Jeszcze „Lotos” nie zginął

Jeszcze „Lotos” nie zginął

Dzięki głosom zjednoczonej opozycji oraz odważnym posłom koalicji, Sejm nie zgodził się na rekomendowane przez rząd odrzucenie już w pierwszym czytaniu obywatelskiego projektu ustawy w sprawie zachowania przez Skarb Państwa kontroli w Grupie Lotos.

Za dalszymi pracami nad obywatelskim projektem ustawy o zachowaniu przez państwo polskie większościowego pakietu akcji Grupy Lotos opowiedziało się 219 posłów, przeciw było 215, a 10 wstrzymało się od głosu. Za kontynuowaniem prac nad obywatelskim projektem ustawy, podpisanym przez ok. 200 tysięcy Polaków, opowiedzieli się zgodnie posłowie opozycji, ale także dwóch posłów PSL (Eugeniusz Kłopotek i Janusz Piechociński), oprócz nich 3 posłów PO i 6 PSL wstrzymało się od głosu.

Podczas sejmowego głosowania minister skarbu Mikołaj Budzanowski stwierdził, iż szanuje głos obywateli, którzy podpisali się pod projektem, lecz jest on w jego ocenie „niespójny, nielogiczny i jest bublem”. Minister przekonywał, że porzucono pomysł prywatyzacji Grupy Lotos, bowiem do ministra skarbu nie wpłynęły wiążące oferty na zakup pakietu akcji spółki. Budzanowski stwierdził, że realizacja obywatelskiego projektu kosztowałaby budżet państwa około 2,5 mld złotych. Tyle należałoby wydać na dokupienie akcji Lotosu, aby osiągnąć 70-procentowy udział w akcjonariacie spółki.

Podpisy pod obywatelskim projektem ustawy zbierano wiosną 2011 r., a w sierpniu złożono je na ręce marszałka sejmu. Autorzy projektu podkreślają, że kontrola nad strategicznym przedsiębiorstwem przynoszącym ogromne zyski do budżetu powinna pozostać w kraju. Obecnie właścicielem większościowym Lotosu (53,19 proc.) jest Skarb Państwa. W momencie ich sprzedaży istnieje niebezpieczeństwo, że Polska straci strategiczny zakład. Grupa Lotos, w skład której wchodzą rafinerie i inne zakłady na terenie całej Polski planowano sprzedać za ok. 6 mld zł. Tymczasem inwestycje w samą rafinerię gdańską Lotosu w ostatnich latach opiewają na ok. 10 mld. Do tego rachunku warto dodać jeszcze jedną liczbę – rocznie z podatków Grupy Lotos budżet państwa uzyskuje ok. 3 mld zł. Sprzedaż pokryje więc jedynie dwuletnie wpływy budżetu z podatków.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Rodzą i uspółdzielczają

Rodzą i uspółdzielczają

Młode matki, choć kojarzone z domowymi pieleszami, śmiało wkraczają w sferę rozwijającej się przedsiębiorczości społecznej.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, przedsiębiorcze matki w Warszawie zakładają ostatnio co i rusz nowe spółdzielnie socjalne, takie jak sklep z rękodziełem czy kawiarnia. Jest to dla nich dobry sposób powrotu na rynek pracy po, nierzadko długim, okresie bezrobocia spowodowanego opieką nad dzieckiem.

W tego rodzaju działaniach matki wspiera m.in. Fundacja Mama, która od kwietnia zeszłego roku organizuje szkolenia zawodowe i psychologiczne oraz pomoc w przygotowaniu biznesplanu. Dzięki takiemu wsparciu 1 marca Marzena Szal uruchomiła internetowy sklep z rękodziełem. Jest to jej pierwsze stałe zajęcie po sześcioletnim okresie bezrobocia. – „Jest nas dwanaście. Jedna potrafi szyć na maszynie, druga filcować. A jeszcze inne znają się na grafice, księgowości, marketingu. Tworzymy sprawnie działającą firmę” – wyjaśnia pani Szal ze Spółdzielni Mam.

Podobne działania podjęła Fundacja Pomocy Bezrobotnym i Bezdomnym Domus et Labor. Efektem jej starań jest powstanie sali zabaw Baby Boom, zarządzanej przez pięć matek, zrzeszonych w Pedagogicznej Spółdzielni Socjalnej Baby Boom. Także one miały problem ze stabilnym zatrudnieniem po okresie macierzyństwa.

Osiemnaście innych kobiet uczestniczy obecnie w programie „Klub Biznes Mam”, który wkrótce zaowocuje powstaniem spółdzielczej klubokawiarni.

W Polsce istnieje obecnie ok. 430 przedsiębiorstw społecznych, z czego ok. 40 na Mazowszu. W samej Warszawie na zasadach spółdzielczych funkcjonuje m.in. Hostel Emma, sklep Eco-Moko oraz świadczący usługi opiekuńcze Kamionek czy remontowe – Rem-Tech.

Piotr Kuligowski

Wolna niedziela dla wszystkich

Wolna niedziela dla wszystkich

Dziś przed marketami w różnych miastach Polski związkowcy z „Solidarności” rozdają ulotki promujące ideę ustanowienia niedzieli dniem wolnym od pracy.

– „W każdą niedzielę w handlu pracuje według naszych szacunków ok. 250 tys. osób. W większości są to kobiety, którym odbiera się prawo do spędzenia tego dnia razem z rodzinami” – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”.

Handlowa „Solidarność” od lat prowadzi kampanie promujące ustanowienie niedzieli dniem wolnym od pracy. KSBHiU jest członkiem-współzałożycielem Europejskiego Przymierza na Rzecz Wolnej Niedzieli, stowarzyszenia zrzeszającego związki zawodowe oraz organizacje pozarządowe z całego kontynentu. – „4 marca podobne akcje jak w Polsce zostaną przeprowadzone w większości europejskich krajów. W części z nich, np. w Niemczech, Austrii czy Francji, niedziela od dawna jest dniem wolnym od pracy w handlu i wbrew temu, co próbuje się nam wmówić, nie doprowadziło to do masowych bankructw sieci handlowych. Ludzie po prostu przyzwyczaili się, że w niedziele sklepy są zamknięte i robią zakupy w inne dni” – podkreśla Alfred Bujara.

Celem akcji ulotkowej jest wywołanie społecznej debaty na temat wolnych niedziel. – „Przyczyniliśmy się, z czego jesteśmy dumni, do uchwalenia nowelizacji Kodeksu pracy, dzięki której święta państwowe i kościelne są dniami wolnymi od pracy dla najemnych pracowników handlu. 4 marca będziemy namawiać klientów, aby nie robili zakupów w niedzielę. Chcemy również dotrzeć do polityków i przekonać ich do wprowadzenia ustawowego zakazu pracy w sektorze handlu w tym dniu” – dodaje szef handlowej „Solidarności”.

Związkowcy będą rozdawać ulotki w Warszawie, Katowicach, Krakowie, Białymstoku, Łodzi, Rzeszowie, Legnicy, Gdańsku i Jeleniej Górze.

Stop promocji kiczu

Stop promocji kiczu

Władze Krosna wprowadziły mechanizmy kontroli umieszczania reklam na obiektach zabytkowych i dbałości o ład estetyczny starówki.

Jak informuje portal www.krosnocity.pl, uchwałę w tej sprawie podjęła rada miasta. Na mocy uchwały podjętej 24 lutego w mieście będzie działał Miejski Konserwator Zabytków. Samorząd chce uporządkować kwestię reklam umieszczanych w zespole staromiejskim. Uchwały rady dotyczące zabytków to skutek porozumienia podpisanego między prezydentem Krosna a wojewodą. – „Myśmy wystąpili do wojewódzkiego konserwatora zabytków i do wojewody o przekazanie znacznie szerszych kompetencji” – mówił na sesji rady miasta wiceprezydent Krosna, Bronisław Baran. Poinformował on, że wniosek Miasta obejmował nadzór nad witrynami, elewacjami, opiniowaniem projektów i uzgodnień remontowych w obszarze staromiejskim. – „Na razie kompetencje dotyczą reklam” – powiedział wiceprezydent.

Miejskim Konserwatorem Zabytków została Marta Rymar, do tej pory pełniąca funkcję pełnomocnika prezydenta ds. ochrony zabytków. Teraz jej uprawnienia wzrosną i przejmie część kompetencji wojewódzkiego konserwatora zabytków. – „Porozumienie zawarte z wojewódzkim konserwatorem zabytków i z wojewodą podkarpackim daje Krosnu możliwości dysponowania, rozporządzania wizualną estetyka miasta, przede wszystkim reklamami, szczególnie w zespole staromiejskim, który najbardziej leży nam na sercu” – mówi Marta Rymar. I dodaje: „Możemy decydować, jak mają wyglądać poszczególne reklamy na obiektach. Chcemy stworzyć wizualizacje poszczególnych budynków, wraz z reklamami, żeby pokazać jak to powinno wyglądać, żeby nie było chaotyczne, żeby reklamy były dostosowane do estetyki miejsca, do jego formy architektonicznej i substancji zabytkowej. Żeby reklamy nie górowały, nie stwarzały chaosu, żeby były estetyczne”. Deklaruje, że miasto będzie przede wszystkim edukowało, wyjaśniało, negocjowało i przekonywało, nie zaś stosowało sankcje – te mają być ostatecznością.

Zdaniem Marty Rymar, reklamy obecnie umieszczone na Rynku często nie spełniają warunków estetyki, ładu wizualnego i kolidują z zabytkową przestrzenią. – „Każdy właściciel obiektu zabytkowego będzie musiał przedstawić projekt takiej reklamy, jaką chce umieścić i otrzymać na to zgodę. Jeżeli projekt będzie spełniał wszelkie normy określone w rozporządzeniu prezydenta Krosna, to oczywiście dostaje zgodę na umieszczenie reklamy. Będziemy konsultować nie tylko sam napis, także rozmiar i materiał, z jakiego będzie wykonana reklama. Będziemy musieli dopasować ją do witryny i elewacji danego budynku. Chcemy stworzyć na Rynku miejsce, które będzie estetyczne i miłe dla oka, a nie miejsce gdzie jest dosłownie »brudno« od chaosu reklamowego” – wyjaśnia pani Marta.

Pisaliśmy już o podobnych działaniach w Krakowie.