Bezrobotni zajmują kolejne gospodarstwo

Bezrobotni zajmują kolejne gospodarstwo

Około 1000 osób z andaluzyjskiego związku SOC-SAT rozpoczęło 24 lipca okupację gospodarstwa La Turquilla w pobliżu Sewilli. Liczące 1200 hektarów gospodarstwo administrowane przez hiszpańskie ministerstwo obrony w ogromnej większości stanowią nieużytki, wojsko wykorzystuje zaledwie 20 hektarów na potrzeby hodowli klaczy.

Aby uniknąć bezpośredniej konfrontacji z przebywającymi na terenie stadniny żołnierzami oraz funkcjonariuszami Guardia Civil związkowcy postanowili nie podejmować próby zajęcia budynków i rozpoczęli przygotowania zmierzające do utworzenia infrastruktury niezbędnej do kontynuowania okupacji. W godzinach popołudniowych ukończono pierwsze prace nad strefą, w której ponad stu związkowców spędzi pierwszą noc.

– „Nie chcemy własności ziemi, chcemy ją użytkować żeby dawała pracę i tworzyła bogactwo, a nie służyła wyłącznie do pobierania unijnych subwencji” – powiedział rzecznik prasowy związku, Diego Cañamero. Podkreślił, że w regionie panuje 40-procentowe bezrobocie i celem związku nie jest symboliczna okupacja, ale faktyczne rozpoczęcie produkcji rolnej na terenie gospodarstwa. – „Wierzymy w to, co robimy i robimy to pokojowo, jeśli nas wyrzucą wrócimy i będziemy to robić aż rząd przekaże ziemię pracownikom”.
To już drugie gospodarstwo w Andaluzji przejęte przez bezrobotnych mieszkańców – od marca trwa okupacja Somonte w prowincji Kordoba.
___________
Przedruk za: http://hiszpania.eu.org/

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie jesteśmy skazani na GMO

Nie jesteśmy skazani na GMO

Prawdopodobnie nie uda się w Polsce całkowicie wyeliminować pasz wytwarzanych z importowanej soi, ale mamy warunki do tego, by – przy wsparciu państwa – zwiększyć produkcję pasz na bazie roślin motylkowatych i rzepaku.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, w Polsce od kilku lat rolnicy dostają dodatkowe dopłaty bezpośrednie za uprawę roślin motylkowatych, ponadto prowadzone są badania naukowe nad nowymi odmianami i zwiększeniem plonów takich roślin. Głównym ośrodkiem naukowym w tej dziedzinie jest Poznań. Naukowcy z tamtejszego Uniwersytetu Przyrodniczego twierdzą, że polskie rolnictwo może być unijnym potentatem w produkcji roślin motylkowatych (np. bobiku, łubinu żółtego i wąskolistnego, grochu siewnego).

Obecnie Polska importuje aż 75 proc. białka paszowego w postaci soi, głównie z Brazylii, Argentyny i USA. Zazwyczaj jest to soja modyfikowana genetycznie, o wciąż nierozpoznanym oddziaływaniu na zdrowie przy długookresowym spożywaniu produktów powstałych na ich bazie. Ale sprawa ma także wymiar szerszy: „Uzależniliśmy się od zewnętrznych źródeł białka. Suwerenność żywnościowa Polski w zakresie produkcji zwierzęcej zależy od tego, czy kilka amerykańskich globalnych firm sprzeda nam 2,5 mln ton soi, czy też nie. Dostawy mogą zablokować katastrofy przyrodnicze lub spekulacje – i soi może zabraknąć” – ostrzega poseł Jan K. Ardanowski (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Jak przeciwdziałać tej sytuacji? W Polsce nie da się uprawiać wydajnych odmian soi na skalę masową, ze względu na klimat. Jednak naukowcy przekonują, że jednym z istotnych źródeł krajowego białka mogą być właśnie rośliny motylkowate. Co prawda rośliny strączkowe wytwarzają czynniki antyżywieniowe (zmniejszające przyswajalność białka), jednak jak zaznacza prof. Andrzej Rutkowski, dzięki badaniom naukowym można poprawić ich jakość. Ponadto do pasz można dodawać śrutę i makuchy rzepakowe, wywary kukurydziane. – „Łączenie kilku pasz wysokobiałkowych daje dobry efekt, to trzeba badać” – mówi prof. Rutkowski. Jego zdaniem takie badania powinny być prowadzone przede wszystkim w małych gospodarstwach (posiadających do 200 tys. sztuk trzody chlewnej i do 2 mln sztuk drobiu), które nie potrzebują dużych ilości koncentratów, a mogą produkować żywność zdrową, bez GMO.

Warto siać motylkowate również dlatego, że takie uprawy poprawiają środowisko glebowe. – „Rośliny strączkowe to najtańsza fabryka azotu, którego produkcja nic nie kosztuje” – przekonuje prof. Jerzy Szukała. – „Jeden hektar daje 95,9 kg czystego azotu, to tyle, ile powstaje przy 220 kg saletry amonowej” – wyjaśnia.

O ile przekonanie rolników do siania motylkowatych nie wydaje się trudnym zadaniem, problem mogą stanowić wytwórcy pasz – rynek opanowany jest bowiem przez trzy wielkie międzynarodowe koncerny paszowe, które bazują na soi. Posłanka Gabriela Masłowska (PiS) uważa, że w tej sytuacji należy wspierać i zachęcać małe wytwórnie, by kupowały krajowe rośliny strączkowe. Trzeba także wywołać popyt na pasze z roślin motylkowatych wśród producentów mięsa. To może się udać, zważywszy, że – jak zauważa poseł Krzysztof Borkowski (PSL) – paszowi monopoliści windują ceny pasz, przez co drożeje polskie mięso i upada hodowla trzody chlewnej. Z kolei Stanisław Kalemba podkreśla, że powinniśmy dbać o to, aby komponenty do pasz były produkowane w Polsce – tym bardziej, że mamy w tym względzie wsparcie Unii Europejskiej.

Mniej bezpieczeństwa?

Mniej bezpieczeństwa?

W ramach reorganizacji policji zniknie niemal połowa z 700 posterunków. Policja zapewnia, że w efekcie będzie… bezpieczniej.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, zdaniem policji posterunki to twory archaiczne. Są nieefektywne i drogie w utrzymaniu. W miejsce 277 posterunków powstanie 27 nowych komisariatów czynnych całą dobę. Reorganizacja ma również zwiększyć liczbę patroli na ulicach.

Wytypowanych do likwidacji jest dokładnie 277 posterunków policji w całym kraju – dodaje portal Nowaostroleka.pl. Do połowy tego roku zlikwidowano już 91 posterunków, w ich miejsce powstało 10 komisariatów. Najwięcej posterunków zniknie na Podkarpaciu i Mazowszu. Decyzje w całym kraju będą jednak należały do komendantów powiatowych. To oni ocenią, z których posterunków policjanci trafią do służby w większych jednostkach.

Posterunki często bywają mylone z komisariatami. Różnica między nimi jest jednak zasadnicza: komisariat funkcjonuje całą dobę, posterunek – tylko za dnia, a w niektórych miejscach wyłącznie kilka godzin w tygodniu. – „Z przeprowadzonych analiz wynika wyraźnie, że aby możliwe było pełnienie służby przez całą dobę, przez jeden dwuosobowy patrol, potrzeba przynajmniej 10 policjantów – na posterunku pracuje zazwyczaj kilku” – wylicza komenda wojewódzka policji w Radomiu. – „Takie właśnie posterunki zostaną połączone, w wyniku czego powstaną komisariaty – jeszcze inne zostaną przeniesione do komend powiatowych. Trzeba pamiętać, że to nie budynki zapewniają bezpieczeństwo, a zmotoryzowane, wyposażone w łączność, zarządzane przez dyżurnych komend miejskich i powiatowych mobilne patrole, które przez całą dobę pełnią służbę. Tych dzięki reorganizacji powinno być zdecydowanie więcej”. Reorganizacja zakłada, że więcej funkcjonariuszy zostanie oddelegowanych do pracy w terenie, mniej będzie zajmowało się pracą biurową.

Do takiej koncepcji nie są jednak przekonani mieszkańcy i władze lokalne, szczególnie w małych miejscowościach lub dzielnicach peryferyjnych większych miast. Obawiają się oni, że wprowadzane zmiany przyniosą w praktyce obniżenie poczucia bezpieczeństwa, wzrost bezkarności przestępców i sprawców wykroczeń oraz dłuższy czas oczekiwania na reakcję policji, a także postępującą marginalizację takich okolic, z których stopniowo znikają kolejne oddziały instytucji publicznych.

Złodzieje z bogatych sfer

Złodzieje z bogatych sfer

Najbogatsi ludzie świata zgromadzili w rajach podatkowych prawie 17 bilionów euro. To równowartość zsumowanych PKB tak zamożnych krajów, jak USA i Japonia.

Jak informuje Wyborcza.biz za „Observer”, dane pochodzą z raportu organizacji Tax Justice Network. Badanie kapitałów ukrytych w takich miejscach, jak Szwajcaria, Kajmany czy Wyspa Jersey, przeprowadził dla niej James Henry – były główny ekonomista firmy doradczej McKinsey. Według niego 17 bln euro to ostrożne szacunki, bo w rzeczywistości suma pieniędzy wymykających się systemom podatkowym może wynosić nawet 25,7 bln euro.

Z raportu wynika, że w przypadku wielu krajów rozwijających się wartość kapitału, która opuściła ich granice od lat 70. do dziś wystarczyłaby na spłatę wszystkich długów wobec reszty świata. Najwięcej pieniędzy zostało wytransferowanych za granicę z krajów bogatych w ropę naftową: z Rosji (642 mld euro), Arabii Saudyjskiej (253 mld euro) i Nigerii (251,8 mld euro). „Aktywa w tych krajach są kontrolowane przez niewielką grupę zamożnych osób prywatnych, podczas gdy długi są rozłożone na barkach zwykłych ludzi poprzez rządy” – czytamy w raporcie.

James Henry szacuje, że 8,1 bln euro znajduje się w rękach zaledwie 92 tys. osób, czyli 0,001 proc. światowej populacji. Wąskie grupy ogromnie zamożnych elit z różnych krajów wspólnie bronią swojej uprzywilejowanej pozycji, nie okazując solidarności z uboższymi obywatelami własnych państw. „Zakładając, że 17 bln euro generują średnio 3 proc. rocznie w postaci odsetek, a państwa nakładają na to podatek w wysokości 30 proc., otrzymujemy kwotę 155,5 mld euro. To więcej niż bogate kraje wydają na pomoc państwom trzeciego świata” – wylicza „Observer”.

Od 2008 r., gdy światem wstrząsnął kryzys finansowy, przywódcy G20 wielokrotnie zapowiadali likwidację rajów podatkowych, zabrakło jednak stanowczych działań. Wciąż wiele krajów odmawia służbom podatkowym innych państw informacji na temat stanu posiadania obywateli tych państw. Tax Justice Network domaga się, by wymiana informacji między krajami w takich sprawach stała się standardem.