Czech potrafi

Czech potrafi

Jeśli sejm i senat uchwali nowelizację ustawy dotyczącej emerytur, już od stycznia Czesi będą mogli przechodzić na wcześniejszą emeryturę na znacznie korzystniejszych warunkach niż obowiązujące obecnie.

Jak informuje portal Novinka.pl, według planowanych zmian najniższe świadczenie emerytalne w Czechach miałoby wynosić przynajmniej 30% średniego miesięcznego wynagrodzenia. Obecnie to suma 8 tys. koron (ok. 1 300 zł). Świadczenie – według propozycji rządu – byłoby dofinansowywane przez pracodawców w ramach funduszu oszczędnościowego. Ponadto państwo opłaci składkę na ubezpieczenie zdrowotne pracownikom, którzy zdecydują się na świadczenie przedemerytalne.

Aby skorzystać ze świadczenia, trzeba będzie złożyć podanie 5 lat przed planowanym odejściem na emeryturę. Świadczenie przedemerytalne ma być idealnym rozwiązaniem dla osób, które zbliżają się do osiągnięcia wieku emerytalnego, jednak ze względu na rzadkość swojej profesji mają problem ze znalezieniem pracy. – „Zwłaszcza w przypadku niektórych profesji, możliwość znalezienia zatrudnienia w wieku przedemerytalnym jest bardzo utrudniona” – stwierdza czeski minister pracy, Jaromír Drábek. Minister podkreśla także, iż skorzystanie ze świadczenia przedemerytalnego nie będzie miało negatywnego wpływu na wysokość późniejszej emerytury.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Marian znów walczy!

Marian znów walczy!

Przewodniczący Związku Zawodowego Rolników „Solidarni” (i członek Rady Honorowej „Nowego Obywatela”) Marian Zagórny apelował w Sejmie o wyegzekwowanie od Zakładów Mięsnych MAT w Czerniewicach pieniędzy, które zalegają rolnikom.

Jak informuje portal Farmer.pl, Zagórny zarzucił wymiarowi sprawiedliwości, że zbyt opieszale ściga nieuczciwych kontrahentów. – „Nie jestem żadnym prokuratorem czy policjantem, ale mam tutaj całą teczkę danych na temat rolników, oszukanych przez Zakłady Mięsne MAT w Czerniewicach. To jest bardzo proste, bo ludzie, którzy zasiadali w tej spółce, zarządzali tą spółką – ogłosili upadłość. Kilka milionów złotych »wiszą« rolnikom. Mało tego, podmioty, które skupowały żywiec od rolników, pozaciągały na to kredyty po 200, 300, 500 tys. zł – wypłaciły rolnikom, odstawiły towar do zakładu MAT i po prostu nie otrzymały pieniędzy. Wystarczy spojrzeć na rejestr spółek, z których oni wyprowadzili majątek. Bardzo prostym sposobem – z firmy MAT wyprowadzili majątek do firmy Interecco i tam funkcjonują” – relacjonuje sprawę Zagórny.

Zdaniem Zagórnego, prokuratura zwleka z podjęciem koniecznych działań, a rolnicy nie mogą czekać, bo mają problemy finansowe. Poza tym opieszałość wymiaru sprawiedliwości sprawia, że oszuści wracają na rynek. – „W tamtym roku wykiwano rolników na zbożu na 20 mln. W tym roku na kilka milionów Zakłady Mięsne MAT, które funkcjonują w drugiej spółce, która zajmuje się taką samą działalnością. Kolejnych rolników okradną” – przestrzega.

Zagórny uważa, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie ma pełnego rozeznania sytuacji dotyczącej niepłacenia za płody rolne. Dlatego starał się w Sejmie rzucić nieco światła na rozległe konsekwencje oszukańczych praktyk MAT-u: „Część rolników nawet się wstydzi przyznać, że zakłady mięsne ich oszukały. Wiadomo, że rolnicy korzystają np. z różnych wytwórni pasz i rolnik mówi: ja nie chcę o tym mówić, bo mi zaraz wytwórnia pasz przyjedzie po pieniądze. Tak samo rzecz się ma z podmiotami skupującymi od rolników. »Jak ja ogłoszę, że do MAT odstawiłem towarów za 400 tys., to mi nikt nic nie sprzeda« – mówi rolnik”.

Marian Zagórny (ur. 1960 r.) na początku lat 80. był działaczem „Solidarności” w ZWCH Chemitex Celwiskoza w Jeleniej Górze, represjonowany za działalność związkową, a w 1982 r. dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Przez rok (1984) pracownik Spółdzielni Inwalidów SIMET w Jeleniej Górze, w  1985 r. przejął po rodzicach 50-hektarowe gospodarstwo rolne, dwukrotnie ciężko pobity przez „nieznanych sprawców”. Od 1987 r. działacz Solidarności Rolników Indywidualnych. Przez dwie kadencje (1989-1996) przewodniczący Wojewódzkiej Rady Rolników Indywidualnych w Jeleniej Górze, a następnie jej wiceprzewodniczący. W 1997 r. stanął na czele Komitetu Protestacyjnego Makroregionu Dolnośląskiego Solidarności RI, a następnie na czele Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego Solidarności RI, do którego przystąpiły inne organizacje rolnicze i branżowe. W 1997 r. (we wrześniu) zorganizował wylanie gnojowicy pod Ministerstwem Rolnictwa, Sejmem i URM w Warszawie, a w październiku tego roku – przyspawanie wagonów z importowanym zbożem na granicznej stacji kolejowej w Muszynie. W 1998 r. umieścił kury i owce oraz koryto dla rządu w gabinecie Ministra Rolnictwa i w Sejmie, a następnie – w latach 1998 i 1999 – ośmiokrotnie zorganizował akcję wysypywania przemycanego i importowanego zboża w Zebrzydowicach, Muszynie i Międzylesiu. Wielokrotnie sądzony, a w 2000 r. skazany na 15 miesięcy więzienia – był prawdopodobnie jedynym po roku 1989 człowiekiem uwięzionym w Polsce za działalność związkową. Po 3 miesiącach wyszedł z więzienia, ułaskawiony z zawieszeniem wyroku na 5 lat. W 2002 r. zorganizował akcję przeciwko importowi kukurydzy i cukru oraz wręczył wojewodzie kurę i koguta dla premiera Millera (za potwierdzeniem odbioru), w roku 2003 brał udział w blokadach dróg przez rolników, w proteście połączonym z wylaniem gnojowicy przed urzędem wojewódzkim, a także we wręczeniu świni wojewodzie. W 2004 współzałożyciel, następnie przewodniczący Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej Solidarni. Ponownie skazany, zagrożony więzieniem w roku 2008, wskutek protestów zainicjowanych przez redakcję „Obywatela” prezydent Lech Kaczyński rozważał całkowite ułaskawienie Zagórnego, jednak po rewizji wyroku sąd oczyścił działacza z zarzutów, uznając, że jego akcje protestacyjne były prowadzone w ważnym interesie społecznym. Od wielu lat jego środowisko organizuje bez rozgłosu i wsparcia zamożnych sponsorów coroczne darmowe kolonie dla dzieci z ubogich wiejskich rodzin. Od wielu lat współpracuje z „Obywatelem”/”Nowym Obywatelem”, jest członkiem Rady Honorowej naszego pisma.

Groszówkami zablokowali kasy

Groszówkami zablokowali kasy

Przed hipermarketem Auchan w Mikołowie odbyła się w środę akcja protestacyjna przeciwko zwolnieniu z pracy wiceprzewodniczącego zakładowej „Solidarności”. Związkowcy na przeszło dwie godziny zablokowali wszystkie kasy w hipermarkecie, płacąc za zakupy groszówkami.

– „Jesteśmy tu po to, by bronić naszego zwolnionego kolegi Arona Plewy. Ci młodzi ludzie, odważyli się w tym markecie założyć związek zawodowy Solidarność. Jeden z nich niestety poniósł za to karę i został zwolniony z pracy” – mówił podczas pikiety Alfred Bujara, przewodniczący handlowej „Solidarności”. Bujara podkreślił, że Solidarność nie może pozwolić na zwolnienia pracowników za to, że zakładają związki zawodowe. – „W latach 80. walczyliśmy o to, by móc tworzyć związki. Dzisiaj znowu musimy walczyć o to, by pracownicy mogli się w nich zrzeszać. Po 30 latach wracamy do punktu wyjścia. Mamy wolny rynek, ale niestety mamy też antypracownicze prawo i takie same działania pracodawców. To są w większości przedstawiciele kapitału zagranicznego, którzy przyjechali do Polski robić biznes, dostali zwolnienia podatkowe, bo mieli tworzyć dla nas dobre miejsca pracy. Okazało się, że są to miejsca wyzysku i zastraszania pracowników” – mówił Alfred Bujara.

Aron Plewa wyjaśniał, że „Solidarność” w Auchan w Mikołowie powstała nie po to, żeby żądać od pracodawcy jakichś nierealnych rzeczy, tylko m.in. w celu poprawy warunków pracy. – „Chcieliśmy po prostu mieć wpływ na to, co się dzieje w naszym zakładzie. Pracodawca jednak postanowił mnie zwolnić zanim w ogóle spotkał się z nami i wysłuchał, tego, co mamy do powiedzenia” – mówił podczas pikiety Plewa.

Kilka godzin przed blokadą kas w mikołowskim Auchan odbyło się spotkanie tamtejszej komisji „Solidarności” z dyrekcją sklepu. – „Pracodawca poinformował, że nie ma zamiaru rozmawiać na temat przywrócenia Arona do pracy i czeka na wyrok sądu w tej sprawie. Naszym zdaniem to zwolnienie było absolutnie bezprawne i jesteśmy pewni, że sąd przywróci Arona do pracy. Sprawa sądowa może jednak potrwać nawet kilkanaście miesięcy, z czego pracodawca doskonale zdaje sobie sprawę” – podkreśla Mirosław Grzywa, członek Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Kilkanaście minut po godzinie 16.00 związkowcy weszli do sklepu z workami pełnymi groszówek. W akcji blokowania kas związkowców z Auchan wsparli koledzy z górniczej „Solidarności”, m.in. z kopalni Piast, Chwałowice i Brzeszcze. – „Każdy z nas miał do wydania 25 zł w najdrobniejszych monetach. Kupowaliśmy artykuły szkolne, które przekażemy do domu dziecka. Obawiam się, że kierownictwo Auchan nie będzie dziś miało wielkiego utargu” – powiedział Sławomir Ciebiera.

Gdy jedni związkowcy blokowali kasy, inni rozdawali klientom ulotki, w których informowali o przyczynach protestu i przepraszali za utrudnienia. – „Bardzo nam przykro, nasza akcja nie jest wymierzona w klientów, ani w pracowników tego sklepu. Jednak w sytuacji, gdy pracodawca bezprawnie pozbawia człowieka pracy i nie chce rozmawiać przy stole, my również musimy uciec się do radykalnych środków” – wyjaśniał Sławomir Ciebiera.

O założeniu związku w mikołowskim Auchan pracownicy poinformowali pracodawcę 18 maja. Następnego dnia Aron Plewa otrzymał wypowiedzenie z pracy. Sprawa trafiła do sądu pracy. Związkowcy przygotowują się również do złożenia doniesienia do prokuratury.

Bez pracy – bez życia

Bez pracy – bez życia

Coraz więcej Polaków, nie radząc sobie z utratą pracy i problemami finansowymi, popełnia samobójstwa. Grupą najczęściej podejmującą taką decyzję są osoby powyżej 50. roku życia.

Problem opisuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Według policyjnych statystyk, problemy z pracą i finansami były w ubiegłym roku przyczyną 450 na 5 tys. samobójstw – to niemal tyle, co rok wcześniej, ale o 40 proc. więcej niż w 2007 r. Zdaniem Grażyny Puchalskiej z Komendy Głównej Policji, przypadków popełnienia samobójstw z powodu utraty źródeł dochodu lub pogarszających się warunków ekonomicznych może być znacznie więcej. – „W większości zdarzeń trudno jest nam ustalić przyczyny targnięcia się na życie. Informacje na ten temat czerpiemy najczęściej od rodziny i znajomych” – wyjaśnia. Rafał Domagała, aspirant z Komendy Powiatowej w Cieszynie, mówi gazecie, że w skali lokalnej najczęstszą przyczyną decyzji o odebraniu sobie życia – po chorobach i kłótniach rodzinnych – są właśnie motywy finansowe.

Niepokojącą tendencję zauważają także psychiatrzy. – „Największy odsetek osób popełniających samobójstwa jest widoczny w małych miejscowościach, gdzie najtrudniej o pracę” – tłumaczy prof. Aleksander Araszkiewicz, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. Jacek Santorski, psycholog biznesu, ostrzega, że samobójstwa mogą być niebezpiecznie inspirujące – głośnym przykładem jest sytuacja z 2009 r., gdy z powodu kryzysu kilkudziesięciu pracowników France Telekom odebrało sobie życie w ciągu kilkunastu miesięcy. Zdaniem Santorskiego trzeba być ostrożnym, bo kryzys gospodarczy będzie postępował, o czym świadczą choćby statystyki dotyczące bankructw firm.

Podobną opinię wyraża prof. Araszkiewicz – w jego ocenie skala samobójstw będzie wzrastała w miarę pogłębiającego się kryzysu. Psychiatra przytacza przykład Litwy, gdzie w efekcie transformacji i nagłego zubożenia części społeczeństwa odnotowuje się rekordową liczbę samobójstw – 40 przypadków na 100 tys. mieszańców. – „W Polsce jak na razie takich przypadków jest około 15-16 na 100 tys. mieszkańców” – wylicza naukowiec.

Wiek osób, które decydują się targnąć na własne życie, przesunął się w górę. W 2007 r. najwięcej samobójców było wśród osób w wieku 45-49 lat. W kolejnych latach, do 2011 r. włącznie, granica wieku przesunęła się do przedziału 50-54 lata. Tuż za nimi są osoby w wieku 55-59 lat. Prof. Araszkiewicz podkreśla, że przychodzi do niego coraz więcej pacjentów w wieku 50 lat, którzy chcą się targnąć na życie, bo stracili pracę i nie mogą znaleźć innej. Zwykle są to mężczyźni, którzy, gdy zostaną zwolnieni, czują, że zawiedli rodzinę i tracą sens życia. Specjaliści podkreślają, że to właśnie po pięćdziesiątce najczęściej następuje utożsamienie się pracownika z firmą i wykonywaną pracą. Nie jest to zależne od stopnia wykształcenia czy stanowiska, dotyczy w równym stopniu dyrektorów, jak i robotników. Utrata pracy jest dla wielu równoznaczna z utratą gruntu pod nogami. Jeśli w porę nie otrzymają wsparcia bliskich i pomocy specjalisty, bardzo często decydują się na odebranie sobie życia.

Historycy dość skrupulatnie liczą – co należy pochwalić – ofiary rozmaitych zbrodniczych ustrojów i tyrańskich rządów. Warto byłoby, żeby ktoś zaczął liczyć także ofiary „cięcia kosztów pracy”, „kreatywnego zarządzania zasobami ludzkimi”, „efektywności ekonomicznej”, „dynamicznego dostosowania się do wymogów rynku”, „presji akcjonariuszy” itd., itp.