Kontrolerzy społeczni nie mają łatwo

Kontrolerzy społeczni nie mają łatwo

Polskie watchdogi (obywatelskie organizacje strażnicze) borykają się z licznymi problemami szczególnie w egzekwowaniu dostępu do informacji publicznej – oto wniosek z debaty zorganizowanej w czwartek przez Instytut Spraw Publicznych i Fundację Eberta.

Choć patrzenie władzy na ręce wciąż jest działalnością niepopularną, to watchdogi są potrzebne szczególnie na poziomie lokalnym, gdzie najłatwiej zauważyć efekty ich działania. – „Zaciera się granica między władzą ustawodawczą i wykonawczą, dlatego kluczowe jest śledzenie tego, co dzieje się na poziomie rządu” – zaznaczył Krzysztof Izdebski ze Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich. – „Ostatnie doświadczenia chociażby z ACTA pokazują, że rządowi spieszy się w sprawach kontrowersyjnych i nie ma czasu na wysłuchanie publiczne, dlatego często organizacje strażnicze są ignorowane” –  dodał.

Cierpliwość – to główna cecha, którą powinny posiadać organizacje strażnicze – podkreślała Katarzyna Batko-Tołuć również ze Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich – jest to praca nierzadko niewdzięczna, a na efekty działań watchdogowych trzeba czekać latami.

Osoby zaangażowane w działalność strażniczą, często muszą liczyć się z niezrozumieniem własnych środowisk, ciągłą krytyką lub atakami. – „Wszyscy wiedzą, gdzie mieszkam, mogą przebić oponę albo zniszczyć lusterko –  dlatego też w tej działalności konieczne jest sieciowanie – spotykanie się z osobami z całej Polski, które mają takie same problemy” – mówił Maciej Puławski z lokalnej gazety „Stacja Tłuszcz”. –Tłuszcz, gdzie prowadzi wraz z żoną lokalną, bezpłatną gazetę, jest 18-tysięcznym miastem, w którym prawie każdy ma członka rodziny zatrudnionego w instytucjach publicznych.  Monitorując sesje Rady Miasta, umieszczając nagrania z nich na stronie internetowej, domagając się dostępu do informacji publicznej o wydatkach magistratu, spotyka się z opinią, że „niszczy samorządy i własne gniazdo”. Jednak, jak podkreślił Puławski, widać efekty jego pracy – jest pewne oddziaływanie na Radę Miasta. Radni starają się przygotować do posiedzeń mając świadomość, że opiszę to w gazecie.

Danuta Przywara, prezeska Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, zwróciła uwagę na zauważalne przemiany funkcjonowania watchdogów przed 2004 rokiem i po wejściu Polski do Unii Europejskiej. W latach 90. zarówno władze jak i media traktowały organizacje strażnicze jako swoich głównych sojuszników w dostosowywaniu prawodawstwa polskiego do norm międzynarodowych, aby wejść do UE i NATO. Obecnie watchdogi straciły zdecydowanego sojusznika we władzach centralnych.

Każdy może domagać się swoich praw w sądzie i dlatego powinien wiedzieć, jak one funkcjonują. Sprawdza to Fundacja Court Watch Polska – którą reprezentował Bartosz Pilitowski. Courtwatch szkoli studentów, wkrótce także Uniwersytetów Trzeciego Wieku,  do monitorowania jak pracują sądy. – „Chodźmy do sądów sprawdzić, czy wszystko jest tam w porządku – zachęcał Pilitowski. –  Mamy dowody na to, że sama obecność ludzi na sali sądowej wpływa na zachowania sędziów, być może oznacza to bardziej sprawiedliwy proces. Nawet drobne zaangażowanie, pójście na jedną dwie rozprawy naprawdę coś zmienia”.

Uczestnicy seminarium sygnalizowali, że problemem jest także współpraca mediów i organizacji strażniczych. Polityzacja mediów nie sprzyja ani wywieraniu nacisku na władze, ani edukacji społeczeństwa – mówiła Danuta Przywara. Media wolą „krwawe historie”, a długotrwałe wprowadzanie zmian prawnych nie jest dla nich interesujące.

Na podstawie informacji prasowej Instytutu Spraw Publicznych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Stanowisko „Solidarności” w sprawie decyzji Prezydenta RP

Stanowisko „Solidarności” w sprawie decyzji Prezydenta RP

Z oburzeniem przyjmujemy decyzję Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego w sprawie podpisania ustaw podnoszących wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn do 67 lat.

Uznajemy spotkania Pana Prezydenta ze związkowcami i partiami politycznymi w ramach tzw. konsultacji za teatrzyk, mający na celu pozorowanie podejmowania decyzji w sytuacji, gdy od samego początku decyzja ta była przesądzona.

Jeszcze raz przypominamy Panu Prezydentowi słowa, które wypowiedział 28 czerwca 2010 r. jako kandydat na prezydenta podczas wyborczej debaty:

„(…) w Polsce nie ma potrzeby podnoszenia wieku emerytalnego. Można stworzyć możliwość wyboru – na przykład łącznie z wyższą emeryturą. Nic na siłę”.

Czujemy się okłamani!

Nie jest prawdą, że przygotowana przez rząd ustawa daje przyszłym emerytom prawo wyboru. Biorąc pod uwagę niskie wynagrodzenia większości Polaków oraz brak stabilizacji zatrudnienia, wybór ten będzie między głodowym świadczeniem i pracą do śmierci.

Krytycznie oceniamy ofertę Pana Prezydenta, że ta ustawa jest początkiem prac nad rozwiązaniami osłonowymi. Dotychczasowy brak jakiejkolwiek debaty na temat prawdziwej reformy systemu i bierna postawa głowy państwa przy żenującym spektaklu przepychania tej ustawy „kolanem” i w ogromnym pośpiechu, utwierdza nas w przekonaniu, że są to kolejne deklaracje bez pokrycia. Zdumiewa, że zlekceważenie przez koalicję rządową opinii milionów Polaków, którzy poparli ideę referendum emerytalnego w sprawie utrzymania obecnie obowiązujących rozwiązań, pod którym NSZZ „Solidarność” zebrała ponad 2 mln podpisów, odbyło się przy milczącym przyzwoleniu Prezydenta. To niestety pokazuje, że Bronisław Komorowski jest lojalnym funkcjonariuszem partyjnym, a nie niezależnym organem państwa, mającym chronić społeczeństwo przed głupotą i arogancją władzy.

Ustawa, która ma działać przez dziesięciolecia, przyjmowana wbrew społeczeństwu (82 proc. jest jej przeciwna) i opozycji, prędzej czy później zostanie uchylona. Takie reformowanie kraju jest nieracjonalne i przeczy zdrowemu rozsądkowi.

Politycy, którzy zlekceważyli opinię swoich wyborców nie pozostaną w swoich decyzjach anonimowi. „Solidarność” ma swoje struktury w całej Polsce. Ma swoje oddziały i siedziby nie tylko w dużych miastach, ale i tych całkiem małych. Ma środki, doświadczonych ludzi, którzy niejednego polityka wspierali w czasie wyborów. Teraz ci ludzie będą robić antykampanię tym, którzy działają na szkodę społeczeństwa. Każdemu z nich! Z imienia i nazwiska. Dotyczy to również urzędującego Prezydenta.

Jeszcze raz protestujemy przeciwko nazywaniu podniesienia wieku emerytalnego – reformą. Tej dotkliwej dla społeczeństwa operacji nie towarzyszą żadne działania osłonowe, a od tego wszelkie działania powinny się zaczynać. Nie zgadzamy się z opinią, że Polaków trzeba zmuszać do wydłużania aktywności zawodowej, bo za wcześnie przechodzą na emeryturę. Obowiązujący w Polsce system emerytalny zawiera już materialne zachęty do dłuższej pracy. Do polityków należy teraz stworzenie warunków umożliwiających dłuższą aktywność zawodową.

Bez względu na decyzję dotyczącą podniesienia wieku emerytalnego, z która będziemy walczyć aż do jej uchylenia, podtrzymujemy naszą gotowość do rzetelnych dyskusji na temat faktycznych, a nie fikcyjnych rozwiązań na rzecz polityki rodzinnej, rozwoju usług publicznych czy tworzenia stabilnych miejsc pracy. Jednak te działania wymagają rzetelnej dyskusji, a nie lekceważenia opinii partnerów społecznych, jak to miało miejsce przy forsowanych przez rząd ustawach wydłużających wiek emerytalny.

Liczymy, że Pan Prezydent wywiąże się z obietnicy złożonej podczas spotkania z przedstawicielami Związku, 25 maja br. Wręczyliśmy wówczas Panu Prezydentowi projekty ustaw przygotowane przez NSZZ „Solidarność”: w sprawie podwyższenia płacy minimalnej, o pracy tymczasowej i tzw. umowach śmieciowych. Wejście ich w życie z jednej strony poprawiłoby sytuację pracowników, a z drugiej zwiększyłoby przychody systemu ubezpieczeń społecznych.

Pomimo tej niefortunnej decyzji, apelujemy do Pana Prezydenta o szczególne zainteresowanie zarówno tymi projektami, jak i jakością dialogu społecznego w Polsce.

Marek Lewandowski
Rzecznik Prasowy Przewodniczącego NSZZ „Solidarność”

Co by tu jeszcze przehandlować?

Co by tu jeszcze przehandlować?

Warszawskie wodociągi rozpoczęły proces restrukturyzacji. Ratusz na razie zaprzecza, jakoby miał sprzedać Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, ale istnieją przesłanki, że takie ma plany.

Jak informuje „Gazeta Polska Codziennie”, istnieją podejrzenia, że warszawskie wodociągi pójdą w prywatne ręce. Firma rozpoczęła proces restrukturyzacji. Poważne zmiany w strukturze   funkcjonowaniu wodociągów mają obowiązywać już od przyszłego roku. Przygotowywany jest nowy schemat organizacyjny spółki. Dokonuje się atestacji stanowisk, czyli ustala ich liczbę, opisuje miejsca pracy. Opracowywana jest nowa siatka płac i nowy układ zbiorowy. – „To z pewnością wstęp do prywatyzacji” – mówi gazecie pracownik przedsiębiorstwa, pragnący zachować anonimowość.

Obawy o prywatyzację podzielają związki zawodowe. Na razie jednak szefowie organizacji pracowniczych w przedsiębiorstwie wolą nie wypowiadać się oficjalnie. Szef zakładowej „Solidarności”, Antoni Chełchowski informuje jedynie, że trzy z pięciu związków zawodowych w wodociągach rozważają wejście w spór zbiorowy z zarządem. – „Chodzi o sprawy płacowe, ale nie tylko” – mówi.

Oficjalnie władze miasta zaprzeczają, jakoby przygotowywały się do sprzedaży wodociągów. – „Nie ma planów prywatyzacji MPWiK-u” – przekonuje rzecznik urzędu miasta, Bartosz Milczarczyk. Ale obawy pracowników budzi to, że szefem rady nadzorczej stołecznej spółki wodociągowej jest Jarosław Kochaniak. To on, jako wiceprezes rady nadzorczej SPEC-u, uchodził za głównego stratega podczas prywatyzacji tej miejskiej spółki. Z kolei radni PiS uważają, że PO-wskie władze miasta mogą sprzedać wodociągi dopiero za ok. 2 lata. Spółka zrealizowała bowiem niedawno sporo inwestycji z udziałem środków unijnych, dlatego jeszcze przez pewien czas z uwagi na zasady dotacji nie jest możliwa prywatyzacja przedsiębiorstwa.

Polecamy lekturę naszego wywiadu o „przekrętach” przy prywatyzacji warszawskiego SPEC – rozmowa jest tutaj.

Pozorna pomoc

Pozorna pomoc

Niespełna 150 tys. dzieci zyska w tym roku prawo do zasiłku rodzinnego. To jednak wciąż za mało wobec 3 mln najmłodszych, którzy w ciągu minionych ośmiu lat stracili do niego prawo.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, od listopada 2012 r. wysokość dochodu uprawniającego do zasiłków rodzinnych wzrośnie o 35 zł. Ta nieznaczna podwyżka sprawi, że prawo do świadczeń zyska tylko 140 tys. dzieci więcej niż dotychczas.

Progi nie były podwyższane od 2004 r. W rezultacie liczba dzieci uprawnionych do świadczeń rodzinnych zmalała z 5,55 mln do 2,77 mln. Ministerstwo Pracy proponowało podczas przygotowywania nowelizacji przepisów, aby progi poszły w górę od razu o 70 zł, dzięki czemu prawo do świadczenia uzyskałoby dodatkowo 472 tys. dzieci. Na taką podwyżkę nie zgodził się jednak minister finansów. Ostatecznie rząd zdecydował, że podwyżka zostanie przeprowadzona w dwóch krokach. Pierwszy raz progi wzrosną w tym roku, kolejny – w listopadzie 2014 r.

– „Ta podwyżka jest żenująca. Rozumiem, że minister Rostowski walczy o obniżenie deficytu, ale nie można tego robić kosztem dzieci” – mówi Sławomir Kłosowski (PiS), wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji ds. Edukacji, Nauki i Młodzieży. – „Zarówno podwyżka zasiłków, jak i progów została bardzo precyzyjnie wyliczona. Na więcej nas nie stać” – twierdzi Magdalena Kochan, posłanka Platformy. Uważa ponadto, że państwo powinno się skupiać na pomocy rodzinie w znalezieniu pracy, a nie w udzielaniu wsparcia w formie zasiłków. – „Tylko praca, a nie zasiłki, pozwala rodzinie żyć na wyższym poziomie” – tłumaczy Kochan. Pani posłanka zapomniała dodać, że w czasie rządów jej partii znacznie wzrosła także liczba osób bezrobotnych.

Innego zdania jest dr Marek Rymsza z Instytutu Spraw Publicznych. – „Zasiłki powinni dostawać wszyscy, którzy mają dzieci, bo te świadczenia to element polityki prorodzinnej, a nie wsparcia socjalnego” – mówi Rymsza i przypomina, że tak jest w większości krajów europejskich. – „Wydatki na dzieci to inwestycja w kapitał ludzki, który za kilka lat będzie współfinansował państwo” – tłumaczy.

Od listopada zwiększy się nie tylko próg dochodowy, ale też same zasiłki. Najniższy ma wzrosnąć z 68 do 77 zł, kolejny z 91 do 106 zł, a najwyższy z 98 do 115 zł. – „W Polsce zasiłki rodzinne są jednymi z najniższych w Europie. Kwoty, które dostają rodziny, nie wystarczą na wiele” – komentuje tę podwyżkę Rymsza.

Eksperci zwracają również uwagę na nieopłacalność utrzymywania systemu tak niskich świadczeń. Im bowiem niższa kwota zasiłku, tym wyższa jest proporcjonalnie kwota, która jest wypłacana na obsługę systemu.