Dla dobra własnego

nr 1/2012 |

Gdy elity nawołują do troski o dobro wspólne, najwyższy czas stanąć po stronie „roszczeniowego tłumu”.

Idea dobra wspólnego, stanowiąca przez lata horyzont naszych działań, jest coraz częściej przywoływana przez obóz rządowy, liderów biznesu oraz media. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy jakaś grupa społeczna wyjątkowo stanowczo broni swoich interesów, np. w obliczu planowanych reform. Nie można myśleć wyłącznie o sobie, zamiast o budżecie państwa (innych grupach zawodowych, własnych wnukach itd.) – napominany jest wówczas naród za pośrednictwem telewizyjnych kursów dobra wspólnego.

Postulat samoograniczania się na rzecz wspólnoty jest szlachetny, jednak kiedy do zaciskania pasa grubi nawołują chudych, jest zwykłą hipokryzją, skrywającą dążenie do zachowania status quo. Przy tak silnym zaburzeniu równowagi między kapitałem a pracą oraz władzą a obywatelami, każda walka zwykłych ludzi o „przywileje” pracownicze czy socjalne jest jednocześnie walką o większą sprawę. Wszystko to banały, warto jednak o nich przypominać. W przeciwnym wypadku część społeczeństwa może dać sobie wmówić, że upominanie się o sprawiedliwość społeczną jest czymś wstydliwym.

Z kolei elitom warto prowokacyjnie przypominać, że jednoznaczne artykułowanie partykularnych interesów, które następnie „ucierają się” w ramach nieustającego renegocjowania umowy społecznej, jest jednym z fundamentalnych założeń liberalnej demokracji. A skoro tak, to walka „o swoje” – dobro własnej rodziny, grupy zawodowej czy regionu – nie powinna być piętnowana, lecz stawiana za wzór.

Nie chodzi rzecz jasna o to, by ograniczyć się do listy żądań, upodobniając się do karykatur kreślonych przez establishment. Obywatelska dojrzałość, bez której nie może istnieć sprawiedliwy model społeczno-gospodarczy, obejmuje nie tylko umiejętność formułowania swoich oczekiwań oraz obrony słusznych praw, ale także aktywne współtworzenie życia zbiorowego, w tym dbałość o dobro wspólne. W czasach, kiedy wróg co i rusz podbiera nam i przeinacza to ostatnie hasło, lepiej jednak maszerować pod bardziej bojowym sztandarem.

Michał Sobczyk

PS W imieniu wydawcy pragnę serdecznie przeprosić wszystkich Czytelników i Czytelniczki, a także Autorki i Autorów, że na niniejszy numer „Nowego Obywatela” przyszło im czekać tak długo. Kryzys finansowy i kadrowy, który w zeszłym roku dotknął Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom”, okazał się niestety mieć kilka długofalowych skutków.

Dziś mogę już powiedzieć, że zbiorowym wysiłkiem udało się ustabilizować sytuację organizacji, w związku z czym nasze kolejne spotkania będą mogły odbywać się regularnie. Wszystkim, którzy nie przestali w nas wierzyć – dziękuję.

Michał Sobczyk

(ur. 1981) – absolwent ochrony środowiska, obecnie pracownik branży gastronomicznej. Od urodzenia mieszka na łódzkich Bałutach.

2 odpowiedzi na „Dla dobra własnego

  1. petrosfreelab pisze:

    Jeśli to znaczy, że Nowy Obywatel zradykalizuje się i stanie po stronie także tych, którzy nie chcą, lub nie mogą się reintegrować z mainstreamem, to wyżebrzę jakies pieniądze i Was zaprenumeruję.

  2. Tadeusz Kensy pisze:

    A Was – to teraz rzucimy, rozumiecie, na odcinek krytyki! Dacie radę, dacie …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>