„Cudów” nie będzie

„Cudów” nie będzie

Unia Europejska wprowadza obostrzenia w sloganach i przekazach reklamowych. Już wkrótce nie będzie można reklamować np. jogurtów jako produktów wzmacniających układ odpornościowy czy trawienny.

Jak donosi serwis wyborcza.biz, Komisja Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów Parlamentu Europejskiego (IMCO) zatwierdziła propozycję Komisji Europejskiej o zakazie stosowania 1,6 tys. haseł reklamowych, związanych z produktami spożywczymi. Pozytywnie przez unijne instytucje zostały ocenione tylko 222 hasła.

Kontrolą zajmował się Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Jego przedstawiciele przyjmowali tylko te slogany, których treść znajdowała potwierdzenie w badaniach naukowych. Testów nie przeszła m.in. żadna kampania jogurtu probiotycznego. Zgodnie z nowymi wytycznymi, zakazane będą reklamy takich jogurtów jako środka wzmacniającego układ immunologiczny czy trawienny.

Producenci, stosujący niewłaściwe hasła, będą mieli pół roku na ich zmianę lub dokonanie ekspertyz, które potwierdzą deklarowane właściwości oferowanego produktu. Zagadnieniem treści reklam Unia Europejska zajmuje się już od 2006 r. Od tego czasu EFSA skontrolował ok. 44 tys. sloganów.

Piotr Kuligowski

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Rewolucja przeciw pośrednikom

Rewolucja przeciw pośrednikom

Greccy rolnicy zbuntowali się przeciwko sieciom supermarketów. Zaczęli sprzedawać plony bezpośrednio klientom – ci pierwsi zarabiają więcej i dostają pieniądze od razu, ci drudzy natomiast kupują żywność taniej.

„Gazeta Wyborcza” opisuje kolejny etap „ziemniaczanej rewolucji”. W sobotę w miasteczku Katerini rolnicy sprzedali ponad 100 ton mąki po 50 eurocentów za kilogram. Dla klientów to atrakcyjna cena, bo w supermarkecie wynosi ona 1,20 euro. Po mąkę, zamówioną z wyprzedzeniem, stawiło się ponad 2 tys. mieszkańców. Podobne punkty sprzedaży tworzone są w innych miastach. Cieszą się popularnością, napędzaną dodatkowo kryzysem gospodarczym w Grecji, który mocno obniżył dochody wielu osób i rodzin.

Pomysłodawcą sprzedaży płodów rolnych bez pośredników jest Elias Tsolakidis, na co dzień pracownik European College of Sport Science w niemieckiej Kolonii. Jego pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Zyskali rolnicy, którzy otrzymują więcej pieniędzy – pośrednicy płacili im po kilkanaście centów za kilogram mąki – i w dodatku otrzymują je od razu, bez czekania przez kilka miesięcy na uregulowanie rachunków przez supermarkety. Zyskują klienci, bo kupują mąkę taniej. Ci ostatni zyskali też dodatkowo, bo sieci handlowe już zaczęły obniżać ceny produktów rolnych. Do niedawna kilogram ziemniaków sprzedawały za 70 centów, dziś można je kupić nawet za 29 centów.

Pomysłodawca akcji pozyskał do współpracy już kilkudziesięciu wolontariuszy i chce „eksportować” pomysł do innych krajów. – „Nawiązaliśmy już kontakt z małymi organizacjami w Hiszpanii i Francji, które mają bezpośredni kontakt z farmerami”.  Również w Grecji pomysł znajduje kolejnych zwolenników – niedawno do producentów mąki i ziemniaków dołączyli rolnicy wyspecjalizowani w uprawach oliwek i ryżu.

Koniec transgranicznego wyzysku?

Koniec transgranicznego wyzysku?

Komisja Europejska chce zwiększyć ochronę pracowników delegowanych tymczasowo za granicę. Chodzi m.in. o nadanie im prawa do legalnego strajku czy egzekwowanie maksymalnego czasu pracy.

Jak podaje portal wnp.pl, w Unii Europejskiej w stosunku do pracowników wysyłanych zagranicę częste są nadużycia oraz nie są przestrzegane minimalne wymogi prawne dotyczące zatrudnienia poza własnym krajem, m.in. w odniesieniu do stawek płacy, maksymalnego czasu pracy i minimalnego czasu odpoczynku, bhp, prawa do urlopów, a także prawa do strajku. Najczęściej dzieje się tak w sektorze budownictwa. Wynika to z faktu, że oddelegowani nie wchodzą formalnie na rynek pracy przyjmującego państwa członkowskiego, gdyż pozostają zatrudnieni przez przedsiębiorstwo państwa wysyłającego.

Dlatego KE proponuje nowe regulacje, mające na celu lepsze monitorowanie i przestrzeganie przepisów, aby poprawić warunki zatrudnienia pracowników wysyłanych zagranicę. Komisja uważa też, że prawo do „zagranicznego” strajku i swoboda podejmowania strajku mają tę samą wagę, co swoboda świadczenia usług w innym kraju UE.

Nowe ustalenia w szczegółach mają na celu ujednolicenie rynku UE z zachowaniem ochrony praw pracowniczych i zwiększenie podaży miejsc pracy o wysokiej jakości. Chodzi także o wyeliminowanie z rynku nieuczciwych spółek, które delegowanie pracowników uznają za sposób na obejście przepisów prawa pracy.

Nowe przepisy objęłyby ok. 1 mln osób, co stanowi 0,4% europejskiej siły roboczej. Pracownicy ci wywodzą się najczęściej z Polski, Niemcy, Francji, Luksemburga, Belgii i Portugalii.

Piotr Kuligowski

Ręce precz od historii!

Ręce precz od historii!

W Krakowie od poniedziałku trwa głodówka – jej uczestnicy domagają się od ministerstwa edukacji zrezygnowania z pomysłu ograniczeń w nauczaniu historii w szkołach ponadimnazjalnych.

Jak informuje „Nasz Dziennik” w krakowskim kościele św. Stanisława Kostki głoduje pięć osób, m.in. krakowski radny PiS Adam Kalita, wspieranych przez rodziców i nauczycielskie związki zawodowe. Domagają się zawieszenia rozporządzenia o zmianach w programach nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych i rozpoczęcia poważnych konsultacji społecznych w tej sprawie. Liczą, że ministerstwo edukacji zrezygnuje z pomysłu wycofania 90 godzin historii i przywróci je w liceach oraz technikach. – „Nie pretendujemy do roli zbawców polskiej szkoły i nie mamy pomysłu, jak ta szkoła miałaby wyglądać. Wiemy tylko, że to ograniczenie do niczego nie prowadzi” – mówi gazecie Adam Kalita.

Tak drastyczną formę protestu wybrano ze względu na całkowity brak zrozumienia racji środowisk, które już od prawie dwóch lat protestowały i ostrzegały, nie godząc się na kolejne szkolne eksperymenty. Głodujących poparła Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Małopolskiego. Nauczyciele w specjalnym oświadczeniu podkreślają, że czują się szczególnie odpowiedzialni za obiektywny, pełny przekaz wiedzy o polskiej historii. Dlatego solidaryzują się z protestującymi i popierają rozpoczęty przez nich w poniedziałek strajk głodowy.

Eksperci MEN chcą, aby po pierwszej klasie liceum następowała „indywidualizacja ścieżek edukacyjnych” i wybór wąskiej specjalizacji. Jedynie ci uczniowie, którzy wykazują zainteresowanie przedmiotami humanistycznymi, będą mieli rozbudowane zajęcia z historii, pozostali tylko ogólnikowy przedmiot historia i społeczeństwo. Już ponad 2 lata temu grupa naukowców apelowała o odstąpienie od tych pomysłów. W liście do ówczesnej szefowej MEN Katarzyny Hall, podpisanym m.in. przez Wojciecha Roszkowskiego i  Andrzeja Paczkowskiego napisali, że po wprowadzeniu przedmiotu historia i społeczeństwo „destrukcji, a na pewno infantylizacji ulega historia jako zintegrowany, wspólny przedmiot nie tylko przekazujący zestaw faktów czy umiejętności, ale także współtworzący rdzeń obywatelskiej, patriotycznej edukacji”. W wypowiedzi dla gazety Włodzimierz Bernacki, poseł PiS, a równocześnie dyrektor Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ, mówi: „To jest bardzo wąska specjalizacja, mam wrażenie, że skopiowana z modelu amerykańskiego”. Jego zdaniem, wybór specjalizacji w wieku 15 lat to pomysł fatalny. Liceum będzie od pierwszej klasy skupiało się na mechanicznym przygotowywaniu do matury, a nie na uczeniu i zdobywaniu wiedzy przez uczniów. – „Uczeń będzie się uczył wypełniania arkuszy. Kiedyś matura była podsumowaniem, pieczęcią na wykształceniu. A teraz uczy się młodzież tego, jak zdawać tę maturę. Jako nauczyciel akademicki widzę, jakie to przynosi skutki, poziom wielu studentów jest żenująco niski” – dodaje Bernacki.

Nowe rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania ma wejść w życie 1 września 2012 r.