Orlika cień

Orlika cień

Samorządy nielegalnie wprowadzają opłaty za korzystanie z „orlików” oraz zamykają je trzy godziny przed czasem z braku pieniędzy dla animatorów.

Jak informuje „Portal Samorządowy”, na stosowany przez niektóre samorządy nielegalny proceder pobierania opłat za korzystanie z „orlików” zwrócił uwagę w interpelacji do minister sportu i turystyki poseł Kazimierz Moskal. Minister Joanna Mucha przyznała, że ministerstwo słyszało o takich sytuacjach. Zapewniła, że zawsze po otrzymaniu informacji na ten temat resort interweniuje w danej jednostce samorządu terytorialnego, prosząc o przedstawienie wyjaśnień.

– „Wszelkie działania ministerstwa w tej kwestii oparte są na założeniach programowych i o umowę o dofinansowanie, w której beneficjent zobowiązuje się do tego, że obiekt będzie działał na zasadach ogólnodostępności i bezpłatności, zobowiązując się również, że zapewni na ten cel niezbędne środki finansowe” – tłumaczy Joanna Mucha. Minister przypomniała, że nad przestrzeganiem tych zasad czuwa animator, który jest bezpośrednio odpowiedzialny za prawidłowe funkcjonowanie „orlika”.

Tymczasem poseł Kazimierz Moskal zauważa, że animatorzy nie wywiązują się ze swoich obowiązków, ponieważ nie mają na to środków. – „Boiska zamiast do godz. 21.00 czynne są jedynie do 18.00. Animatorzy mieli organizować zajęcia w godzinach od 15.00 do 21.00. Ministerstwo sportu nie przekazało pieniędzy na opłacenie animatorów. Brak pieniędzy z ministerstwa sportu skrócił o połowę, czyli do godz. 18.00, czas pracy na boiskach” – stwierdził poseł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kapitalizm, Sieć i prostytucja

Kapitalizm, Sieć i prostytucja

14 czerwca (czwartek) w Krakowie odbędzie się kolejne spotkanie kółka samokształceniowego w ramach projektu „Po kapitalizmie”. „Nowy Obywatel” jest jednym z partnerów tej inicjatywy. Mieszkańców Krakowa i okolic zapraszamy do udziału.

Tym razem zapraszamy na dwa wystąpienia. Mateusz Curyło, doktorant w Zakładzie Estetyki UJ, wygłosi referat: „Dlaczego nam nie wyszło? Od wizji sieci dialogicznej do dyskursywnej ekonomii programowania”. Kilka dekad temu, kiedy komputeryzacja znajdowała się w zalążku, powstawały wielkie wizje społeczeństw sieciowych.  Dlaczego jednak związek programowania z ekonomią doprowadził w Sieci do sytuacji, w której nawet  Opensource jest użyteczny dla międzynarodowych korporacji? Curyło przedstawi pomysły, które mogą pomóc w odłączeniu projektów, również programistycznych, od międzynarodowych rynków finansowych (bitcoin, kickstarter).

Kolejny referat wygłosi Michał Pospiszyl, filozof, kulturoznawca z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tytuł wystąpienia: „Dlaczego rewolucja, aby była komunistyczna, musi być też seksualna?”. Jak twierdzi Pospiszyl, według Karola Marksa stosunek seksualny jest papierkiem lakmusowym alienacji i wyzysku, z których szczytową postacią mamy do czynienia w sprostytuowanym kapitalizmie. Kapitalizm zmierza nie tylko do zwiększenia liczby stosunków sprostytuowanych (na przykład potęgując – do niespotkanej w historii ludzkości skali – handel ludźmi, z jakim mamy dziś do czynienia), ale do uczynienia wszystkich stosunków (przede wszystkim tych międzyludzkich) podległymi sprostytuowanej logice wymiany towarów.

Kraków, 14 czerwca (czwartek), Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a, godz. 18.30. Wstęp wolny. Zapraszamy!

Więcej informacji o projekcie „Po kapitalizmie” można znaleźć tutaj. Projekt realizowany jest we współpracy z redakcją „Nowego Obywatela”, Stowarzyszeniem DoxoTronica i niezależnym pismem internetowym „Nowe Peryferie”.

Prawdziwa Solidarność

Prawdziwa Solidarność

Pracownicy Huty Batory, członkowie „Solidarności” zwolnieni z pracy za udział w kwietniowym strajku, otrzymali pomoc finansową od Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Zwolnieni pracownicy Huty Batory, którzy są członkami Solidarności otrzymali bezzwrotne zapomogi. – „W sytuacji, w jakiej znaleźli się ci ludzie, każde wsparcie bardzo się przyda” – mówi Stefania Penkała przewodnicząca zakładowej „Solidarności”. – „Mimo że strajk w Hucie Batory nie był organizowany przez związki zawodowe, od początku wspieraliśmy protestujących. Teraz, kiedy członkowie naszego związku znaleźli się w tak trudnym położeniu, nadal staramy się ich wspierać” – dodaje Justyna Latos, wiceprzewodnicząca śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”.

Spontaniczny strajk w Hucie Batory rozpoczął się tuż przed świętami wielkanocnymi, 2 kwietnia, na porannej zmianie. Protest trwał przez pięć dni. Do strajku przystąpiło około 350 osób. Przez cały czas jego trwania nie udało się doprowadzić do konstruktywnego dialogu pomiędzy uczestnikami protestu a zarządem zakładu. Po zakończeniu strajku część uczestników nie została wpuszczona do pracy. Pracodawca poinformował, że Wydział Stalowni huty zostaje zamknięty, a ponad 100 jego pracowników otrzyma wypowiedzenia z pracy.

– „Zwolnieni pracownicy po majowym weekendzie dostali propozycję pracy na tych samych stanowiskach, ale jako pracownicy agencji pracy tymczasowej za dużo niższe wynagrodzenie. Sytuacja materialna tych pracowników i ich rodzin uległa z dnia na dzień drastycznemu pogorszeniu” – podkreśla Stefania Penkała.

Huta Batory wchodzi w skład grupy Alchemia S.A. Zakład jest jednym z największych w Polsce producentów rur bez szwu o dużych przekrojach, wykonywanych ze wszystkich rodzajów stali wykorzystywanych w przemyśle energetycznym i chemicznym.

Małe miasta, duże problemy

Małe miasta, duże problemy

Unia Miasteczek Polskich zaapelowała do rządu o publiczną debatę nad koniecznością zmian w ustawach. Ich obecny kształt grozi zdaniem Unii finansową zapaścią całego systemu samorządu terytorialnego.

Jak informuje „Portal Samorządowy”, Unia porównała sytuację dochodową 144 miast i gmin woj. kujawsko-pomorskiego, a także 158 miast z całej Polski oraz sąsiadujących z nimi tzw. gmin obwarzankowych, których siedziba władz znajduje się w tych miastach. W analizie oprócz dochodów podatkowych, ujętych w ministerialnym wskaźniku „G”, uwzględniono także dochody tych gmin z tytułu subwencji wyrównawczej i równoważącej. Uzyskano dzięki temu faktyczny wskaźnik dochodów własnych gmin w przeliczeniu na mieszkańca, z pominięciem tzw. znaczonych dochodów budżetów, tj. wszelkich dotacji i subwencji oświatowej.

– „Nawet z pobieżnej analizy tak sporządzonych zestawień wynika, że na skutek subwencyjnej pomocy Ministerstwa Finansów przeważająca część uważanych za najuboższe gmin, zwłaszcza tych wiejskich, znajduje się faktycznie w o wiele lepszej sytuacji finansowej, niż małe miasta, z wyłączeniem tych nielicznych, które mają szczęście posiadać na swoim terenie prężnych i wypłacalnych podatników” – twierdzi Eugeniusz Gołembiewski, burmistrz Kowala i wiceprezes Unii Miasteczek Polskich.

Przykładowo, miasto Kowal pod względem wskaźnika „G”, wynoszącego 736,01 zł, plasuje się na 88. miejscu w woj. kujawsko-pomorskim, podczas gdy sąsiednia wiejska gmina Kowal posiada ów wskaźnik na poziomie 529,88 zł, zajmując 135. miejsce. Mechanizm wyrównawczy powoduje jednak, że „nieznaczone” dochody własne na jednego mieszkańca w gminie wiejskiej wzrastają do 1130,74 zł, co daje jej 79. miejsce w województwie, podczas gdy dochody na jednego mieszkańca w mieście Kowal wzrastają tylko do 1010,85 zł, w wyniku czego w rankingu zamożności gmin województwa miasto Kowal spada na ostatnie, 144. miejsce.

– „Na pogarszanie się kondycji finansowej tej grupy miast duży wpływ ma także fakt, że z naszych budżetów finansowane są usługi, z których korzystają także mieszkańcy sąsiedniej gminy wiejskiej. Dotyczy to w szczególności zadań z zakresu kultury, sportu, gospodarki komunalnej, a także oświaty, zwłaszcza tej przedszkolnej” – dodaje wiceprezes.

Gorszą sytuację finansową małych miast w porównaniu z sąsiednimi gminami wiejskimi potwierdza ich przeważnie wyższy poziom zadłużenia. Na 158 par gmin, 116 miast (73 proc.) ma większe zadłużenie niż sąsiednia gmina. Średni wskaźnik zadłużenia miast wynosi 33,44 proc., natomiast sąsiednich gmin wiejskich 23,79 proc.

– „Istniejący stan rzeczy powoduje, że bezwarunkowo subwencjonowane przez Ministerstwo Finansów gminy wiejskie uchwalają zwykle niższe podatki lokalne, otrzymując jeszcze dodatkowo w naszym województwie pomoc z Funduszu Wsparcia, który w praktyce nie obejmuje swoją pomocą biednych samorządów miejskich i miejsko-wiejskich” – tłumaczy wiceprezes UMP.