Dla ludzi, nie dla zysku

Dla ludzi, nie dla zysku

Resort zdrowia wycofuje się z obowiązkowej rejestracji jako podmiotów gospodarczych wszystkich organizacji pozarządowych, które prowadzą działalność leczniczą. Oznacza to, że np. hospicja nie będą opodatkowane bardziej niż dotychczas.

Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami, wszystkie stowarzyszenia i fundacje, które prowadzą hospicja, schroniska dla bezdomnych i placówki opiekuńcze, powinny w terminie do 1 lipca 2012 r. zarejestrować się jako podmioty gospodarcze – przypomina „Dziennik Polski”. Oznaczałoby to radykalne zmiany w funkcjonowaniu organizacji pożytku publicznego.

Jak podkreśla ks. Stanisław Słowik z Caritas Diecezji Kieleckiej w wypowiedzi dla KAI – jest to sprzeczne z ustawą o działalności pożytku publicznego, która działania w zakresie ochrony i promocji zdrowia zalicza do kategorii działań w obszarze pożytku publicznego. Zwraca też uwagę, że usługi opiekuńcze świadczone przez organizacje pozarządowe rzadko przynoszą zysk, charakterystyczny dla działalności gospodarczej. Nie bez podstaw organizacje pozarządowe, które zajmują się działalnością leczniczą, hospicyjną i paliatywną obawiały się, że ustawa o działalności leczniczej zmusi je do zamykania hospicjów i innych placówek ochrony zdrowia prowadzonych na zasadzie non-profit.

Na szczęście, przedstawiony do konsultacji społecznych projekt założeń kolejnej nowelizacji ustawy o działalności leczniczej przewiduje wyłączenie z obowiązku rejestracji jako podmiotów gospodarczych organizacji prowadzących działalność pożytku publicznego w zakresie opieki zdrowotnej. Nie tylko osoby pracujące w takich organizacjach, ale również ich podopieczni mogą zatem odetchnąć z ulgą.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Małe stacje – duże korzyści

Małe stacje – duże korzyści

Utworzenie stacji kolejowej we Włoszczowie okazało się – wbrew nagonce mediów – finansowym sukcesem. PKP chce go powtórzyć – tym razem w Opocznie.

Budowa peronu wzbudzała w 2006 r. kontrowersje z powodu politycznego zaangażowania wicepremiera Przemysława Gosiewskiego – przypomina „Dziennik Gazeta Prawna”. Koszt adaptacji stacji do obsługi pociągów pasażerskich wyniósł 909 tys. zł. Zdaniem spółki Polskie Linie Kolejowe, od tamtej pory ta kwota się zwróciła. Ilość sprzedanych biletów mówi sama za siebie. W 2009 r. PKP Intercity sprzedawało na stacji Włoszczowa-Północ średnio 33 bilety miesięcznie – dzisiaj ta liczba jest prawie 30-krotnie większa.

– „Włoszczowa-Północ sprawdza się jako przystanek kolejowy” – mówi Maciej Dutkiewicz z PKP Polskich Linii Kolejowych. – „Tym pociągom TLK i IR nikt nie kazał się we Włoszczowie zatrzymywać. Robią to, bo jest popyt na przewozy” – dodaje. Warto przy tym zauważyć, że wzrost liczby pasażerów szedł w parze ze zwiększaniem liczby połączeń i poprawą godzin kursowania przez IC i PR.

Burmistrz Włoszczowy, Bartłomiej Dorywalski, nie ukrywa zadowolenia z inwestycji: „Ta stacja to dla nas okno na świat. Dzięki niej szybko można się stąd dostać do Warszawy, Krakowa, Katowic”. Co istotne, Włoszczowa-Północ to jedyna stacja na Centralnej Magistrali Kolejowej, na której zatrzymują się pociągi pasażerskie. Znajduje się na kolejowym skrzyżowaniu linii CMK Warszawa – Kraków – Katowice ze szlakiem PKP nr 61 – między Częstochową i Kielcami.

– „Medialna burza wokół Włoszczowy paradoksalnie zrobiła inwestycji dobrą reklamę. Do Warszawy dojeżdżamy stąd w 1 godz. 40 min. Żaden inny środek transportu nie gwarantuje krótszego czasu” – mówi dr Jakub Majewski, analityk rynku kolejowego.

Kolejarze zwracają uwagę, że potrzeba szybkich kolei w małych miejscowościach jest również widoczna na Zachodzie – we Francji zbudowano w polu stację TGV Le Creusot obok miasteczka liczącego 2 tys. mieszkańców (we Włoszczowie żyje 11 tys. osób), a w Niemczech powstała mała stacja Allersberg na linii dużej prędkości, po której kursują pociągi ICE.

CMK była dotychczas zarezerwowana dla szybkich pociągów, jednak po sukcesie Włoszczowy PLK rozważają uruchomienie drugiej stacji – w 23-tysięcznym Opocznie. O przystanek szybkich pociągów walczy też Grodzisk Mazowiecki.

W całej tej sytuacji – dodajmy od siebie – jak na dłoni widać etyczny i warsztatowy upadek polskich mediów głównego nurtu. Chodzi tu o zmasowaną kampanię opluwania ś.p. Przemysława Gosiewskiego za to, że odważył się działać na rzecz interesów mieszkańców swojego okręgu wyborczego, choć wydawałoby się, że to oczywiste zachowanie, a wręcz obowiązek parlamentarzysty. Jeszcze bardziej wymowne jest ujawnienie przy tej okazji głębokich pokładów pogardy i lekceważenia wobec mieszkańców prowincji. Szydzenie ze stacji kolejowej w małej miejscowości i krytykowanie tej inwestycji pokazuje prymitywizm polskiej debaty publicznej oraz pasożytniczą mentalność części mieszkańców dużych miast. W tym modelu przyjmuje się bowiem za pewnik, że małe miejscowości nie zasługują na żaden rozwój, że na zawsze mają pozostać na marginesie, że nie należy im się nic. Ich mieszkańcy mają obowiązek współfinansować z podatków budowę np. warszawskiego metra, za to sami nie mogą liczyć nawet na taki „luksus”, jak budowa peronu kolejowego i dwuminutowy postój pociągu wożącego rasę panów z jednej aglomeracji do innej.

Jak się okazało, inwestycja jest nie tylko sensowna i potrzebna, ale także rentowna. I co teraz, cwaniacy z wielkich mediów i ich bezkrytyczni odbiorcy – odszczekacie?

Żeby nauka nie poszła w las

Żeby nauka nie poszła w las

Związkowcy apelują o zwiększenie finansowania szkolnictwa wyższego i nauki z budżetu państwa oraz o nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, związkowcy z Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność” i z Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego skierowali apel do rządu, Sejmu i Senatu RP. Sygnatariusze apelu przekonują w nim m.in., że „Koniecznym jest wzrost nakładów na naukę ze środków publicznych i wprowadzenie różnorakich mechanizmów systemowych – ulgi podatkowe, fundusze inwestycyjne – stymulujących finansowanie pozabudżetowe (przez zakłady przemysłowe, firmy itp.) i umożliwiających osiągnięcie w obszarze badań i rozwoju nakładów poziomu przyjętego w strategii Europa 2020 tj. blisko 2% PKB”.

Związkowcy nalegają na nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym. Postulują np. skrócenie formalnej drogi awansu zawodowego nauczycieli akademickich poprzez traktowanie stopnia naukowego doktora jako podstawowego w karierze naukowej. – „Młodzi nie garną się do zawodu badacza naukowego ze względu na niekonkurencyjny poziom wynagrodzeń. U źródeł tego jest zamrożenie od 2009 r. kwoty bazowej wynagrodzeń dla pracowników szkolnictwa wyższego i nauki” – powiedział prezes Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP, Janusz Rak. Zwrócił również uwagę na to, że wielu z nich ze względu na brak stabilizacji finansowej, krótkoterminowe umowy lub tzw. umowy śmieciowe, wybiera pracę w sektorze przedsiębiorstw lub wyjeżdża za granicę.

Wśród problemów polskiej nauki wskazano: niestabilność przepisów prawnych, nieprzewidywalność finansowania, zwiększającą się biurokrację.

Przymusowa praca domowa

Przymusowa praca domowa

Już prawie 1,5 mln kobiet między 15. a 65. rokiem życia nie pracuje, bo musi pełnić obowiązki rodzinne. Przyczyny zjawiska to m.in. starzenie się społeczeństwa i coraz wyższe ceny prywatnych usług opiekuńczych.

Liczba Polaków biernych zawodowo, czyli takich, którzy nie mają pracy i którzy z różnych przyczyn jej nie szukają, spada sukcesywnie od 2008 r. – informuje „Rzeczpospolita”. Jak wynika ze wstępnych danych GUS pod koniec 2011 r. było ich 13,9 mln, dla porównania: w 2007 r. – 14,4 mln. W tej grupie od dwóch lat przybywa jednak kobiet, które jako powód bierności zawodowej podają obowiązki rodzinne i związane z prowadzeniem domu.

W 2011 r. było ich już prawie 1,5 mln, czyli ponad 6% więcej niż w 2009 r. Nie byłby to powód do niepokoju, gdyby oznaczał, że coraz więcej rodzin może sobie pozwolić na utrzymywanie domu tylko z jednej pensji. Przyczyny zjawiska są jednak inne. Przede wszystkim przybywa osób, zwłaszcza starszych, które wymagają opieki. W latach 2002-2010 liczba dzieci w wieku do 4 lat wzrosła o 7,6%, osób w wieku powyżej 85 lat zaś o prawie 58%. A instytucje sprawujące opiekę nad tymi osobami nie są odpowiednio rozwinięte. Brakuje żłobków, a także ośrodków pomocy dla osób starszych. – „Publiczne domy opieki mają albo wyśrubowane kryteria dochodowe, to znaczy są dostępne tylko dla osób najuboższych, albo ostre kryteria zdrowotne. Efekt jest taki, że 80% wymagających opieki otrzymuje ją w domu” – mówi prof. Stanisława Golinowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Istnieje co prawda oferta komercyjna – wiele firm prywatnych buduje domy całodziennej opieki nad starszymi – ale miesięczny pobyt w takich miejscach kosztuje 3-4 tys. zł. Ceny usług opiekunek dochodzących również wzrastają. Dlatego gdy polskie rodziny stają przed dylematem „zatrudnić opiekunkę za 1,5 tys. zł i samemu iść do pracy za 1,7 tys. zł czy zostać w domu?” albo „wysłać schorowanego rodzica do domu starości za 3 tys. zł czy zająć się nim osobiście?”, odpowiedź jest oczywista. – „Polskie kobiety nie tyle wolą zajmować się domem, ile są do tego zmuszane” – podkreśla prof. Golinowska.

Wzrost liczby kobiet, które nie pracują, bo pełnią obowiązki rodzinne, to zjawisko negatywne dla gospodarki – osoby te, nie pracując, nie płacą podatków i składek. Ale to również problem dla nich samych – trudniej im wypracować chociaż minimalną emeryturę, a także wrócić na rynek pracy po dłuższym okresie przerwy.