Korupcja? Lubią to

Korupcja? Lubią to

Koncerny wydobywcze, m.in. Shell, lobbują przeciw przepisom antykorupcyjnym. Nie chcą informować o tym, jakie stawki płacą za surowce w poszczególnych krajach.

Jak informuje portal wyborcza.biz za „Financial Times”, nowe przepisy w prawie antykorupcyjnym w USA i Unii Europejskiej mają na celu zwiększenie przejrzystości transakcji między koncernami wydobywczymi a rządami, w tym reżimami sprzedającymi ropę, gaz czy minerały. Zmiany mają też umożliwienie kontroli, czy firmy inwestują lokalnie z korzyścią dla społeczności danego kraju.

Propozycje te wywołały sprzeciwy ze strony koncernów wydobywczych. Shell uważa, że nowe regulacje będą uciążliwe i niezgodne z lokalnym prawem. Na przykład w Katarze informacje na temat płatności za surowce są poufne ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Z kolei BHP Billiton, jeden z największych koncernów wydobywczych, przekonuje, że takie rozwiązania nie powstrzymają korupcji. W takim razie chyba nie powinni się ich obawiać…

Pomysł poparli natomiast ludzie biznesu, m.in. George Soros i Bill Gates. Soros stwierdził, że jako inwestor chciałby wiedzieć, czy dana firma ma przejrzyste relacje z rządami. Natomiast Bill Gates przypominał, że zasoby naturalne Afryki w eksporcie były warte 246 mld dol. w 2009 r., czyli prawie sześć razy więcej, niż wynosi pomoc rozwojowa dla tego kontynentu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Marnotrawstwo zwane dotacją

Marnotrawstwo zwane dotacją

Za pieniądze z unijnych dotacji na wsiach powstało 1600 świetlic i ośrodków kultury oraz ponad 1000 obiektów sportowych, placów zabaw i miejsc rekreacji. 90% z nich stoi pustych, bo gmin nie stać na sfinansowanie działalności tych placówek.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, na stworzenie takich obiektów mogło zostać przeznaczone z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich nawet 1,3 mld zł, bo na projekt każda gmina mogła otrzymać do pół miliona złotych. Zdaniem ekspertów, pieniądze te zostały w dużej mierze zmarnowane.

Stowarzyszenie Kapitał-Praca-Rozwój, jeden z podmiotów dzielących pieniądze z PROW, policzyło, że tylko w 23 mazowieckich gminach znajdujących się na terenie jego działania, powstało 300 świetlic – taka placówka jest zatem w co drugiej wsi. Podczas tegorocznej zimy ogrzewane było zaledwie 20 z nich, bo w tylko tylu prowadzone są jakieś zajęcia. Gazeta przywołuje słowa Zbigniewa Woźniaka, wójta gminy Bielany w powiecie sokołowskim: „Gmin nie stać nawet na ogrzanie tych pomieszczeń, nie mówiąc o zatrudnieniu kadry, która spowodowałaby, że w tych placówkach wreszcie zaczęłoby się coś dziać” – mówi Woźniak. Jak wyjaśnia, na terenie jego gminy powstało 5 takich placówek, a wniosek o dotację na utworzenie szóstej czeka na rozpatrzenie. Gmina ma skromne fundusze, więc na utrzymanie świetlic może rocznie przekazać każdej placówce nie więcej niż tysiąc złotych. Starcza to mniej więcej na… jedną imprezę.

Zdaniem organizacji pozarządowych, podobnie dzieje się w całym kraju. Nie tylko nie ma mowy o wykorzystaniu świetlic na wsi do celów kulturalnych czy rekreacyjnych, ale nawet nie są tam organizowane odpłatnie wesela czy inne imprezy okolicznościowe, które pozwoliłyby gminom pozyskać środki na utrzymanie tych placówek. Samorządy nie mogą też przeznaczyć tych lokali na przedszkole czy żłobek, bo nie zezwalają na to warunki programu. – „Przez siedem lat obiekty powstałe za środki z PROW nie mogą przynosić nam żadnego zysku” – mówi gazecie Marian Sekulski, wójt gminy Wodynie (woj. siedleckie). Co więcej, do każdego z tych projektów gminy dołożyły swoje pieniądze. Było to 20 lub 25 proc. wartości inwestycji, czyli nawet 125 tys. zł. Obecnie podejmowane są starania o zmianę przepisów, która umożliwiłaby prowadzenie w obiektach m.in. usług odpłatnych, pod warunkiem, że zysk miałby zostać przeznaczony na niekomercyjną działalność w tych samych placówkach.

Komentarz nasuwa się oczywisty: obecny system nie działa. Z radością należałoby przyjąć powstanie każdej placówki kulturalnej czy choćby publicznego zaplecza lokalowego na prowincji – tylko co z tego, że one powstały, skoro brak środków na dalsze funkcjonowanie obiektów, a przede wszystkim na sensowną działalność w nich. Jest to jednak tylko wycinek szerszego problemu, polegającego na „dotacyjnym” systemie działań państwa.

W Polsce „nie ma” pieniędzy na stałe funkcjonowanie żłobków czy przedszkoli tam, gdzie one są potrzebne, natomiast są pieniądze na rozmaite konkursy grantowe, w których najbardziej sprawni, zdeterminowani lub mający znajomości mogą otrzymać dotację na prowadzenie przedszkola czy żłobka przez rok lub dwa. W Polsce „nie ma” pieniędzy na stabilne miejsca pracy w sektorze publicznym, ale są pieniądze na finansowanie prywatnym przedsiębiorcom zatrudniania absolwentów czy bezrobotnych na kilka miesięcy. W Polsce „nie ma” środków na „nierentowne” przedsiębiorstwa publiczne, za to są środki na uznaniowe dotacje budżetowe dla biznesu „tworzącego nowe miejsca pracy”.

W ten sposób ogromne pieniądze wypływają z budżetu do prywatnych, stowarzyszeniowych czy samorządowych rąk (nie zapominając o kosztach dodatkowej biurokracji obsługującej te „projekty”) na przedsięwzięcia bzdurne lub chwilowe, za to coraz mniej jest środków budżetowych na sfinansowanie przedsięwzięć sensownych i długofalowych. „Tanie państwo” neoliberałów okazuje się państwem drogim i pozbawionym sensu.

Okraska o spółdzielczości

Okraska o spółdzielczości

Portal ekonomiaspoleczna.pl opublikował wywiad z redaktorem naczelnym „Nowego Obywatela”, poświęcony obecnej kondycji sektora spółdzielczego i szansom na jego rozwój.

W ramach dyskusji o „Pakcie na rzecz ekonomii społecznej” portal Ekonomia Społeczna przygotował cykl rozmów z osobami zajmującymi się spółdzielczością i pokrewnymi formami gospodarowania. Jednym z rozmówców jest Remigiusz Okraska, redaktor naczelny „Nowego Obywatela”. W rozmowie zatytułowanej „Wspierajmy kulturę współdziałania a nie spółdzielczość jako taką!”, Okraska mówi m.in.:

„Wspólnotowe i zarazem demokratyczne formy własności okazały się dość stabilne, a nawet rozwojowe w dobie kryzysu ekonomicznego w porównaniu z firmami funkcjonującymi wedle zasad neoliberalnego kapitalizmu. To bez wątpienia jest znakomita wiadomość. […] Nie ma dróg na skróty w takich kwestiach, jak tworzenie kultury demokratycznej – to trwa i musi trwać całe lata. Oczywiście można i trzeba ów proces wspierać na rozmaite sposoby. Na pewno prawo musi być przyjazne ludziom niezamożnym, którzy chcą działać razem w sferze gospodarczej na zasadach demokratycznej współwłasności. Kolejna sprawa to klimat kulturowy – konieczne jest promowanie nie tyle spółdzielczości jako takiej, ile w ogóle aktywności społecznej, wysiłku zbiorowego, postaw wspólnotowych. Wówczas organizowanie się ludzi na płaszczyźnie gospodarczej również będzie łatwiejsze i postrzegane jako oczywiste. […] W Polsce mnóstwo postaw czy rozwiązań, które są czymś oczywistym w zamożnych i nowoczesnych krajach, postrzega się jako coś rodem z dawnego ustroju. Jest okrutnym paradoksem historii, że PRL, który powoływał się na hasła socjalne i postępowe, swoją praktyką tak bardzo zohydził społeczeństwu rozwiązania istniejące w niemal każdym nowoczesnym państwie. Normalne nie jest wcale to, że nie istnieje własność publiczna czy współwłasność środków produkcji – normalne jest raczej to, że znaczna część mieszkań w Wiedniu to własność komunalna, że w Niemczech w dużych przedsiębiorstwach istnieją różne formy samorządu pracowniczego, że w niektórych regionach Francji 80–90% rolników to członkowie rozmaitych spółdzielni itd.”.

Całą rozmowę można przeczytać tutajzachęcamy do lektury!

Prywatyzacja – czy to konieczne?

Prywatyzacja – czy to konieczne?

Ministerstwo Skarbu Państwa wystawiło na sprzedaż akcje Kopalni i Zakładów Chemicznych Siarki „Siarkopol” w Grzybowie. Związkowcy są przeciwni sprzedaży i uważają, że zakład – jedyny w kraju prowadzący kopalniane wydobycie siarki – powinien pozostać państwową firmą o statusie strategicznym.

Nabyciem akcji firmy jest zainteresowanych ponad 20 podmiotów. Ministerstwo chce sprzedać 85% akcji za niemal 75 milionów złotych. Pozostałe 15% trafi nieodpłatnie do pracowników. Jednak związki zawodowe z Siarkopolu są sceptyczne wobec pomysłu sprzedaży zakładu. Przedstawiciele załogi spotkali się Warszawie z szefem departamentu prywatyzacji w Ministerstwie Skarbu. Szef zakładowej „Solidarności”, Andrzej Czeczot powiedział Radiu Kielce, że załoga starała się przekonać resort do wstrzymania sprzedaży. Jego zdaniem, dla skarbu państwa korzystniejsze finansowo będzie zatrzymanie 100% akcji Siarkopolu. Załoga apelowała także do ministra o uznanie firmy za spółkę strategiczną dla skarbu państwa.

Związkowcy napisali również list do premiera Donalda Tuska, w którym wskazują na zagrożenia związane z prywatyzacją spółki. Zapowiadają, że będą do skutku walczyć o wstrzymanie sprzedaży udziałów spółki. Nie wykluczają nawet strajku. Firma zatrudnia ponad 700 osób. Waldemar Bartosz, szef zarządu regionu świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność”, powiedział „Gazecie Wyborczej”: „Formalnie jeszcze nawet nie wiemy, kto złoży oferty, ale załoga widzi, jakie firmy interesują się tym zakładem. Obawiamy się powtórki sytuacji z Kieleckich Kopalni Surowców Mineralnych, gdzie firma po prywatyzacji produkuje dwa razy więcej, a co chwila pojawiają się sygnały o kłopotach z płatnościami wobec załogi”.

Poseł PiS z regionu, Krzysztof Lipiec, złożył w tej sprawie interpelację do Ministra Skarbu Państwa. Czytamy w niej m.in.: „Na moje ręce wpłynął protest Załogi Kopalni i Zakładów Chemicznych Siarki Siarkopol S.A. w Grzybowie […] wyrażający zdecydowany sprzeciw wobec prywatyzacji Spółki. Załoga uważa, że w obecnej sytuacji ekonomiczno-gospodarczej sprzedaż pakietu 85% akcji, których właścicielem jest Skarb Państwa jest wielkim błędem, ze względu na fakt, iż dobrze prosperująca Spółka zapewni o wiele większe korzyści w długoletniej perspektywie gospodarczej niż jednorazowy dochód budżetowy. Firma jest motorem gospodarczym Regionu Staszowskiego, dając zatrudnienie dla około 1000 rodzin i źródłem aktywności gospodarczej dla handlu, usług i kilkudziesięciu firm tego regionu. Obecnie Spółka znajduje się w doskonałej kondycji finansowej, generuje duży zysk, a więc stać ją na wszystkie inwestycje niezbędne dla dalszego jej rozwoju. […] przedsiębiorstwo aktualnie jest jedyną firmą w kraju i na świecie, która prowadzi kopalniane wydobycie siarki. Załoga wyraża obawę przed ewentualnym przejęciem Spółki przez prywatny kapitał, nastawiony na szybki zysk i zwrot poniesionych kosztów, a co za tym idzie rabunkowej eksploatacji złóż górniczych. Jako przestrogę Załoga wskazuje Kopalnię Siarki »Basznia«, gdzie po rabunkowej eksploatacji pozostawiono zdegradowane tereny i skażone środowisko Skarbowi Państwa i Podatnikom. W ostatnich latach nastąpił wzrost cen siarki. Pozwoliło to na rozpoczęcie odtwarzania zamortyzowanego parku maszynowego, remontu urządzeń oraz odbudowanie infrastruktury socjalnej. Ostatnie miesiące przyniosły kolejny wzrost cen naszych produktów. Planowany zysk netto w tym roku ma wynieść 100 mln złotych. Zdecydowanie postawiono na rozwój. Podjęto szereg działań o charakterze techniczno-inwestycyjny między innymi: budowę nowoczesnej instalacji siarki nierozpuszczalnej i pozyskanie nowych terenów eksploatacyjnych. […] Uważam, podobnie jak Załoga przedsiębiorstwa, że w interesie Skarbu Państwa jest odstąpienie od prywatyzacji Spółki i wpisanie jej na listę spółek nie podlegających prywatyzacji. Wobec tak zdecydowanych i niekorzystnych dla firmy działań ze strony Skarbu Państwa w sytuacji, gdy Spółka generuje duży zysk, a więc stać ją na wszystkie inwestycje, stawiam ponownie pytanie jaki, tak naprawdę jest cel tej prywatyzacji?”.