Finansjera mówi pas?

Finansjera mówi pas?

Wielką Brytanią wstrząsa skandal związany z manipulowaniem wyznacznika stóp procentowych Libor. Rezultatem skandalu może być całkowita transformacja systemu finansowego.

Libor (London Interbank offered rate), wyznaczany przez kilkanaście prywatnych londyńskich instytucji finansowych, jest ogólnoświatowym miernikiem określającym rentowność m.in. obligacji państw i korporacji oraz instrumentów pochodnych. Przed tygodniem doszło do ujawnienia manipulacji tym wskaźnikiem, co doprowadziło do powołania komisji śledczej w brytyjskim parlamencie oraz dymisji prezesa jednej z największych globalnych instytucji finansowych – banku Barclays, Boba Diamonda.

Według ujawnionych przez prasę zapisów rozmów proceder miał zinstytucjonalizowaną formę i odbywał się za cichym przyzwoleniem brytyjskiego regulatora finansowego FSA oraz Banku Anglii. Nie po raz pierwszy w brytyjskich mediach toczy się debata na temat roli, jaką największe światowe centrum finansowe (londyńskie „City”) odgrywa w zwiększaniu ryzyka dla światowej gospodarki poprzez pompowanie olbrzymiej bańki instrumentów finansowych, grożącej krachem systemu bankowego i zatrzymaniem realnej gospodarki.

Tym razem jednak głosy nawołujące do wprowadzenia regulacji Glass Steagall, oddzielającej banki depozytowo-kredytowe od spekulacyjnej działalności „inwestycyjnej”, nadchodzą od niezwykle wpływowych środowisk, zdolnych do wpłynięcia na decyzje instytucjonalne. Głosy popierające Glass Steagall w ostatnich dniach są równie liczne co znaczące, i pochodzą m.in. od redakcji dziennika „Financial Times” (w swoim edytorialu oficjalnie poparł regulacje), wielu ekonomistów, wpływowych przedstawicieli świata finansów, lorda Mynersa – byłego ministra ds. City, a także lidera Partii Pracy, Eda Milibanda.

Ta nagła zmiana frontu przez dużą część wpływowych środowisk finansowych może być tłumaczona coraz większą niewydolnością systemu finansowego, będącego wciąż na krawędzi niewypłacalności. Chociaż zmian nie należy się spodziewać w ciągu najbliższych miesięcy, warto z zadowoleniem odnotować tę podyktowaną pragmatyzmem zmianę.

Krzysztof Mroczkowski

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zysk zabija

Zysk zabija

Przeciw byłemu dyrektorowi France Telecom zostało wytoczone postępowanie w sprawie fali samobójstw pracowników firmy w latach 2008-2009.

Jak informuje portal lewica24.pl, dwóch innych dyrektorów France Telecomu, Olivier Barberot i Louis-Pierre Wenes, także zostanie poddanych śledztwu. Podstawą złożonego dwa lata temu oskarżenia jest raport przygotowany przez inspektor pracy Sylvie Catalę.

Zdaniem związków zawodowych za fale samobójstw odpowiedzialne są brutalne praktyki zarządzania firmą, w tym wymuszanie podejmowania decyzji bez czasu do namysłu i niemożliwe do spełnienia standardy wydajności. Z powodu opieszałości francuskiego wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie, wciąż nie jest znana dokładna liczba rozpatrywanych przypadków samobójstw – wiadomo jednak, że waha się od 30 do 50.

W lutym 2010 r. inspektor pracy Sylvie Catala poinformowała, że France Telecom ignorował ostrzeżenia lekarzy o pogarszającym się stanie zdrowia psychicznego niektórych pracowników. Raport wskazuje, że „brutalne” metody zarządzania w połączeniu z planami przeprowadzenia ogromnej „restrukturyzacji”, czyli zwolnienia 22 tysięcy ludzi oraz zmniejszenia zarobków pozostałych 10 tysięcy, były „dręczeniem moralnym pracowników na masową skalę”.

Pod wpływem ostrej krytyki w 2010 r. szef France Telecom Didier Lombard ustąpił ze stanowiska dyrektora. Dopiero w tym tygodniu przeprowadzone zostało czterogodzinne przesłuchanie byłego prezesa. Lombard pozostał na wolności za kaucją 100 tysięcy euro. Za „psychologiczne znęcanie się nad ludźmi” grozi mu rok więzienia i 15 tysięcy euro grzywny.

Będą obiady, tylko kiedy?

Będą obiady, tylko kiedy?

Lubelscy radni postanowili reaktywować cztery szkolne stołówki zlikwidowane 9 lat temu. Zamierzenie szczytne, lecz zbytni pośpiech i nieuwaga sprawiły, że w efekcie w tych szkołach może od września w ogóle nie być obiadów.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, dziewięć lat temu w czterech lubelskich podstawówkach (nr 22, 44, 45 i 46, które – poza ostatnią – działają w zespołach szkół o numerach 1, 4 i 5) zlikwidowano stołówki na rzecz cateringu. Rodzice narzekają na ceny (za obiad trzeba zapłacić od 5,60 zł do 7,60 zł), poza tym twierdzą, że gdyby działały stołówki, obiady byłyby smaczniejsze i pożywniejsze. Zebrali więc podpisy i złożyli obywatelskie projekty uchwał o uruchomieniu stołówek w szkołach od 1 września. Radni zapewniając rodziców o swoim poparciu dla ich próśb i nazywając decyzję sprzed dziewięciu lat wielkim błędem, niemal jednogłośnie zdecydowali o ponownym uruchomieniu stołówek. Decyzja okazała się jednak pochopna.

Rada zignorowała propozycję prezydenta Krzysztofa Żuka, który prosił o wycofanie projektu o stołówkach z obrad rady miasta. W zamian zaproponował, że miasto dopłaci do obiadów z cateringu w tych szkołach. Wtedy rodzice płaciliby za posiłki dzieci tyle, ile średnio kosztuje obiad w lubelskiej szkole, czyli 3,40 zł. Propozycja nie była bezpodstawna. – „Termin uruchomienia stołówek od 1 września jest niemożliwy do dotrzymania. Najpierw uchwałę będą analizować służby wojewody, co potrwa miesiąc, a pomieszczenia w tych szkołach trzeba najpierw wyremontować. Żeby to zrobić, najpierw trzeba ogłosić przetargi” – przekonywał przed głosowaniem prezydent Krzysztof Żuk.

Radnych jednak nie przekonał i sytuacja się skomplikowała. Radnym i rodzicom umknął bowiem fakt, że w ciągu wakacji wygasają umowy na catering w zespołach szkół nr 4 i 5. Skoro miasto ma tam uruchamiać stołówki, nie ma sensu podpisywać nowych umów na catering. W takiej sytuacji od 1 września uczniowie tych szkół w ogóle nie będą mieli obiadów.

Prezydent pokłada nadzieję w wojewodzie i jej urzędnikach, którzy analizują każdą uchwałę rady miasta. – „Moim zdaniem zakwestionują jej legalność i uchylą” – przewiduje Żuk. Dodaje, że w takim wypadku miasto na pewno dopilnuje, by od nowego roku szkolnego serwowano obiady w tych czterech podstawówkach, a miasto będzie do nich dopłacać.

Warto przypomnieć, że w całej Polsce trwa obecnie proceder likwidowania szkolnych stołówek w imię oszczędności. Lubelski przykład pokazuje, jakie to są „oszczędności” i ich koszty społeczne oraz jak trudno naprawić tak błędną i krótkowzroczną decyzję.

Zamiast doradzać – upadają

Zamiast doradzać – upadają

Związek Zawodowy Rolników Ojczyzna jest zaniepokojony pogarszającą się sytuacją Lubelskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Końskowoli i działających w jego ramach Ośrodków Szkolno-Wystawienniczych w Rejowcu, Grabanowie i Sitnie.

Jak informuje portal Farmer.pl, dyrekcja LODR ogłosiła, iż na działalność w roku 2012 zabraknie tej jednostce 8 382 000 zł. Niestety, zamiast realizacji planu naprawczego – kierujący Ośrodkiem planują wyprzedaż majątku LODR. Istnieje obawa, że przejmą na własność atrakcyjne nieruchomości (m.in. pałac w Rejowcu) służące obecnie rolnikom.

Zdaniem ZZR Ojczyzna sytuacja tego ODR-u nie jest wyjątkiem, kryzys dotknął także inne ośrodki, a jego przyczyny mają charakter systemowy. „Przekazanie zadań z zakresu doradztwa rolniczego samorządom województw bez zapewnienia na ten cel wystarczających środków, doprowadziło ODR-y na skraj bankructwa. Na to nałożyły się względy polityczne, Ośrodki od kilku lat są w stanie nieustającej »reorganizacji«, sprowadzającej się do dziwnej unii personalnej z lokalnymi strukturami PSL, za to ze szkodą dla swych statutowych obowiązków. W opinii ZZR Ojczyzna – problemy nie znikną w drodze ciągłych zmian statutu i redukcji kadrowych. Oddanie majątku Ośrodka w Rejowcu na stan mienia zbędnego samorządu województwa niczego nie rozwiąże, utrudni tylko rolnikom dostęp do usług doradczych z zakresu nowoczesnych technik produkcji – tym bardziej, że w przyszłości taki sam los spotka zapewne OSW w Grabanowie i Sitnie. Tym samym wydłużeniu, a w istocie blokadzie ulegnie droga rolnika do usług doradczych z zakresu nowoczesnych technik produkcji” – wyjaśniają związkowcy w oświadczeniu.

Proponują też, żeby ODR-y trafiły pod opiekę izb rolniczych, ponieważ doradztwo rolnicze powinno być jak najbliżej producentów. Apelują także do marszałków, kierownictwa LODR oraz wszystkich organizacji i środowisk rolniczych o przeprowadzenie rzetelnej debaty na temat przyszłości Ośrodka oraz wypracowanie planu naprawczego, pozwalającego na jego przetrwanie dla dobra rolnictwa w regionie.