Samoobrona wyzyskiwanych

Samoobrona wyzyskiwanych

Dziś od rana trwa okupacja warszawskiego biura Agencji Rozwoju Przemysłu S.A.  – podmiotu odpowiedzialnego za zarządzanie Specjalną Strefą Ekonomiczną Europark-Wisłosan pod Wrocławiem. W ten sposób protestują pracownicy i związkowcy zwolnieni bezprawnie z ulokowanego w tej strefie zakładu Chung Hong Electronics Poland Sp. z o.o.

Związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza, który jest organizatorem protestu i którego członkowie zostali zwolnieni z Chung Hong Electronics Poland, informuje, że we wtorek 10 lipca kierownictwo fabryki Chung Hong Electronics Poland Sp. z o.o. produkującej komponenty dla LG Electronics przeprowadziło nielegalny  lokaut i rozwiązało w trybie  dyscyplinarnym umowy o prace z 24
strajkującymi osobami. Strajk w fabryce rozpoczęto 28 czerwca 2012 r. po bezprawnym zwolnieniu dyscyplinarnym działacza związkowego prowadzącego spór zbiorowy – Krzysztofa Gazdy, Zastępcy Przewodniczącej Komisji. Pracownicy odmówili pracy po ponad dwumiesięcznym sporze zbiorowym, w ramach którego Komisja Zakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza dopełniła wszelkich obowiązków, bezwzględnie wymaganych przez Ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych (przeprowadziła rokowania i postępowanie mediacyjne zakończone podpisaniem protokołów rozbieżności, zorganizowała referendum strajkowe w którym wzięło udział ponad 50% załogi i w którym większość opowiedziała się za strajkiem, ogłosiła strajk i wybrała Komitet Strajkowy). Strajkujący domagali się:

  • podwyżki dla wszystkich pracowników Chung Hong Electronics o 300 zł brutto,
  • przywrócenia od 2013 r. Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych,
  • ograniczenia liczby nadgodzin do 72 rocznie,
  • przywrócenia jednomiesięcznego okresu rozliczeniowego,
  • przywrócenie transportu na zlikwidowanych liniach,
  • uzgadniania przez pracodawcę z Komisją Zakładową ewentualnej likwidacji linii transportowych.

Lokaut jest kolejnym bezprawnym działaniem zarządu spółki, która wszelkimi środkami stara się złamać legalny protest pracowniczy i uniemożliwić funkcjonowanie zakładowej organizacji związkowej OZZ Inicjatywa Pracownicza. Jest to zamach na jedno z podstawowych praw człowieka – prawo do strajku, gwarantowane przez Konstytucję RP i Ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.

Jak wszystkie zakłady zlokalizowane w Strefie, Chung Hong korzysta z pomocy publicznej, udzielanej m.in. w formie zwolnień z podatku dochodowego, zwolnień z podatków lokalnych czy dotacji z funduszy strukturalnych. Jednym z warunków uzyskania tej pomocy jest utworzenie nowych miejsc pracy.

Zadaniem ARP jest natomiast monitoring przedsiębiorstw działających w strefach oraz wydawanie zezwoleń na działalność na ich terenie. Żądamy aby ARP S.A. wyciągnęło konsekwencje z łamania przez fabrykę Chung Hong podstawowych praw pracowniczych. Zakład, który dopuszcza się rażących
naruszeń prawa powinien zostać pozbawiony zezwolenia na funkcjonowanie w ramach SSE i korzystania z pomocy publicznej. Rola spółki rządowej monitorującej Specjalne Strefy Ekonomiczne nie może ograniczać się jedynie do zwalniania przedsiębiorców z podatku. Do jej zadań należy także
egzekwowanie właściwych standardów prawa pracy, w przypadku kiedy przedsiębiorcy ograniczają prawo do działalności związkowej.

Akcja OZZ Inicjatywa Pracownicza ma na celu obronę podstawowych praw pracowniczych – w tym prawa do podejmowania akcji strajkowej, które zostało uznane w polskim prawie po wielu latach walki niezależnego ruchu pracowniczego. Władze publiczne są odpowiedzialne nie tylko za wsparcie dla tworzenia nowych miejsc pracy, ale także za egzekwowanie praw pracowniczych i gwarantowanie swobody działalności związkowej.

Protest będzie trwał dopóki ARP SA nie zobowiąże się do wyciągnięcia konsekwencji wobec Chung Hong i nie podejmie interwencji w obronie zwolnionych pracowników fabryki.

Protestujący wydali oświadczenie wyjaśniające przyczyny akcji. Oto ono:

Dość łamania praw pracowniczych w Specjalnych Strefach Ekonomicznych!

W Kobierzycach, w Specjalnej Strefie Ekonomicznej Europark-Wisłosan pod Wrocławiem, rozgrywa się dramat kilkudziesięciu pracowników i pracownic firmy Chung Hong. Dwadzieścia pięć osób zostało zwolnionych za udział w legalnym strajku. Pozostałym odebrano nadzieję, że aktualne prawo pracy ich chroni ponieważ Chiński pracodawca je złamał dopuszczając się lokautu. Bezpośrednią przyczyną rozpoczęcia strajku było nielegalne zwolnienie działacza związkowego w trakcie trwania sporu zbiorowego. Podczas gdy pracownicy dotrzymują wymogów nałożonych przez ustawę dotyczącą sporów zbiorowych, przedsiębiorstwo, które korzysta z pomocy publicznej, dopuszcza się łamania prawa pracy.

Przedsiębiorcy inwestujący na terenie SSE korzystają z pomocy publicznej, udzielanej m.in. w formie zwolnień z podatku dochodowego, zwolnień z podatków lokalnych czy dotacji z funduszy strukturalnych. Jednym z warunków uzyskania tej  pomocy jest utworzenie nowych miejsc pracy. Promocja zatrudnienia oraz przyciąganie inwestorów do rejonów dotkniętych wysokim bezrobociem to nadrzędne cele funkcjonowania Specjalnych Stref Ekonomicznych. Nie może się to jednak odbywać kosztem zatrudnianych tam pracowników.

Wśród zwolnionych z fabryki Chung Hong są kobiety samotnie wychowujące dzieci i osoby pozostające w trudnym położeniu materialnym. Nielegalne działania pracodawcy sprawiły, że straciły one źródło utrzymania oraz prawo do zasiłku dla bezrobotnych, a możliwości podjęcia nowego etatu zostały im utrudnione. W najbliższych dniach mogą więc znaleźć się bez żadnych środków do życia.

Agencja Rozwoju Przemysłu ARP S.A. jest podmiotem zarządzającym SSE Europark-Wisłosan. W jej ramach utworzono Podstrefę Wrocław-Kobierzyce, gdzie mieści się centrum produkcji telewizorów LG. Działa w niej też fabryka Chung Hong Electronics, główny podwykonawca LG.

Zadaniem ARP jest monitoring przedsiębiorstw działających w strefach oraz wydawanie zezwoleń na działalność na ich terenie. Żądamy aby ARP S.A. wyciągnęło konsekwencje z łamania przez fabrykę Chung Hong podstawowych praw pracowniczych. Zakład, który dopuszcza się rażących naruszeń prawa powinien zostać pozbawiony zezwolenia na funkcjonowanie w ramach SSE i korzystania z pomocy publicznej. Rola spółki rządowej monitorującej Specjalne Strefy Ekonomiczne nie może ograniczać się jedynie do zwalniania przedsiębiorców z podatku. Do jej zadań należy także egzekwowanie właściwych standardów prawa pracy, w przypadku kiedy przedsiębiorcy ograniczają prawo do działalności związkowej.

Nie pozwólmy na to, aby wywalczone przed laty prawo do strajku, stało się fikcją. Firma Chung Hong za wszelką cenę dąży do zaprzepaszczenia zdobyczy wywalczonych przed laty przez ludzi, którzy zapłacili najwyższą cenę za obronę wolności związkowych i prawa do strajku. Wszystko to odbywa się przy akceptacji instytucji i organów państwa, które choć powołane do obrony przed nielegalnymi działaniami pracodawców – milczą. Domagamy się aby ARP S.A. przerwało milczenie i zwróciło się do Chung Hong Electronics o wypłacenie wyrzuconym pracownikom odszkodowań z tytułu nielegalnego zwolnienia oraz o przywrócenie ich na dawne stanowiska pracy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Geszeft w majestacie prawa

Geszeft w majestacie prawa

Plany prywatyzacji uzdrowisk są niezgodne z ustawą o lecznictwie uzdrowiskowym – uważa „Solidarność”. Z kolei PiS krytykuje rząd za to, że sprzedaje 6 czołowych uzdrowisk w imię zarobienia równowartości kosztów budowy… 2 kilometrów autostrady.

O przyszłości lecznictwa uzdrowiskowego dyskutowano w piątek podczas posiedzenia Komisji Trójstronnej. Zarówno „Solidarność” jak i OPZZ i Forum Związków Zawodowych sprzeciwiają się zmianom w rozporządzeniu dotyczącym wyłączenia z prywatyzacji siedmiu uzdrowisk, będących spółkami skarbu państwa. Co ciekawe w ubiegłym roku Sejm nie zgodził się na zmianę ustawy o lecznictwie uzdrowiskowym, a dokładnie na skreślenie z ustawy artykułu zobowiązującego ministra skarbu państwa i ministra zdrowia do wyznaczenia spółek, które nie będą podlegać prywatyzacji. Zdaniem związkowców proponowana przez ministra skarbu nowelizacja rozporządzenia otwierałaby drogę do prywatyzacji takich uzdrowisk, jak: Ciechocinek, Busko-Zdrój, Lądek-Zdrój, Świnoujście, Kołobrzeg, Rymanowa i w przyszłości również Krynicy.

– „To najcenniejsze polskie uzdrowiska ze względu na zasoby naturalne, np. wody lecznicze czy borowiny” – mówi Zdzisław Skwarek, przewodniczący Sekcji Krajowej Uzdrowisk NSZZ „Solidarność”. Związkowcy przestrzegają, że dopuszczenie do ich prywatyzacji ograniczy dostęp do leczenia sanatoryjnego. – „Uzdrowiska w atrakcyjnych miejscowościach mogą zamienić się hotele, gdzie doba będzie kosztowała 200 zł a nie 60. Nielicznych będzie stać na takie leczenie” – tłumaczy Skwarek.

Związkowcy przypominają, że obowiązująca ustawa określa, że lecznictwo uzdrowiskowe, nad którym merytoryczny nadzór sprawuje minister zdrowia jest integralną częścią systemu opieki zdrowotnej. Ich zdaniem niejednokrotnie świadczenia wykonywane w lecznictwie uzdrowiskowym są tańsze, i co ważniejsze, skuteczniejsze dla pacjentów niż w lecznictwie zamkniętym.

Dotychczas sprywatyzowano 15 uzdrowisk. W trakcie prywatyzacji są cztery. Jak przekonuje szef Sekcji Krajowej Uzdrowisk, aby rzetelnie ocenić skutki zmiany właściciela potrzeba około 10 lat, ponieważ przez pierwsze lata inwestor jest zobowiązany do prowadzenia określonej działalności. Po tym okresie może zmienić jej profil działalności, sprzedać uzdrowisko czy zwolnić część załogi. Tak się stało w przypadku Nałęczowa, gdzie koncern Nestle wykupił sanatorium, aby wydobywać wodę. Samo uzdrowisko zostało sprzedane kolejnemu właścicielowi.

Z kolei Prawo i Sprawiedliwość uważa, że rząd chce prywatyzować srebra narodowe za przysłowiową czapkę gruszek, bez żadnych konsultacji społecznych, bez żadnych negocjacji. Pod młotek mają trafić uzdrowiska w Kołobrzegu, Świnoujściu, Ciechocinku, Rymanowie, Busku Zdroju i Lądku Zdroju. Przewidywany zysk z prywatyzacji to około 125,5 mln zł. – „Rząd chce sprywatyzować srebra narodowe za przysłowiową czapkę gruszek” – mówi kołobrzeski poseł PiS, Czesław Hoc. Dodaje, że Kołobrzeg ma zostać sprzedany za 20 mln zł, tymczasem 1 km autostrady A2 kosztował 60 mln zł. – „Czyli za 6 uzdrowisk można kupić 2 km autostrady” – wylicza poseł PiS.

Joachim Brudziński dodaje, że na prywatyzacji stracą polscy kuracjusze. – „Dziesiątki tysięcy ludzi nie będą mogły skorzystać z tego dobrodziejstwa. Dla tej władzy najważniejsze jest, by zgadzały się słupki i wskaźniki, a bardzo daleko z tyłu jest interes zdrowotny naszych obywateli” – stwierdza Brudziński.

Spośród 7 uzdrowisk, do prywatyzacji na razie nie przeznaczono Krynicy, która przechodzi obecnie prace modernizacyjne na koszt budżetu państwa. Politycy opozycji nie wykluczają, że po remoncie i to uzdrowisko trafi pod młotek.

Jednym płacą, reszta płacze

Jednym płacą, reszta płacze

W telewizji publicznej wrze. Zarząd tnie pensje i zwalnia pracowników a jednocześnie zatrudnia „gwiazdy” na wysoko opłacanych kontraktach.

Zlecanie produkcji telewizyjnej zewnętrznym podmiotom i malejące wynagrodzenia to główne powody protestu zapowiadanego przez działające w TVP S.A związki zawodowe. Zdaniem związkowców to niezrozumiałe, że telewizja mając swój sprzęt i ludzi oddaje produkcję firmom zewnętrznym. – „Finansowo tracą na tym nasi pracownicy, których wynagrodzenia drastycznie zmalały” – mówi Jarosław Najmoła, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w TVP S.A.

Wprawdzie w czerwcu zarząd TVP spotkał się ze związkowcami i zaproponował wypłatę jednorazowego dodatku do wynagrodzeń dla osób najniżej zarabiających, które szczególnie dotknęła tegoroczna obniżka. Jednak nieznana jest ani wielkość tego dodatku, ani wysokość wynagrodzenia poniżej której będzie on wypłacany. Dlatego po spotkaniu powołany w czerwcu komitet strajkowy rozpoczął przygotowania do protestu, który prawdopodobnie odbędzie się we wrześniu.
Związkowcy domagają się m.in. nieobniżania wynagrodzeń, zaprzestania zwolnień pracowników oraz ograniczenia produkcji telewizyjnej przez firmy zewnętrzne. Ich zdaniem trudno zrozumieć prowadzoną od 5 lat politykę drastycznego ograniczanie wynagrodzeń pracowników przy jednoczesnym zatrudnianiu nowych osób na lukratywnych kontraktach. Z jednej strony zwalniani są pracownicy, a z drugiej ciągle są tacy, którzy pobierają wynagrodzenia nie świadcząc pracy. Związkowcy zdają sobie sprawę z trudnej sytuacji, dlatego oprócz postulatów płacowych przedstawili całą listę propozycji oszczędnościowych. Proponują m.in. wprowadzenie ograniczenia maksymalnego wynagrodzenia w TVP do wysokości pensji prezesa, ograniczenie ilości stanowisk zastępców dyrektorów czy niezatrudnianie przy produkcji programów kilku kierowników czy ich asystentów.

– „To przecież chora sytuacja, że w tej samej firmie jeden pracownik zarabia 800 złotych miesięcznie, a inny kilkadziesiąt tysięcy” – uważa Jarosław Najmoła.

Wieś bez pracy

Wieś bez pracy

Prawie 900 tysięcy osób na terenach wiejskich nie ma zatrudnienia. Sytuacja na wiejskim rynku pracy jest znacznie trudniejsza niż w miastach.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, w maju w urzędach pracy zarejestrowanych było dokładnie 866,9 tys. bezrobotnych zamieszkałych na wsi. To o ponad 20 tys. więcej niż przed rokiem i jednocześnie najwięcej od pięciu lat – wynika z najnowszych danych GUS. Co istotne, na wsi żyje 39 proc. ludności naszego kraju, podczas gdy 43 proc. wszystkich bezrobotnych pochodzi ze wsi.

Sprawy przybierają jeszcze gorszy obrót, gdy pod uwagę weźmie się osoby, których nie obejmują oficjalne statystyki – nie zarejestrowane jako bezrobotni, ale nie mające pracy w gospodarstwach chłopskich. – „Rolnictwo może ukrywać około 550 tys. osób praktycznie bezrobotnych” – mówi dr Bożena Karwat-Woźniak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Dodaje, że w ostatnim roku ich liczba zwiększyła się o ok. 50 tys., ponieważ w rolnictwie przybywa maszyn, które zastępują ludzką pracę.

Z kolei zdaniem prof. Katarzyny Duczkowskiej-Małysz z SGH ukryte bezrobocie w rolnictwie jest jeszcze większe i obejmuje od 800 tys. do nawet miliona osób. Jej zdaniem jest ich tak dużo, ponieważ dominują małe gospodarstwa rolne, w których jest niewiele pracy. – „A dopiero gospodarstwa o powierzchni ponad 50 ha dają zatrudnienie dwóm osobom przez cały rok” – podkreśla prof. Duczkowska-Małysz. Tymczasem, jak wynika z powszechnego spisu rolnego przeprowadzonego jesienią 2010 r. przez GUS, tak dużych gospodarstw jest tylko 27 tys. Wszystkich – aż 2,3 mln.

Rolników wśród zarejestrowanych bezrobotnych zamieszkałych na wsi jest dosłownie garstka. W maju było ich tylko 49,3 tys. – „To dlatego, że w większości rolnicy, którzy nie mają zajęcia, nie mogą się zarejestrować w urzędach pracy jako osoby bezrobotne, nawet jeśli pracowali dodatkowo na etacie poza rolnictwem” – ocenia dr Karwat-Woźniak. Zgodnie z ustawą o promocji zatrudnienia, bezrobotnym może być osoba, która nie jest właścicielem lub posiadaczem nieruchomości rolnej o powierzchni użytków rolnych przekraczających 2 hektary przeliczeniowe. Innymi słowy, rolnik, który ma więcej niż 2 ha, bezrobotnym w myśl przepisów być nie może…

Zdaniem dr Karwat-Woźniak jednym z powodów problemów z bezrobociem na wsiach jest również to, że powstaje tam mało mikroprzedsiębiorstw, bo siłą rzeczy jest tam znacznie mniejsze zapotrzebowanie na ich towary i usługi niż w mieście.

Polska miała być drugą Japonią, drugą Ameryką, drugą Irlandią itd. Tymczasem stajemy się drugą II Rzeczpospolitą, w której jednym z kluczowych problemów społecznych było istnienie na wsi kilkumilionowej armii „ludzi zbędnych”, jak ich wówczas zwano.