Wyzysk – Pracownicy 0:1?

Wyzysk – Pracownicy 0:1?

Niecodzienny mecz zostanie rozegrany dzisiaj o 13. w okolicy głównego wejścia na Stadion Narodowy. Związkowcy zapraszają do obejrzenia rozgrywki piłkarskiej z udziałem wyzyskiwanych pracowników. Chcą w ten sposób zwrócić uwagę opinii publicznej na problemy osób zatrudnionych w handlu i ochronie.

W dniu pierwszego towarzyskiego meczu na Stadionie Narodowym o godz. 13.00 przy Al. Księcia Józefa Poniatowskiego w Warszawie rozpocznie się happening pod hasłem „Chcemy dialogu” z udziałem pracowników należących do NSZZ „Solidarność”. Bramkarz będzie uosabiał pracownika, natomiast strzelający gole piłkarz – kierownika hipermarketu. Dodatkowych dwóch animatorów doda bramce mobilności, animatorzy w każdej chwili będą mieli możliwość przenieść bramkę w inne miejsce, co zwiększy zasięg komunikatu.

Zachowanie animatorów i dialogi – pracownika i kierownika – wyjaśnią całą sytuację. Strzelający gole kierownik będzie pokrzykiwał na pracownika broniącego bramki. Broniący bramki pracownik będzie się starał wybronić możliwe najwięcej bramek i sprostać wymaganiom kierownika.

Akcja odbywa się pod patronatem portalu HiperWyzysk.pl będącego jednym z elementów kampanii realizowanej w ramach projektu „Wsparcie dialogu społecznego w firmach ochrony oraz sieciach super- i hipermarketów” przygotowanego przez NSZZ „Solidarność” i współfinansowanego przez Unię Europejską. Kampania NSZZ „Solidarność” jest odpowiedzią na alarmujące dane statystyczne dotyczące warunków dialogu społecznego oraz warunków pracy w branży ochrony i handlu.

Partnerem akcji HiperWyzysk.pl od początku jej trwania jest „Nowy Obywatel”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Draństwo w państwie

Draństwo w państwie

Najnowszy raport Państwowej Inspekcji Pracy przynosi zatrważające wieści. Przeprowadzone kontrole wykazały, że kolejny rok z rzędu wzrosła – już wcześniej wysoka – skala procederu zatrudniania pracowników na czarno.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna” na podstawie nowego raportu PIP, w ubiegłym roku inspektorzy pracy przeprowadzili łącznie 25 tys. kontroli, sprawdzając legalność zatrudniania. W sumie sprawdzili fakt zgłoszenia do ubezpieczenia społecznego 153,6 tys. polskich pracowników oraz 7,5 tys. cudzoziemców. Przeprowadzone kontrole wykazały, że kolejny rok z rzędu wzrosła z 25,1% (2010 rok) do 27,4% (2011 rok) liczba zakładów nie zgłaszających terminowo swoich pracowników do ZUS. Czyli, mówiąc wprost, osób zatrudnionych na czarno, ze wszystkimi tego konsekwencjami, jak brak uprawnień do opieki medycznej, brak ubezpieczenia na wypadek chorób, brak odprowadzania składek emerytalnych i rentowych itd.

– „To bardzo niebezpieczna tendencja. Firmy wymuszają na pracownikach zgodę na zatrudnienie na czarno. A osoby te nie mają innej alternatywy niż praca bez ubezpieczenia zgadzają się na to” – mówi gazecie poseł Stanisław Szwed (PiS), członek Rady Ochrony Pracy. Inspektorzy pracy skarżą się, że na skuteczność kontroli mają negatywny wpływ same przepisy. Zgodnie z nimi, przedsiębiorcy mają 7 dni na zgłoszenie pracownika do ubezpieczeń społecznych. W efekcie tego wielu z nich zwleka ze zrobieniem tego do pierwszej kontroli inspekcji. W jej trakcie twierdzą, że pracownik jest pierwszy dzień w pracy, choć w rzeczywistości może pracować od tygodni. W takiej sytuacji PIP trudno jest udowodnić, że pracuje on nielegalnie. Inspektorzy rzadko bowiem korzystają z działań, które pozwoliłyby im na uzyskanie dowodów, że firma działa nieuczciwie, zanim rozpoczną formalną jej kontrolę.

Dodatkowym ograniczeniem w kontrolowaniu firm jest to, że inspektorzy pracy nie mają prawa do samodzielnego ścigania przestępstw ubezpieczeniowych. Zgodnie bowiem z art. 98 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz.U. z 2009 r. nr 205, poz. 1585 z późn. zm), takie prawo ma tylko ZUS. – „Dlatego konieczna jest zmiana przepisów. Na przykład pracodawca powinien mieć obowiązek zgłoszenia pracownika do ZUS tego samego dnia, w którym rozpoczął on pracę. To wpłynęłoby na pewno na zmniejszenie szarej strefy” – mówi Stanisław Szwed.

Taka sytuacja rodzi nie tylko fatalne skutki dla samych pracowników. – „Tolerowanie pracy na czarno powoduje, że m.in. z tego powodu tylko w tym roku w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych brakuje 40 mld zł” – mówi gazecie Andrzej Strębski, ekspert ubezpieczeniowy OPZZ. My przypomnimy, że wskutek oszustw „pracodawców” (piszemy w cudzysłowie, bo oni żadnej pracy nie dają, lecz kupują ją za zaniżone stawki, korzystając ze swej dominującej pozycji) niższe są wpływy nie tylko do FUS, ale też do ZUS, na NFZ itd. Jednym słowem: jeśli idziesz do szpitala, a tam nie ma podstawowych urządzeń ratujących życie czy wręcz środków higienicznych, albo gdy rząd liberałów każe niemal do śmierci harować na emeryturę, to jest to w znacznej mierze skutek tego, że „pracodawcy” w aż ponad 27% przypadków zatrudniania są zwykłymi złodziejami.

Oczywiście „pracodawcy” lubią się tłumaczyć, że „opłaty ich zżerają”, że odejmują sobie od ust, aby tylko uregulować wymagane podatki i świadczenia itd. W przypadku bardzo drobnych firm czy wśród „samozatrudnionych” (ex-pracowników zmuszonych do założenia działalności gospodarczej) bywa to prawdą. Ale częściej mamy do czynienia z przypadkami, gdy za okradaniem pracowników i własnego państwa kryją się nowe wille, luksusowe samochody, zagraniczne wojaże, raje podatkowe, „wrzucanie w koszty” prowadzenia firmy całkiem niefirmowych wydatków, a wszystko to opatrzone chamstwem, buractwem i cwaniactwem dzisiejszej „rasy panów”, wspieranej przez kolejne rządy. Przez te same rządy, które pozwalają na jawny proceder okradania państwa (taki charakter mają np. tzw. umowy śmieciowe, których Polska jest liderem w skali całej Europy), te same rządy, które za zatrudnianie na czarno pozwalają „wlepiać” grzywny w wysokości „aż” 500 czy 1000 PLN, te same rządy, które zamiast skutecznie egzekwować podatki i opłaty od „świętych krów” z biznesu, wolą nam wszystkim podwyższać VAT.

Nasi pariasi?

Nasi pariasi?

Przeciętny dochód polskiego rolnika to 40% dochodu rolnika unijnego. Choć udział rolnictwa w generowaniu polskiego PKB jest jeden z najwyższych w krajach UE, to od kilku lat maleje.

Jak informuje portal farmer.pl, podczas dzisiejszego posiedzenia Sejmu będzie analizowany rządowy raport „Polska 2011”. Przynosi on m.in. ciekawe, choć niekoniecznie pozytywne informacje o sytuacji polskiej wsi i rolnictwa. Jeden z wniosków raportu mówi m.in., że w 2010 r. w ujęciu siły nabywczej przeciętny rolnik w Polsce uzyskiwał dochód na poziomie 40% średniej unijnej. „Udział sektora I (rolnictwa, łowiectwa i leśnictwa oraz rybactwa) w generowaniu wartości dodanej brutto w 2004 r. wynosił 5 proc. i do 2008 r. zmalał do 4 proc. Jest to konsekwencja dużego rozdrobnienia rolnictwa, niekorzystnej struktury agrarnej, niewielkiej siły ekonomicznej gospodarstw rolnych, niskiego wykształcenia rolników i niedostatecznego wyposażenia gospodarstw rolnych w nowoczesne maszyny i urządzenia” – czytamy w raporcie.

Jak wynika z raportu, lepiej od rolników mają się zakłady przetwórcze. W raporcie czytamy m.in., że „Po blisko sześciu latach członkostwa naszego kraju w UE można stwierdzić, że nie spełniły się obawy, że polski przemysł rolno-spożywczy nie podoła konkurencji wysoko rozwiniętych krajów europejskich. W okresie od akcesji osiągnięto znaczący postęp zarówno w rozwoju krajowego rynku żywnościowego (o około 2,5-3,0 c. rocznie), jak i we wzroście eksportu produktów rolno-spożywczych (o około 20 proc. rocznie). Wzrosła także produkcja sprzedana (w cenach stałych o około 6-7 proc. rocznie), nastąpiło duże ożywienie inwestycyjne (nakłady rzędu około 6-7 mld zł rocznie), a w efekcie zyski przedsiębiorstw przemysłu spożywczego wzrosły trzykrotnie (zysk netto do około 6-6,5 mld zł rocznie, a rentowność netto do około 4-5 proc.). Pozytywnych efektem przemian sektora po wstąpieniu Polski do UE było m.in. podwyższenie jakości produktów i wzmocnienie zdolności konkurencyjnej polskiego eksportu towarów rolno-spożywczych”. W tej laurce możemy znaleźć też słowa prawdy: „Nadal jednak źródłem przewag konkurencyjnych są niższe koszty pracy, a czasem surowców, podczas gdy innowacyjność polskiego przemysłu spożywczego jest jeszcze dość niska (udział nakładów na działalność innowacyjną w wartości sprzedaży przemysłu spożywczego wynosi około 2 proc.)”.

Inne dane raportu mówią, iż w 2009 r. udział rolnictwa (łącznie z leśnictwem i rybactwem) w tworzeniu krajowego PKB zmalał; niższa jest także wydajność kapitału (o około 2/3 średniej w gospodarce narodowej) i około czterokrotnie niższa wydajność pracy.

Edukacja dobrem wspólnym

Edukacja dobrem wspólnym

W poniedziałek w kilku miastach odbyły się protesty przeciwko polityce oświatowej obecnego rządu, m.in. przeciwko zamiarom likwidacji szkół i przedszkoli. Oprócz protestów, środowiska te przygotowały bardzo ciekawe postulaty merytoryczne, które prezentujemy.

Organizatorami protestów były Porozumienie Oświatowe, Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie, Międzyszkolny Komitet Obrony Szkół z Wałbrzycha, Porozumienie Szkolno-Przedszkolne i Stowarzyszenie My Poznaniacy. Prezentujemy poniżej w całości dokument nadesłany przez te środowiska:

Postulaty ogólnopolskiego protestu przeciwko likwidacji i reorganizacji placówek oświatowych oraz oszczędzaniu na oświacie

W Polsce w ostatnim czasie obserwujemy postępujący proces ograniczania publicznego charakteru edukacji. Ma on dwa zasadnicze wymiary.

Po pierwsze  –  kurczenie się infrastruktury publicznych placówek (tj. problem likwidacji szkół i przedszkoli), po drugie – zagrożenie dla realizacji przez szkołę pewnych innych niż edukacyjne świadczeń  w ramach publicznych zasobów (tj. problem likwidacji stołówek i zastępowania ich cateringiem, a także kwestia segregacyjnej i selektywnej realizacji programów dożywiania).

Warto zauważyć, że te  z pozoru odrębne zjawiska mają wspólny mianownik w kierunku kurczenia się sfery publicznej oświaty – w wymiarze ilościowym jak i jakościowym. Zaniepokojeni ową tendencją, proponujemy zmiany w każdym z tych wymiarów.

Jednocześnie zaniepokojeni brakiem konsultacji społecznych lub ich pozorowaniem i podejmowaniem decyzji ponad naszymi głowami domagamy się poszerzenia mechanizmów partycypacji obywatelskiej, która uczyni system podejmowania decyzji bardziej demokratycznym niż obecnie. Uważamy, że nie tylko konieczne jest konsultowanie wszelkich ustaw, uchwał i decyzji podejmowanych przez władze centralne i lokalne, ale również silniejsze zaakcentowanie w polskim systemie prawnym mechanizmów demokracji bezpośredniej (referenda) i uczestniczącej (budżet obywatelski). Uważamy, że decyzje dot. likwidacji placówek oświatowych powinny być poprzedzone lokalnymi referendami. Jednocześnie domagamy się, aby część wydatków gminnych była dzielona w ramach budżetu obywatelskiego. Uważamy, że obecnie środki te są źle wydawane, przez co szuka się oszczędności tam, gdzie nigdy nie powinno się o nich nawet pomyśleć – w oświacie.

I. LIKWIDACJA I REORGANIZACJA PLACÓWEK OŚWIATOWYCH.

POSTULUJEMY:

1. Zwiększenie kwoty składającej się na oświatową część subwencji ogólnej (a przede wszystkim uwzględnienie zwiększonych w ostatnim czasie wydatków na wynagrodzenia nauczycieli). Warto rozważyć rozdzielenie odpowiedzialności za finansowanie wynagrodzeń nauczycieli (władze centralne) i pozostałe koszty edukacyjne (samorząd) między władze centralne a samorząd przy jednoczesnym zwiększeniu ogólnej puli środków przeznaczanych na finansowanie oświaty.

2.  Ściślejsze powiązanie tej kwoty z wydatkami na cele oświatowe (a więc ograniczenie możliwości wydatkowanie środków z niej na cele pozaedukacyjne przez samorządy).

3. Modyfikacja systemu naliczania wag. Zwiększeniu powinna ulec  wsparcie z budżetu w związku z prowadzeniem szkół zawodowych.

4. Wprowadzenie subwencji na edukację przedszkolną, zgodnie z projektem ZNP, wcześniejszą obietnicą premiera i doświadczeniem wielu osiągających edukacyjne sukcesy krajów.

5. Przywrócenie obowiązku uzyskania przez jednostkę samorządu terytorialnego zgody kuratora oświaty na likwidację szkół i placówek oświatowych, zgodnie z propozycją ZNP.

6. Ustawowe określenie procentowego udziału środków  w PKB, poniżej którego wydatki na oświatę i szkolnictwo wyższe nie mogą spaść.

UZASADNIENIE

Najbardziej pilną i fundamentalną kwestią jest perspektywa likwidacji na masową skalę publicznych szkół i przedszkoli. Ich deficyt uniemożliwi realizację  celów: edukacyjnych, integracyjnych i socjalnych. W tym miejscu chcielibyśmy podkreślić, że uwarunkowania likwidacji kolejnych placówek są tyle skutkiem działań poszczególnych władz lokalnych, ile wadliwego systemu organizacji i finansowania oświaty w Polsce. Kroki, których podjęcie postulujemy, mają więc w dużej mierze charakter systemowy. Ale tylko dzięki sprowadzeniu problemu na ten poziom, możemy sprawić, że nasze zaangażowanie może mieć charakter nie tylko interwencyjny, ale w sposób trwalszy zabezpieczyć publiczną oświatę przed dalszą likwidacją.

Za niskie nakłady na edukację

Nakłady publiczne w relacji do PKB są w Polsce przeciętnej wielkości na tle krajów OECD (według raportu Education at a glance 2011 około 5% PKB), choć są wyraźnie niższe niż krajów – liderów gospodarki opartej na wiedzy.  Jednak należy pamiętać, że polskie społeczeństwo jest relatywnie młode, więc wydatki przeznaczone na jednego ucznia (według parytetu siły nabywczej) są niskie (IBE, raportu o stanie Edukacji 2010, s. 79) i tym niższe, im wyższego szczebla dotyczą. W przypadku szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych wydajemy na ucznia ponad 2 razy mniej (według parytetu siły nabywczej) niż średnio kraje OECD na tych samych poziomach edukacyjnych. Uważamy, że aby dokonać skoku cywilizacyjnego wydatki na jednego ucznia powinny się zbliżyć do standardu krajów rozwiniętych.

Ze względu na doniosłą dla rozwoju społecznego rolę edukacji, jej finansowanie powinno zostać ujęte ustawowo na procentowym względem PKB poziomie, poniżej którego wydatki na oświatę i szkolnictwo wyższe nie mogą spaść. Skoro w ustawie o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2001-2006 (Dz.U. Nr 76 poz. 804, z późn. zm.) można było taki parytet wydatków zapisać, to można to także zrobić na odpowiednio wyższym poziomie w przypadku ustawy o systemie oświaty (Dz.U. Nr 256 poz. 2572, z późn. zm.) i Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. Nr 164, poz. 1365, z późn. zm.). To kwestia priorytetów inwestycyjnych i prorozwojowych, którymi powinny kierować się nowoczesne społeczeństwa.

W strukturze wydatków na oświatę w Polsce relatywnie mało przeznaczamy na cele około-edukacyjne jak transport, wyżywienie, pomoce naukowe (Education at a glance 2011). To właśnie te funkcje w pierwszej kolejności są ograniczane (co pokazuje sprawa likwidacji stołówek). Jednocześnie warto podkreślić, że w związku z likwidacją wielu placówek koszty jakie będą ponosić zarówno gminy jak i rodzice w związku z koniecznością organizacji transportu, mogą w sposób niepotrzebny wzrosnąć.

        Źle działająca subwencja

Nakłady przeznaczane przez państwo na edukację niekoniecznie są wydawane zgodnie z przeznaczeniem. Wynika to z mechanizmu naliczania oświatowej części subwencji ogólnej. Zgodnie z nim, samorządy otrzymują kwotę (zmodyfikowaną przez system wag, np. z tytułu niepełnosprawności czy wiejskiego otoczenia) zależną od liczby dzieci uczących się na ich terenie, ale samorządy mają dowolność w wydatkowaniu tych środków na różne cele polityki lokalnej (a więc także te niezwiązane z edukacją). System ten nie chroni uczniów przed sytuacją, w której władze samorządowe zechciałyby oszczędzać na edukacji, kosztem innych celów, nie zawsze związanych z zaspokojeniem podstawowych potrzeb mieszkańców. Wprawdzie praktyka pokazuje, że zdecydowana większość gmin na oświatę wydaje więcej niż to co wynika z subwencji, jednak są i takie, które wydają na ten cel mniej. Można więc powiedzieć, że dla wielu z  nich wielkość subwencji nie wystarcza, wobec czego muszą one przeznaczać na to inne zasoby, które w okresie kryzysu mogą zostać obcięte i skutkować redukcją sieci placówek. W sytuacji nie dość precyzyjnego powiązania środków z budżetu na lokalną oświatę z precyzyjnym wykorzystaniem ich na ten cel, istnieje ryzyko, że w związku z szukaniem oszczędności, gminy będą ograniczać liczbę placówek lub redukować ich funkcje. By częściowo uchronić publiczną oświatę przed tym ryzykiem, uważamy, że należy wprowadzić zapis zgodnie z którym pula środków z edukacyjnej części subwencji oświatowej musi być w całości przeznaczona na oświatę.

Uposażenie nauczycieli

Drugim problemem oprócz wielkości nakładów i przypisania ich do poszczególnych potrzeb oświatowych jest udział wynagrodzeń nauczycieli w ogólnych wydatkach. Decyzje o podwyżkach są podejmowane na poziomie centralnym, ale skutki tych decyzji są ponoszone na poziomie samorządowym. Rząd podejmuje decyzje nie biorąc za to ekonomicznej odpowiedzialności. Nie mogące sobie poradzić z finansowaniem podwyższonych pensji nauczycieli samorządy są gotowe likwidować placówki. Likwidacja tak wielu placówek wiąże się ze znaczną redukcję zatrudnienia, w związku z czym część nauczycieli traci pracę. Należy więc dążyć do tego, by samorządy otrzymały grant celowy od rządu przeznaczony na sfinansowanie wzrostu wydatków oświatowych w wyniku wprowadzonych podwyżek.

Można też rozważyć dalej idącą modyfikację systemu finansowania oświaty. Polegałaby ona na rozdzieleniu odpowiedzialności za finansowanie wynagrodzeń dla nauczycieli i pozostałe koszty edukacyjne między władze centralne a samorząd. Te pierwsze finansowałyby pensje nauczycieli, te drugie inne wydatki oświatowe.

Wadliwy system naliczania wag

Trzecim związanym z finansowaniem oświaty zagadnieniem jest przydział „wag” w zależności od sytuacji ucznia, rodzaju szkoły i obszaru, w którym pobierają naukę. Przykładem  jest zbyt niska w opinii ekspertów waga dla szkół zawodowych. Jak czytamy w raporcie o stanie oświaty w 2010 roku „Obserwując preferencje samorządów do kształtowania relatywnie taniej sieci szkół ponadgimnazjalnych, można mieć wątpliwość, czy waga odnosząca się do szkół zawodowych wystarczająco spełnia zadanie dopasowania kształcenia do regionalnej struktury popytu na pracę” (s. 86). Dotychczasowa zwiększona waga na tego typu kształcenie nie była współmierna do różnicy kosztów kształcenia w szkole zawodowej i ogólnokształcącej. W rezultacie tego samorządy miały niską finansową motywację do rozwoju szkół zawodowych, co było jednym  z powodów zapaści tego segmentu kształcenia w ostatnich latach i pogłębienia problemów młodych ludzi na rynku pracy.

Sugerujemy zwiększenie owej wagi albo dofinansowania z budżetu centralnego prowadzonych przez samorządy szkół zawodowych.

                 Subwencja na przedszkola

Kolejnym problemem jest  brak subwencji na edukację przedszkolną. W większości krajów, które osiągają wysokie wskaźniki skolaryzacji dzieci na poziomie przedszkolnym, władze centralne wspierają samorządy w realizacji tego celu. Niestety nie w Polsce, mimo przedwyborczych zapowiedzi premiera, a także nałożenia  na samorządy obowiązku zapewnienia opieki dla dzieci w wieku 5 lat. Objęcie przynajmniej częściową subwencją opieki przedszkolnej nie tylko podniosłoby do europejskich standardów wskaźniki objęcia edukacją przedszkolną, ale także uwolniłoby zasoby, dzięki wykorzystaniu których nie trzeba byłoby likwidować części placówek szkolnych.

II. DEMOKRACJA OBYWATELSKA.

POSTULUJEMY:

1.Uszczegółowienie obecnych przepisów określających gminę jako wspólnotę wszystkich mieszkańców, tak aby władze lokalne już nigdy nie chciały podejmować uchwał dot. zamiaru likwidacji i reorganizacji placówek oświatowych bez konsultacji z lokalną społecznością. Podjęcie takich decyzji powinno zostać poprzedzone przeprowadzeniem lokalnych referendów.

2. Wprowadzenie w gminach budżetów obywatelskich, w ramach których lokalna społeczność decydowałaby na wydać jakie wydatki przeznaczyć część gminnego budżetu.

UZASADNIENIE

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził w wyroku z dnia z 16 maja 2006 roku (I SA/Wa 1818/05), iż istotne znaczenie przy podejmowaniu zamiaru likwidacji szkoły ma stanowisko rodziców uczniów. Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym (Dz.U. Nr 142 poz. 1591, z późn. zm.) mieszkańcy gminy tworzą wspólnotę samorządową. Również treść art. 16 ust. 1 Konstytucji definiuje gminę jako ogół (wspólnotę) jej mieszkańców, dlatego też samodzielności gminy jako takiej nie można utożsamiać wyłącznie z samodzielnością jej organów (czyli władz samorządowych). Organy gminy, podejmując działania zmierzające do reorganizacji placówek oświatowych są zobowiązane uwzględnić stanowisko społeczności lokalnej, w tym protesty przeciwko likwidacji szkoły (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 3 kwietnia 2006 r., I Sa/Wa 1450/05). Gmina to zatem nie tylko aparat urzędniczy, ale – przede wszystkim – mieszkańcy. I to oni powinni mieć decydujący głos w sprawach takich jak likwidacja szkoły.
W sytuacji powszechnego sprzeciwu lokalnych społeczności kwestie związane z likwidacją szkół powinny być poprzedzone procedurą referendum lokalnego określonego w treści ustawy z dnia 15 września 2000 r. (Dz.U. Nr 88, poz. 985 z późn. zm.), aby skutecznie umożliwić wspólnocie mieszkańców wyrażenie swojego stanowiska w tej sprawie.

Każdego dnia media informują nas o kolejnych protestach przeciwko likwidacji szkół podstawowych, gimnazjów, szkół zawodowych i średnich, jednak w większości wypadków, władze lokalne lekceważą głos mieszkańców. Uważamy, że obowiązujące przepisy określające gminę jako wspólnotę wszystkich mieszkańców powinny zostać uszczegółowione, tak aby władze lokalne już nigdy nie chciały podejmować uchwał dot. zamiaru likwidacji i reorganizacji placówek oświatowych bez konsultacji z lokalną społecznością.

Jesteśmy również zdania iż budżety gmin są tak konstruowane, iż coraz mniej odpowiadają potrzebom mieszkańców i mieszkanek, dlatego też postulujemy wprowadzenie w gminach budżetów obywatelskich. Budżet partycypacyjny to określenie demokratycznego procesu podejmowania decyzji, w którym każdy mieszkaniec i każda mieszkanka decyduje o tym, w jaki sposób wydawać część gminnego budżetu. Już 300 miast na świecie zdecydowało się na taką formę decydowania o miejskich wydatkach m.in. Porto Alegre w Brazylii (1,4 miliona mieszkańców), Cordoba w Hiszpanii, St. Denis we Francji czy gmina Pieve Emanuele we Włoszech (16 tys. mieszkańców).

Badania prowadzone nad praktyką miast korzystających z tej formy demokracji uczestniczącej wskazują, że podnosi ona nie tylko poziom  edukacji obywatelskiej i  i udziału obywateli w życiu publicznym, ale także rzutuje na wyższą jakość życia, zadowolenie z usług publicznych oraz większą przejrzystość i wiarygodność władzy.

III. REALIZACJA FUNKCJI ŻYWIENIOWEJ PRZEZ SZKOŁY.

POSTULUJEMY

1. W ramach Wieloletniego  Programu  „Pomoc Państwa w zakresie dożywiania” opowiadamy się za zniesieniem (lub radykalnym podniesieniem) limitu udziału dzieci,  które zgłoszą chęć zjedzenia bezpłatnego posiłku.

2.Umożliwianie korzystania z programu „Owoce w szkole” także dzieciom ze starszych klas szkół podstawowych i gimnazjum, a nie tylko najmłodszym.

3. Opowiadamy się również za ograniczeniem możliwości likwidowania stołówek szkolnych na rzecz prywatnego cateringu, która to możliwość może uderzyć zarówno w wartość odżywczą posiłków jak i w dostępność, zwłaszcza dla najbardziej potrzebujących.

UZASADNIENIE

Szkoła publiczna może pełnić funkcje nie tylko stricte edukacyjne, ale także zapewniające rozwój i dobrostan dzieci w innych wymiarach – np. zdrowotnym. Służy temu prowadzenie stołówek przez szkoły, gdzie dzieci mogą zjeść razem posiłek o odpowiedniej wartości odżywczej, a także realizacja programów dożywiania, jak Wieloletni Program „Pomoc państwa w zakresie dożywiania oraz współfinansowane ze środków UE programy „Owoce w szkole” i „Szklanka mleka”.

Niekiedy właśnie to owe funkcje żywieniowo-zdrowotne w pierwszej kolejności stają się ofiarą szukania oszczędności. Wyrazem tego jest dokonana już dawno likwidacja medycyny szkolnej. Obecnie także funkcja żywieniowa jest zagrożona za sprawą pomysłów likwidacji stołówek szkolnych na rzecz cateringu prowadzonego przez podmioty prywatne, nastawione na zysk. Niesie to za sobą szereg zagrożeń. Przede wszystkim w postaci tego, że dostarczane w ten sposób produkty mogą budzić zastrzeżenia jeśli chodzi o wartość odżywczą  i sposób przygotowania. Posiłki powinny być przygotowane ze świeżych produktów, na ciepło, o określonej wartości odżywczej i kalorycznej, a oddanie tego zadania w ręce prywatnych podmiotów z zewnątrz daje małe szanse kontroli tego. Już w dotychczasowych realiach kontrole NIK wykazały, że realizacja programu w skontrolowanych gminach budziła zastrzeżenia, jeśli chodzi o wartość odżywczą, sposób przygotowania i dystrybucji. Obawy może budzić potencjalna cena takich posiłków, co wykluczy część biedniejszych dzieci z możliwości korzystania z nich.  Naszym zdaniem catering powinien być wyłącznie realizowany w wyjątkowych przypadkach, np. tam gdzie w małej szkole nie ma odpowiedniej infrastruktury lokalowej. Tam, gdzie stołówki istnieją, nie zgadzamy się na ich likwidację.

Z problemem likwidowanych stołówek wiąże się także kwestia polityki wsparcia w zakresie dożywiania uczniów. Istniejące programy powinny ulec modyfikacji.

Po pierwsze, możliwość korzystania z  programu „Owoce w Szkole” należy dać także uczniom starszych klas. Obecnie jest on adresowany do uczniów klas 1-3. Naszym zdaniem powinien on być kierowany także do uczniów starszych (wszystkich uczniów szkoły podstawowej, a w dalszej perspektywie może także gimnazjum), tak jak jest w przypadku programu „Szklanka mleka”.

Po drugie, usprawnieniu powinien ulec  Wieloletni Program „Pomoc Państwa w zakresie  Dożywiania. Obecnie można odstąpić od progu dochodowego (150% progu ubóstwa) pod warunkiem że dziecko samo zgłosi się, że chciałoby zjeść posiłek, jednak istnieje limit udziału tego typu dzieci w ogólnej puli beneficjentów na poziomie 20%. Naszym zdaniem, dożywianie jest na tyle pilną potrzebą, że nie powinno być w tym względzie limitu, tj. każde dziecko wyrażające chęć spożycia posiłku powinno mieć do tego prawo. Im bardziej dostęp będzie uniwersalny, tym mniejsze ryzyko stygmatyzacji dzieci korzystających z programu.

Oprócz tego uważamy, że należy zwalczać wszelkie formy segregacji w przydziale posiłków dzieciom. Szkoły powinny zapewnić taką ich dystrybucję, by dzieci korzystające z programów dożywiania i pozostałe jadły wspólnie i to samo.