Polska, czyli rozwój wstecz

Polska, czyli rozwój wstecz

Wciąż maleje liczba przewozów regularną podmiejską i regionalną komunikacją autobusową, a zarazem rosną „białe plamy” regionów, do których nie dociera żaden pojazd takiej formy komunikacji publicznej.

Jak przypomina portal wnp.pl, komunikacja autobusowa pełni ważną rolę socjalną, ponieważ daje szansę przemieszczania się osobom, które nie mają możliwości podróżowania innymi rodzajami transportu z różnych powodów: braku w pobliżu linii kolejowych, wieku lub zdrowia podróżujących, braku własnego samochodu itp. Tymczasem, jak mówi Zdzisław Szczerbaciuk, prezes zarządu Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji, od kilkunastu lat maleje liczba pasażerów przewożonych autobusami, a od 2005 r. – także udział tego segmentu w łącznych przewozach osób komunikacją zbiorową.

Z danych GUS wynika, że jeszcze w 2005 r. autobusy lokalne miały 74,5 proc. udziału w przewozach osób, a w 2010 r. zmalał on do 68 proc., przy jednoczesnym spadku przewozów komunikacją zbiorową.

Są trzy główne powody tego zjawiska. Po pierwsze, powszechnie maleją przewozy zbiorowe osób, ponieważ coraz więcej Polaków korzysta z samochodów. Po drugie, pasażerowie w dużych miastach mają większy wybór usług transportowych i często wybierają atrakcyjniejsze opcje. Po trzecie, i to prawdopodobnie najważniejszy powód: „O ile marszałkowie województw znajdują pieniądze na dofinansowanie kolei, a miasta własnej komunikacji, to już starostowie powiatowi nie mają ich dla komunikacji autobusowej” – uważa Szczerbaciuk.

Polska Izba Gospodarcza Transportu Samochodowego i Spedycji, monitorująca ponad 200 powiatów i będąca dla ich władz doradcą w sprawie analiz transportu zbiorowego, wyszczególnia tylko trzy województwa, w których 70 proc. miejscowości ma regularną komunikację podmiejską i regionalną (dolnośląskie, podkarpackie i śląskie) i cztery z poziomem 60-70 proc. (lubuskie, warmińsko-mazurskie, wielkopolskie, zachodniopomorskie). A jeszcze cztery lata temu prawie we wszystkich województwach transport autobusowy był obecny na blisko 80 proc. terenów.

Według danych za 2010 r., dopłaty do przewozów autobusowych wynosiły średnio 70 groszy do pasażera – głównie do biletów ulgowych młodzieży i seniorów, za co płaci budżet państwa, a nie samorządów. Natomiast w przypadku kolei dotacje wynosiły od 11 do 14 zł na pasażera, w zależności od przewoźnika i umów z zamawiającym transport, czyli marszałkami województw lub ministrem transportu.

Jeżeli na pewnych liniach autobusowych jest niska frekwencja, to rezygnują z niej – nie mogąc pokryć kosztów działalności – najpierw duzi i średniej wielkości przewoźnicy, a później nawet małe firmy, niekiedy dysponujące jednym autobusem.

Z informacji PIGTSiS wynika też, że do rozszerzania się „białych plam” transportu autobusowego przyczynia się również niekontrolowana (wbrew przepisom o transporcie drogowym) konkurencja. Otwarcie rynku i niskie wymagania, które należy spełnić, aby podjąć tę działalność sprawiły, że szczególnie w latach 90. ubiegłego wieku działalność rozpoczęły tysiące drobnych przewoźników. Większość samorządów, wydających licencje i zezwolenia, nie przeprowadza analiz sytuacji lokalnego rynku, co mogłoby służyć do jego regulowania – wynika z badań NIK. Prowadzi to do różnych skutków, także patologicznych, w postaci złego stanu technicznego autobusów, ale także świadczenia usług przez przewoźników nierejestrowanych i nie płacących podatków.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Samorządowcy oskarżają

Samorządowcy oskarżają

Konwent Prezydentów Miast Województwa Kujawsko-Pomorskiego krytykuje niewłaściwą politykę rządu jako powód wysokiego bezrobocia i domaga się większych nakładów publicznych na przeciwdziałanie temu problemowi.

Jak informuje „Portal Samorządowy”, we Włocławku odbył się Konwent Prezydentów Miast Województwa Kujawsko-Pomorskiego, którego tematem przewodnim był „Rynek pracy – perspektywy, wyzwania, zagrożenia”. Zdaniem obecnych na Konwencie prezydentów miast, odpowiedzialność za politykę przeciwdziałania bezrobociu spoczywa przede wszystkim na rządzie, który dysponuje niezbędnymi instrumentami prawnymi i finansowymi aktywizacji zawodowej i pomocy osobom bezrobotnym.

Uczestnicy Konwentu zapewniali, że robią wszystko, co mogą, aby stwarzać odpowiednie warunki dla rozwoju przedsiębiorczości, jednak ich możliwości są ograniczone. Zaapelowali o przywrócenie nakładów z Funduszu Pracy na rzecz promocji zatrudniania, łagodzenia skutków bezrobocia i aktywizacji zawodowej osób bezrobotnych do poziomu z 2010 r. Podkreślili, że środki aktualnie przewidziane są rażąco niskie w stosunku do potrzeb wynikających z koniecznych działań na rzecz aktywizacji osób bezrobotnych. W woj. kujawsko-pomorskim z różnych form aktywizacji skorzystało w 2011 r. zaledwie 15611 osób, tj. o 23 950 osób mniej niż w 2010 r. Samorządowcy stwierdzili, że rozumieją trudną sytuację finansów publicznych, jednak nie znajdują uzasadnienia i usprawiedliwienia dla tak drastycznego zmniejszenia środków na aktywizację zawodową osób bezrobotnych. Zwrócili też uwagę, że osoby pozostające bez pracy stanowią obciążenie dla budżetu państwa, związane m.in. z wydatkowaniem środków na pomoc społeczną i ubezpieczenie zdrowotne. Ich zdaniem, tylko aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu mogą stanowić szansę dla osób bezrobotnych na uniknięcie wykluczenia społecznego i uniezależnienie się od pomocy państwa czy samorządu.

Podkreślili również, że zmniejszanie dostępności instrumentów i usług rynku pracy świadczonych na rzecz osób bezrobotnych i pracodawców za pośrednictwem Funduszu Pracy skutkuje także ograniczeniem dofinansowania nowo utworzonych firm, tworzenia nowych miejsc pracy, organizowania prac interwencyjnych, staży i robót publicznych. – „W konsekwencji takie działania prowadzą m.in. do zmniejszenia tempa rozwoju gospodarczego, zwiększenia liczby osób korzystających z pomocy społecznej i zasiłków dla osób bezrobotnych, zmniejszenia wpływów na rzecz Funduszu Pracy i zwiększenia wydatków publicznych” – twierdzą uczestnicy Konwentu.

Prywatyzacja dała im popalić

Prywatyzacja dała im popalić

Plantatorzy tytoniu i związkowcy są zaniepokojeni sytuacją w sprywatyzowanych rok temu lubelskich Zakładach Tytoniowych i ich krasnostawskiej spółce-córce, Fermentowni Tytoniu. Twierdzą, że spółce grozi upadłość.

Jak informuje portal Farmer.pl, obawy plantatorów wywołały informacje medialne na temat wyników finansowych spółki, wskazujące na pogłębiającą się stratę Zakładów, które jeszcze 3 lata temu wykazywały roczny zysk w wysokości 3,6 mln zł. Związek Zawodowy Rolników Ojczyzna wyraził swoje oburzenie postawą władz Zakładów Tytoniowych w Lublinie SA, które – jak twierdzi – mimo licznych wezwań nie podjęły negocjacji z przedstawicielami plantatorów i załogi.

W oświadczeniu ZZR Ojczyzna domaga się wyjaśnienia, jakie są plany firmy: „W tej sytuacji żądamy udzielenia publicznie odpowiedzi: czy główny akcjonariusz spółki, Biosyntec, zamierza postawić ZTL S.A. w stan upadłości? Czy planuje kontynuować produkcję, honorować kontrakty z plantatorami i utrzymać zatrudnienie? Czy planowane powołanie nowych spółek ma służyć wyprowadzeniu majątku z Zakładów? Czy wykupiono weksle ZTL S.A. krążące po rynku amerykańskim? Ile aktualnie wynosi zadłużenie firmy i jakie są zagrożenia dla jej płynności finansowej?”.

Jak przypomina „Dziennik Wschodni”, Zakłady Tytoniowe w Lublinie zostały sprzedane w lutym ubiegłego roku. Francuska spółka Biosyntec kupiła od Skarbu Państwa 70 proc. akcji firmy za ok. 32 mln zł. Nowe władze spółki zapowiadały, że w ciągu 4 lat Biosyntec zainwestuje w Lublinie 100 mln zł i da pracę ok. 1000 osobom. W lubelskim zakładzie miała ruszyć pierwsza na świecie linia do produkcji filtrów ograniczających ryzyko zachorowania na raka. Były to jednak tylko czcze obietnice.

Zdaniem związku Ojczyzna, kłopoty finansowe ZTL S.A. mogą pociągnąć za sobą pogorszenie sytuacji spółki zależnej, Fermentowni Tytoniu w Krasnymstawie. Tymczasem podmiot ten uzyskuje dodatnie wyniki finansowe, jest znaczącym pracobiorcą na rynku lokalnym, miał także atrakcyjne plany rozwojowo-modernizacyjne. Wszelkie rozmowy i decyzje odnośnie do przyszłości ZTL S.A. – powinny więc obejmować także zabezpieczenie interesów FTK sp. z o.o.

Jak stwierdza Lucjan Cichosz, przewodniczący ZZR Ojczyzna, obecna sytuacja była do przewidzenia: „Pierwszy przewodniczący ZZR Ojczyzna, śp. Leszek Zwierz jeszcze w 2006 r., u progu procesu restrukturyzacyjnego i prywatyzacyjnego ZTL ostrzegał, że w przyjętej formie doprowadzi on do upadku tej kwitnącej wcześniej firmy. Niestety, nie był wówczas wysłuchany. Dziś znowu powtarza się ten sam błąd, ignorując jawne już sygnały kryzysu ZTL. Kryzysu nie zawinionego przez rynek, ani załogę – ale przez błędny i zbędny wybór inwestora”.

Pierwsze sygnały o problemach finansowych Zakładów Tytoniowych pojawiły się w styczniu tego roku. Zakład miał popaść w długi, a konta firmy miał zająć komornik. Z nieoficjalnych informacji, jakie uzyskał „Dziennik Wschodni”, wynika, iż długi zakładu wobec budżetu państwa i kontrahentów przekroczyły już 10 mln zł. Do tego należy doliczyć kilka milionów dolarów długu wobec firmy MS Global Funding z Nowego Jorku. Amerykański partner uzyskał sądowy nakaz zapłaty i zapowiada, że wykorzysta wszystkie możliwości prawne: zajęcie przez komornika kont bankowych, maszyn czy nieruchomości.

W czasie, kiedy amerykański wierzyciel próbuje odzyskać swoje pieniądze, właściciele ZTL zakładają kolejne firmy. Np. spółkę Medalon, w której prezesem jest Iman Emmani, właściciel Biosyntec. Udziałowcem nowej spółki jest fermentownia w Krasnymstawie, spółka córka ZTL. Czym zajmować się będzie Medalon? – przedstawiciele zarządu ZTL nie chcą odpowiedzieć. – „Obawiamy się, że może posłużyć do finansowego drenowania fermentowni” – mówi anonimowo jeden z pracowników zakładu. Z nieoficjalnych informacji wynika również, że spółka w Krasnymstawie planuje emisję obligacji. Ich zabezpieczeniem ma być majątek lubelskiego zakładu. Z ustaleń „Dziennika Wschodniego” wynika, że został on już wyceniony na kilkadziesiąt milionów złotych. – „Wystarczy, że FTK Krasnystaw nie wykupi obligacji i z zakładem w Lublinie koniec” – kwituje jeden z pracowników firmy.

Tymczasem lubelski OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych wystąpił do wojewody z prośbą o interwencję. Rolnicy domagają się, by sytuacją w ZTL zajęła się Wojewódzka Komisja Dialogu Społecznego.

Prenumeratorzy pomagają – my dziękujemy

Prenumeratorzy pomagają – my dziękujemy

Najnowszy numer „Nowego Obywatela” został już wysłany zarówno do prenumeratorów, jak i do salonów prasowych Empik, Ruch, Inmedio, Relay i Kolporter. Prenumeratorzy otrzymają przy tej okazji wyjątkowy prezent – darmowy dostęp do cyfrowej wersji jednej z książek wydanych przez nas.

Mowa o cyfrowej wersji „RAZEM! czyli Społem”, unikalnego zbioru tekstów spółdzielczych Romualda Mielczarskiego. Dostęp do darmowej elektronicznej wersji tej książki może otrzymać każdy prenumerator – aby uzyskać dostęp, należy napisać na adres prenumerata@nowyobywatel.pl. Więcej o książce można przeczytać tutaj.

R. Mielczarski - „RAZEM! czyli społem” - okładka

Przypominamy jednocześnie, że posiadacze ważnej prenumeraty automatycznie zyskują przywilej pełnego dostępu do cyfrowej wersji pisma na naszej stronie WWW – nie tylko do numeru bieżącego, ale również wszystkich archiwalnych. Aby skorzystać z tej możliwości, należy zarejestrować się na naszej stronie, a następnie skontaktować się z nami pod adresem prenumerata@nowyobywatel.pl, podając imię, nazwisko oraz nazwę użytkownika wybraną w trakcie rejestracji. Po zweryfikowaniu danych, administrator strony przypisze do konta prenumeratora odpowiednie uprawnienia.

Prenumerata (50 zł za cztery kolejne numery, co oznacza oszczędność aż 10 zł w stosunku do zakupu pisma w salonach prasowych) to nie tylko wymierne korzyści dla czytelników, ale także konkretny, bardzo duży wkład w umacnianie niezależności naszego wspólnego kwartalnika i wymierna pomoc dla jego kondycji finansowej (pośrednicy sprzedający pismo pobierają dla siebie marżę w wysokości aż 50% ceny okładkowej!). Zamów już dziś! Prenumeratę można zamówić tutaj.