razu nie wyartykułowały one wyraźnie swych żądań płacowych.

Taka postawa władz skłoniła pokojowo nastawione opiekunki do utworzenia związku zawodowego, pod egidą którego wystosowały one wspólne oświadczenie. Z treści dokumentu Komisji Międzyzakładowej OZZ Inicjatywa Pracownicza przy Zespołach Żłobków w Poznaniu wynika, że pracownice domagają się podwyżek w wysokości 30 proc., co kosztowałoby budżet miasta jedynie 3,2 mln zł – podobną kwotę przeznaczono na premie dla urzędników w grudniu 2011 r.

W przyjętym stanowisku stwierdzono, iż pensje opiekunek nie były rewaloryzowane od początku 2009 r., podczas gdy w tym samym czasie średnia wzrostu wynagrodzeń wyniosła 12,5%. Choć płace w żłobkach utrzymują się na stałym poziomie, po przekwalifikowaniu tych placówek w jednostki samorządowe o ok. 25 minut dziennie wydłużony został czas pracy osób w nich zatrudnionych. Wreszcie istotnym argumentem za wzrostem wynagrodzeń dla pracownic jest fakt, że ich obecne pensje są niższe od obowiązującej w Polsce płacy minimalnej (1500 zł), co sprawia, że podstawa wynagrodzenia w żłobku wynosi zaledwie 40-50% średniej krajowej.

Poznańskie opiekunki deklarują swe koncyliacyjne nastawienie, zaznaczając jednocześnie, że w przypadku dalszego ignorowania ich żądań będą zmuszone podjąć bardziej radykalną formę protestu.

Piotr Kuligowski

___________________
O poprzednich protestach pracownic poznańskich żłobków pisaliśmy tutaj.