Razem można więcej

Razem można więcej

Dzięki pomocy UNISON i brytyjskim studentom, Polki i inne emigrantki pracujące na Uniwersytecie Londyńskim wywalczyły podwyżkę. Od czerwca tego roku zamiast 6,50 funtów za godzinę dostawać będą 8,30 funtów.

Jak informuje Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Polki wspólnie z emigrantkami z innych krajów, głównie Ameryki Łacińskiej, pracują jako sprzątaczki w budynkach dydaktycznych oraz akademikach. Pomimo pracy na uniwersytecie, zatrudnione były przez prywatną firmę, która płaciła im wynagrodzenie niewiele wyższe niż płaca minimalna –obecnie wynosi ona 6,11 funtów za godzinę.

Prywatyzowanie różnego rodzaju usług w sektorze publicznym w Wielkiej Brytanii jest obecnie normą. Dzięki temu podmioty publiczne, takie jak szpitale czy szkoły, mogą czynić oszczędności, które wynoszą średnio około 20 proc. poprzedniej płacy pracownika, zwolnione są bowiem z odprowadzania za takiego pracownika składki emerytalnej – wyjaśnia Adam Rogalewski, delegat OPZZ w brytyjskim związku zawodowym UNISON. Firmy prywatne wzbogacają udziałowców (często mają siedzibę zarejestrowaną poza Wielką Brytanią i nie płacą podatków), a jedynymi osobami, które na tym tracą, są pracownicy. W większości to emigranci, którzy nie znając dobrze realiów i języka, często nie mają wyboru i muszą się zgodzić na każde warunki pracy.

Dla pracownic Uniwersytetu Londyńskiego wyzysk jest już, na szczęście, przeszłością. Dzięki związkom UNISON (związek pracowników sektora publicznego) i UCU (związek pracowników akademickich) oraz studentom po przeszło roku aktywnej kampanii udało się wywalczyć dla nich prawo do godnej płacy. Godnej, czyli takiej, która jest ustalana niezależnie przez akademików, po wzięciu pod uwagę różnych czynników ekonomicznych, jak inflacja, koszty mieszkania, koszty utrzymania. Wszystko to pomaga w ustaleniu minimalnego wynagrodzenia, które pozwoliłoby pracownikowi po prostu (godnie) żyć (stąd angielska nazwa Living Wage). W przeciwieństwie do płacy minimalnej, nie jest ono obowiązkowe i bierze pod uwagę przede wszystkim potrzeby socjalne pracownika. Wynosi ono w Londynie 8,30 a poza nim 7,20 funtów na godzinę.

Kampania okazała się sukcesem nie tylko dzięki związkom zawodowym, ale przede wszystkim dlatego, że do walki o prawa pracownic włączyli się studenci. To oni organizowali demonstracje przed rektoratem, drukowali ulotki, zbierali podpisy oraz za darmo uczyli emigrantów języka angielskiego.

– „Wsparcie studentów i ich wiara w zwycięstwo były bardzo ważne podczas naszej prawie rocznej walki. To oni organizowali demonstracje, ponieważ my z obawy przed utratą pracy często bałyśmy się wychodzić na ulicę. Dzięki tym młodym ludziom i ich optymizmowi, udało nam się wygrać to, co się nam zawsze należało, godną pracę za godną płacę! Teraz wiem, że jestem częścią uniwersytetu i tak jak inni pracownicy jestem traktowana z szacunkiem” – powiedziała Mariola, jedna ze sprzątaczek pracujących w akademikach.

W najbliższym numerze „Nowego Obywatela” opublikujemy rozmowę o walce pracowników z Polski o swoje prawa na Wyspach Brytyjskich.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Łódź – wiosłuj szybciej albo utoń

Łódź – wiosłuj szybciej albo utoń

Urząd Miasta Łodzi ogłosił zasady nowej polityki mieszkaniowej. Biedni mieszkańcy zostaną wyprowadzeni z lokali komunalnych i socjalnych w centrum. W Śródmieściu mają mieszkać osoby co najmniej średnio zarabiające.

Jak informuje „Dziennik Łódzki”, miasto zamierza pozbyć się połowy z 60 tys. mieszkań, którymi dysponuje. W centrum ma pozostać 15 tys. lokali komunalnych, przy czym mają to być mieszkania o podwyższonym standardzie, m.in. w wyremontowanych lub nowych budynkach.

Lokale o niższym standardzie znajdą się na obrzeżach miasta. Według planów, ma to być 10 tys. mieszkań socjalnych z dostępem do wody i kanalizacji i 4 tys. lokali tymczasowych (np. dla osób eksmitowanych).

W jaki sposób władze miasta chcą się pozbyć lokatorów mieszkań komunalnych? Sprzedając wynajmowane lokale. Na pierwszy ogień pójdą małe wspólnoty, w których miasto ma do siedmiu lokali, następnie wspólnoty, w których ma mniejszościowy udział, a na końcu – pozostałe. Przy czym prywatyzacja budynku, który w 100 proc. należy do gminy lub w którym magistrat ma większość, będzie możliwa tylko wtedy, gdy wykup zadeklarują lokatorzy co najmniej połowy mieszkań.

Na wykup mieszkań będą obowiązywały bonifikaty, z roku na rok coraz mniejsze. Do 30 czerwca 2013 r. będzie jeszcze obowiązywała dzisiejsza, 90-procentowa bonifikata. Od 1 lipca 2013 r. do 30 czerwca 2014 r. – 75-procentowa. Po 1 lipca 2014 r. bonifikata osiągnie poziom docelowy, czyli 50 proc. Dziś o wykup mieszkania komunalnego może się starać najemca, który zajmuje dany lokal minimum pięć lat. Ten okres ma być jednak skrócony, by ułatwić najemcom wykup.

Czynsze pójdą w górę. Konkretne kwoty zostaną ustalone po konsultacjach społecznych, które właśnie się rozpoczęły. Wiadomo już jednak, że stawka bazowa, od której liczy się czynsze (dziś 5,02 zł za m kw.), będzie podnoszona co rok – aż do „uzasadnionego ekonomicznie” poziomu. Mówi się, że taki poziom to co najmniej 7-8 zł za m kw. Administracje mają reagować już na jednomiesięczne zaległości w płaceniu czynszu.

Władze miasta zapowiadają wprowadzenie systemu zachęt, w tym finansowych dla prywatnych inwestorów, którzy kupią działki i zechcą remontować albo budować mieszkania w centrum Łodzi oraz lokale socjalne na obrzeżach miasta. Magistrat ma wytypować budynki, przeznaczone do wyburzenia, w pierwszej kolejności w Śródmieściu. Wolne grunty wystawi na sprzedaż. Władze zakładają też sprzedaż z bonifikatą budynków, przeznaczonych do wyburzenia – ale z zapisem obowiązkowej rozbiórki w umowie.

Podwyżki, wyburzenia, wysiedlenia, pozbywanie się lokali komunalnych – cóż za ambitny, pomysłowy, a przede wszystkim prospołeczny program! I to w dodatku w mieście, które jest już wręcz przysłowiowo biedne i pozbawione perspektyw, zajmując od lat końcowe pozycje w statystykach obrazujących poziom życia w polskich dużych miastach. Ani ryby, ani wędki.

Po kapitalizmie – komunizm?

Po kapitalizmie – komunizm?

28 maja (poniedziałek) w Krakowie odbędzie się kolejne spotkanie kółka samokształceniowego w ramach projektu „Po kapitalizmie”. „Nowy Obywatel” jest jednym z partnerów tej inicjatywy. Mieszkańców Krakowa i okolic zapraszamy do udziału.

W poniedziałek Jan Sowa, autor i redaktor kilku książek z zakresu socjologii, psychologii i krytyki społecznej,    pracownik naukowy Instytutu Kultury Uniwersytetu Jagiellońskiego, wygłosi referat zatytułowany „Komunizm – w stronę ustroju dobra wspólnego”.

Zdaniem prelegenta, jedną z naczelnych procedur liberalnej krytyki postępowych projektów emancypacyjnych, które usiłują przedstawić alternatywy wobec kapitalizmu, jest przywoływanie historycznego doświadczenia tzw. komunizmu wraz z jego najgorszymi konsekwencjami – gułagami, cenzurą, tajną policją, interwencjami wojskowymi itp. Dlatego ważnym punktem w dyskusji o świecie po kapitalizmie powinno być przemyślenie sowieckiej przygody z tzw. komunizmem i próba odpowiedzi na pytanie, jaką pozytywną i postępową treść mógłby mieć dzisiaj projekt komunistyczny.

Punktem wyjścia do rozważań będzie opinia Michaela Hardta i Antoniego Negriego, którzy w swojej ostatniej książce „Commonwealth” twierdzą: „Tym, czym własność prywatna jest dla kapitalizmu, a własność państwowa dla socjalizmu, tym dla komunizmu jest dobro wspólne”.

Kraków, 28 maja, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a, godz. 18.30. Wstęp wolny. Zapraszamy!

Więcej informacji o projekcie „Po kapitalizmie” można znaleźć tutaj. Projekt realizowany jest we współpracy z redakcją „Nowego Obywatela”, Stowarzyszeniem DoxoTronica i niezależnym pismem internetowym „Nowe Peryferie”.

Prawa anty-autorskie

Prawa anty-autorskie

Od pewnego czasu coraz więcej kawiarni w całym kraju udostępnia klientom książki do poczytania na miejscu. Ten ciekawy trend, rozbudzający zainteresowaniem czytaniem, oznacza jednak, że – w przypadku oferowania literatury współczesnej – lokale łamią prawo autorskie.

Według ustawy, wykorzystanie utworu, na które nie ma zgody autora lub właściciela jego praw jest zabronione – przypomina „Dziennik Gazeta Prawna”. Książkę możemy udostępniać jedynie rodzinie i najbliższym znajomym. Jeśli więc właściciel lokalu chce podzielić się nią z klientami, jest zobowiązany do odprowadzenia odpowiedniego wynagrodzenia jej twórcy i uzyskania jego zgody.

Jeśli kawiarnie nie chcą łamać prawa, mają dwie możliwości: albo rozdawać książki, a nie je użyczać, albo na półkach wyłożyć tylko te dzieła, do których prawa autorskie już wygasły (zwykle dzieje się to po 70 latach od śmierci autora). Zgodnie z prawem, za rozpowszechnianie cudzych utworów bez uprawnień grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat. W przypadku czerpania z tego korzyści finansowych za kratki trafić można nawet na 3 lata.

Póki co na szczęście nie zdarzyło się, by ktoś chciał wyegzekwować pieniądze od kawiarni za taki „proceder”. Z 15 organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi tylko dwie zajmują się książkami, a koncentrują się głównie na książkach naukowych i literaturze fachowej, a nie beletrystyce. Co będzie jednak, gdy tendencja do drobiazgowego przestrzegania „praw autorskich”, już dziś znaczna, nabierze jeszcze na sile? Kawiarnie bez książek, Polacy bez nawyku czytania, autorzy bez… czytelników.