Nauczyciele chcą protestować

Nauczyciele chcą protestować

171 tys. nauczycieli i pracowników oświaty, czyli 96 proc. uczestników sondażu przeprowadzonego przez ZNP w ogniwach związku, jest gotowych poprzeć ewentualną akcję protestacyjną.

Sondaż przeprowadzano od 9 maja w związku z propozycjami zmian z prawie oświatowych przedstawionych przez stronę samorządową Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. 38 proc. biorących udział w sondażu, czyli 66 tys. nauczycieli opowiedziało się za ogólnopolską manifestacją w Warszawie, 36 proc. czyli 62 tys. – za strajkiem ostrzegawczym, a 31 proc., czyli 54 tys. – za strajkiem ciągłym.

– „Związek nigdy nie uchylał się od poważnego i odpowiedzialnego dialogu w sprawach edukacji. Przygotowaliśmy »Pakt dla edukacji«, będący naszym głosem w debacie o kondycji szkoły i wyzwaniach przed nią stojącymi” – mówił prezes ZNP. – „Niestety, ani MEN, ani sejmowa komisja edukacji nie były zainteresowane rozmową. Zamiast tego pojawiają się ataki na edukację, bezpodstawne oskarżenia wobec jakości systemu, uproszczona diagnoza i jeszcze prostsza recepta, sprowadzająca się do fałszywej tezy, że tylko prywatna oświata, poddana grze rynkowej, zapewni nam lepszy poziom edukacji. Nie potwierdzają tego żadne badania. Zmęczeni ciągłymi atakami, nieustannymi zmianami systemu, mnogością nowych aktów prawnych nauczyciele powiedzieli »dość«”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Adidas – główny sponsor EURO 2012 odmawia wypłaty odpraw pracownikom z Indonezji

Adidas – główny sponsor EURO 2012 odmawia wypłaty odpraw pracownikom z Indonezji

Clean Clothes Campaign apeluje do głównego sponsora Euro 2012 Adidasa, by wypłacił 1,8 miliona dolarów, jakie jest winien indonezyjskim pracownikom, którzy stracili zatrudnienie po zamknięciu fabryki jednego z jego dostawców na początku 2011 r. W kilka sekund możesz wysłać do Adidasa list z apelem, żeby naprawił krzywdy wyrządzone pracownikom!

W styczniu 2011 roku właściciel zakładów PT Kizone w Indonezji uciekł z kraju, co doprowadziło do zamknięcia fabryki i pozostawienia 2800 robotników bez pracy i bez odpraw, do których byli uprawnieni. Adidas od wielu lat zlecał produkcję PT Kizone, gdzie pracownicy zarabiali zaledwie 0,60 dolara za godzinę. W lipcu zeszłego roku inni zleceniodawcy fabryki ogłosili, że wpłacą 1,5 miliona dolarów na fundusz odszkodowań dla pracowników, co stanowi mniej więcej połowę należnej im kwoty. Adidas, główny sponsor Mistrzostw Europy 2012, nie chce zapłacić ani centa.

Adidas jest największym sponsorem obu najistotniejszych sportowych wydarzeń tegorocznego lata. Pojawiły się doniesienia, że zapłacił 100 milionów funtów za sponsorowanie Olimpiady w Londynie, natomiast kwoty, jaką wyłożył, by zostać głównym sponsorem UEFA, co obejmuje prawa do rozpoczynających się mistrzostw Euro 2012, nie ujawniono. Sponsorowanie samej tylko hiszpańskiej drużyny piłkarskiej to, jak się szacuje, 25 milionów euro rocznie, zaś drużynę niemiecką firma sponsoruje kwotą 38 milionów euro rocznie.

Jeden z byłych pracowników fabryki Kizone mówi: „Latem tego roku Adidas płaci setki milionów euro, czyli biliony rupii, żeby sponsorować imprezy sportowe, a tymczasem bez odpraw, za które moglibyśmy się utrzymać szukając nowej pracy, wielu z nas nie stać na czynsz. Nie możemy sobie pozwolić na jedzenie trzech posiłków dziennie. Nie dajemy rady płacić za szkołę. Mamy długi u krewnych, sąsiadów i lichwiarzy. Wzywamy Adidasa do poszanowania naszych praw i wypłacenia nam pieniędzy, które jest nam winien”.

Sam Maher z Labour Behind the Label powiedział: „Adidas płaci miliony euro rocznie, żeby promować się jako największy sportowy kibic. Ale bez wysiłku pracowników, takich jak ci z PT Kizone, nie byłoby koszulek, butów ani piłek Adidasa. Pora, żeby Adidas zaczął szanować kobiety i mężczyzn, którzy szyją jego produkty, a nie tylko tych, którzy je noszą”.

Aktywiści z Clean Clothes Campaign w Hiszpanii i Danii oraz działacze studenccy z People and Planet w Wielkiej Brytanii i United Students Against Sweatshops w Stanach Zjednoczonych organizują akcje, aby zwrócić uwagę na los byłych pracowników PT Kizone, z których wielu w wyniku zamknięcia fabryki straciło dach nad głową i zaciągnęło ogromne długi. W ramach tych działań odbywają się właśnie demonstracje w sklepach Adidasa w Londynie i Kopenhadze, akcje uliczne w Bilbao, Vitorii i San Sebastian oraz akcje na kampusach uczelni w Stanach Zjednoczonych. Tysiące aktywistów w całej Europie i Ameryce Północnej wysyła do firmy apele z żądaniem podjęcia natychmiastowych kroków w tej sprawie.

Dołączą do nich sami pracownicy PT Kizone, którzy będą demonstrować przed niemiecką i brytyjską ambasadą w Dżakarcie, domagając się od Adidasa wypłacenia należnych 1,8 miliona dolarów, co stanowi zaledwie drobną cząstkę sumy, jaką koncern płaci za sponsorowanie turnieju, a także drużyn i zawodników biorących udział w Euro 2012.

Możesz wysłać apel do firmy Adidas, aby wypłaciła pracownikom należne pieniądze – zajmie Ci to kilka chwil, a możesz pomóc osobom w bardzo ciężkiej sytuacji. Gotowy formularz petycji dostępny tutaj.

Prywatne jest „lepsze”, bo bezlitosne i cwane

Prywatne jest „lepsze”, bo bezlitosne i cwane

Naukowcy z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku wzięli pod lupę szpitale w woj. pomorskim, mające kontrakt z NFZ. Raport wykazał, że prywatne placówki selekcjonują chorych pod względem opłacalności ich leczenia.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, analizowane były dane z ośmiu miesięcy, dotyczące świadczeń kontraktowanych przez placówki publiczne i prywatne, takich jak okulistyka, ortopedia, kardiologia i kardiochirurgia. – „O nieoficjalnej selekcji chorych dokonywanej przez prywatne podmioty wiem od samych pacjentów, lekarzy, konsultantów medycznych” – powiedział Ryszard Dubiela, przewodniczący rady pomorskiego NFZ, pomysłodawca raportu. – „Poprosiłem GUM o przeprowadzenie profesjonalnych badań. Powstał raport, w którym są liczby, procenty, analiza, a nie tylko przypuszczenia. Wnioski są tak bulwersujące, że zawiadomiliśmy o nich premiera Donalda Tuska”.

Raport wykazał bowiem, że jednostki niepubliczne oferują mniejszy zakres świadczeń, często wykorzystując ponad połowę swojego kontraktu na jedną procedurę; przeprowadzają procedury, które są najlepiej wycenione przez NFZ, unikają pacjentów, których hospitalizacja byłaby dłuższa, w niektórych sytuacjach przeprowadzają selekcję pacjentów pod względem wieku, a pacjentów w sytuacjach zagrożonych powikłaniami odsyłają do szpitali publicznych także w okresie hospitalizacji.

Z raportu wynika, że szpitale prywatne nie interesują się wieloma obszarami opieki medycznej, które nie przynoszą zysku. Należą do nich choroby wewnętrzne, pneumunologia, neurologia, chirurgia ogólna, pediatria, a także medycyna ratunkowa. Na operację zaćmy w szpitalu publicznym czeka się w woj. pomorskim ponad dwa lata. To zabieg dotyczący zwykle osób po 60. roku życia, często są to pacjenci z tzw. zaćmą powikłaną. Tymczasem szpitale niepubliczne wykonują głównie tzw. zaćmy niepowikłane, czyli te najłatwiejsze. Jedna z badanych placówek prywatnych wykonała w ciągu ośmiu miesięcy 933 zabiegi operacji zaćmy, wśród nich tylko 10 powikłanych. A np. skomplikowane, wymagające dłuższego pobytu w szpitalu, zabiegi przeszczepów rogówki wykonuje tylko jeden publiczny szpital w województwie.

– „Pacjent leczony po złamaniach kończyn oznacza dla nas długą hospitalizację, nierzadko powikłania i niedoszacowaną wycenę” – mówi Piotr Łuczkiewicz, koordynator oddziału ortopedii Kliniki Chirurgii Urazowej gdańskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Mimo to 70 proc. procedur, które wykonywane są na tym oddziale, to leczenie pacjentów po urazach. W porównywanym czasie placówka prywatna nie wykonała żadnego zabiegu zakwalifikowanego jako „operacje złamań kości kończyn”. Przeprowadziła za to najbardziej dochodowe operacje np. artroskopię (dot. badania i leczenia stawu), czyli zabieg, który związany jest z krótki pobytem w szpitalu, przewidywalnym efektem leczenia i dobrze wycenioną procedurą.

Z raportu wynika, że pacjenci z ostrym zespołem wieńcowym (np. zawałem) w placówkach prywatnych najchętniej leczeni są za pomocą tzw. kardiologii inwazyjnej. Chory trafia do szpitala na maksimum cztery dni, ta procedura jest bardzo dobrze wyceniona przez NFZ. Po leczeniu inwazyjnym pacjent staje się chorym przewlekle i niestety jest zdany na łaskę losu. W Trójmieście po przyznaniu kontraktu dwóm niepublicznym podmiotom na kardiologię inwazyjną nie wystarczyło już na tę zachowawczą i trzeba było zlikwidować dwa oddziały kardiologiczne.

– „Dane mówią, że dochodzi do preselekcji chorych już na etapie kwalifikacji do leczenia w ośrodku komercyjnym” – tłumaczy Tadeusz Jędrzejczyk, wicedyrektor UCK. – „Cięższy stan kliniczny pacjenta dyskwalifikuje go z leczenia w tym ośrodku. Liczba wykonywany operacji, ich rodzaje, mogą potwierdzać koncentrację podmiotu niepublicznego na doborze najbardziej opłacalnych procedur”. – „Prywatny inwestor nie będzie się świadomie narażał na straty” – komentuje Janusz Moryś, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – „To są firmy istniejące na giełdzie, nastawione na zysk. Biorą takie procedury, na których zarobią”.

Tak wyglądają realia prywatnej służby zdrowia – jej „opłacalność” i „efektywność” wynikają z przerzucania większości kosztów na społeczeństwo i placówki publiczne. Albo po prostu z braku zainteresowania leczeniem ludzi poważnie chorych. Pamiętajmy o tym, gdy jakiś mędrek-pyskacz balcerowiczowski lub korwinowski będzie „dowodził”, że „prywatne jest lepsze”. Po faszyzmie i komunizmie czas już najwyższy wpisać liberalizm gospodarczy na listę ideologii morderczych.

Temu Panu (Prezydentowi) już dziękujemy

Temu Panu (Prezydentowi) już dziękujemy

Redakcja „Nowego Obywatela” wystosowała list otwarty do Prezydenta RP. Nazywamy w nim po imieniu zachowanie Bronisława Komorowskiego w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego oraz wycofujemy się z udziału w spotkaniach dyskusyjnych, które organizowane są pod jego patronatem.

Treść listu oraz kilka słów wyjaśnienia w sprawie wspomnianej imprezy znajdziecie poniżej.

***

Szanowny Panie Prezydencie,

Rolą głowy państwa, powierzoną jej przez społeczeństwo, jest stanie na straży demokracji. W ostatnim czasie sprzeniewierzył się Pan temu zobowiązaniu co najmniej dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy pozostał Pan bierny wobec łamania przez rządzącą koalicję zasad dialogu społecznego, w tym zlekceważenia wniosku ponad 2 milionów obywateli o referendum emerytalne. Drugi – podpisując ustawy podnoszące wiek emerytalny, co w polskich warunkach oznacza drastyczne ograniczenie praw socjalnych. Przedkładanie lojalności wobec własnego zaplecza politycznego nad wierność zasadom, na których opiera się europejski model demokracji, nie dodaje splendoru urzędowi Prezydenta Rzeczpospolitej.

Nigdy nie jest jednak za późno, by stanąć po stronie Konstytucji. Aktywnie wspierając projekty ustaw przygotowane przez NSZZ „Solidarność”, dotyczące m.in. płacy minimalnej oraz tzw. umów śmieciowych, a także korzystając z prawa inicjatywy ustawodawczej, ma Pan Prezydent realne możliwości wspomagać budowę społecznej gospodarki rynkowej, którą polska ustawa zasadnicza wymienia wśród fundamentów ustroju państwa. Jeśli oczekujemy zbyt wiele, będziemy wdzięczni za wyraźne odcięcie się Pana Prezydenta od dziedzictwa Pierwszej „Solidarności”, na które często się Pan powołuje. Poinformowanie wyborców, że los ludzi pracy leży poza obrębem Pańskich zainteresowań, będzie aktem cywilnej odwagi godnym Prezydenta RP. Tymczasem pozostaje nam obywatelski obowiązek nagłaśniania niechlubnej roli Pana Prezydenta w utrzymywaniu fasadowego charakteru polskiej demokracji.

Wobec sytuacji opisanej powyżej, członkowie redakcji „Nowego Obywatela” rezygnują z dalszego udziału w spotkaniach dyskusyjnych z cyklu „Idee Nowego Wieku”, którym Pan Prezydent patronuje. Pokazał Pan, niestety, że nie ceni wartości dialogu, dlatego nie chcemy uczestniczyć w inicjatywie, która łączy Pana nazwisko z otwartością na głos środowisk prospołecznych.

Pozostająca z szacunkiem dla Pańskiego urzędu,

Redakcja kwartalnika „Nowy Obywatel”:
Konrad Malec
Remigiusz Okraska
Michał Sobczyk
Szymon Surmacz
Krzysztof Wołodźko

***

Warto w tym miejscu wyjaśnić kwestię naszego udziału w spotkaniach z cyklu „Idee Nowego Wieku”, mających być forum wymiany myśli przedstawicieli różnorodnych „młodych środowisk ideowych”. Przystąpiliśmy do tych debat w czerwcu ub. roku nie bez wątpliwości, związanych głównie z patronatem Belwederu, ale też z nadzieją, że spotkania w takiej formule będą poszerzać spektrum debaty publicznej o głos lewicy społecznej (oprócz nas mieli możliwość zabrać głos także przedstawiciele internetowego magazynu „Nowe Peryferie”). Nasz reprezentant brał udział w dyskusji inauguracyjnej, prowadzonej przez środowisko „Res Publiki Nowej”, a poświęconej m.in. kwestii wolności słowa i kondycji demokracji liberalnej. Redaktorzy „Nowego Obywatela” uczestniczyli także w debatach „Podmiotowość w nowoczesnej Europie” (prowadzonej przez „Teologię Polityczną”) oraz „Kościół i lewica – porzucone ideały?” (gospodarzem spotkania była redakcja Magazynu „Kontakt”). W listopadzie 2011 r. poprowadziliśmy debatę pod zaproponowanym przez nas hasłem „Gospodarka społeczna czy aspołeczna?”, która stanowiła „wywołanie do tablicy” środowisk o różnorodnym profilu ideowym (Forum Obywatelskiego Rozwoju, redakcje „Pressji”, „Res Publiki Nowej” oraz „Nowych Peryferii”), a także samego Prezydenta, w kwestii ich wizji gospodarki służącej społeczeństwu, a nie klasie politycznej i instytucjom finansowym.

Spotkania potwierdziły lekceważenie Bronisława Komorowskiego wobec innych niż neoliberalna wizji rzeczywistości społecznej (przykładem mogą być jego ironiczne wypowiedzi na temat idei spółdzielczości), czego apogeum mieliśmy okazję obserwować podczas zamieszania wokół reformy emerytalnej. Sprowokowało nas to do ogłoszenia powyższego listu, a także rezygnacji z udziału w cyklu „Idee Nowego Wieku”.

Udział w debatach w Belwederze nie był dla nas celem samym w sobie ani w żaden sposób nam nie imponował; dyskusje o sprawach dla Polski zasadniczych traktowaliśmy jako nasz obowiązek niezależnie od dyskomfortu, jaki wywoływała osoba ich patrona. Czara goryczy się jednak przelała, dlatego zdecydowaliśmy się skorzystać z możliwości nie tylko werbalnego opowiedzenia się za lub przeciw decyzjom podejmowanym przez osobę piastującą najwyższy urząd w państwie.