Referendum sieci w Sieci

Referendum sieci w Sieci

W sieci handlowej Jysk rozpoczęło się referendum strajkowe. Pracownicy biorą udział w głosowaniu za pośrednictwem internetu – to prawdopodobnie pierwszy w Polsce taki przypadek.

– „Chyba po raz pierwszy w historii referendum strajkowe jest prowadzone w internecie. Dzięki temu będziemy mogli szybko dotrzeć do wszystkich naszych pracowników, a wiadomo, że Jysk ma sklepy rozsiane w całym kraju, więc zorganizowanie tradycyjnego referendum jest bardzo trudne” – mówi Przemysław Kowalski, przewodniczący „Solidarności” w Jysk.

– „Przyjęta w polskim prawie koncepcja pracodawcy zakłada, że nawet złożone, wielopodmiotowe struktury takie jak np. sieci handlowe, są traktowane jako jeden pracodawca. Tymczasem sieci handlowe to kilkadziesiąt, a nawet kilkaset sklepów w różnych miejscach kraju. W przypadku sporów zbiorowych rodzi to poważny problem, aby np. przeprowadzić referendum strajkowe. Internet wydaje się tutaj dobrym instrumentem i nie wykluczam, że takie rozwiązanie będzie się upowszechniać” – mówi profesor Jakub Stelina, kierownik katedry Prawa Pracy Uniwersytetu Gdańskiego.

Jednocześnie, jak przekonuje naukowiec, przeprowadzanie referendum strajkowego za pomocą internetu  nie niesie ze sobą żadnych przeszkód prawnych. – „Trzeba oczywiście zapewnić wiarygodność wyników takiego głosowania oraz jego zgodność z wymogami wynikającymi z ustawy. Jeżeli zapewni się odpowiednie instrumenty, to takie referendum z pewnością będzie zgodne z prawem” – tłumaczy prof. Stelina.

Aby zalogować się na specjalną stronę internetową do głosowania, pracownicy Jysk muszą podać swój firmowy numer identyfikacyjny. To gwarantuje, że w głosowaniu wezmą udział wyłącznie pracownicy sieci oraz że każdy z nich będzie mógł oddać tylko jeden głos. – „Mimo naszych próśb, pracodawca nie udostępnił nam imiennej listy pracowników. Stwierdził, że nie może tego uczynić, bo naruszyłby przepisy o ochronie dóbr osobistych oraz danych osobowych. Naszym zdaniem jest to celowe przeszkadzanie w prowadzeniu sporu zbiorowego, ale dzięki internetowi udało nam się rozwiązać ten problem” – mówi szef zakładowej „Solidarności”.

– „Ochrona danych osobowych to taki wytrych, który często stosuje się w zasadzie bezrefleksyjnie. Pracodawca jest zobowiązany współdziałać ze związkiem zawodowym w czasie prowadzenia sporu zbiorowego. Interpretacja przepisów, która w zasadzie blokuje prowadzenie sporu, jest niedopuszczalna. Związek nie prowadzi przecież własnej ewidencji wszystkich pracowników. Więc  w oparciu o co ma przeprowadzić referendum?” – pyta prof. Stelina.

Spór zbiorowy w sieci Jysk trwa od końca października. Zakładowa „Solidarność” domaga się 40-procentowej podwyżki dla każdego pracownika. Żądania płacowe mają związek z zeszłoroczną redukcją etatów w sklepach sieci, podczas której znacznej części pracowników obniżono wymiar czasu pracy z pełnego etatu o jedną czwartą bądź o połowę. Jysk zatrudnia w Polsce w swoich sklepach oraz w centrum dystrybucyjnym w Radomsku ponad 1400 osób. Wynagrodzenia pełnoetatowych pracowników sklepów sieci wahają się od 1500 do 1800 zł brutto.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Niekradzione tuczy (wszystkich)

Niekradzione tuczy (wszystkich)

Szwajcarzy nie ugięli się przed presją żądań lobby „antypirackiego”. Zamiast podpisywać zamordystyczne pakty i konwencje, zbadali wpływ „piractwa” na gospodarkę. Okazało się, że osoby „piratujące” rozmaite dobra kulturowe, wcale nie zaczęły wydawać mniej pieniędzy na udział w kulturze.

Jak informuje portal vbeta.pl, w Szwajcarii miała miejsce nietypowa sytuacja. Kraj ten, jak wiele innych, znalazł się na celowniku lobby „antypirackiego”, które domagało się zaostrzenia regulacji dotyczących prawa autorskiego. O ile w wielu krajach ich presja i „argumenty” okazały się skuteczne, o tyle władze Szwajcarii powiedziały: „sprawdzam”. Zlecono badania nad wpływem piractwa na gospodarkę. Wykazały one, że nie można udowodnić tezy, jakoby „piractwo” wpływało znacząco na kondycję i dochody branży rozrywkowo-kulturalnej.

Wnioski płynące z badań okazały się iście obrazoburcze na tle histeryzowania lobby „antypirackiego”. Okazało się, że „piraci” nie tylko nie szkodzą branży, ale stanowią jej najwartościowszych klientów, gotowych płacić najwięcej za dobra kultury. W Szwajcarii nie odnotowano zmian w strukturze budżetów domowych na przestrzeni czasu. Wydatki na szeroko rozumianą kulturę są obecnie podobne do tych, jakie były w czasach przed popularyzacją Internetu.

Mając w ręku taki oręż, władze Szwajcarii udzieliły odpowiedzi na żądania lobby „antypirackiego”. Brzmi ona tak: Ściąganie plików na własny użytek pozostanie legalne, nie będzie żadnego zaostrzania prawa, a dla branży będzie lepiej, jeśli zamiast forsować bardziej restrykcyjne prawo, dorośnie i dostosuje się do zmian zachodzących w świecie i nowych zwyczajów konsumentów. Utrzymane zostaną te regulacje, które karały za czerpanie zysków z rozpowszechniania „nielegalnych” plików, natomiast obywatele mogą bez obaw ściągać na własny użytek pliki udostępnione w internecie.

Rząd przyjazny banksterom

Rząd przyjazny banksterom

Ministerstwo Finansów oraz kluby PO i PSL opowiedziały się za odrzuceniem w pierwszym czytaniu projektu ustawy o podatku bankowym. PiS chciał, aby nowy podatek stał się alternatywą dla wprowadzonej w ubiegłym roku podwyżki VAT.

Jak pisze „Nasz Dziennik”, Platforma Obywatelska oraz Polskie Stronnictwo Ludowe opowiedziały się przedwczoraj za tym, aby bez głębszej dyskusji już w pierwszym czytaniu odrzucić projekt Prawa i Sprawiedliwości w sprawie wprowadzenia podatku od niektórych instytucji finansowych, nazywanego potocznie podatkiem bankowym.

PiS ponowiło swój projekt w tym względzie. Opozycja występowała o wprowadzenie podatku bankowego już podczas poprzedniej kadencji. Wówczas minister finansów Jacek Rostowski, odrzucając projekt opozycji, wyrażał gotowość wprowadzenia przez rząd podobnego podatku. Na zapowiedziach jednak się skończyło.

Zaproponowana przez PiS koncepcja podatku od instytucji finansowych przewiduje opodatkowanie ich aktywów stawką 0,39%. Miałoby to dać budżetowi około 5 mld zł: 4,1 mld zł z opodatkowania banków, 538 mln zł z opodatkowania towarzystw ubezpieczeniowych i 405 mln zł z opodatkowania aktywów towarzystw funduszy inwestycyjnych. Projekt przewiduje także m.in. zwolnienie z podatku aktywów o wartości nie przewyższającej 10 mln zł w celu ochrony niewielkich instytucji finansowych, dla których podatek mógłby okazać się zbyt dotkliwy.

Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, Beata Szydło, uzasadniając projekt w Sejmie, tłumaczyła, że proponowane rozwiązania mają stanowić alternatywę wobec wprowadzonej w ubiegłym roku podwyżki podatku VAT. Ta podwyżka najbardziej dotknęła gospodarstwa domowe o dochodach średnich i poniżej średniej.

Jak trafnie komentuje „Nasz Dziennik”, jeżeli trzeba sięgnąć do kieszeni przeciętnych obywateli, zwiększając chociażby stawkę podatku VAT, to kontrowersji w rządzie Donalda Tuska nie ma. Gdy pojawia się inicjatywa, aby budżet państwa w większym stopniu zasiliły instytucje finansowe, pojawia się ze strony rządzącej koalicji silne lobby obrony instytucji finansowych.

Ambasadorze, dbaj o dobre imię!

Ambasadorze, dbaj o dobre imię!

Śląsko-Dąbrowska „Solidarność” zwróciła się do ambasadora Włoch z prośbą o interwencję w związku z łamaniem zasad dialogu społecznego w Fiat Auto Poland. – „Postępowanie zarządu tyskiej fabryki z pewnością nie służy wizerunkowi włoskich inwestorów w Polsce” – mówi Dominik Kolorz, szef regionu Związku.

–  „Zdecydowaliśmy się na ten krok po spotkaniu z mediatorem Władysławem Rychłowskim. To jest w zasadzie nasza wspólna inicjatywa. Doszliśmy do wniosku, że jedyną szansą na skłonienie zarządu Fiat Auto Poland do przystąpienia do mediacji jest poinformowanie ambasadora o sytuacji w tym zakładzie” – wyjaśnia Kolorz.

W Fiat Auto Poland w Tychach oraz w jej spółkach zależnych od niemal roku trwa spór zbiorowy. 7 czerwca 2011 roku spór wkroczył w fazę mediacji. – „Niestety, od tego czasu przedstawiciele Zarządu Fiat Auto Poland S.A. nie pojawili się na ani jednym spotkaniu w ramach mediacji. 20 grudnia 2011 roku z inicjatywą mediacji w sporze wystąpił również Wojewoda Śląski, a więc przedstawiciel polskiego rządu w naszym regionie. Niestety również ta propozycja została odrzucona przez Zarząd Fiat Auto Poland S.A. Władze fabryki Fiata w Tychach zdają się ignorować nie tylko liczne pisma i apele NSZZ Solidarność o podjęcie rozmów, ale również wszelkie inicjatywy administracji rządowej RP” – napisali związkowcy w liście do ambasadora.

– „Takie lekceważenie strony społecznej jest niezrozumiałe. Reprezentacja pracowników ma prawo domagać się prowadzenia dialogu na temat warunków pracy i płacy. Liczymy, że po interwencji włoskiej ambasady zarząd spotka się wreszcie z mediatorem i dojdzie do rozmów na temat podwyżek wynagrodzeń w 2012 roku” – mówi Wanda Stróżyk, przewodnicząca „Solidarności” w Fiat Auto Poland.

W liście do ambasadora Riccardo Guariglia związkowcy wskazują również na odmienne traktowanie pracowników i związków zawodowych we włoskich zakładach koncernu oraz w fabryce w Tychach. – „We Włoszech Fiat słynie z poszanowania dialogu społecznego, a szefowie koncernu wielokrotnie podkreślali, że fabryka w Tychach jest perełką w całej grupie. Niestety postępowanie przedstawicieli Fiata w Polsce bardzo mocno nadwyręża wizerunek, zarówno tej marki, jak i wszystkich włoskich inwestorów w naszym kraju” – podkreśla Dominik Kolorz.

Kopie listu do ambasadora zostały też wysłane do ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz do dyrektora generalnego Grupy Fiata Sergio Marchionne.

Fiat Auto Poland w Tychach zatrudnia przeszło 5300 pracowników. W zakładach powiązanych z Fiatem, które również obejmuje międzyzakładowy spór zbiorowy, czyli w Denso Thermal Systems Polska, Fiat GM Powertrain Polska oraz Sistema Poland łącznie pracuje ok. 2500 osób.

______________
Na podstawie http://solidarnosckatowice.pl