Głos europejskiego ludu

Głos europejskiego ludu

Już od 1 kwietnia 2012 r. mieszkańcy Starego Kontynentu będą mogli występować z Europejską Inicjatywą Obywatelską. To nowy sposób oddziaływania na decyzje organów Unii Europejskiej.

Jak informuje portal Eurodesk Polska, Europejska Inicjatywa Obywatelska to szansa dla mieszkańców UE na bezpośredni udział w procesie podejmowania decyzji. Propozycje zgłoszone przez obywateli Unii mogą dotyczyć dowolnej dziedziny, w której Komisja Europejska ma prawo proponować przepisy. Czyli np. środowiska naturalnego, rolnictwa, transportu lub zdrowia publicznego. Urzędnicy KE będą musieli zająć się problemem, jeśli inicjatorzy zbiorą milion podpisów poparcia.

Zasady Europejskiej Inicjatywy Ustawodawczej mają być proste. Najpierw musi powstać komitet, składający się z przynajmniej 7 osób z 7 różnych krajów UE. Następnie musi on zarejestrować inicjatywę na specjalnej stronie internetowej – od tego momentu Komisja Europejska ma dwa miesiące, by ocenić, czy propozycja komitetu spełnia obowiązujące wymagania. Gdy rejestracja inicjatywy zostanie potwierdzona, komitet może zacząć zbierać podpisy poparcia. Aby miały znaczenie formalne, musi ich zebrać co najmniej milion w ciągu maksymalnie roku. Osoby popierające projekt muszą mieszkać w co najmniej siedmiu różnych krajach UE. Podpisy można zbierać również za pośrednictwem internetu – KE udostępniła w tym celu specjalne oprogramowanie.

Jeśli pod Europejską Inicjatywą Obywatelską uda się zebrać milion podpisów, Komisja ma trzy miesiące na jej przeanalizowanie i podjęcie odpowiednich kroków: przedstawienie aktu prawnego, rozpoczęcie badań lub innych działań. Jakąkolwiek decyzję Komisja podejmie, jej powody musi publicznie wyjaśnić. Propozycje zmian prawnych muszą trafić pod obrady Rady Unii Europejskiej lub (w większości przypadków) Parlamentu Europejskiego. Po zatwierdzeniu stają się obowiązujące.

Przedwczoraj pisaliśmy o tym, jak na zebranie ponad miliona podpisów w samej Polsce pod żądaniem referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego, zareagował premier Tusk – warto porównać lokalnego autokratę ze standardami europejskimi.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Powrót rozsądku?

Powrót rozsądku?

Świętokrzyski oddział NFZ chce zakontraktować usługi w ok. 40 szkolnych gabinetach stomatologicznych. Uczeń mógłby nieodpłatnie korzystać w nich z profilaktyki, a za zgodą rodziców również leczyć zęby.

Jak informuje portal Rynek Zdrowia, świętokrzyski Oddział NFZ pod koniec ubiegłego roku przeprowadzał konkursy na wszystkie świadczenia stomatologiczne na lata 2012-2014. W ramach tego procesu kontrakty otrzymało m.in. 25 gabinetów, których siedziby znajdują się w szkołach.

– „Oczywiście, każdy gabinet stomatologiczny, a mamy ich w sumie ponad 550, który znajduje się w innym miejscu niż szkoła, np. w przychodni, ma nie tylko prawo, ale i obowiązek przyjmować dzieci, prowadzić zarówno świadczenia profilaktyczne, jak i leczyć zęby. Niemniej jednak uznaliśmy, że warto jeszcze ogłosić dodatkowe postępowanie na świadczenia stomatologiczne dla dzieci i młodzieży do lat 18 ze wskazaniem na konieczność prowadzenia świadczeń w gabinecie mieszczącym się w przedszkolu, szkole podstawowej, gimnazjalnej i ponadgimnazjalnej. Postępowanie dotyczy całego województwa, tak by sieć gabinetów była rozłożona równomiernie, nie tylko w dużych miastach” – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Beata Szczepanek, rzeczniczka prasowa świętokrzyskiego oddziału NFZ.

Oddziałowi NFZ zależy na zapobieganiu, poprzez systematyczne przeglądy, lakowanie, lakierowanie, lapisowanie. Pomysł chwali Joanna Zemlik, wojewódzki konsultant ds. stomatologii dziecięcej. Jej zdaniem bardzo ważne jest to, że konkurs ogłoszono właśnie dla gabinetów szkolnych. Będą one przede wszystkim skupiać się na zapobieganiu, a nie leczeniu, a młodzież będzie pod stałą kontrolą.

To nie koniec. – „Planujemy, że uda się nam zakupić usługi w około 15 dodatkowych gabinetach. Postępowania będą trwały do końca lutego, a gabinety mogłyby zacząć przyjmować pacjentów już od 1 marca” – wyjaśnia Beata Szczepanek. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, od wiosny w woj. świętokrzyskim w 40 szkołach dzieci i młodzież będą pod stałą, bezpłatną opieką stomatologów.

Jest lepiej, ale nie idealnie

Jest lepiej, ale nie idealnie

W 2011 r. odnotowano kolejny wzrost liczby producentów żywności ekologicznej. W porównaniu do 2010 r. liczba ekologicznych producentów rolnych w Polsce wzrosła o ok. 14%.

Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych podała wstępne wyniki dotyczące tendencji w sferze produkcji, przetwórstwa i obrotu ekologicznymi płodami rolnymi. W 2011 r., podobnie jak w latach poprzednich, odnotowano wzrost liczby producentów ekologicznych. W porównaniu do 2010 r., liczba producentów ekologicznych w Polsce wzrosła o ok. 14% i wynosiła 23 860, w tym 23 431 ekologicznych producentów rolnych (wzrost o ok. 14%).

Podobnie jak liczba producentów ekologicznych wzrosła także powierzchnia użytków rolnych uprawianych ekologicznymi metodami produkcji, przy czym wzrost ten wynosił ok. 10%. W 2011 r., powierzchnia użytków rolnych uprawianych ekologicznymi metodami produkcji wynosiła 573 687,09 ha, z czego 357 251,09 ha stanowiła powierzchnia ekologicznych użytków rolnych po zakończonym okresie konwersji (tzw. przestawianie produkcji rolnej z metod konwencjonalnych na ekologiczne), a 216 436,0 ha powierzchnia ekologicznych użytków rolnych w okresie konwersji. W 2011 r. największa powierzchnia ekologicznych użytków rolnych (łącznie) była w województwach: zachodniopomorskim (119 349,65 ha; 2392 producentów), warmińsko-mazurskim (109 195,17 ha; 2288 producentów) oraz podlaskim (48 884,93 ha; 2452 producentów).

Negatywny trend zaobserwowano natomiast w branży przetwórni ekologicznych – było ich w roku 2011 o ok. 9% mniej niż rok wcześniej, mianowicie 267 podmiotów. O przyczynach tego zjawiska pisaliśmy wczoraj.

Ponadto, w 2011 r. w Polsce działalność w zakresie rolnictwa ekologicznego prowadziło także m.in. 203 producentów prowadzących działalność w zakresie wprowadzania na rynek produktów ekologicznych (z wyłączeniem importowanych z państw trzecich), 16 producentów prowadzących działalność w zakresie wprowadzania na rynek produktów ekologicznych importowanych z państw trzecich, 17 producentów prowadzących działalność jako dostawcy kwalifikowanego materiału siewnego i wegetatywnego materiału rozmnożeniowego.

Więcej soku w soku!

Więcej soku w soku!

Rozwija się rynek polskiej ekożywności. Skutkuje to nie tylko dostępem do wysokiej jakości produktów spożywczych, ale także nowymi miejscami pracy na wsi. Niestety, polscy drobni producenci często czerpią z niego dużo mniejsze korzyści, niż duże zagraniczne firmy.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, sytuacja ta wynika przede wszystkim z nazbyt sztywnych przepisów. Obowiązujące w Polsce normy sanitarne powodują bowiem, że żywność ekologiczna, poddana wymaganej obróbce, stałaby się żywnością „plastikową”. Dobrym przykładem jest tutaj mleko, które traci większość składników odżywczych po obróbce w zakładach przetwórczych. Podobnie rzecz ma się z sokami – większość z nich to koncentraty zmieszane z wodą, a nie zdrowy sok wyciśnięty z owoców. Paradoksalnie jednak to właśnie takie zubożone produkty spełniają polskie normy fitosanitarne.

Innym problemem producentów zdrowej żywności jest fakt, że ich wytwory trafiają głównie zagranicę jako prosty surowiec zagranicę. – „Surowiec jest wciąż »wysysany« z polskiego rynku, przetwarzany za granicą, a potem trafia do nas jako wysokiej jakości produkt w bardzo wysokiej cenie. W efekcie na przetwórstwie zdrowej polskiej żywności zarabiają duże firmy przetwórcze za granicą” – wyjaśnia Danuta Zarzycka, właścicielka sklepu Rolnik Ekologiczny w Warszawie i gospodarstwa Eko-owoc. Powoduje to, że sytuacja rolników, którzy zdecydowali się na prowadzenie gospodarstw ekologicznych, nie jest wcale rewelacyjna.

W większości państw Unii Europejskiej istnieją odrębne regulacje prawne dla producentów ekożywności. Skutkują one choćby powstawaniem przy gospodarstwach małych przetwórni żywności, które w Polsce byłyby zamykane przez Sanepid. W naszym kraju podejmowano już co prawda próby wprowadzania przepisów o tzw. małym przetwórstwie w gospodarstwach rolnych, w praktyce jednak nie zmieniły one sytuacji i rolnicy wciąż natrafiają na biurokratyczny mur.

Piotr Kuligowski