Niech zobaczą, z kim się zadają

Niech zobaczą, z kim się zadają

Kierowcy w firmie ND postanowili poinformować największych klientów swojego pracodawcy o warunkach swojego zatrudnienia.

Dwunastu kluczowych zleceniodawców polskiego oddziału przedsiębiorstwa Norbert Dentressangle, wśród których znajdują się m.in. koncerny Danone, Renault czy BP, otrzymało list, w którym pracownicy informują o niskich wynagrodzeniach, długich godzinach pracy czy złych warunkach socjalnych. Zawierając kontrakty z firmami oferującymi najniższe ceny swoich usług ryzykujecie Państwo sukces Waszej firmy. Często bowiem za konkurencyjną ceną kryją się urągające godności ludzkiej warunki pracy, co nie pozostaje bez wpływu na jej jakość – przestrzegają klientów ND Polska kierowcy.

Pomoc w działaniach nakierowanych na klientów firmy zadeklarowały Europejska i Międzynarodowa Federacja Transportowców. Organizacje wezwały również władze przedsiębiorstwa do zaprzestania zwolnień kierowców, którzy brali udział w styczniowym proteście NSZZ „Solidarność” (pisaliśmy o nim), oraz do przywrócenia do pracy tych, którzy już otrzymali wypowiedzenia. Zaapelowali też o porozumienie ze związkowcami w sprawie wyższych płac i godnych warunków pracy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Prywatyzacja tylnymi drzwiami?

Prywatyzacja tylnymi drzwiami?

Nowelizacja ustawy o finansach publicznych może sprawić, że samorządy lokalne będą domagały się przekształcenia szpitali w spółki. W przeciwnym razie długi tych placówek wpłyną na wynik finansowy jednostek samorządu.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, ministerstwo finansów pracuje nad nowelizacją ustawy o finansach publicznych. Jednym z zamierzeń jej twórców jest włączenie do deficytu samorządów wyniku finansowego samorządowych osób prawnych: samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SP ZOZ), instytucji kulturalnych, ośrodków ruchu drogowego i ośrodków doradztwa rolniczego.

Gazeta uważa, że jeśli w taki sposób zostanie zmienione prawo, to gminy i starostwa powiatowe wpadną w kłopoty. Po doliczeniu długów takich placówek do zadłużenia samorządów, deficyt sektora samorządowego przekroczy ustawowy poziom. Wówczas jednostki samorządu terytorialnego będą musiały albo zmniejszyć wydatki inwestycyjne, albo pozbywać się deficytowych podmiotów.

Szczególnie odczuwalny będzie taki problem w powiatach, którym podlegają szpitale prowadzone w formie SP ZOZ. W 2011 r. szpitale wykazały 910 mln zł strat. Ich zobowiązania wymagalne sięgnęły 2,6 mld zł, a zobowiązania wszystkich 754 polskich szpitali to około 10 mld zł. Wiele z nich to placówki, których długi obciążyłyby właśnie samorządy. Wówczas te ostatnie mogą sięgnąć po jedyne wyjście – przekształcanie szpitali w spółki prawa handlowego. A to już szeroko otwarta furtka do prywatyzacji.

Łajdactwo w postaci czystej

Łajdactwo w postaci czystej

Nawet 140 pracowników Bitronu w Sosnowcu może stracić pracę w ramach procesu zastępowania pracowników zakładu osobami z firm zewnętrznych. Zwalniane są pracownice z najdłuższym stażem, wśród nich matki samotnie wychowujące dzieci – alarmuje zakładowa „Solidarność”.

Od zeszłego tygodnia w Bitronie trwa spór zbiorowy. Związkowcy żądają zagwarantowania przez pracodawcę utrzymania obecnego poziomu zatrudnienia i poziomu wynagrodzeń. – „Nie domagamy się podwyżek. Chcemy tylko utrzymania tego, pod czym pracodawca podpisał się kilka miesięcy temu” – podkreśla Izabela Będkowska, przewodnicząca zakładowej „Solidarności”.

W piątek 27 stycznia odbyło się kolejne spotkanie w ramach trwającego w Bitronie sporu zbiorowego. Jedyne, co udało się osiągnąć, to podpisanie protokołu rozbieżności i wyznaczenie mediatora. – „Mimo tego, że sprawa jest bardzo poważna, pan prezes nie pojawił się na spotkaniu. Atmosfera w zakładzie jest bardzo napięta, ludzie nie mają już nic do stracenia” – zapowiada przewodnicząca „Solidarności” w Bitronie.

– „Na razie otrzymaliśmy pismo informujące o zamiarze zwolnienia 14 osób. Trzy z nich to matki samotnie wychowujące dzieci. Jedna pracownica to wdowa, której mąż również pracował w Bitronie. Dzisiaj samotnie utrzymuje dwójkę dzieci. To są wieloletnie pracownice Bitronu, które budowały ten zakład. Po 10 latach tak dziękuje im się za pracę” – mówi Iwona Sęk z „Solidarności” w Bitron Poland.

Wszystkie pracownice, których mają dotknąć redukcje, są zatrudnione na podstawie umów na czas nieokreślony. Jako przyczynę zwolnienia pracodawca podał likwidację stanowiska pracy spowodowaną zmianami organizacyjnymi na wydziale. – „W rzeczywistości zapewne będzie to wyglądać tak, że na miejsce tych osób przyjdą pracownicy firm zewnętrznych, którzy za grosze będą wykonywać dokładnie tę samą pracę na tych samych maszynach” –podkreśla Izabela Będkowska.

Pracownicy obawiają się, że to dopiero początek zwolnień. – „W zakładzie pojawiła się informacja, że prezes na jednym ze spotkań z kierownikami zapowiedział, że docelowo w Bitronie ma zostać 500 osób to oznacza, że 140 zostanie zwolnionych. Wszyscy boimy się o swoją pracę. Kierownicy bez owijania w bawełnę mówią, że w pierwszej kolejności zwalniani będą ci, którzy należą do związku” – mówi jedna z pracownic Bitronu, która prosi o anonimowość. – „Gdy Bitron rozpoczął inwestycje w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, zobowiązał się, że zatrudni minimum 500 pracowników. Nie musi więcej. Jeszcze kilka lat temu zatrudniał blisko 1000 osób, ale przyszła moda na wynajmowanie firm zewnętrznych i stopniowo redukuje swoją załogę. Teraz pracowników zatrudnionych przez Bitron jest niespełna 640. Gdy zwolni 140, dojdzie do minimum zawartego w umowie” – wyjaśnia Będkowska.

Jedna z pracownic o tym, że jest zwolniona, dowiedziała się od pracodawcy telefonicznie, podczas ferii, które spędza z dzieckiem. – „Takie działania są niezgodne z prawem. Sprawą zajmują się już związkowi prawnicy. 7 lutego w zakładzie odbędzie się referendum strajkowe” – zapowiada Izabela Będkowska. – „Równolegle prawnicy Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności przygotowują obronę zwalnianych na drodze sądowej. Niezależne od tego przygotowujemy zawiadomienie do prokuratury o dyskryminacji pracowników ze względu na przynależność związkową” – dodaje przewodnicząca zakładowej „Solidarności”.

W zeszłym roku zakładowa „Solidarność” po wielomiesięcznym sporze z pracodawcą podpisała porozumienie, dzięki któremu udało się uratować ponad 200 miejsc pracy. Pracownicy, którym kończyły się umowy na czas określony, dostali nowe kontrakty. – „Dzisiaj czujemy się zawiedzeni. Po wielu miesiącach udało się podpisać porozumienie i wydawało się, że to koniec problemów. Udało się uratować pracowników z umowami czasowymi, a dzisiaj pracodawca zaczyna ciąć z drugiej strony i zwalniać zatrudnionych na czas nieokreślony” – zaznacza Iwona Sęk.

Bitron produkuje podzespoły dla przemysłu motoryzacyjnego i sprzętu AGD. Zatrudnia 639 osób, a ponadto około 400 z tzw. firm zewnętrznych. Większość zatrudnionych w sosnowieckiej firmie to kobiety. Średnia płaca pracowników produkcyjnych nie przekracza 2 tys. zł.

Na podstawie materiałów z http://solidarnosckatowice.pl

Masowy HiperWyzysk.pl

Masowy HiperWyzysk.pl

Już ponad 600 zgłoszeń i pomysłów rozwiązań różnych problemów pracowników sklepów zarejestrowano na stronie HiperWyzysk.pl, prowadzonej przez NSZZ „Solidarność”.

Od kilku miesięcy na portalu swoje obserwacje dotyczące warunków pracy i dialogu z pracodawcami mogą zgłaszać zarówno pracownicy jak i klienci sklepów. Zamieszczona na stronie Hiperwyzysk.pl mapa Polski jest już niemal w całości pokryta żółtymi symbolami pokazującymi miejsca, z których zgłoszono nieprawidłowości w stosunkach z pracodawcami.

– „Najczęstsze problemy, jakie zgłaszają pracownicy branży handlowej to w kolejności: stres i mobbing, ponadnormatywne obciążenie pracą i niskie wynagrodzenia. Ponad 12 godzin pracy dziennie, brak wynagrodzeń za nadgodziny, brak przerw, łamanie norm BHP, zatrudnianie na umowy śmieciowe i poniżanie pracowników – to nie obraz stosunków pracy w kraju trzeciego świata, a rzeczywistość wielu polskich super i hipermarketów wyłaniająca się ze zgłoszeń zamieszczonych na portalu” – mówi Alfred Bujara z Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”.

Wpisy pochodzące od pracowników dotyczą różnych zagadnień. W przytłaczającej większości są jednak świadectwem braku dialogu między pracodawcami a pracownikami. – „Pracujemy 52-62h tygodniowo, a na umowach mamy pół etatu. Nie mamy urlopu wypoczynkowego ani płatnych nadgodzin. Szef nie przebiera w słowach, a na każdą skargę odpowiada wulgarnie, sugerując, że każdego można zastąpić” – relacjonuje na HiperWyzysk.pl pracownik ze  Stalowej Woli.

– „Jestem zatrudniony przez agencję pracy na umowę zlecenie. Zarobki są skandaliczne: tylko 4,70 zł za godzinę. O przejściu na etat można tylko pomarzyć. Teraz chcą zwalniać pracowników etatowych i zatrudniać pracowników z firm zewnętrznych, bo pracujemy za grosze. Coś powinno się zrobić z tymi umowami zlecenie, bo krzywdzą wszystkich” – czytamy w komentarzu kasjera pracującego w jednej z sieci sklepów w Bytomiu.

Intencją twórców platformy było zwrócenie pracodawcom uwagi na kłopoty wynikające z niskiego poziomu komunikacji wewnątrz firm. Ze strony skorzystało jak dotąd przeszło 50 000 odwiedzających. Akcja jest także obecna na popularnych serwisach społecznościowych takich jak Facebook czy NK.

W ramach projektu „Solidarność” zachęcała nie tylko do zgłaszania problemów, ale także do aktywnego poszukiwania możliwych rozwiązań. W pierwszym okresie działania serwisu na autorów najlepszych pomysłów czekały nagrody. W ramach programu promującego dialog realizowane były także inne działania takie jak przedświąteczny happening „Więcej dialogu” zorganizowany w centrum Warszawy przez pracowników sieci handlowych należących do NSZZ „Solidarność”.

Partnerem medialnym akcji HiperWyzysk.pl jest od samego jej początku „Nowy Obywatel”.