Czarny marsz samorządowców

Czarny marsz samorządowców

Samorządowcy planują „czarny marsz” burmistrzów i wójtów w Warszawie. Jego celem ma być zwrócenie uwagi m.in. na rosnącą liczbę zadań przekazywanych samorządów, bez zagwarantowania odpowiednich środków przez władze centralne.

Strona samorządowa Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego wydała specjalny komunikat, w którym alarmuje, że od pięciu lat znacząco pogarsza się stan finansów samorządowych. Jak informuje „Rzeczpospolita”, samorządowcy z całego kraju zwracają uwagę na fakt nierespektowania zasad zawartych w art. 167 konstytucji, który stanowi, że „jednostkom samorządu terytorialnego zapewnia się udział w dochodach publicznych odpowiednio do przypadających im zadań”. Strona samorządowa komisji wspólnej rządu i samorządu wydała w tej sprawie specjalny komunikat. „Nowe zadania dla samorządów w Polsce są przekazywane bez wystarczających środków finansowych i wprowadza się nowe, kosztowne standardy realizacji zadań własnych miast, gmin, powiatów i województw, którym nie towarzyszy wzrost zasilania finansowego z budżetu centralnego” – piszą samorządowcy w liście otwartym.

W skład Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego wchodzą przedstawiciele największych korporacji samorządowych w kraju, m.in. Związku Miast Polskich, Związku Powiatów Polskich i Związku Gmin Wiejskich RP. Wyliczają oni, że nowe regulacje prawne wprowadzane aktualnie przez rząd obarczą samorządy kwotą prawie 10 miliardów złotych w skali roku. Ponadto w ostatnich latach z budżetów samorządów ubywa od 10 do 14 miliardów złotych rocznie, które nie są rekompensowane nowymi przychodami. „Stan ten, który oznacza systemową nierównowagę w zdecentralizowanej części finansów publicznych będzie się pogłębiał. To nie tylko zahamuje rozwój lokalny i regionalny, ale także zagrozi realizacji niektórych zadań własnych gmin, powiatów i województw. Od 2008 roku bezskutecznie oczekujemy podjęcia rzetelnej debaty na temat finansów samorządowych” – alarmują samorządowcy w swoim apelu.

Organizacje samorządowe planują zorganizować tzw. czarny marsz burmistrzów i wójtów w Warszawie, którego celem ma być zwrócenie uwagi na niewłaściwe traktowanie administracji samorządowej przez władze centralne. Jako pretekst posłuży rocznica pierwszych wyborów samorządowych, które odbyły się 27 maja 1990 roku.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Liberalno-rządowa cenzura

Liberalno-rządowa cenzura

Miejska spółka odmówiła rozwieszenia w Warszawie plakatów z wizerunkami posłów, którzy głosowali przeciwko referendum w sprawie wydłużenia wieku emerytalnego.

Kilkaset plakatów miało zawisnąć na miejskich słupach ogłoszeniowych w ramach akcji Stop67, organizowanej przez NSZZ „Solidarność” przeciwko podwyższaniu wieku emerytalnego. Plakaty miały przedstawiać wizerunki tych polityków, którzy poparli rządowe zmiany w systemie emerytalnym oraz zachęcać do zapamiętania tej postawy i wykorzystania tej wiedzy przy najbliższych wyborach.

W piątek do zarządu mazowieckiej „Solidarności” trafiło jednak pismo z Warexpo – miejskiej spółki, do której należą słupy ogłoszeniowe w stolic – z odmowną opinią dotyczącą odpłatnego wywieszenia związkowych plakatów. Prezes Warexpo powołuje się na opinię prawną, z której wynika że wyklejenie plakatów mogłoby narazić spółkę na „poważne konsekwencje prawne”, tzn. że wymienieni na nich politycy pozwą spółkę o naruszenie dóbr osobistych.

Opinia prawna wskazuje również, że plakaty nie wyjaśniają konkretnie, dlaczego wyborcy mieliby nie ufać politykom, ponieważ brakuje na nich informacji, o jakie referendum chodzi. Dodatkowo opatrzenie wizerunków posłów hasłem: „Czy im jeszcze ufacie” może stawiać ich w złym świetle, ponieważ nie wyjaśnia dlaczego nie można im ufać.

– „Jesteśmy przekonani, że decyzja Warexpo ma charakter polityczny” – komentuje sytuację Andrzej Kropiwnicki, szef mazowieckiej „Solidarności” i warszawski radny. – „W stolicy rządzi przecież PO. Na razie dopinamy umowę z inną firmą, która powiesi nasze plakaty. Będą na ulicach najpóźniej we wtorek” – mówi Kropiwnicki i zapowiada, że Związek nigdy więcej nie będzie współpracował z Warexpo.

Zapytajmy teraz, gdzie są „obrońcy swobód obywatelskich”, którzy w wielkich mediach ostrzegali nas przed rzekomym autorytaryzmem, gdy kilka lat temu rządziła inna partia niż obecnie? Gdzie są ci herosi, którzy odmieniają „wolność”, „pluralizm”, „tolerancję” itp. przez wszelkie przypadki?

Powrót prawowitych właścicieli

Powrót prawowitych właścicieli

Kolejna nacjonalizacja w Ameryce Południowej. Tym razem prezydent Boliwii, Evo Morales, podjął decyzję o upaństwowieniu właściciela sieci elektrycznych – koncernu Red Electrica Corporation.

Jak informuje Wyborcza.biz za „Wall Street Journal”, przejęcie hiszpańskiej firmy, która miała w posiadaniu 85% boliwijskich sieci elektrycznych, zostało ogłoszone w Święto Pracy. Prezydent Morales oskarża Red Electrica Corp. o zbyt niski poziom inwestycji. Podkreśla również, że nacjonalizacja ma na celu przywrócenie Boliwii tego, co już do niej wcześniej należało – informuje z kolei portal Mobile.bloomberg.com.

Należący do Red Electrica Corp. największy boliwijski dostawca energii elektrycznej, spółka Transportadora de Electricidad S.A., powstała w 1997 r. podczas masowej prywatyzacji państwowych zakładów w całej niemal Ameryce Łacińskiej, kiedy lokalni przywódcy wdrażali pakiety „reform” gospodarczych – przypomina Portal Spraw Zagranicznych (psz.pl). W 2007 r. za czasów liberalnego gabinetu Gonzalo Sancheza de Lozady firma została zakupiona przez obcy kapitał i od tamtego czasu znajdowała się w posiadaniu hiszpańskiej korporacji Red Electrica.

Zgodnie z dekretem Moralesa, państwo przejmuje 99,94% akcji TDE, pozostałe 0,06% dostaną robotnicy koncernu. Jest to kolejne w Ameryce Południowej przywrócenie państwu kontroli nad firmą ze strategicznego dla gospodarki obszaru.

Red Electrica Corp. będzie domagać się odszkodowania, według informacji „Wall Street Journal” Boliwia jest gotowa wypłacić rekompensatę. Jak przypomina portal ekonomia24.pl, w 2010 r. Morales znacjonalizował 4 energetyczne koncerny, w tym dwa z kapitałem zagranicznym, m.in. brytyjskiego producenta energii Ruralec. Wcześniej ten sam los spotkał Air BP (paliwa do samolotów) i Entel. Do przejęcia Red Electrica być może zachęciły Moralesa niedawne działania Argentyny, a konkretnie wywłaszczenie przez Cristinę Kirchner hiszpańskiego giganta paliwowego YPF Repsol, dzięki czemu 51% udziałów firmy zostanie podzielone między państwo i prowincje posiadające zasoby ropy i gazy (pisaliśmy o tym tutaj).

Dobry trend

Dobry trend

Autobus i tramwaj zamiast samochodu – na taki wybór decyduje się coraz większa liczba kierowców z dużych miast.

Portal Samorządowy omawia wyniki ankiety przeprowadzonej przez ING. Mówi ona, że korzystanie z auta w okresie ostatnich 12 miesięcy ograniczył co drugi kierowca – zamiast samochodu wybierają komunikację miejską. Wpływ na takie decyzje miał oczywiście wzrost cen paliw. To on sprawił, iż dla części mieszkańców jeżdżenie autem np. do pracy stało się znacznie mniej opłacalne niż jazda transportem publicznym.

Na całkowitą przesiadkę do komunikacji miejskiej zdecydowało się w badanych miastach średnio 6% kierowców. Najwyższy odsetek osób, które z powodu cen paliw przesiadły się do transportu publicznego był w Warszawie, gdzie wyniósł aż 15% oraz w Krakowie –13%. W Trójmieście wskaźnik ten wyniósł 11%, we Wrocławiu 8%, w Łodzi 7%, natomiast w Szczecinie i Katowicach po 5%.