Polska w bankructwie

Polska w bankructwie

Nawet 100 tysięcy osób może stracić pracę, jeżeli kryzys w branży budowlanej przybierze na sile, a wszystko na to wskazuje.

Firmy budowlane mają ogromne problemy finansowe, a sam rząd w związku z końcem przygotowań do Euro 2012 zamierza znacznie ograniczyć inwestycje w infrastrukturę. Jak informuje portal Money.pl, Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało, że będzie dążyć do powołania sejmowej komisji śledczej, która ma zbadać nieprawidłowości przy budowie autostrady A2. Upadłość spółki DSS, głównego wykonawcy projektu, doprowadziła bowiem do tego, że wielu podwykonawców nie dostało należnych im pieniędzy. – „Chodzi o 60 firm, którym należy się około 50 milionów złotych” – wylicza Konstanty Sochacki, jeden z poszkodowanych przedsiębiorców.

Ta sprawa do jednak wierzchołek góry lodowej. Jak szacują eksperci, stracą również inwestorzy giełdowi i cała gospodarka, co z kolei wyraźnie odbije się na dynamice całego PKB. – „Spirala strachu wokół firm budowlanych nakręca się coraz bardziej i nie widać nikogo poza rządem, kto mógłby ją przeciąć. Najbliższe kwartały okażą się decydujące i na pewno nie obędzie się bez dramatów. Wystarczy bowiem, że jedna duża firma upadnie. Wówczas pociągnie za sobą mniejszych graczy, a banki odetną finansowanie projektów” – ocenia Piotr Nawrocki, analityk branży budowlanej z firmy Wood&Co.

W największych opałach są w tej chwili firmy, które podjęły się budowy dróg i autostrad. Zaangażowały się w te inwestycje, gdy Polska otrzymała prawo do organizacji Euro 2012, a rząd postanowił znacząco przyspieszyć projekty infrastrukturalne. W cztery lata miał zostać zrealizowany wielki plan budowy dróg, choć – jak oceniali fachowcy – na jego porządną realizację potrzeba było sześciu lat. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad jako główny inwestor podpisywała więc umowy z firmami budowlanymi, a te
często zrzucały ryzyko projektu na podwykonawców.

Zaczęły pojawiać się znaczące opóźnienia w płatnościach; firmy – najpierw te mniejsze, teraz również te duże – wpadły w poważne tarapaty finansowe. – „Sytuacja jest tak napięta, że kryzys w branży budowlanej może zmieść z rynku nawet 40 procent przedsiębiorstw” – szacuje Adrian Furgalski, analityk z zespołu doradców gospodarczych TOR. To oznacza, że pracę może stracić od 50 do nawet 100 tys. osób. Co więcej, w przyszłości tych pracowników będzie bardzo trudno odzyskać. To przecież w dużej mierze specjaliści, którzy zostaną zmuszeni do zmiany branży lub po prostu wyjadą za granicę.

Kryzys w branży budowlanej może spowodować również, że prognoza rządu dotycząca bezrobocia na poziomie 12,3 procenta na koniec tego roku i 8,5 procent na koniec 2014 r., najprawdopodobniej się nie sprawdzi.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Łódź – wiosłuj szybciej albo utoń

Łódź – wiosłuj szybciej albo utoń

Urząd Miasta Łodzi ogłosił zasady nowej polityki mieszkaniowej. Biedni mieszkańcy zostaną wyprowadzeni z lokali komunalnych i socjalnych w centrum. W Śródmieściu mają mieszkać osoby co najmniej średnio zarabiające.

Jak informuje „Dziennik Łódzki”, miasto zamierza pozbyć się połowy z 60 tys. mieszkań, którymi dysponuje. W centrum ma pozostać 15 tys. lokali komunalnych, przy czym mają to być mieszkania o podwyższonym standardzie, m.in. w wyremontowanych lub nowych budynkach.

Lokale o niższym standardzie znajdą się na obrzeżach miasta. Według planów, ma to być 10 tys. mieszkań socjalnych z dostępem do wody i kanalizacji i 4 tys. lokali tymczasowych (np. dla osób eksmitowanych).

W jaki sposób władze miasta chcą się pozbyć lokatorów mieszkań komunalnych? Sprzedając wynajmowane lokale. Na pierwszy ogień pójdą małe wspólnoty, w których miasto ma do siedmiu lokali, następnie wspólnoty, w których ma mniejszościowy udział, a na końcu – pozostałe. Przy czym prywatyzacja budynku, który w 100 proc. należy do gminy lub w którym magistrat ma większość, będzie możliwa tylko wtedy, gdy wykup zadeklarują lokatorzy co najmniej połowy mieszkań.

Na wykup mieszkań będą obowiązywały bonifikaty, z roku na rok coraz mniejsze. Do 30 czerwca 2013 r. będzie jeszcze obowiązywała dzisiejsza, 90-procentowa bonifikata. Od 1 lipca 2013 r. do 30 czerwca 2014 r. – 75-procentowa. Po 1 lipca 2014 r. bonifikata osiągnie poziom docelowy, czyli 50 proc. Dziś o wykup mieszkania komunalnego może się starać najemca, który zajmuje dany lokal minimum pięć lat. Ten okres ma być jednak skrócony, by ułatwić najemcom wykup.

Czynsze pójdą w górę. Konkretne kwoty zostaną ustalone po konsultacjach społecznych, które właśnie się rozpoczęły. Wiadomo już jednak, że stawka bazowa, od której liczy się czynsze (dziś 5,02 zł za m kw.), będzie podnoszona co rok – aż do „uzasadnionego ekonomicznie” poziomu. Mówi się, że taki poziom to co najmniej 7-8 zł za m kw. Administracje mają reagować już na jednomiesięczne zaległości w płaceniu czynszu.

Władze miasta zapowiadają wprowadzenie systemu zachęt, w tym finansowych dla prywatnych inwestorów, którzy kupią działki i zechcą remontować albo budować mieszkania w centrum Łodzi oraz lokale socjalne na obrzeżach miasta. Magistrat ma wytypować budynki, przeznaczone do wyburzenia, w pierwszej kolejności w Śródmieściu. Wolne grunty wystawi na sprzedaż. Władze zakładają też sprzedaż z bonifikatą budynków, przeznaczonych do wyburzenia – ale z zapisem obowiązkowej rozbiórki w umowie.

Podwyżki, wyburzenia, wysiedlenia, pozbywanie się lokali komunalnych – cóż za ambitny, pomysłowy, a przede wszystkim prospołeczny program! I to w dodatku w mieście, które jest już wręcz przysłowiowo biedne i pozbawione perspektyw, zajmując od lat końcowe pozycje w statystykach obrazujących poziom życia w polskich dużych miastach. Ani ryby, ani wędki.

Po kapitalizmie – komunizm?

Po kapitalizmie – komunizm?

28 maja (poniedziałek) w Krakowie odbędzie się kolejne spotkanie kółka samokształceniowego w ramach projektu „Po kapitalizmie”. „Nowy Obywatel” jest jednym z partnerów tej inicjatywy. Mieszkańców Krakowa i okolic zapraszamy do udziału.

W poniedziałek Jan Sowa, autor i redaktor kilku książek z zakresu socjologii, psychologii i krytyki społecznej,    pracownik naukowy Instytutu Kultury Uniwersytetu Jagiellońskiego, wygłosi referat zatytułowany „Komunizm – w stronę ustroju dobra wspólnego”.

Zdaniem prelegenta, jedną z naczelnych procedur liberalnej krytyki postępowych projektów emancypacyjnych, które usiłują przedstawić alternatywy wobec kapitalizmu, jest przywoływanie historycznego doświadczenia tzw. komunizmu wraz z jego najgorszymi konsekwencjami – gułagami, cenzurą, tajną policją, interwencjami wojskowymi itp. Dlatego ważnym punktem w dyskusji o świecie po kapitalizmie powinno być przemyślenie sowieckiej przygody z tzw. komunizmem i próba odpowiedzi na pytanie, jaką pozytywną i postępową treść mógłby mieć dzisiaj projekt komunistyczny.

Punktem wyjścia do rozważań będzie opinia Michaela Hardta i Antoniego Negriego, którzy w swojej ostatniej książce „Commonwealth” twierdzą: „Tym, czym własność prywatna jest dla kapitalizmu, a własność państwowa dla socjalizmu, tym dla komunizmu jest dobro wspólne”.

Kraków, 28 maja, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a, godz. 18.30. Wstęp wolny. Zapraszamy!

Więcej informacji o projekcie „Po kapitalizmie” można znaleźć tutaj. Projekt realizowany jest we współpracy z redakcją „Nowego Obywatela”, Stowarzyszeniem DoxoTronica i niezależnym pismem internetowym „Nowe Peryferie”.

Prawa anty-autorskie

Prawa anty-autorskie

Od pewnego czasu coraz więcej kawiarni w całym kraju udostępnia klientom książki do poczytania na miejscu. Ten ciekawy trend, rozbudzający zainteresowaniem czytaniem, oznacza jednak, że – w przypadku oferowania literatury współczesnej – lokale łamią prawo autorskie.

Według ustawy, wykorzystanie utworu, na które nie ma zgody autora lub właściciela jego praw jest zabronione – przypomina „Dziennik Gazeta Prawna”. Książkę możemy udostępniać jedynie rodzinie i najbliższym znajomym. Jeśli więc właściciel lokalu chce podzielić się nią z klientami, jest zobowiązany do odprowadzenia odpowiedniego wynagrodzenia jej twórcy i uzyskania jego zgody.

Jeśli kawiarnie nie chcą łamać prawa, mają dwie możliwości: albo rozdawać książki, a nie je użyczać, albo na półkach wyłożyć tylko te dzieła, do których prawa autorskie już wygasły (zwykle dzieje się to po 70 latach od śmierci autora). Zgodnie z prawem, za rozpowszechnianie cudzych utworów bez uprawnień grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat. W przypadku czerpania z tego korzyści finansowych za kratki trafić można nawet na 3 lata.

Póki co na szczęście nie zdarzyło się, by ktoś chciał wyegzekwować pieniądze od kawiarni za taki „proceder”. Z 15 organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi tylko dwie zajmują się książkami, a koncentrują się głównie na książkach naukowych i literaturze fachowej, a nie beletrystyce. Co będzie jednak, gdy tendencja do drobiazgowego przestrzegania „praw autorskich”, już dziś znaczna, nabierze jeszcze na sile? Kawiarnie bez książek, Polacy bez nawyku czytania, autorzy bez… czytelników.