Ekohumanizm wyjściem z kryzysu?

Ekohumanizm wyjściem z kryzysu?

Od 4 do 6 czerwca odbędzie się w Rio de Janeiro „Szczyt Ziemi Rio 20+”. Środowiska polskich naukowców i analityków apelują, aby ustalenia szczytu nie pogłębiały kryzysogennych tendencji „socjaldarwinizmu”, lecz zaoferowały „ekohumanizm”, rozumiany jako partnerskie współdziałanie dla dobra wszystkich, także przyszłych pokoleń.

Lesław Michnowski, autor książki „Ekohumanizm w przezwyciężaniu globalnego kryzysu” (wyd. Episteme 103, Instytut Ekologii i Bioetyki UKSW, Warszawa 2011) jest cybernetykiem rozwoju, wieloletnim członkiem Komitet Prognoz PAN „Polska 2000 plus”. Wskazuje on, iż nie istnieją stałe „granice wzrostu”, a zatem ograniczony zasobami Ziemi maksymalny pułap rozwoju ludzkości. Używając metod analizy systemowej dowodzi on, że istnieje jedynie względny (przezwyciężalny) deficyt zasobów życia, spowodowany deficytem pięciu czynników: „a) wiedzy; b) techniki, w tym symulacji komputerowej wielkich systemów; c) mądrości, aktywnego potencjału intelektualnego; d) umiejętności stymulowania ekospołecznie użytecznej aktywności poznawczo-innowacyjnej; e) woli politycznej WSPÓLNOTOWEGO przezwyciężania globalnego kryzysu”.

Forum Społeczeństwo Informacyjne Trwałego Rozwoju, którego członkiem jest Michnowski, wystosowało list do Prezydenta RP, poparty przez Polskie Lobby Przemysłowe. Oto fragment tego listu: „Dotychczasowa, niepohamowana i częstokroć śmiercionośna rywalizacja powinna zostać zastąpiona mądrze kierowaną współpracą dla wspólnego dobra całej światowej społeczności, wspomaganą przez nieskrępowany rozwój nauki i techniki”.

W ramach wysiłków polskich intelektualistów w lutym odbyła się w Krajowej Szkole Administracji Publicznej debata na temat przezwyciężania kryzysu oraz perspektyw szczytu Rio20+, połączona z prezentacją książki Michnowskiego. Debata zgromadziła wielu znakomitych przedstawicieli środowisk naukowych, w tym szefową Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Był również obecny przedstawiciel Ministerstwa Gospodarki, a całe przedsięwzięcie cieszyło się wsparciem Polskiego Lobby Przemysłowego oraz KSAP. Jedną z konkluzji debaty było stwierdzenie, iż to nie przeludnienie Ziemi jest przyczyną obecnego kryzysu. Michnowski sprzeciwił się również tendencji „schładzania” gospodarek, wskazując, iż warunkiem rozwoju (wyjścia z obecnego kryzysu) jest m.in. wzrost natężenia przepływu energii i dokonanie zmian w modelu funkcjonowania gospodarki.

Skutkiem Szczytu Ziemi Rio 20+ będzie albo umocnienie dotychczasowego modelu socjal-darwinistycznego, stopniowo eliminującego konkurentów do zasobów, albo globalna współpraca w rozwojowym przezwyciężaniu granic wzrostu. Warto, by polska delegacja na szczyt promowała idee ekohumanizmu, wsparta dorobkiem polskich intelektualistów.

Cały list do Prezydenta RP w tej sprawie można pobrać tutaj.

Krzysztof Mroczkowski

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Gospodarka oparta na niewiedzy

Gospodarka oparta na niewiedzy

Jeśli w Polsce zapowiada się coś złego, to w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Dotychczasowe doniesienia medialne mówiły o zamiarach likwidacji 400-800 placówek edukacyjnych przez samorządy. Dziś wiemy już, że planuje się zamknąć nawet 1500!

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, około 1500 placówek oświatowych – szkół, przedszkoli, burs, schronisk młodzieżowych – chcą zlikwidować samorządowcy. Są to plany zaawansowane – potwierdzają je formalne uchwały intencyjne władz miast i gmin o zamiarze zamknięcia placówek.

Gazeta informuje, że wśród placówek przewidzianych do likwidacji najwięcej jest liceów profilowanych i szkół dla dorosłych – liceów uzupełniających, techników uzupełniających oraz szkół policealnych. Związane jest to z reformą szkolnictwa ponadgimnazjalnego, w tym szkolnictwa zawodowego, od początku nowego roku szkolnego. W woj. podlaskim na 120 placówek, które chcą zamknąć samorządowcy, 81 to takie, które likwidowane będą w wyniku zmian w systemie edukacji. W kujawsko-pomorskim na 200 szkół, które mają iść pod nóż, 168 to placówki ponadgimnazjalne. W woj. śląskim na 173 placówki oświatowe – 156 to szkoły ponadgimnazjalne: 27 liceów ogólnokształcących i liceów uzupełniających, 43 technika i technika uzupełniające, 11 szkół zawodowych, 39 liceów profilowanych, 23 szkoły policealne. Władze samorządowe przekonują, że dotyczy to głównie szkół, które miały kłopoty z naborem kompletu uczniów. Jednak pytani o konkrety mówią, że w woj. śląskim w takiej sytuacji jest 30% placówek przeznaczonych do likwidacji, w woj. lubelskim zaś 55 na 135 przeznaczonych do zamknięcia, w podkarpackim 84 na 150. W zachodniopomorskim, dla odmiany, planuje się likwidację 56 przedszkoli.

Ogólna liczba placówek, które samorządy chcą zlikwidować, jest znana dzięki wymogom formalnym. Samorządy na podjęcie stosownych uchwał miały czas do końca lutego, ponieważ zamiar likwidacji szkoły należy zgłosić najpóźniej 6 miesięcy przed terminem jej zamknięcia.

I tak oto w kraju, którego politycy wycierają sobie gęby sloganami o edukacji, kapitale ludzkim i gospodarce opartej na wiedzy, likwiduje się w ciągu jednego „sezonu” 1500 placówek edukacyjno-oświatowych. To nie głupota, to zbrodnia.

Polszmat News?

Polszmat News?

Trzy byłe pracownice telewizji Polsat skierowały do sądu pozew przeciwko właścicielom firmy. Oskarżają ich o nagminne, wieloletnie łamanie praw pracowniczych i mobbing.

Jak informuje portal Wirtualne Media, pozew trzech byłych pracowniczek Polsat News trafił w połowie ubiegłego tygodnia do Sądu Okręgowego w Warszawie. Dziennikarki domagają się wypłaty honorariów, które wcześniej im obniżono, a także chcą zwrócić uwagę na to, jak Polsat postępuje ze swoimi pracownikami. – „Część osób zatrudnionych w telewizji czuje się traktowana przez pracodawcę jak niewolnicy. To chyba mocno nie pasuje do wizerunku firmy, która prowadzi fundację charytatywną pomagającą chorym dzieciom” – ocenia jedna z nich, Monika Jargot.

Producentki Monika Jargot i Joanna Kaniewska oraz jedna z prezenterek Polsat News, która chce pozostać anonimowa, twierdzą, że przez kilka lat pracy w tym kanale nagminne naruszano ich prawa pracownicze. Nadawca podpisał z nimi umowy o pracę za minimalną pensję, podczas gdy pozostałą część wynagrodzenia – za takie same obowiązki – otrzymywały na podstawie umowy cywilno-prawnej. Ponadto były wpisywane na dyżury w weekendy, mimo że formalnie nie było ich wtedy w pracy, więc nie mogły wziąć wolnego w inne dni. – „Poza tym bez możliwości dyskusji wydłużano nam dyżury o godzinę czy dwie, a w miesiącu przydzielano nawet 21 dyżurów” – mówi serwisowi Wirtualnemedia.pl Monika Jargot.

Monika Jargot i Joanna Kaniewska pracowały w Polsacie News od startu kanału, a Kaniewska była też wcześniej przez kilkanaście lat związana z samym Polsatem. Natomiast trzecia z dziennikarek oskarżających stację zaczęła w niej pracę rok później.

Kobiety twierdzą też, że przełożeni stosowali wobec nich długotrwały mobbing. Jako przykład podają, że w lipcu otrzymały wynagrodzenie pomniejszone o 10% i dowiedziały się od innych pracowników, że w październiku zostaną zwolnione. Oficjalnie nie wiadomo było dlaczego, bo żadna z dziennikarek nie dostała pisemnego uzasadnienia tej decyzji, więc nie mogła się też od niej odwołać. Nieoficjalnie – jak twierdzą – wiadomo było, że to kara za to, iż nie chciały się zgodzić na dyżury trwające dłużej niż 11 godzin.

Kobiety same zwolniły się z pracy, nie mogąc znieść atmosfery panującej wokół ich sytuacji. Postanowiły jednak pozwać byłego pracodawcę. Chcą nie tylko odzyskać pieniądze za liczne nadgodziny, ale także zwrócić uwagę na traktowanie pracowników w jednej z największych stacji telewizyjnych, która w dodatku reklamuje się jako „charytatywna”, pomagająca dzieciom. Według relacji producentek i prezenterki pozywających stację, w jej redakcji panuje niezdrowa atmosfera: reporterzy, wydawcy i producenci pracują po kilkanaście godzin dziennie. Często kończą pracę po 23.00, by ponownie być w niej kolejnego dnia nawet przed 7 rano.

Właściwe postępowanie sądowe powinno rozpocząć się za dwa-trzy miesiące.

Na półmetku oporu

Na półmetku oporu

Inicjatorzy referendum w sprawie odwołania prezydent Łodzi, Hanny Zdanowskiej, zebrali już 32 tysiące podpisów, czyli nieco więcej niż wymagana połowa. Mają jeszcze miesiąc, aby zebrać pozostałe i móc zweryfikować, czy mieszkańcy popierają antyspołeczne pomysły Zdanowskiej.

Termin zbierania podpisów upływa 4 kwietnia. Aby doszło do referendum w sprawie odwołania pani prezydent, która z ramienia Platformy Obywatelskiej rządzi miastem, trzeba  zebrać niemal 60 tysięcy podpisów.

Inicjatorzy zorganizowania referendum w sprawie odwołania Zdanowskiej tak uzasadniają swój pomysł:

Uzasadnieniem odwołania Prezydenta Miasta Łodzi Hanny Zdanowskiej jest:

1. Działanie sprzecznie z deklaracjami, np. zamiast tworzenia szkolnictwa, likwidacja szkół, zamiast doświetlania ulic, skrócenie czasu oświetlania ulic, zamiast podejmowania działań na rzecz ochrony zabytków, niedopełnianie obowiązków w tym zakresie i niszczenie zabytków, nie realizowanie programu „100 kamienic dla Łodzi”, zamiast zachęcania do wykupu mieszkań, utrudnianie wykupu mieszkań.

2. Wprowadzanie w błąd społeczności lokalnej Łodzi, np. podawanie do publicznej wiadomości informacji niezgodnych ze stanem faktycznym w zakresie remontów kamienic, czy też namawianie przez administrację Hanny Zdanowskiej do podejmowania decyzji na szkodę informowanego.

3. Ignorowanie i niewystarczające reagowanie na problemy mieszkańców Łodzi, np. w zakresie degradacji łódzkiej służby zdrowia, ponadto likwidowanie miejsc pracy, co może powodować wzrost bezrobocia, a także dążenie do sprzedaży łódzkiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji, co grozi wzrostem kosztów utrzymania nas wszystkich z uwagi na prawdopodobny wzrost opłat za wodę i odprowadzanie ścieków, podobnie w przypadku planów sprzedaży MPO i innych.

4. Łamanie prawa. Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej w Łodzi, jako organ kontrolujący Prezydenta Miasta Łodzi uznała, że Hanna Zdanowska, Prezydent Miasta Łodzi, nie działała zgodnie z prawem.

5. Drastyczna degradacja systemu transportowego, miejskiego i indywidualnego, np. cięcie rozkładów jazdy, utrudnianie dojazdu do centrum, fatalny stan dróg i korki uliczne.

6. Katastrofalne i zwiększające się zadłużenie Łodzi.

7. Nierealizowanie uchwał Rady Miejskiej w zakresie planów zagospodarowania przestrzennego dla obszarów śródmiejskich.